23-12-2011, 13:13
W środku nocy miałem krótki epizod uświadomienia, widok który mnie spotkał należy do tych, których nie da się opisać.
Przede mną rozciągało się mechaniczne pole. Każdy metr sześcienny usiany był masą pierdółek i bibelotów, z masą wystających pręcików, drutów, tłoków, trybów, taśm , wszystkie połączone ze sobą i pracujące, każdy jednak w innym rytmie. Wiele z nich miało jakąś mechaniczną część pnącą się w góre, jak na przykład 2 naprzemiennie mijające się wahadełka zwieńczone lusterkiem, miało to chyba symbolizować trawę?
Tak naprawdę niczego to nie przypominało, makroskopowo połać przypominała kolorem kompost albo zmielone śmieci z większym odcieniem fioletu. A niebo było całkowicie czerwone.
Zdążyłem tylko na to zerknąć i przeszedłem w kolejny sen...
Przede mną rozciągało się mechaniczne pole. Każdy metr sześcienny usiany był masą pierdółek i bibelotów, z masą wystających pręcików, drutów, tłoków, trybów, taśm , wszystkie połączone ze sobą i pracujące, każdy jednak w innym rytmie. Wiele z nich miało jakąś mechaniczną część pnącą się w góre, jak na przykład 2 naprzemiennie mijające się wahadełka zwieńczone lusterkiem, miało to chyba symbolizować trawę?
Tak naprawdę niczego to nie przypominało, makroskopowo połać przypominała kolorem kompost albo zmielone śmieci z większym odcieniem fioletu. A niebo było całkowicie czerwone.
Zdążyłem tylko na to zerknąć i przeszedłem w kolejny sen...





