01-12-2011, 21:49
Zauwazylem juz jakis czas temu swoista metoda na LD:
Dotyczy ona osob z dobrym biologicznym budzikiem ( czyli budza sie o godzinie, na ktora planuja wstac ) Polega na tym, zeby przyzwyczaic ten wlasnie budzik do wstawania na jakas wczsna godzine, a nastepnie "nastawic" go na pol godziny pozniej. Za kazdym razem przy takim manewrze miewam LD, lub co czesciej - sen o LD.
Mialem wstac na 5.30 , a zazwyczaj wstawalem na 5.00. Przez jakas godzine mialem sen o LD w ktorym latalem nad zamglonymi miastami i panstwami atakowanymi przez deszczowe chmury. Gdzies tam atakowaly mnie lamparty, potem rozmawialem z debowym medrcem z Lublinca
W koncu po jakims czasie zyskalem pelna swiadomosc, ale i tak cel pozostal ten sam - zwiedzanie sennego swiata. Ostatnie pol godziny poswiecilem na zwiedzanie jakiegos parku z ogromnymy sosnami z licznymi przewezeniami oraz masa wodospadow - woda plynela w nich w kazda strone, tworzac specyficzne akweny, jakby autostrady pedzacej wody - w gore, w dol , po rondzie, po schodkach, jeden nurt wyprzedzajacy drugi....
Ladne widoki ale jednak nie tak wymyslne, jakie snilem jeszcze jakis czas temu. W kazdym razie po poltorej godziny takich snow obudzilem sie oczywiscie koszmarnie niewyspany
Dotyczy ona osob z dobrym biologicznym budzikiem ( czyli budza sie o godzinie, na ktora planuja wstac ) Polega na tym, zeby przyzwyczaic ten wlasnie budzik do wstawania na jakas wczsna godzine, a nastepnie "nastawic" go na pol godziny pozniej. Za kazdym razem przy takim manewrze miewam LD, lub co czesciej - sen o LD.
Mialem wstac na 5.30 , a zazwyczaj wstawalem na 5.00. Przez jakas godzine mialem sen o LD w ktorym latalem nad zamglonymi miastami i panstwami atakowanymi przez deszczowe chmury. Gdzies tam atakowaly mnie lamparty, potem rozmawialem z debowym medrcem z Lublinca
W koncu po jakims czasie zyskalem pelna swiadomosc, ale i tak cel pozostal ten sam - zwiedzanie sennego swiata. Ostatnie pol godziny poswiecilem na zwiedzanie jakiegos parku z ogromnymy sosnami z licznymi przewezeniami oraz masa wodospadow - woda plynela w nich w kazda strone, tworzac specyficzne akweny, jakby autostrady pedzacej wody - w gore, w dol , po rondzie, po schodkach, jeden nurt wyprzedzajacy drugi....Ladne widoki ale jednak nie tak wymyslne, jakie snilem jeszcze jakis czas temu. W kazdym razie po poltorej godziny takich snow obudzilem sie oczywiscie koszmarnie niewyspany





