02-09-2011, 12:21
Nooo w końcu po tygodniu pustki wróciła dobra passa 
2 LD w dwoch fazach snu.
Wizjonerski był tylko ten drugi. Typowo sen o bezsenności - natrętna babka nie daje spać a w pokoju latają odseparowane żądła os
Udaję mi się zasnąć i przy tym oczywiście robie Wilda - wyskakuje przez okno.
Od razu bezkresna przestrzeń na dole i na górze, przede mną praktycznie przez cały horyzont ciągnie się ogromne miasto osadzone na wielkim jak Kilimandzaro ceglanym podeście.
Po podleceniu od razu mam wrażenie że znam te miasto z innych snów -budynki powykręcane , futurystyczne ale wciąż w logicznej architekturze, każdy ma jakiś symbol z drutów zbrojeniowych, najczęściej słońce. Ulice na różnych poziomach, przechodzą na mury lub podziemia schodami zostawając albo w cieniu albo w pełnym słońcu, co chwile ostro zakręcają. Obrzeża miasta składają się głównie z futurystycznych i kolorowych centr handlowych, kebabów, sklepów z suwenirami czy z dewonocjaliami. Im zaś bliżej środka tym częściej zdarzają się hektarowe pustynie ceglanego piasku.
Z kolei wychylając się z monumentu na którym stoi metropolia, można ledwo dojrzeć że cały teren pod nim składa się z typowych dzisiejszych miast z wystającymi wieżowcami.
Niebo nad metropolią zapełnione gęstymi brudnymi chmurami i zawieszonymi kroplami czegoś czarnego. Wysoko w tych chmurach można dostrzec tory, rozjezdnie a nawet dworce
Na koniec snu trafiam do jakiegoś parku z jesiennymi drzewami, gdzie na końcu dróżki widzę mojego kumpla z liceum który zażenowany z zaczerwienioną twarzą mówi do jakiejś grupki turystów " no.. tutaj powinien być król "
Słysząc ten akt bezsensu już wiedziałem że faza REM jest zakończona

2 LD w dwoch fazach snu.
Wizjonerski był tylko ten drugi. Typowo sen o bezsenności - natrętna babka nie daje spać a w pokoju latają odseparowane żądła os
Udaję mi się zasnąć i przy tym oczywiście robie Wilda - wyskakuje przez okno.Od razu bezkresna przestrzeń na dole i na górze, przede mną praktycznie przez cały horyzont ciągnie się ogromne miasto osadzone na wielkim jak Kilimandzaro ceglanym podeście.
Po podleceniu od razu mam wrażenie że znam te miasto z innych snów -budynki powykręcane , futurystyczne ale wciąż w logicznej architekturze, każdy ma jakiś symbol z drutów zbrojeniowych, najczęściej słońce. Ulice na różnych poziomach, przechodzą na mury lub podziemia schodami zostawając albo w cieniu albo w pełnym słońcu, co chwile ostro zakręcają. Obrzeża miasta składają się głównie z futurystycznych i kolorowych centr handlowych, kebabów, sklepów z suwenirami czy z dewonocjaliami. Im zaś bliżej środka tym częściej zdarzają się hektarowe pustynie ceglanego piasku.
Z kolei wychylając się z monumentu na którym stoi metropolia, można ledwo dojrzeć że cały teren pod nim składa się z typowych dzisiejszych miast z wystającymi wieżowcami.
Niebo nad metropolią zapełnione gęstymi brudnymi chmurami i zawieszonymi kroplami czegoś czarnego. Wysoko w tych chmurach można dostrzec tory, rozjezdnie a nawet dworce

Na koniec snu trafiam do jakiegoś parku z jesiennymi drzewami, gdzie na końcu dróżki widzę mojego kumpla z liceum który zażenowany z zaczerwienioną twarzą mówi do jakiejś grupki turystów " no.. tutaj powinien być król "
Słysząc ten akt bezsensu już wiedziałem że faza REM jest zakończona





