16-09-2011, 15:56
Dzisiaj rano byłem pod niesamowitym wrażeniem mojego snu.
03:30 Budzik, troche się otrząsnąłem ze snu i z powrotem do wyrka.
Pierwszy sen nic ciekawego, ot pojeździłem troche samochodem i nic szczególnego się nie działo.
W drugim chodziłem po ogromnym budynku, coś jakby pałac lub ogromny klasztor. Za pierwszym razem wszedłem do wielkiego przedsionka i dalej przez kolejne drzwi.
Za drugim razem (i tu zaczyna sie robić ciekawie) dołączyło do mnie trzech znajomych a jeden z nich miał jakąś dużą księge i powiedział że teraz wejdziemy tam inaczej. Otworzył księge i zaczął czytać jakieś zaklęcie którego niestety już nie pamiętam ale było wypowiedziane wierszem i miało sens, nie jakieś tam słowa bez ładu i składu. Po przeczytaniu zaklęcia ściany zmieniły kolor na krwisto czerwony a w drzwiach utworzył się okrągły otwór a wokół niego powierzchnia zachowywała się jak wokół wiru ale ten wir nie wciągał a wręcz trzeba się było przez niego przecisnąć. Teren tego "klasztoru" właściwie się nie zmienił poza kolorystyką ale ja wiedziałem że jestem jakby w alternatywnej rzeczywistości.
W pewnym momencie zrobiłem TR z nosem i uświadomiłem się ale jakoś nie do końca. W tym śnie byłem przekonany że moi znajomi też śnią i spotkaliśmy się razem w jednym śnie a po przebudzeniu wszyscy będziemy mogli opowiedzieć ten sam sen. Nawet zaproponowałem im żebyśmy zaczęli się zakładać z ludzmi że potrafimy wspólnie śnić bo potem każdy na osobności bez konsultacji może przecież opowiedzieć identycznie sen... budzik do pracy
Wydaje mi się że mimo że zrobiłem TR i wiedziałem że śnie to raczej to nie było prawdziwe LD bo wierzyłem że moi kumple to realne postacie a nie wytwór mojej podświadomości.
03:30 Budzik, troche się otrząsnąłem ze snu i z powrotem do wyrka.
Pierwszy sen nic ciekawego, ot pojeździłem troche samochodem i nic szczególnego się nie działo.
W drugim chodziłem po ogromnym budynku, coś jakby pałac lub ogromny klasztor. Za pierwszym razem wszedłem do wielkiego przedsionka i dalej przez kolejne drzwi.
Za drugim razem (i tu zaczyna sie robić ciekawie) dołączyło do mnie trzech znajomych a jeden z nich miał jakąś dużą księge i powiedział że teraz wejdziemy tam inaczej. Otworzył księge i zaczął czytać jakieś zaklęcie którego niestety już nie pamiętam ale było wypowiedziane wierszem i miało sens, nie jakieś tam słowa bez ładu i składu. Po przeczytaniu zaklęcia ściany zmieniły kolor na krwisto czerwony a w drzwiach utworzył się okrągły otwór a wokół niego powierzchnia zachowywała się jak wokół wiru ale ten wir nie wciągał a wręcz trzeba się było przez niego przecisnąć. Teren tego "klasztoru" właściwie się nie zmienił poza kolorystyką ale ja wiedziałem że jestem jakby w alternatywnej rzeczywistości.
W pewnym momencie zrobiłem TR z nosem i uświadomiłem się ale jakoś nie do końca. W tym śnie byłem przekonany że moi znajomi też śnią i spotkaliśmy się razem w jednym śnie a po przebudzeniu wszyscy będziemy mogli opowiedzieć ten sam sen. Nawet zaproponowałem im żebyśmy zaczęli się zakładać z ludzmi że potrafimy wspólnie śnić bo potem każdy na osobności bez konsultacji może przecież opowiedzieć identycznie sen... budzik do pracy

Wydaje mi się że mimo że zrobiłem TR i wiedziałem że śnie to raczej to nie było prawdziwe LD bo wierzyłem że moi kumple to realne postacie a nie wytwór mojej podświadomości.
LD COUNTER = 9





