zacznę z powrotem prowadzić dziennik snów, bo dałem sobie spokój, ale od kąt nie zapisuje snów nie miałem żadnego LD, i pamiętam dużo mniej snów. Dziś miałem prawdopodobnie 3 sny, jednak często się zmieniały, i miałem bardzo krótkie przebudzenia, dlatego nie wiem gdzie kończy się jeden, a zaczyna drugi sen

Sny zaczęły się, od momentu kiedy uciekałem przed policją, jechałem jakimś policyjnym motorem, i od czasu strzelałem do nich:] Potem jechałem tym motorem przez jakąś autostradę dosyć stromo do góry. Nagle pojawił się mój tata, razem poszliśmy na górę, tata zniknął, a na takiej jakby platformie pojawiły się 2 potwory i jakiś koleś. okazało się że jeden z potworów należy do mnie a drugi do tamtego kolesia

nie pamiętam jak wglądał mój, ale tamten to był jakiś pso-kot z ogonem skorpiona którym atakował mnie <lol2> tutaj chyba się obudziłem. następnie, byłem z rodzicami w mieście, jechaliśmy samochodem, rozmawialiśmy. nagle podjechał jakiś srebrny samochód, ja wysiadłem, wsiadłem do tyłu. okazało się, że był to mój kolega z ojcem. kolega siedział przy kierownicy, a jego ojciec z tyłu, za jego plecami, najlepsze jest to, że kierował jego ojciec, z tylnego siedzenia

wysiedliśmy przy jakimś opuszczonym domu bez drzwi. weszliśmy do środka(ja i ojciec kolegi) za chwilę podszedł do mnie kolega z tekstem "zaje*ałem staremu fajke". powiedziałem żeby mi ją oddał, chciałem mu zabrać, on wtedy ściągnął 3 buchy i dał mi resztę, fajki zostało jakieś 3mm, pociągnąłem, wychodząc na zewnątrz, stali tam moi rodzice w samochodzie, kucnąłem i schowałem się za samochodem kolegi żeby wyrzucić fajkę. Chyba się obudziłem, ale nagle znalazłem się u mnie w kuchni, stał tam jakiś dziwny piec, był otwarty. Nagle wskoczył do niego mój kot, zobaczyłem czy pali się, było tam rozżarzone drewno, prawie płakałem o tego kota, chciałem do mamy krzyknąć, żeby go wyciągnęła, ale nie mogłem wydobyć głosu. przewróciłem się, zobaczyłem jakiś rozbłysk światła, pomyślałem, że to kot wybuchł <lol2>, obudziłem się.