13-08-2011, 11:38
12 sierpień/13 sierpień
1. Śniło mi się, że razem z pewną grupką osób, weszliśmy zwiedzać jakieś dziwne miejsce. W końcu usiedliśmy na jakimś schodku przed domem. Ktoś narzekał, że czegoś nie ma. Chwilę potem pojawiła się moja była wychowawczyni i wyciągnęła w naszą stronę srebrną puszkę z chyba niebieskim napisem. Był to napój energetyczny. Następnie wszyscy zaczęliśmy wracać. Zatrzymałem się jednak przed jakąś wierzbą jak z Harrego Pottera. Drzewo dookoła było otoczone fioletową mgłą. Miałem wrażenie, że to trucizna i dlatego oznajmiłem tamtym osobom, iż nie nie mam antidotum ani czegoś co by mnie uodporniło na działanie trucizny. Niedaleko zauważyłem jakiś kwadratowy przycisk w podłodze. Gdy na nim stanąłem kilka osób oznajmiło abym tego nie robił. Było jednak za późno, gdyż wpadłem do jakiegoś tunelu. Nie było łatwo się wydostać, ponieważ miejsce było labiryntem. Na dodatek gonił mnie demon (takie miałem wrażenie, możliwe, że chodziło o to, że był bardzo stary i mądry albo potężny), który wyglądał jak duży, śnieżnobiały, kot jak np. tygrys albo lew. Nie wydawał się przerażający, lecz budzący respekt i dumę. Uciekałem przed nim do jakiś komnat ale ciągle mnie doganiał. Przy trzeciej komnacie zatrzymałem się przed drzwiami, pozwalając tym samym aby "kot" wskoczył pierwszy. Ja szybko zamknąłem za nim drzwi aby nie mógł wyjść. Próbując wyjść z tamtego miejsca, zacząłem do siebie mówić. Takiś sprytny, a nie przewidziałeś, że mogę ciebie prowadzić do pułapki. Miałem na myśli tamtego "kota". W końcu udało mnie się wydostać ale znów zatrzymałem się przed fioletową mgłą. Tym razem byłem dziesięcioletnim chłopcem, który zwracał się do tamtej wierzby: "Kochana (nazwy zapomniałem) wypuść mnie, proszę. Za moimi plecami pojawił się tamten śnieżnobiały "kot". Nie atakował mnie, tylko się przyglądał jak błagam wierzbę. Nagle mgła zniknęła a ja mogłem przejść. Odwróciłem się potem i mówiąc tej wierzby imię, spytałem czy możemy zostać przyjaciółmi. Byłem bardzo szczęśliwy. "Kot" zmienił się w białego kociaka, który miał fioletowe pazury, wyglądające jakby były diamentowe. Położył się niedaleko mnie, jakby już nie czuł, że musi mnie gonić. Nagle podpłynęła jakaś łódka, na której mężczyzna oznajmił w stronę "kota", aby się schował bo duży dzisiaj tłok. Mówiąc to nazwał go "Romeo".
Zapamiętanych snów: 1
Przespanych godzin: 8,5
LD: 0
1. Śniło mi się, że razem z pewną grupką osób, weszliśmy zwiedzać jakieś dziwne miejsce. W końcu usiedliśmy na jakimś schodku przed domem. Ktoś narzekał, że czegoś nie ma. Chwilę potem pojawiła się moja była wychowawczyni i wyciągnęła w naszą stronę srebrną puszkę z chyba niebieskim napisem. Był to napój energetyczny. Następnie wszyscy zaczęliśmy wracać. Zatrzymałem się jednak przed jakąś wierzbą jak z Harrego Pottera. Drzewo dookoła było otoczone fioletową mgłą. Miałem wrażenie, że to trucizna i dlatego oznajmiłem tamtym osobom, iż nie nie mam antidotum ani czegoś co by mnie uodporniło na działanie trucizny. Niedaleko zauważyłem jakiś kwadratowy przycisk w podłodze. Gdy na nim stanąłem kilka osób oznajmiło abym tego nie robił. Było jednak za późno, gdyż wpadłem do jakiegoś tunelu. Nie było łatwo się wydostać, ponieważ miejsce było labiryntem. Na dodatek gonił mnie demon (takie miałem wrażenie, możliwe, że chodziło o to, że był bardzo stary i mądry albo potężny), który wyglądał jak duży, śnieżnobiały, kot jak np. tygrys albo lew. Nie wydawał się przerażający, lecz budzący respekt i dumę. Uciekałem przed nim do jakiś komnat ale ciągle mnie doganiał. Przy trzeciej komnacie zatrzymałem się przed drzwiami, pozwalając tym samym aby "kot" wskoczył pierwszy. Ja szybko zamknąłem za nim drzwi aby nie mógł wyjść. Próbując wyjść z tamtego miejsca, zacząłem do siebie mówić. Takiś sprytny, a nie przewidziałeś, że mogę ciebie prowadzić do pułapki. Miałem na myśli tamtego "kota". W końcu udało mnie się wydostać ale znów zatrzymałem się przed fioletową mgłą. Tym razem byłem dziesięcioletnim chłopcem, który zwracał się do tamtej wierzby: "Kochana (nazwy zapomniałem) wypuść mnie, proszę. Za moimi plecami pojawił się tamten śnieżnobiały "kot". Nie atakował mnie, tylko się przyglądał jak błagam wierzbę. Nagle mgła zniknęła a ja mogłem przejść. Odwróciłem się potem i mówiąc tej wierzby imię, spytałem czy możemy zostać przyjaciółmi. Byłem bardzo szczęśliwy. "Kot" zmienił się w białego kociaka, który miał fioletowe pazury, wyglądające jakby były diamentowe. Położył się niedaleko mnie, jakby już nie czuł, że musi mnie gonić. Nagle podpłynęła jakaś łódka, na której mężczyzna oznajmił w stronę "kota", aby się schował bo duży dzisiaj tłok. Mówiąc to nazwał go "Romeo".
Zapamiętanych snów: 1
Przespanych godzin: 8,5
LD: 0
Kod:
OGÓŁEM
[color=#80BF00]Ilość zapamiętanych snów:[/color] 19
[color=#80BF00]Ilość snów świadomych:[/color] 0
[color=#80BF00]Liczba przespanych godzin:[/color] 107,5
GG: 11859191





