17-10-2011, 16:32
Dziwne doświadczenie miałem dzisiaj. Nie wiem czy pierwszy raz w życiu osiągnąłem paraliż, czy właśnie miałem świadomy sen z jego pominięciem??
Wstałem jak zwykle po paru godzinach i wróciłem do łóżka. Nieruchomo oddychałem coraz głębiej żeby zwiększyć te " wibracje " Po krótkiej respiracji, jak zawsze zrobiłem największy oddech, po którym zazwyczaj wchodzę natychmiast w sen. Tym razem jednak poczułem po nim gwałtowne usztywnienie. Za oczami miałem ciemno ( to akurat czasem się zdarza ) ale czułem sparaliżowane ciało na łóżku, i próba poruszenia ciała sennego skutkowała oporem wyczuwalnym w ciele na łóżku.
Za oczami już zaczął pojawiać się sen i poruszać się bez mojego udziału, ja mogłem tylko oddychać. Gdy w końcu spróbowałem pokonać opór żeby poruszyć czymś we śnie - paraliż pękał i sen gasł. Powtarzałem wtedy wibracje od nowa, i działo się znowu to samo.
W efekcie miałem sen w którym nie ja wybierałem gdzie się poruszę, i który cały czas rozmazywał się bo każdy nieuważny zbyt głęboki oddech lub przełnięcie śliny przerywało paraliż i obraz zaciemniał się. Macie tak czasem?
Bo ja zazwyczaj po ostatnim oddechu tracę wszystkie zmysły z rzeczywistości naraz i jestem zteleportowany do sennego świata. A dzisiaj takie dziwactwo.
Wstałem jak zwykle po paru godzinach i wróciłem do łóżka. Nieruchomo oddychałem coraz głębiej żeby zwiększyć te " wibracje " Po krótkiej respiracji, jak zawsze zrobiłem największy oddech, po którym zazwyczaj wchodzę natychmiast w sen. Tym razem jednak poczułem po nim gwałtowne usztywnienie. Za oczami miałem ciemno ( to akurat czasem się zdarza ) ale czułem sparaliżowane ciało na łóżku, i próba poruszenia ciała sennego skutkowała oporem wyczuwalnym w ciele na łóżku.
Za oczami już zaczął pojawiać się sen i poruszać się bez mojego udziału, ja mogłem tylko oddychać. Gdy w końcu spróbowałem pokonać opór żeby poruszyć czymś we śnie - paraliż pękał i sen gasł. Powtarzałem wtedy wibracje od nowa, i działo się znowu to samo.
W efekcie miałem sen w którym nie ja wybierałem gdzie się poruszę, i który cały czas rozmazywał się bo każdy nieuważny zbyt głęboki oddech lub przełnięcie śliny przerywało paraliż i obraz zaciemniał się. Macie tak czasem?
Bo ja zazwyczaj po ostatnim oddechu tracę wszystkie zmysły z rzeczywistości naraz i jestem zteleportowany do sennego świata. A dzisiaj takie dziwactwo.





