14-08-2011, 13:36
Sen schizofreniczny 
Sen w jednej lokacji, w którym cały czas kłóciły się 2 interpretacje rzeczywistości, prawie jak w schizofrenii
W efekcie wszsytko w nim było bez sensu i sobie przeczyło ale mimo to pamiętałem go perfekcyjnie heh
Sen zaczął się gdy zaczęła się walić jakaś kopalnia. W wyniku intrygi robotników nie udało mi się uciec ale dzięki mojemu towarzyszowi robotowi udało mi się przeżyć. Byłem z nim skazany na czekanie na ratunek w mrocznej klatce schodowej grożącej całkowitym zawaleniem. Jednocześnie część mnie wiedziała że to mój umysł jest tą kopalnią i zawalił się podczas snu i muszę się z niego jakoś wydostać. Z tym, że zdawało mi się że śnię w tej samej kopalni w przeszłości
Moje zadanie polegało na zbieraniu danych z drewnianych elementów kopalni i zapisywaniu ich do dziennika snów, który następnie został przekopiowywany do mojego robota, który miałby rzekomo zostać w tej kopalni po obudzeniu się. Czas upływał bardzo realnie , odczułem go na jakieś 3 godziny, tam upływało to jako 3 dni: po każdym dniu spałem, miałem tam sny i zapisywałem je do tamtego dziennika, nawet rysowałem w nim jakieś twarze
Gdy zebrałem wystarczająco dużo danych w " ostatni dzień" miałem zamiar obudzić się w przyszłości tej kopalni, więc otwierałem oczy ostrożnie tak, żeby nie obudzić się w zbyt zamierzchłej przyszłości czyli w rzeczywistości
Wtedy już wiedziałem, że tak naprawdę śpię u mnie w pokoju.
Otwarłem więc oczy w jakiejś saunie konspiratorów, którzy zawalili tą kopalnię ( notabene byli to moi znajomi, których we śnie nazywałem jakby po rzymsku - sławus, julius , janus ) wyszedłem zakrywając twarz ręcznikiem i starałem się dobiec do właściciela kopalni aby przekazać mu informacje z przyszlości o dzialaniach konspiratorów w przeszlosci ktorzy zyją w teraźniejszości
. Ale oczywiście krok przed oddaniem mu dziennika sen rozmył się

Sen w jednej lokacji, w którym cały czas kłóciły się 2 interpretacje rzeczywistości, prawie jak w schizofrenii

W efekcie wszsytko w nim było bez sensu i sobie przeczyło ale mimo to pamiętałem go perfekcyjnie heh
Sen zaczął się gdy zaczęła się walić jakaś kopalnia. W wyniku intrygi robotników nie udało mi się uciec ale dzięki mojemu towarzyszowi robotowi udało mi się przeżyć. Byłem z nim skazany na czekanie na ratunek w mrocznej klatce schodowej grożącej całkowitym zawaleniem. Jednocześnie część mnie wiedziała że to mój umysł jest tą kopalnią i zawalił się podczas snu i muszę się z niego jakoś wydostać. Z tym, że zdawało mi się że śnię w tej samej kopalni w przeszłości

Moje zadanie polegało na zbieraniu danych z drewnianych elementów kopalni i zapisywaniu ich do dziennika snów, który następnie został przekopiowywany do mojego robota, który miałby rzekomo zostać w tej kopalni po obudzeniu się. Czas upływał bardzo realnie , odczułem go na jakieś 3 godziny, tam upływało to jako 3 dni: po każdym dniu spałem, miałem tam sny i zapisywałem je do tamtego dziennika, nawet rysowałem w nim jakieś twarze
Gdy zebrałem wystarczająco dużo danych w " ostatni dzień" miałem zamiar obudzić się w przyszłości tej kopalni, więc otwierałem oczy ostrożnie tak, żeby nie obudzić się w zbyt zamierzchłej przyszłości czyli w rzeczywistości
Wtedy już wiedziałem, że tak naprawdę śpię u mnie w pokoju.Otwarłem więc oczy w jakiejś saunie konspiratorów, którzy zawalili tą kopalnię ( notabene byli to moi znajomi, których we śnie nazywałem jakby po rzymsku - sławus, julius , janus ) wyszedłem zakrywając twarz ręcznikiem i starałem się dobiec do właściciela kopalni aby przekazać mu informacje z przyszlości o dzialaniach konspiratorów w przeszlosci ktorzy zyją w teraźniejszości
. Ale oczywiście krok przed oddaniem mu dziennika sen rozmył się





