![]() |
|
Na cześć bogini AANS - Wersja do druku +- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl) +-- Dział: Pozostałe (https://i-sen.pl/Forum-Pozostale--12) +--- Dział: Nasza Twórczość (https://i-sen.pl/Forum-Nasza-Tworczosc--60) +--- Wątek: Na cześć bogini AANS (/Temat-Na-czesc-bogini-AANS--3403) |
Na cześć bogini AANS - Sudo - 17-07-2016 Odnaleziona przypadkiem pseudoartystyczna twórczość z czasów błędów, wypaczeń i nawracających epizodów depresyjnych. Szalona tęsknotą, u stóp szubienicy Stała, przez nadmiar uczuć targana Jak na miejscu kaźni, choć ognie wygasły, Podobna do strażniczki wielkiej tajemnicy, Tylko trwać zdolna, Gotowa tak noc całą aż do rana Tylko w ciemności ma siłę do zniesienia Kresu jedności ze sprawcą cierpienia „Ja będę ci śmiercią, ty mi dręczycielem Ja będę ci drogą, kiedy będziesz rzeką W chwili, gdy miażdżysz, jesteś przyjacielem Wrogiem się staniesz, gdy będziesz daleko!” Krzyczała, własnym oślepiona szałem, Tak bardzo blada a wewnątrz gorąca Pragnęła duszę wyzwolić od tęsknoty W chwili, kiedy się podda całym ciałem W imię odwiecznej ognistej ochoty, Dla żywiołu, którego dążeniom nie ma końca Tak bardzo kochała, aż do kresu złości Nienawidziła całą duszą na miarę tej miłości „Tyś jest całość, w to będę wierzyć niezachwianie!” Wołała, we łzach, padając na kolana „Zostałam przez ciebie wykorzystana, Gdyś ku całości dążył nieprzerwanie Nie byłam celem, lecz drogą do celu, Najmniejszą drogi cząstką, bez znaczenia Zmiażdżyłeś Sposobem, tak jak miażdżysz wielu Tylko narzędzia, wzgardliwie odrzucone, Te same, które pociągasz w swoją stronę, Aby zapomnieć, pragnąc nieistnienia! Lecz w takim akcie nigdy nie ma zdrady! Do czarnej dziury, bezdennej otchłani, Posłuszny przedziwnym prawom natury Rządzą tym bezwzględne zasady Tak, zdradziłeś mnie dla tej czarnej dziury! Po trupach do celu, bez wahania ranić W imię dążenia, które w dół prowadzi, Stokroć szlachetniejszego od dążeń do góry Nie było i więcej nie będzie nikogo, Kto pokochał chwilę, w której był ci drogą!” Szarpała łańcuchy, przeklinając wolność Tę samą, która sprawiła, że jej nie krępują, Która nie czyniła jej tęsknić niezdolną, Jak cząstkę całości, jednakowo cenną A ból był w końcu losem tych, co czują, Kiedy wyrwała się ognistym dłoniom, Szukającym kresu z tą żądzą niezmienną, Co stają się Sposobem, gdy go odnajdują I tak stale, i zawsze ku tym celom gonią Lecz nigdy nie widzą w swym gwałtownym biegu, Tego, który ich wiedzie, rzeki brzegu Nie widzą, że łańcuch dzieli się na troje, Że początek i koniec, sieć i labirynt „Nie wiedzą, że tam było ciało moje, Że bliżej, głębiej, więcej niż marzyłam, Że tak bezwstydnie, gdy narzędziem byłam” Krzyczała i padła, by ziemię całować „Jakże kochałeś tę otchłań niezmiernie, Gotowy wśród krwi biec, do mgły podobnej, Potrafiłeś na okamgnienie zdradzić tak wiernie, Niby pojednania dając mi nadzieję I może wdzięczność prawdziwą dla tej cząstki drobnej, Która wywiodła cię w pyłu zawieję! Opuściłeś żywe, by w martwym się schować! To jedyne było, co uczynić mogę I później pragnąć, byś w otchłani cenił boczną drogę!” Wiedziała, że tego jej dusza żądała, By w upojeniu świętować powroty Przez wnętrze, tę jedność duszy i ciała, Przez drogę, która łaknęła strumienia A on wyzwolony ze Sposobu i ochoty, Podobny bardziej do dymu niż płomienia, Lecz nawet takiego wtedy go chciała, W tym przedziwnym czasie, gdy nie znał otchłani, Kiedy nie oślepł w bolesnych dążeniach, Zdolny istnieć i przy tym nikogo nie zranić „Jak wielka jest żądza” szeptała w upojeniu „Co drogę znajduje w gwałcie i cierpieniu! Lecz taki jesteś, krwawa ofiaro pożądania, Że potrafisz, przeciw sobie obrócony, Gwałcić się w dzikim szale do skonania, Do kresu sił, ataku i obrony!” Cofnęła się, łącząc w tym akcie niepewnym Cały ogrom tęsknoty, złości i odrazy, By pokusą nie być tym piorunom gniewnym, Co tak ślepo błądzą, chociaż są bez skazy Lecz gdy nagle cel zanika w niepewności, Gotowe całość objąć, giną od całości Wstała, niezdolna, by widzieć jego drogę, Która mogła być za każdym razem inna, Lecz ważny był tylko początek, ten widzialny, Łańcuch, w którym pozostać powinna „W nim już płomienia znaleźć nie mogę!” Krzyczała bez łez, oślepiona bólem „Ty, któryś poprzez Sposób jest zniszczenia królem, Ty, któryś posiadł w mroku, żar upalny, Ty, któryś, najgorętszym będąc, względy okazywał, Nie zapomnij, żeś tego narzędzia używał, Niecały metr, odcinek tej drogi, Tej, którą wskazałam, w jedno się stapiając, Widząc tę jedność, niszczycielu srogi, Zstąpiłeś w otchłań, jak łańcuch pozwalał Tyś miał, posiadł całą, a przy tym nie skalał! Jakaż to żądza źródłem takiego działania, Jakiż to cel źródłem takiego pragnienia! Ja, słabe narzędzie, ofiara pożądania, Gotowa jestem upaść na kolana Przed taką wolą i przed taką siłą, Jedynym świętym prawem płomienia I przed tą, co wciąż zostaje mi nieznana, Lecz bez niej – nic takiego by się nie zdarzyło! To dla niej, tylko dla niej te starania! Ty byłeś strumieniem i częścią całości, Nim potęga stokroć większa od miłości Wywiodła cię gdzieś, gdzie nie sięga kontrola, Gdzie nie ma granic stawianych płomieniom Czysta i chwalebna jest twoja wola Chwała i cześć twoim dążeniom! A tej, do której idziesz, jak mam nie szanować? Jak mam kłam zadawać odwiecznym staraniom? Ona, bezdenna studnia, ideał bez skazy, Pewność niezachwiana, ty mnie do niej prowadź, Okaż mi litość i względy mym błaganiom, Ty, który powracałbyś do niej choćby milion razy, Który posiadłeś ją aż Sposobem, Bo dla niej właśnie Sposób istnieje I nie wiem, dlaczego tak się z wami dzieje, Że kochacie to, co jest wam śmiercią i grobem! Kochacie ją, taką nieskończoną, Która wiecznie głodna i nienasycona, Która pochłonie i w nicość obróci Odbierze moc, nigdy jej nie zwróci, Lecz ja byłam drogą, celem była ona! Ja ci pomogłam, niech mi będzie policzone Tylko i aż tyle, już więcej nie mogę, Dzięki mnie osiągnąłeś szczęście niezmierzone Jak wysoko musisz cenić boczną drogę!” Nie wiedziała już, czy prawdą, czy tylko złudzeniem Było pojednanie z błękitnym płomieniem Cóż z tego, że pismo, słowo z przeszłości? Jakże puste słowo, przecież nic nie znaczy! Niczym jest wobec ogromu niepewności Nic nie ma oprócz pustki i tęsknoty, A gdy to widzi, niszczy w ślepej złości Nic oprócz siebie nie może zobaczyć Żadnych pamiątek diabelskiej pieszczoty Żadnego śladu – nic oprócz pragnienia, Że kiedyś łańcuch powstanie z woli losu, Że dusza rozpozna, bez pisma i głosu Do wyschłego koryta – powrót strumienia Chwila ponad wątpliwość prawdziwa Ale jak mogłaby być, gdy go już nie ma, Tylko inny może tej drogi używać, Którą ona mu wskaże rękami obiema Bo stamtąd, z otchłani, nie ma powrotu Jak usta wiecznie spragnione, wsysa chciwie Przyciąga z dziką pasją, pożądliwie I wiecznie w swym pragnieniu niezaspokojona Kusi, że znaleźć ją można bez kłopotu, Że znajdą ją zawsze, wszak jest nieskończona „I dla niej tak właśnie zatraciłeś się w bezwstydzie Nie możesz nie kochać drogi, która ku niej idzie” Szeptała, wierząc, że to nie jest bez znaczenia, Gdy jej twarz całował ognistymi ustami, Ramiona objął siłą ognistego ramienia, Serce jej otoczył ognistej krwi strumieniami A na koniec położył swoją dłoń ognistą Na jej dłoni, którą wskazywała mu drogę „Dlatego, że mnie posiadłeś, zostawiając czystą, Tęsknię i pragnę, zapomnieć nie mogę!” I poszła przed siebie, naprzeciw ciemności Tak, jak mogła ją własna poprowadzić droga, Choć lepiej niż podążać samemu być drogą, Brzegiem rzeki, wciąż czekającym na kogoś A oczekiwanie ją leczy z zazdrości „Niech żyje wiecznie ta, której pożądają I niech zawsze będzie zwycięstwa nagrodą Niech tak zachłannie, choć ani chwili nie czekają, Rzucają się, jakby do kosmicznej próżni W akcie walki, który jest zakończony zgodą, Po którym już się płomieni nie rozróżni, Gdy nie jest już szkarłatny ani szafirowy, Gdzie się zatracasz w boskim nieistnieniu Podobny do prawdy niczym nie skalanej, Tak jak ona nieskalany jesteś płomieniu, Idąc na śmierć ku otchłani niezbadanej! Ta śmierć jest właśnie źródłem starania, Pierwszą przyczyną, początkiem i kresem działania, Powodem, dla którego wszystko się stało Ona mnogość pochłonęła, wciąż to dla niej mało Nigdy nie ustaną wasze usilne dążenia Tak właśnie niech pozostanie Dziki bieg w stronę ujścia strumienia I miłosne ze śmiercią pojednanie A ja tylko pragnę, by szlak został wyznaczony Przez wnętrze, które strumienia jest spragnione, Abyś szedł tym szlakiem, Sposobie niezmierzony, Abym była dla ciebie drogą w jedną stronę! Abym w nim i nim była, część jedności, Narzędzie, element jeden z wielu, Byś ty, piorun, strumień wyrwany z całości Mógł jeszcze raz dotrzeć do celu! ~Chwała Pani ujścia rzek, AANS, matce i kochance piorunów |