Dzień Apokalipsy 2012.
Noc, księżyc był 4 razy większy niż zwykle i świecił się nienaturalnie mocno. Z nieba zaczęły spadać meteory.
Wyszedłem z domu, na zewnątrz nie było betonowych ulic, stalowych lamp, ani nic w ten deseń. Wszystko wyglądało jak w starożytności.
Biegłem przed siebie, chciałem się rozglądnąć. Jakiś facet zastąpił mi drogę, zabiłem go, lecz nie pamiętam dlaczego. Było jeszcze takich paru, waliłem wszystkim, co się nawinęło, był nawet motyw, że tłukłem kogoś drewnianą drabiną.
Nagle coś we mnie strzeliło i w następnej sekundzie byłem na skraju śmierci, umarłem, gdy stratował mnie tłum. Zadałem sobie wtedy pytanie (jako umarły):
? Dobra, to ja chyba teraz powinienem przejść do nieba czy na inny plan egzystencji, tak??
Nagle w głowie usłyszałem głos: ?Nie, Budda ma jeszcze dla ciebie zadanie.?
Obudziłem się niedaleko miejsca, w którym zmarłem. Miałem na sobie ciężką zbroję, byłem dosłownie cały okuty w stal. Zbroja przy każdym stawie była zakończona kolcem lub pazurem. Hełm także miał 3 ostro zakończone szpikulce, podobnie jak w grze ?overlord?. W ręce miałem wielki korbacz.
Moim zadaniem było niszczenie łódek ratunkowych, czy może czegoś, co je przypominało.
Był też wysłannik z 2. strony frontu, był większy i silniejszy ode mnie, miał demoniczny głos oraz własny mini oddział Jaszczuroludzi. Jego jedynym zadaniem było siać strach i zniszczenie, oraz zabić mnie. Wiedziałem, że bezpośrednie starcie nie jest dobrym pomysłem, to też go unikałem.
Kiedy zniszczyłem większość tych łódko podobnych przedmiotów, natrafiłem na miasto.
Ładnie wybrukowana droga, niedaleko mała studnia. Wszystkie budynki, które widziałem, były z drewna. Całe miasto opustoszało, ani żywej duszy.
Wszedłem do żurawia, w środku nie było nic, wszedłem na gorę. Usłyszałem kroki Demona dochodzące z dołu (jakimś cudem, zawsze wiedział, w jakiej okolicy się znajduję), zjechałem liną żurawia na dół, już miałem się z tej mieściny ulatniać, gdy usłyszałem za sobą głos demona.
-Nie możesz wiecznie uciekać szczylu - powiedział- WALCZ!
Wiedziałem, że nie ucieknę, odwróciłem się i zacząłem walkę. Wyglądała dość kiczowato w tym śnie, trochę jak w grze komputerowej. Ostatecznie przegrałem i demon mnie zabił.
Znalazłem się w dziwnym świecie. Podłoże było trawiaste, na wprost stał duży budynek w otoczeniu paru jego mniejszych wersji. Na lewo ode mnie stało duże boisko do piłki nożnej.
Budynek był w kształcie prostopadłościanu, był bardziej szeroki niż wysoki, pomalowany był na żółto.
Niedaleko mnie stał anioł, miał średnio długie kręcone blond włosy i był ubrany na biało.
-Mam teraz tu czekać do końca Apokalipsy?- Spytałem.
-Nie, Budda ma dla ciebie jeszcze jedno zadanie, tylko musi się naradzić- odpowiedział anioł- ale nie martw się, nie zanudzisz się tutaj, jak widzisz mamy tu boisko, mogę cie też nauczyć, jak śpiewać czysto na wydechu (???).
-Wiesz- zacząłem lekko zmieszany- na ziemi miałem kłopoty z mobilnością nóg, więc nigdy nie cieszyły mnie sporty zespołowe, a śpiewać też nigdy nie lubiłem.
-Chodź- powiedział anioł kierując się w stronę większego budynku, stanął tyłem do kraciastego ogrodzenia, spojrzał na mnie jakby demonstrował właśnie coś bardzo ważnego. Zaczął szybko poruszać się krokiem dostawnym wokół budynku.
-OK.- Pomyślałem- mogę spróbować.
Zwykle nie lubiłem tego typu ćwiczeń na nogi, to nie było jeszcze najgorsze, bo potrafiłem tak przejść jakąś odległość, ale szybko się męczyłem. Gdyby dał mi coś trudniejszego pod względem równowagi, odmówiłbym ze względu na honor.
Teraz jednak wszystko było łatwe, nie sprawiało mi to już żadnych problemów, nie zostawałem też daleko w tyle za aniołem, szliśmy niemal łeb w łeb. Cały czas miałem zaciesz na twarzy, po prostu nie mogłem uwierzyć, że wyzdrowiałem.
-Może warto zacząć robić rzeczy, których na padole ziemskim nie lubiłeś? ?Powiedział.
Uśmiechnąłem się do niego i skinąłem głową.
Wszedłem do dużego budynku. Było tam 2 rozmawiających mężczyzn, siedzieli przy czymś, co przypominało ruchome schody. Jeden z nich miał twarz Morgana Freemana a drugi jakiegoś innego aktora. Zdecydowałem się im nie przeszkadzać, gdy wychodziłem usłyszałem, jak ten drugi zwraca się do Morgana per Budda.
Poszedłem na boisko, było tam mnóstwo ludzi, chyba ćwiczyli tai chi. Nagle ktoś z przodu krzyknął: ? Co to są w ogóle za pozycje! Gleba!?
I się obudziłem :]
Dziwny sen? chyba mój najdłuższy