18-03-2012, 11:13
(18-03-2012, 01:28 )Tehij napisał(a): Przeczytaj jeszcze raz ze zrozumieniem zdanie incestusa: "wszystko co robi jest logicznym skutkiem poprzednich wydarzen zewnetrznych i wewnetrznych". Wolną wolę miałbyś, gdybyś mógł wybrać dom, rodzinę, etc. Ale nie możesz i w tym rozumowaniu nie masz wolnej woli.
Kolejną sprawą są te wyrzeczenia. Przy religii masz rację, ale schodząc na ziemię, bardziej do prawa, to już nie. Prawo, które zostało wprowadzone ogranicza twoją wolę. Przykład: nie możesz mordować - i ot cała wolna wola znika. Przy owym przykładzie można też poruszyć kwestie moralne, które ograniczałyby takiego człowieka.
Twoja krytyka mojej teorii byłaby (w moim zdaniu oczywiście :]) trafna, jeżeli postrzegalibyśmy człowieka jako jednostkę indywidualną (kurde, nie wiem jak to nazwać
). Wiadomo, ssak naczelny, mamy swój własny charakter itd. Ale nie zapominajmy o tym, że wciąż jesteśmy zwierzętami, które żyją w stadach. Ja postrzegam człowieka nie jako jednostkę indywidualną, tylko jako cegiełkę stada. Fakt, nie mam wyboru, w której rodzinie się urodzę. Dlaczego? Bo mnie jeszcze przed poczęciem nie ma. Po prostu nie istnieję. Prawo zostało wymyślone tak, abyśmy sobie nie zawadzali nawzajem (żeby była takowa harmonia), dlatego jestem za prawem i nie uważam go za ograniczenie. Mordowanie? Stada nie mordują siebie nawzajem (oczywiście chodzi mi tutaj o wewnętrzne mordowania, że np. tata zabije syna), no chyba, że ktoś ma problemy psychiczne
. Kwestie moralne... fakt. Ale jeżeli komuś na czymś bardzo zależy, to może się wyzbyć morałów
.(18-03-2012, 01:28 )Tehij napisał(a): W fizyce prędkość, czas, kierunek to wartości i jednostki, nie zjawiska. Prędkość to jednostka opisująca zjawisko ruchu, co by oznaczało, że jesteś w błędzie.
Hm... tu mnie masz
. Przyznaję Tobie rację, że się pomyliłem. Ale i tak dla mnie to jest coś normalnego i nie jest to dla mnie równoznaczne ze słowem "Bóg". (18-03-2012, 01:28 )Tehij napisał(a): Wierzący mógłby to wybronić przekonaniem, że Bóg ma swój plan co do świata. Ja niestety nie mogę znaleźć odpowiedzi na to pytanie, ponieważ jestem w (jak to ładnie moja książka od polskiego opisuje) kryzysie światopoglądowym. Sam nie wiem, co o tym myśleć i szukam odpowiedzi na to pytanie.
Ja siebie nazywam ateistą, bom nie wierzący. Ale można i rzec, iż także mam kryzys światopoglądowy. Mieszam forum o tematyce jak np. to forum z forami o tematyce komputerowej. Moje pytanie w tym wątku wskazuje na to, iż nie jestem pewien co do istnienia Boga. Chcę znaleźć odpowiedź jednocześnie biorąc udział w dyskusji.
(18-03-2012, 01:28 )Tehij napisał(a): A więc jak widzisz w pochmurny dzień? A może nie widzisz? Promienie przenikają przez chmury, co jest, jak mniemam, metaforą dla cudów Boga na ziemi.
Widzę promienie w pochmurny dzionek i utożsamiam je ze słońcem dlatego, że je widziałem kiedykolwiek. Sytuacja tych ludzi jest inna. Oni nigdy nie widzieli, czy to słońce i równie dobrze mogło by być to światło z wybuchu innej gwiazdy.
(18-03-2012, 01:28 )Tehij napisał(a): Zawsze tłumaczyłem to sobie, że te 7 dni, w których Bóg stworzył świat, to w naszej rachubie czasu "ciut" więcej.
Na samo pytanie zawarte w temacie ciężko jest mi odpowiedzieć. Według mnie tak, istnieje, ale to chyba tylko dlatego, że urodziłem się w katolickiej rodzinie (stąd kryzys światopoglądowy). Choć jedno mnie zastanawia - cudy i objawienia na ziemi i stosunek do nich ateistów. Ateiści na forum (przepraszam, jeśli sformułowanie kogoś uraziło): jakie jest wasze stanowisko wobec cudów i objawień?
Też się urodziłem w rodzinie katolickiej
. Spoko, nie obraziłeś mnie. A tak naprawdę, cudy jak objawienie się matki boskiej fatimskiej widziały trzy osoby. Może chore psychicznie? Jakby im się objawił Allah, albo Zeus to by ich na oddział zamknięty dali. Może Ojciec Pio? Nie wiem, nie widziałem. Musiałbym zobaczyć te jego rany. Wtedy może zmieniłbym zdanie, ale jak na razie twierdzę, że udawane to było (czyt. sam to sobie robił). A jeżeli chodzi o dawne cuda, typu przemienienie wina itd., dla mnie to bujda. To wszystko może być po prostu zmyślone. Nigdy nie możemy mieć pewności, że to się stało na prawdę.





