Trzeci raz w życiu śnił mi się ten sam sen, a raczej tyle razy pamiętam, że mi się śnił. Masakra, nie mogłam go przetłumaczyć z żadnym sennikiem. Biegnę z małym dzieckiem na rękach po szpitalu, w którym nie ma wyjścia

znaczy, wiem gdzie jest to wyjście, ale nie mogę go znaleźć, dziwne. Goni mnie facet, a raczej dwóch. NAgle jeden gdzieś znika, a drugi gra na pianinie jakąś chorą melodyjkę, cos w stylu kołysanki rosemarry. Biegam i biegam i biegam i nie mam wyjścia, bo wbiegłam do jakiejś sali no i w akcie desperacji wybijam szybę i wychodzę na daszek, ale to 3 piętro i nie mam jak zejść. Zabierają mi dziecko. A pode mną pojawia się jezioro. Biorę swoje skrzypce i wkręcam się na statek na który weszli no i sen się kończy. To ostatnim razem mi się śniło, a wcześniejsze kończyły się wcześniej, a każdy kolejny trwa dłużej. Szczerze mówiąc boję się takich psycho snów, są głupie, bo wiem , że mi nic nie zrobią, ale zabiorą mi to co w danym momencie dla mnie najcenniejsze.
A jeszce inny sen, który ostatnio mi się przyśnił to po prostu koszmar. Mój tata dostał w nim na głowę i mnie gonił, bo wiedziałam, że chce mnie zabić, ale chodził powoli, nie gwałtownie. Później bił moją mamę, nikt nie reagował. Poszłam do kuchni po nóż, wzięłam ich chyba ze sześć, próbowałam go pociachać, ale się nie dało wię zostawiłam dwa i go na nie... nabiłam. Cięłam, do póki nie byłam pewna, że nie żyje, później go wywlokłam za pomocą tych noży na zewnątrz i jak najdalej się da aby nie wrócił, a i tak byłam pewna, że wróci... nie chcę więcej takich snów! To chore!