Kiedyś bardzo dużo myślałem nad tym, czy świat ma sens? Po co w ogóle ta całą maskarada? Myślałem, naprawdę dużo rozmyślałem nad istotą rzeczy, a miałem sporo czasu, całe zimowe wieczory przesiadywałem w fotelu ze słuchawkami na uszach zastanawiając się, o co tutaj biega do cholery. Interesuje mnie też trochę fizyka, więc sobie to łączyłem razem: Bóg vs Fizyka. Wtedy właśnie byłem stricte materialistycznym ateistą

Za pół roku kolejna transformacja, zacząłem się zaznajamiać z buddyzmem. Zauważyłem pewną prawidłowość. Im bardziej rozmyślam nad sensem życia, tym bardziej to wszystko nie ma sensu i oddalam się od szczęścia. Medytacja z kolei nauczyła mnie przebywać częściej w Tu i Teraz. To był strzał w dziesiątkę. Wreszcie poczułem głęboki sens rzeczywistości i łączność z wszystkim co mnie otacza, poczułem się częścią czegoś większego. Ciężko jest mi utrzymać długo taki stan i przeważnie jak zaczynam za dużo myśleć i odpływać to kończy się ten wewnętrzny spokój. Czasami nawet powiedziałbym, wypieprza mnie w kosmos, może to dlatego, że mam nawyk myślenia o niebieskich migdałach :mrgreen:. Oto taki wniosek nasunął mi się niedawno: Sensu życia nie można "pomyśleć", trzeba go poczuć. Wszystko co prawdziwe jest tylko Teraz, przeszłość i przyszłość istnieją tylko w naszych umysłach, a czas to złudzenie.
Ciekawy pogląd na temat czasu i przestrzeni ma natomiast fizyka kwantowa. Teraźniejszość, przeszłość i przyszłość są jednością. Wszystkie możliwe możliwości dostępne jakkolwiek i kiedykolwiek w rzeczywistości są JUŻ dokonane i jednocześnie niedokonane

Wygląda nielogicznie? Wyobraźcie to sobie tak. Kiedy jest dostępny jakiś wybór np. elektron może być w dwóch miejscach jednocześnie (superpozycje, nieważne o co chodzi

), to są
dwie odrębne rzeczywistości równolegle w których w jednej elektron jest w jednym, a w drugiej rzeczywistości w drugim miejscu. Jeszcze przybliżyć? Jest nieskończona ilość równoległych rzeczywistości zawierających wszystkie możliwe możliwości dostępne jakkolwiek i kiedykolwiek. W innej rzeczywistości, jestem np. milionerem.
I teraz ważna rzecz. Teoria zjednoczonego pola. W wielkim przybliżeniu mówi ona o tym, że u źródła wszystko jest jednym, a mianowicie
świadomością, czystą, nieskazitelną, niematerialną świadomością. To co nas otacza tak jak i my sami to wibracje tej energii, świadomości (teoria strun). Doświadczamy dualności tylko dlatego, że świadomość tak chciała, że MY tak chcieliśmy, ja tak chciałem, ty tak chciałeś, nieważne, bo u podstawy jesteśmy
JEDNYM.
Wychodzi na to, że świadomość (nie mylić z umysłem i ego) może wibrować na jakiej chce częstotliwości i bez problemu może "przemieszczać" się z jednej równoległej rzeczywistości na drugą. Także, myślę (i jestem o tym przekonany), że jeśli czegoś pragniemy to świadomość (my sami, nasze głębokie, głębokie JA) może nam to umożliwić! Dlatego cuda są jak najbardziej możliwe i wygląda na to, że fizyka na to pozwala

Ile to jest udokumentowanych uzdrowień? Ludzie odzyskiwali zdrowie nie dlatego, że wiedzieli, że to jest możliwe, ale dlatego, że głęboko i z całego serca wierzyli, że Bóg im ofiaruje łaskę. Wiara w Boga to tylko przykład, sam jestem niewierzący, więc nikogo nie próbuję nawracać. Chciałem tylko przekazać, że jest to jak najbardziej możliwe, jednak często logiczny, myślący umysł zasłania przed nami to co naprawdę możemy osiągnąć. Wszystko jest możliwe. "Wiara czyni cuda." Koniec. A właściwie początek jejejeje