26-11-2011, 20:08
Dzisiaj długi, wyraźny sen, jak to po 10 godzinnym śnie.
Byłem w domu, przyszedł jakiś facet, powiedział, że musi pogadać z ojcem. Po rozmowie musieliśmy gdzieś iść. Poszliśmy na jakiś pusty plac. Ojciec gadał dalej z tym facetem, a ja siedziałem na ławce z jakąś dziewczyną. Zapytała, czy się nudzę, powiedziałem, że tak, a ona wyciągnęła jakąś listę i powiedziała, że jak jej się nudzi to sprawdza, kto dziś rządzi światem <ke>. Przeczytała: 25 listopada- Sauron <szok>. Nagle cała sceneria zmieniła się na Mordor. Plac stał się rozżarzoną wyspą latającą w powietrzu, dookoła wulkany, lawa, płomienie. Niebo zrobiło się czerwone. Ojciec i dziewczyna zniknęli, a facet zamienił się w Nazgula. Walczyłem z nim, tyle, że nie miałem żadnej broni, a on jakby cały arsenał trzymał w kieszeni. Wyjął miecz, zadał kilka ciosów, wyrzucił go, wyjął zza pleców wielki topór, później dwa sztylety, później łańcuch. Kopnąłem go w brzuch, on wyleciał za wyspę, ale w locie złapał mnie łańcuchem za nogę. Wisiał w powietrzu trzymając się łańcuchem mojej nogi. Przeciąłem łańcuch jakimś ostrzem i posłałem go w otchłań, ale jak spadał walnął jakąś mądrość życiową w stylu: "Szczęście króla to szczęście ludu"
Byłem w domu, przyszedł jakiś facet, powiedział, że musi pogadać z ojcem. Po rozmowie musieliśmy gdzieś iść. Poszliśmy na jakiś pusty plac. Ojciec gadał dalej z tym facetem, a ja siedziałem na ławce z jakąś dziewczyną. Zapytała, czy się nudzę, powiedziałem, że tak, a ona wyciągnęła jakąś listę i powiedziała, że jak jej się nudzi to sprawdza, kto dziś rządzi światem <ke>. Przeczytała: 25 listopada- Sauron <szok>. Nagle cała sceneria zmieniła się na Mordor. Plac stał się rozżarzoną wyspą latającą w powietrzu, dookoła wulkany, lawa, płomienie. Niebo zrobiło się czerwone. Ojciec i dziewczyna zniknęli, a facet zamienił się w Nazgula. Walczyłem z nim, tyle, że nie miałem żadnej broni, a on jakby cały arsenał trzymał w kieszeni. Wyjął miecz, zadał kilka ciosów, wyrzucił go, wyjął zza pleców wielki topór, później dwa sztylety, później łańcuch. Kopnąłem go w brzuch, on wyleciał za wyspę, ale w locie złapał mnie łańcuchem za nogę. Wisiał w powietrzu trzymając się łańcuchem mojej nogi. Przeciąłem łańcuch jakimś ostrzem i posłałem go w otchłań, ale jak spadał walnął jakąś mądrość życiową w stylu: "Szczęście króla to szczęście ludu"
TR zrobić radzę ci.





