13-02-2012, 17:03
Rozrzewniłem się wczoraj na forum o moich problemach z projekcjami, oczywiście musiały mi się znowu przyśnić 
Udało mi się otrzymać LD z Wilda na kacu parę minut przed budzikiem. Najpierw zwiedzałem nocą iglastą polanę na którą padał dziwny niebieski śnieg. Gdy się zbliżyłem, okazało się, że nie padają płatki, tylko leciutkie niebieskie lodowe sześciany. Cały las wkrótce wyglądał jak zanurzony w wiadrze z lodem, dopóki te wszystkie sześciany nie rozjarzyły się różnymi kolorami, jak lampki choinkowe.
Potem władowałem się w głowę mechanoida wielkości budynku, i stałem się nim. Ociężałymi krokami tratowałem dęby jak zapałki, miażdżyłem drewniane statki i tamy i zdmuchiwałem budynki.
Na koniec szperałem po jakichś mechanicznych piwnicach gdy napadła mnie moja wieczna zmora - natrętna projekcja ojca. Jak w życiu, łaził za mną namolnie i dopytywał o jakieś pierdoły. Takie jego zachowanie zawsze automatycznie doprowadza mnie do furii, a to kładzie świadomość, udało mi się powstrzymać i próbowałem zbyć go tak miło, jak nigdy w życiu. Obiecałem mu, że spędze z nim trochę czasu w dzień, żeby mi nie przeszkadzał w nocy, byłem pewny, że takie właśnie zachowanie odpędziłogo by w realu
Projekcja jednak wykrzywiła twarz i stwierdziła, że koniecznie musi mi zająć noc, bo w dzień to go nie ma. Rysy twarzy zamazały się i mówiłem już do małego wynaturzenia z niesymetryczną twarzą i częściami mrówki, który na czole miał żelazny okrąg ze skośnym krzyżem i namalowaną czarną gruszką w lewym jego oczku. To już mnie otępiło i wkręciłem sobie, że to astralna postać. Zapytany o imię, odpowiedział " Burżi "
I sen przeszedł w fazę półświadomą

Udało mi się otrzymać LD z Wilda na kacu parę minut przed budzikiem. Najpierw zwiedzałem nocą iglastą polanę na którą padał dziwny niebieski śnieg. Gdy się zbliżyłem, okazało się, że nie padają płatki, tylko leciutkie niebieskie lodowe sześciany. Cały las wkrótce wyglądał jak zanurzony w wiadrze z lodem, dopóki te wszystkie sześciany nie rozjarzyły się różnymi kolorami, jak lampki choinkowe.
Potem władowałem się w głowę mechanoida wielkości budynku, i stałem się nim. Ociężałymi krokami tratowałem dęby jak zapałki, miażdżyłem drewniane statki i tamy i zdmuchiwałem budynki.
Na koniec szperałem po jakichś mechanicznych piwnicach gdy napadła mnie moja wieczna zmora - natrętna projekcja ojca. Jak w życiu, łaził za mną namolnie i dopytywał o jakieś pierdoły. Takie jego zachowanie zawsze automatycznie doprowadza mnie do furii, a to kładzie świadomość, udało mi się powstrzymać i próbowałem zbyć go tak miło, jak nigdy w życiu. Obiecałem mu, że spędze z nim trochę czasu w dzień, żeby mi nie przeszkadzał w nocy, byłem pewny, że takie właśnie zachowanie odpędziłogo by w realu
Projekcja jednak wykrzywiła twarz i stwierdziła, że koniecznie musi mi zająć noc, bo w dzień to go nie ma. Rysy twarzy zamazały się i mówiłem już do małego wynaturzenia z niesymetryczną twarzą i częściami mrówki, który na czole miał żelazny okrąg ze skośnym krzyżem i namalowaną czarną gruszką w lewym jego oczku. To już mnie otępiło i wkręciłem sobie, że to astralna postać. Zapytany o imię, odpowiedział " Burżi "I sen przeszedł w fazę półświadomą





