Notatnik TheSlavmir
#11
No tak, jest to jakiś rodzaj WBTB, mój nocny sen jest tak poszargany, że nie da się w nim rozróżnić drzemek i przerw między nimi, ale skutkuje to częstymi LD.
Jeszcze kiedyś miałem genialne LD na maksymalnym zmęczeniu popitym mocną kawą :)

Sen drugi: mam często podobne sny, najczęściej po snach świadomych właśnie. W moich jest tak, że śni mi się, że gdzieś leżę ( w klasie czy na pustyni czy w równie idiotycznym miejscu)nie mogę zasnąć i wpadam, żeby wyjść z ciała bo czuje wibracje. Przenosi mnie wtedy do snu w którym mam świadomość śnienia, ale świadomość tego gdzie zasnąłem jest dalej całkowicie błędna.
Twój nieprzyćmiony umysł w tym śnie wynika właśnie z LD z Nessie, nie miałeś świadomości snu ale została ci pełna świadomość Siebie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#12
Dzień Apokalipsy 2012.

Noc, księżyc był 4 razy większy niż zwykle i świecił się nienaturalnie mocno. Z nieba zaczęły spadać meteory.
Wyszedłem z domu, na zewnątrz nie było betonowych ulic, stalowych lamp, ani nic w ten deseń. Wszystko wyglądało jak w starożytności.
Biegłem przed siebie, chciałem się rozglądnąć. Jakiś facet zastąpił mi drogę, zabiłem go, lecz nie pamiętam dlaczego. Było jeszcze takich paru, waliłem wszystkim, co się nawinęło, był nawet motyw, że tłukłem kogoś drewnianą drabiną.
Nagle coś we mnie strzeliło i w następnej sekundzie byłem na skraju śmierci, umarłem, gdy stratował mnie tłum. Zadałem sobie wtedy pytanie (jako umarły):
? Dobra, to ja chyba teraz powinienem przejść do nieba czy na inny plan egzystencji, tak??
Nagle w głowie usłyszałem głos: ?Nie, Budda ma jeszcze dla ciebie zadanie.?

Obudziłem się niedaleko miejsca, w którym zmarłem. Miałem na sobie ciężką zbroję, byłem dosłownie cały okuty w stal. Zbroja przy każdym stawie była zakończona kolcem lub pazurem. Hełm także miał 3 ostro zakończone szpikulce, podobnie jak w grze ?overlord?. W ręce miałem wielki korbacz.

Moim zadaniem było niszczenie łódek ratunkowych, czy może czegoś, co je przypominało.
Był też wysłannik z 2. strony frontu, był większy i silniejszy ode mnie, miał demoniczny głos oraz własny mini oddział Jaszczuroludzi. Jego jedynym zadaniem było siać strach i zniszczenie, oraz zabić mnie. Wiedziałem, że bezpośrednie starcie nie jest dobrym pomysłem, to też go unikałem.
Kiedy zniszczyłem większość tych łódko podobnych przedmiotów, natrafiłem na miasto.
Ładnie wybrukowana droga, niedaleko mała studnia. Wszystkie budynki, które widziałem, były z drewna. Całe miasto opustoszało, ani żywej duszy.

Wszedłem do żurawia, w środku nie było nic, wszedłem na gorę. Usłyszałem kroki Demona dochodzące z dołu (jakimś cudem, zawsze wiedział, w jakiej okolicy się znajduję), zjechałem liną żurawia na dół, już miałem się z tej mieściny ulatniać, gdy usłyszałem za sobą głos demona.
-Nie możesz wiecznie uciekać szczylu - powiedział- WALCZ!
Wiedziałem, że nie ucieknę, odwróciłem się i zacząłem walkę. Wyglądała dość kiczowato w tym śnie, trochę jak w grze komputerowej. Ostatecznie przegrałem i demon mnie zabił.

Znalazłem się w dziwnym świecie. Podłoże było trawiaste, na wprost stał duży budynek w otoczeniu paru jego mniejszych wersji. Na lewo ode mnie stało duże boisko do piłki nożnej.
Budynek był w kształcie prostopadłościanu, był bardziej szeroki niż wysoki, pomalowany był na żółto.
Niedaleko mnie stał anioł, miał średnio długie kręcone blond włosy i był ubrany na biało.
-Mam teraz tu czekać do końca Apokalipsy?- Spytałem.
-Nie, Budda ma dla ciebie jeszcze jedno zadanie, tylko musi się naradzić- odpowiedział anioł- ale nie martw się, nie zanudzisz się tutaj, jak widzisz mamy tu boisko, mogę cie też nauczyć, jak śpiewać czysto na wydechu (???).
-Wiesz- zacząłem lekko zmieszany- na ziemi miałem kłopoty z mobilnością nóg, więc nigdy nie cieszyły mnie sporty zespołowe, a śpiewać też nigdy nie lubiłem.

-Chodź- powiedział anioł kierując się w stronę większego budynku, stanął tyłem do kraciastego ogrodzenia, spojrzał na mnie jakby demonstrował właśnie coś bardzo ważnego. Zaczął szybko poruszać się krokiem dostawnym wokół budynku.
-OK.- Pomyślałem- mogę spróbować.
Zwykle nie lubiłem tego typu ćwiczeń na nogi, to nie było jeszcze najgorsze, bo potrafiłem tak przejść jakąś odległość, ale szybko się męczyłem. Gdyby dał mi coś trudniejszego pod względem równowagi, odmówiłbym ze względu na honor.

Teraz jednak wszystko było łatwe, nie sprawiało mi to już żadnych problemów, nie zostawałem też daleko w tyle za aniołem, szliśmy niemal łeb w łeb. Cały czas miałem zaciesz na twarzy, po prostu nie mogłem uwierzyć, że wyzdrowiałem.
-Może warto zacząć robić rzeczy, których na padole ziemskim nie lubiłeś? ?Powiedział.
Uśmiechnąłem się do niego i skinąłem głową.

Wszedłem do dużego budynku. Było tam 2 rozmawiających mężczyzn, siedzieli przy czymś, co przypominało ruchome schody. Jeden z nich miał twarz Morgana Freemana a drugi jakiegoś innego aktora. Zdecydowałem się im nie przeszkadzać, gdy wychodziłem usłyszałem, jak ten drugi zwraca się do Morgana per Budda.

Poszedłem na boisko, było tam mnóstwo ludzi, chyba ćwiczyli tai chi. Nagle ktoś z przodu krzyknął: ? Co to są w ogóle za pozycje! Gleba!?

I się obudziłem :]
Dziwny sen? chyba mój najdłuższy;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#13
Hehe w kontekście całego snu, scena z aniołem jest iście Monty Pythonowska :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#14
Fajne masz sny. Najlepsze jest to, że je zapamiętujesz ( co prawda nie wszystkie ) ale opisujesz to tak barwnie, że ja na twoim miejscu zastanawiał bym się nad książką, ale o ty pogadamy jeszcze w szkole.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#15
Rany ... KSIĄŻKĄ xD
Nie przesadziłeś ?
Pozatym, nie o książkę tutaj chodzi i ty o tym dobrze wiesz :]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#16
Wiem, ale kiedy czytam twoje sny widzę to przed oczami.
Ale to widać po tym, że ludzie Cię czytają i to nie tylko ja,
ze względu, że jesteś moim kolegą lecz dlatego, że dobrze
to opisujesz. Gdyby tak nie było to by Ci nie odpisywał
incestus na twoje sny.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#17
Ostatnio, gdy zasypiałem był taki moment, w którym otworzyłem oczy. Wszystko było niewyraźne, widziałem tylko kontury mebli i światełko, było to światełko mojego monitora. Dobrze wiedziałem, że nie jestem na jawie, towarzyszyło mi to dziwne uczucie, które odróżnia sen/wyjście od jawy. Nie jest to uczucie wkurzające, czy niewygodne lub ujmujące realistyczności sytuacji w tych stanach świadomości.

Próbowałem wstać, ciągnęło mnie do miejsca i ułożenia, w którym spałem.(ciała?) Siłowałem się z tym, nieudało się. Obudziłem się wiele razy, po czym zamykałem oczy i próbowałem jeszcze raz. Takich prób było, co najmniej 6. Były momenty, gdy przez głowę znów przelatywały mi głosy, które mimowolnie sobie wyobraziłem, tym razem mnie nie przestraszyły. Co jakiś czas czułem, jak z wysiłku wkładanego w walkę z siłą przyciągającą mnie powrotem do ciała ruszam fizycznie np. ręką.

W ostatnim wyjściu postanowiłem zrobić TR, ażeby poprawiła mi się, jakość snu i żeby wszystko było wyraźniejsze. Trochę zadziałało, byłem wstanie usiąść i zobaczyć niemal całe biurko. Wstałem, poszedłem krok do przodu. Drugi był ciężki do wykonania. Aby zrobić trzeci siłowałem się całym sobą, a po jakimś czasie moje nogi ślizgały się po podłożu, ponieważ ciągnąca mnie siła była już za silna.

Zastanawia mnie, dlaczego mam taki problem żeby odejść parę metrów od miejsca startu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#18
Czasem tak mam, jak zbyt szybko po Wildzie probuje ruszyc cialem astralnym, ze czucie go jest znieksztalcone i najczesciej przejawia sie to jako koszmarnie ciezkie cialo. Podejrzewam ze sen potrzebuje troche czasu zeby wytworzyc dobra jakosc iluzji czucia glebokiego, tak samo jak trzeba czasu zeby wytworzyla sie dobra jakosc obrazu.
Pierwsze sekundy po Wildzie w ogole nie czuje zadnego ciala i nie mam nawet czym poruszac.
Polecam po wyjsciu powolutku zbierac cialo astralne do wstanie z lozka :) Chociaz czasem i to mi nie pomoze, i nie moge nawet podniesc reki do TRa.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#19
Ostatnio coś ciężko w szkole, dlatego też, nie ma za dużo czasu na zachowanie norm snu, w których je najczęściej zapamiętuje. :( (a bywa, że nie śpię w ogóle)

Szedłem koło jakiejś szkoły. Wychodziła z niej akurat kumpela z jakimś chłopakiem. We śnie dziewczyna była inna niż w rzeczywistości, zmieniła się tak, jakby minęło z 6 lat. Podeszła do napisu, który był wypisany na chodniku kredą. Pomimo, że normalnie kredę łatwo się ściera, wiedziałem, że ten napis widnieje tam od lat. Była to przysięga jakiejś uczennicy, że zostanie w przyszłości siostrą zakonną. xD
Karolina (nazwę tu tak moją koleżankę), była czymś przygnębiona. Gdy przechodziłem pomyślałem, że nie będę się jej pytał, o co biega, w końcu nie widziałem jej tak długo i pewnie bym jej tylko wszystko pokomplikował.
Myślałem, że może ten koleś jej pomoże. Tyle, że co dziwne on szedł obok niej, szczerząc się niemal nienaturalnie.

Koniec

To chyba jedyny sen, który był cały lub w części zapamiętany w sposób spójny i logiczny.
Reszta to raczej banda obrazów, które tylko ja identyfikuje z jakimś znaczeniem, nie ma co ich tu opisywać.

Jest jeszcze 1, który zapamiętałem wcześniej, ale nie było okazji napisać. (OSTRZEGAM, OSTRO PSYCHICZNY!)

Byłem na godzinie wychowawczej w klasie. Wyglądało to rutynowo, wszyscy gadali o różnych sprawach, najczęściej związanych ze szkołą. Następnie wychowawczyni zaczęła gadać na temat folii ?Jan Niezbędny?. Któraś z dziewczyn z naszej klasy podjęła temat i zaczęła nam tłumaczyć, jak powstaje taka folia.:
-No więc, mają tam prostytutki w fabryce. To do nich zaharowani pracownicy idą sobie ulżyć w stresie. Dzięki temu mogą pracować dłużej. Jednak to co najważniejsze wydobywane jest dopiero po miesiącu, jest to płód. To właśnie on zapewnia taką fakturę tego produktu. To wszystko kryje się również w nazwie, ponieważ do produkcji tego wszystkiego ?Jan? jest naprawdę niezbędny.
Stąd mamy właśnie naszą folię wysokowęglową-niespłodzoną <oo>



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#20
Nareszcie mam trochę wolnego czasu, aby napisać coś w notatniku. :)
Opiszę dziś sen, który kontynuował się przez 2 noce.

Cała akcja toczyła się w klimacie fantasy.

Wraz z przyjaciółmi byliśmy w mieście, którego nazwy nie pamiętam. Przybyliśmy do tego miejsca w celach zarobkowych. Wykonywaliśmy profesję najemników. Ja byłem kimś w rodzaju skrytobójcy czy infiltratora.

Nie brakowało dla nas roboty. Na świecie trwała wojna między Demonami i ich sługami (typu kultyści) oraz resztą świata.
Samo miasto było dość duże, choć nie nazwałbym go metropolią. Typowo antyczna architektura. Chodząc po tej miejscowości miało się wrażenie przebywania w miejscu o ogromnych ilościach wolnej przestrzeni, pomimo, że miasto bynajmniej nie było puste. Wszędzie krzątali się jacyś obywatele albo przechodził oddział wojskowy. Władzę tam sprawowała czarodziejka przysłana ze stolicy Imperium.
Nazywała się Rana’il. Była szczupła, wysoka i rudowłosa, miała lekko skośne oczy. Wyglądała na nie więcej niż 25 lat.
Podeszliśmy do niej spytać o robotę. Naszym zadaniem było sprawdzenie czy na górze znajdującej się na północ od miasta nie panoszą się kultyści, którzy od jakiegoś czasu regularnie napadają na miasto.
Wyszliśmy, więc północną bramą i w ciągu następnych 4 godzin dotarliśmy do celu. Wokół miasta rozciągało się Gigantyczne połacie lasu przeplatane niekiedy wzgórzami Góra była szeroka i podłużna, miała równy, płaski grzbiet. Pomimo długiego czasu przeszukiwania tego miejsca nie znaleźliśmy nic, co mogłoby wskazywać na obecność wroga na tym terenie.

Nagle zaczęła się trząść ziemia, wydając dźwięk kruszenia się grubej skorupy. Z wnętrza góry wydostał się gigantyczny skorupiak, który trochę przypominał krewetkę. Chodził jednak na wszystkich 8 nogach i nie miał wyraźnie wyodrębnionej głowy. Paszcza wyłaniała się nieznacznie z grubej ciemno czerwonej skorupy.
Próbowaliśmy uciekać, jednak stwór wpylił nas w całości zanim przebiegliśmy 100m.

Obudziłem się w jaskini we wnętrzu jajowatego pomieszczenia porośniętego czymś, co wyglądało jak pokaźnej wielkości korzenie drzew. W pokoju była prycza z rozciągniętej skóry i paru drewnianych belek.
Wiedziałem, że jest to tak naprawdę wnętrze tego robala, a ja, jestem więźniem kultystów. Jednak z niejasnych powodów miałem przy sobie swoje wyposażenie, a pomieszczenie, w którym przebywałem nie miało nawet drzwi.
Zabiłem strażnika przy wejściu. Kiedy próbowałem wciągnąć ciało do środka zobaczył mnie drugi strażnik. Puściłem ciało i natychmiast strzeliłem z łuku. Padł.
Na zewnątrz pokoju był korytarz, wyglądem przypominał jaskinię z lekko niebieskawej skały, wszystko było obłe i oplecione dziwnymi pnączami. Było tam dużo przestrzeni, pomimo dość nisko zawieszonego sufitu. Sklepienie kończyło się parędziesiąt metrów na lewo ode mnie, z kolei w prawo korytarz wydawał się nie mieć końca.
Poszedłem w lewo. Gdy skończył się nade mną sufit, na jego miejscu zobaczyłem krwisto czerwone niebo. Znajdowałem się na sieci kamiennych, połączonych ze sobą mostów, które rozpościerały się nad ogromnym, kwadratowym holem. Do otwartego pomieszczenia pode mną zbiegały się setki korytarzy, a na jego ścianach wyrzeźbione były opasłe twarze stworów podobnych do stereotypowo otyłego Amerykanina w wersji „Monster”.
Przez krótki czas nie mogłem się zdecydować, w którą stronę mam iść. Po przeciwnej stronie sieci mostów był okrągły portal, podobny do tego z „Gwiezdnych Wrót”. W pewnym momencie rozbłysnął on blado niebieskim światłem. Wyszli z niego koto-ludzie o wysokości ok. 2m. Wyglądali na magów.
Aktywacja teleportera wszczęła alarm w całym tym miejscu. Ze wszystkich stron zaczęli nadbiegać czciciele demonów.
-Chodź za mną!- Krzyknął jeden z koto-ludzi ochrypłym głosem- wiem gdzie trzymają twoich kumpli.

[luka w pamięci]

Byłem już z resztą drużyny. Niżej w holu znajdował się demon. Było ogromne zamieszanie i masakryczny hałas. Ryki demona, odgłosy walki wręcz, wykrzykiwane zaklęcia, huki uderzeń i szczęk stali. Szyliśmy do niego, z czego się tylko dało, a przy okazji staraliśmy się odpierać atakujących kultystów. Ostatecznie Demon został zabity przez kobietę, która poświęciła swoje życie, jakoś zamieniając siebie i demona w litry kolorowej cieczy.
Wydawało się, że to koniec, ale największa z wyrzeźbionych na ścianie twarzy ożyła. Pluła w nas kwasem. Schowałem się za kamiennym murkiem na brzegu mostu, na którym stałem. Dołączyłem jakoś do reszty grupy, która zebrała się w jednym z korytarzy.

Tyle pamiętam :] Może niedługo wygrzebie coś jeszcze z sennika (zeszytu) i napiszę to tutaj. Ale ze względu na sprawdziany i egzamin, reszta tego tygodnia raczej odpada. :(
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1