13-10-2011, 14:26
Zawsze jak mam po śnie "ciężką głowę", to wiem że następny sen będzie cały w LD. Teraz też tak się stało. Natychmiast po otwarciu oczu wiedziałem,że śnię i znalazłem się na fotelu w babcinym przedpokoju. Czekałem aż za zmysłem wzroku dojdzie reszta, wraz z czuciem części ciała. W tym czasie w telewizorze kamera skierowana była na oświetloną katedrę z zegarem i zgromadzony przed nią tłum. Na zewnątrz przez okno słychać było fajerwerki i gwizdy. Coś w stylu sylwestra, ale gdy zegar wybił 12stą - zza okna i z głośników wydarł się chóralny równy śpiew:
"Ruszaj Boże ruszaaaj, naprzód Boże ruszaaj"
I tak w kółko i w przyspieszającym rytmie, tak jak w piosence o lokomotywie.
Gdy odzyskałem wszelkie czucie i wyleciałem zobaczyć to na zewnątrz okazało się, że każde moje odwrócenie wzroku w celu wycentrowania widzenia obocznego zamazuje ten obraz. Musiałem zmuszać się, żeby gapić się prosto bez ruszania oczami - przedziwne utrudnienie. I tak ledwo udawał mi się dojrzeć pojedyncze elementy karajobrazu.
W końcu byłem zmuszony przestać ruszać się własną wolą i tylko być świadomy zmieniającego się obrazu.
Wtedy sen umiejscowił mnie nad jakimiś torami a ja jechałem po nich przemierzając bezkresne pola jesiennych liści, wjeżdżając z biegiem czasu w coraz węższy kafelkowany tunel, ze skokowo rosnącą prędkością. Ostatni tunel w tunelu był już wielkości słoika, i ten po prostu zassał pędzącego mnie jak odkurzacz, razem z resztą przytachanych wiatrem liści.
Przebudziłem się wtedy ostatecznie, z odczuciem dużo lżejszej głowy
Ma ktoś podobne problemy z utrzymaniem obrazu?
"Ruszaj Boże ruszaaaj, naprzód Boże ruszaaj"
I tak w kółko i w przyspieszającym rytmie, tak jak w piosence o lokomotywie.
Gdy odzyskałem wszelkie czucie i wyleciałem zobaczyć to na zewnątrz okazało się, że każde moje odwrócenie wzroku w celu wycentrowania widzenia obocznego zamazuje ten obraz. Musiałem zmuszać się, żeby gapić się prosto bez ruszania oczami - przedziwne utrudnienie. I tak ledwo udawał mi się dojrzeć pojedyncze elementy karajobrazu.
W końcu byłem zmuszony przestać ruszać się własną wolą i tylko być świadomy zmieniającego się obrazu.
Wtedy sen umiejscowił mnie nad jakimiś torami a ja jechałem po nich przemierzając bezkresne pola jesiennych liści, wjeżdżając z biegiem czasu w coraz węższy kafelkowany tunel, ze skokowo rosnącą prędkością. Ostatni tunel w tunelu był już wielkości słoika, i ten po prostu zassał pędzącego mnie jak odkurzacz, razem z resztą przytachanych wiatrem liści.
Przebudziłem się wtedy ostatecznie, z odczuciem dużo lżejszej głowy

Ma ktoś podobne problemy z utrzymaniem obrazu?





