18-03-2012, 12:12
Głód zmusza człowieka do jedzenia, fakt, ale nie do nadmiernego. Nadmierne jedzenie to tylko nasza wola gdyż robimy to przez nudę itd. Obawa prze pogorszeniem zdrowia, tak? Są ludzie, którym to po prostu "wisi" i jedzą dalej. "Obawa przed nie akceptacją społeczną każe mu wciąż myśleć, że jest za gruby". Hm... Z jednej strony tak, ale z drugiej nie. Posłużę się tutaj swoim przykładem. Mam długie włosy, przez co nie jestem zbytnio lubiany (nie wiem dlaczego
), mam kolegę pedała, przez co ludzie mnie postrzegają też jako pedała, słucham innej muzyki niż inny (czyt. rock), przez co jestem wyśmiewany. I co? Nic! Ciągle jestem taki, jaki jestem. Nie zmieniam się pod wpływem innych. Jestem nie akceptowany, a mimo to nie zmieniam się. Uczucia sami wytwarzamy, gdyż sami się boimy (w twoim przykładzie) tej nie akceptacji. Impulsy (elektryczne, jak mniemam) to droga przekazywania myśli. Hormony regulują pracę innych narządów itd. Emocje, to reakcja wewnętrzna, na czynniki zewnętrzne. O dziwo, emocje też zależą poniekąd od nas. Ja, który ma na wszystko "wywalone" nie odczuwam smutku, gdy ktoś mnie obraża. Może tłumię w sobie te emocje? Kto wie. Ja ich po prostu nie odczuwam. To JA, które kontroluje podrzędne jednostki ciała to jest to "coś" co teraz pisze w tym wątku. Mógłbym po prostu przestać pisać w tym wątku, gdyż masz większy autorytet na tym forum i część ludzi popiera twoje zdanie nie patrząc na innych. Część po prostu uważa, że piszę głupoty, bo w końcu co taki "piętnastolatek" może wiedzieć? A ja mimo to, brnę i brnę dalej. Chcę poznać odpowiedź. Czy to nie jest wywołane moim wyborem? Mógłbym po prostu się poddać. Impulsy za to nie odpowiadają, hormony też nie. Emocje też nie, bo pisząc to nie odczuwam do ciebie złości za to, iż sądzisz odmiennie niż ja. Popęd, ekhm... To JA, o którym cały czas mówimy to po prostu wszystko (ciało, odczucia, emocje, przekonania, wierzenie itd.), które tworzą spójną całość. Jednakże jestem przekonany, iż wybór co do moich poczynań.
Tak odbiegając od tematu, ciekawa dyskusja
.
), mam kolegę pedała, przez co ludzie mnie postrzegają też jako pedała, słucham innej muzyki niż inny (czyt. rock), przez co jestem wyśmiewany. I co? Nic! Ciągle jestem taki, jaki jestem. Nie zmieniam się pod wpływem innych. Jestem nie akceptowany, a mimo to nie zmieniam się. Uczucia sami wytwarzamy, gdyż sami się boimy (w twoim przykładzie) tej nie akceptacji. Impulsy (elektryczne, jak mniemam) to droga przekazywania myśli. Hormony regulują pracę innych narządów itd. Emocje, to reakcja wewnętrzna, na czynniki zewnętrzne. O dziwo, emocje też zależą poniekąd od nas. Ja, który ma na wszystko "wywalone" nie odczuwam smutku, gdy ktoś mnie obraża. Może tłumię w sobie te emocje? Kto wie. Ja ich po prostu nie odczuwam. To JA, które kontroluje podrzędne jednostki ciała to jest to "coś" co teraz pisze w tym wątku. Mógłbym po prostu przestać pisać w tym wątku, gdyż masz większy autorytet na tym forum i część ludzi popiera twoje zdanie nie patrząc na innych. Część po prostu uważa, że piszę głupoty, bo w końcu co taki "piętnastolatek" może wiedzieć? A ja mimo to, brnę i brnę dalej. Chcę poznać odpowiedź. Czy to nie jest wywołane moim wyborem? Mógłbym po prostu się poddać. Impulsy za to nie odpowiadają, hormony też nie. Emocje też nie, bo pisząc to nie odczuwam do ciebie złości za to, iż sądzisz odmiennie niż ja. Popęd, ekhm... To JA, o którym cały czas mówimy to po prostu wszystko (ciało, odczucia, emocje, przekonania, wierzenie itd.), które tworzą spójną całość. Jednakże jestem przekonany, iż wybór co do moich poczynań.Tak odbiegając od tematu, ciekawa dyskusja
.





