Pierwszy wpis od dawna, uch, ale mam ten notatnik zakurzony. Ale kit z tym.
Jakiś czas temu miałem taki dość ciekawy, krótki sen. Prosiłbym Hrisa (i innych) o interpretację
No więc jest niedziela rano, idę do kościoła (sam, już spóźniony). Podbiegam do tylnych drzwi, otwieram je. Wewnątrz mnóstwo osób, jak zawsze -nie ma nawet miejsca do stania. W chwili gdy otwieram drzwi wszyscy się zaczynają na mnie patrzeć, nawet ksiądz przerywa mszę... Ja robię kilka kroków do tyłu, kilkanaście osób wychodzi na zewnątrz, w tym moja matka, ojciec i... Hitler.
Hitler podchodzi do mnie (było to dla mnie zupełnie normalne) i zaczyna dyskretnym tonem:
On: Jesteś nieśmiały?
Ja: Ale o co chodzi?
On: Nieważne, jesteś nieśmiały?
Ja: No ale o co chodzi?
On: Pytam bo musisz się oświadczyć. Teraz. (dodam tutaj, że w tym śnie Hitler był dla mnie kimś z rodziny, tak mi się wydaje. Jakimś wysoko postawionym wujkiem czy coś w tym stylu, który chyba chciał mi urządzić ślub z rozsądku z jaką "dobrą partią")
Ja nic nie odpowiadam, tylko podążam za wzrokiem Adolfa i patrzę na samotną dziewczynę opartą o mur kościoła. Nie pamiętam w ogóle jej wyglądu, tylko kolor oczu (piwne) i wygląd fryzury, ale nie za dobrze mi idzie opisywanie takich rzeczy xD Ogólnie to nie znam tej dziewczyny ani na jawie, ani wtedy we śnie i wiedziałem, że w ogóle mnie nie interesowała.
No to ja niepewnym krokiem podchodzę do tej dziewczyny, rodzice idą razem ze mną (cholera wie po co). Już na starcie zaczyna pierwsza "czego chcesz" takim obojętnym tonem. Ja nic nie odpowiadam, interweniuje mój ojciec... "Przyszedł Ci się oświadczyć, chce z Tobą spędzić resztę życia". Powiedział to takim ironicznym tonem, jakby bawiła go ta niemiła dla mnie sytuacja -_O
Co dalej to nie pamiętam. Nie uświadczyłem nawet reakcji tej panienki. Dla mnie koniec snu... Wg mnie da się z niego wycisnąć jakieś ciekawe stwierdzenia