28-10-2011, 21:34
Sen z nocy 26.10.2011.
Popołudnie. Siedzę sobie w internacie WODiDZ'u przy portierni -mam dyżur. Dookoła ani żywej duszy, spokój. Nagle przybiega do mnie niejaka Beatris (dziwne że siedzi w internacie skoro w realu dojeżdżała na kurs, który właśnie dziś się zakończył) i mówi cała zdenerwowana że muszę z nią iść na górę. Ja na to że sam jestem i jak opuszczę choć na chwilę swe stanowisko to niechybnie mi do*ebią rejony na wieczór (zbieranie petów przy alei śmietnikowej). Ona jednak nie odpuszcza, więc idę za nią. Wszędzie cisza i pustka, jakby trwały lekcje. Kiedy docieramy na 1 piętro nagle wszystko zaczyna się trząść... I nagle na korytarzu za nami zaczyna się walić sufit. Spieprzamy na górę, Beatris w biegu mi krzyczy że to jakieś tam przebudzone zło chce nas zabić. Po dotarciu na górę sufit i ściany przestały się kruszyć, ale oto przed nami staje grupa uzbrojonych po zęby antyterrorystów... Mówią, że podłożyli w całym budynku C4 i lada chwila zdetonują (z tego jak to wyglądało to sami też mieli przy tym zginąć). Jeden z nich miał detonator. My wystraszeni się wracamy ale niestety -jeden wielki rozbłysk, huk i koniec snu. Hmm...<dry>
Popołudnie. Siedzę sobie w internacie WODiDZ'u przy portierni -mam dyżur. Dookoła ani żywej duszy, spokój. Nagle przybiega do mnie niejaka Beatris (dziwne że siedzi w internacie skoro w realu dojeżdżała na kurs, który właśnie dziś się zakończył) i mówi cała zdenerwowana że muszę z nią iść na górę. Ja na to że sam jestem i jak opuszczę choć na chwilę swe stanowisko to niechybnie mi do*ebią rejony na wieczór (zbieranie petów przy alei śmietnikowej). Ona jednak nie odpuszcza, więc idę za nią. Wszędzie cisza i pustka, jakby trwały lekcje. Kiedy docieramy na 1 piętro nagle wszystko zaczyna się trząść... I nagle na korytarzu za nami zaczyna się walić sufit. Spieprzamy na górę, Beatris w biegu mi krzyczy że to jakieś tam przebudzone zło chce nas zabić. Po dotarciu na górę sufit i ściany przestały się kruszyć, ale oto przed nami staje grupa uzbrojonych po zęby antyterrorystów... Mówią, że podłożyli w całym budynku C4 i lada chwila zdetonują (z tego jak to wyglądało to sami też mieli przy tym zginąć). Jeden z nich miał detonator. My wystraszeni się wracamy ale niestety -jeden wielki rozbłysk, huk i koniec snu. Hmm...<dry>





