![]() |
|
Awakenizmy - Wersja do druku +- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl) +-- Dział: Pozostałe (https://i-sen.pl/Forum-Pozostale--12) +--- Dział: Nasza Twórczość (https://i-sen.pl/Forum-Nasza-Tworczosc--60) +--- Wątek: Awakenizmy (/Temat-Awakenizmy--4649) |
RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 07-11-2025 Cosiek żem pisał w tym roku. Więc wrzucę. "Jak mniemam prawie każdy praktykujący albo interesujący się duchowością w pewnym momencie zderza się z nihilistycznymi odczuciami. Z perspektywy ścieżek duchowych - jest to po prostu pułapka. Pułapki mają to do siebie, że łatwo w nie wpaść i trudno z nich wyjść. Mógłbym tu przytoczyć buddyjską naukę o pustości zjawisk, w tym samej pustki, ale IMO nie to jest najważniejsze. Z perspektywy czasu, w którym nie obce mi było doświadczanie przeróżnych doświadczeń "duchowego nihilizmu", czy "wglądów" o takim zabarwieniu, oraz z obserwacji osób, które z tego typu wglądów uczyniły oświecenie, o którym dumnie opowiadają ludziom, uważam, że o tym czy umożliwimy sobie prężny rozwój duchowy omijając takie pułapki decyduje przede wszystkim dojrzałość charakteru. Mam nadzieję, że nikt nie zgodzi się co do tego stwierdzenia na zasadzie "No tak. Po prostu trzeba być silnym i żyć dalej, mimo odkrycia smutnej prawdy.". Zupełnie nie o ten kierunek mi chodzi. To tylko pozwolenie pułapce wżynać się głębiej, choć mogło by się wydawać, że to sposób na radzenie sobie z tym. Polecam natomiast coś innego. Pośród tego smutku, czy lęku, może chęci "wyparcia prawdy", sugeruje poszukać tego małego ja, które uznało, że poznało prawdę w znaczeniu "rozkminiło Matrixa". Jeszcze konkretniej - jestem taki inteligentny/wnikliwy/odważny, że poznałem prawdę, przed którą inni uciekają, albo jej nie widzą. Czy jest to dojrzałe? Bo według mnie, brzmi dość absurdalnie. Brzmi tym bardziej absurdalnie jak pojawia się przy początkach poszukiwań. Może dobrze do siebie wtedy powiedzieć "Wstawaj ze***łeś się". Pomyśleć o ludziach na wysokim duchowym levelu "Hej. Może Ci ludzie żyjący w błogości, obfitości, zaangażowani w życie może wcale nie uciekają przed smutną prawdą. Może są po prostu mądrzejsi i bardziej doświadczeni". Życzę sobie i Wam pięknego życia z umysłem nieprzysłaniającym jego świętości "
RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 07-11-2025
RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 07-11-2025 https://www.awakeningtoreality.com/2023/12/polish-siedem-etapow-oswiecenia-wedug.html Moim zdaniem ciekawy i bardzo zaawansowany model realizacji, zgodny z najbardziej precyzyjnymi naukami buddyjskimi. Wrzuciłem link do wersji przetłumaczonej, ale linki do powiązanych artykułów są z niej wyrzucone, więc polecam porównywać z oryginałem. Osobiście nie przepadam ani za tak "skomplikowanym" podejściem do oświecenia, ani za widzeniem/doświadczaniem ścieżki jako rozłożone kolejno po sobie sprecyzowane kamienie milowe (choć jest to dla mnie wciąż bardziej przekonujące od "doświadczenia oświecenia" i tyle). Choć co prawda autorzy wspominają, że etapy nie zawsze występują w takiej kolejności, oraz nie jest to ściśle liniowe. Jak komuś ten styl mówienia o duchowości siada to zachęcam do zapoznania się bliżej ze stroną. Pełno artykułów, opisów powiązanych modeli, dużo dużo mięsa. W większości w formie zapisów konwersacji i komentarzy do tekstów. Niemniej jednak każdemu polecam się zapoznać, choćby pobieżnie. Według mnie może to dać przydatną, o ile nie niezbędną na ścieżce perspektywę. I według tej perspektywy, przede wszystkim, na wielu etapach powszechnym jest fałszywe wrażenie ostateczności swojej realizacji i tekst to dobrze w wielu miejscach podkreśla. Według autorów najbardziej dotyczy to pierwszego etapu (I Am) i z racji, że przekonanie o "pełni swojego przebudzenia" jest jedną z większych przeszkód na drodze klarowania wglądu, ludzie mogą zatrzymać się na danym etapie na lata, a nawet i na całe życie. Nawet w opisie tego modelu pada stwierdzenie, że "Etap 7 nie jest ostatecznością". Osobiście lubię myśleć, że "całkowite oświecenie", albo jest "bardzo wysoko", albo zwyczajnie nie istnieje i ścieżka jest nieskończona. Nie chodzi mi tutaj o szukanie czegoś, dążenie, a o zwyczajne wyluzowanie się w swojej praktyce czy w swoim "oświeceniu", ale mając z tyłu głowy, że "ciągle jesteśmy na drodze". Przypominają mi się tutaj życzenia, które napisałem na nowy rok: "Życzę sobie i Wam abyśmy jak najczęściej bywali w przestrzeni gdzie nie ma samsary, ale nie ma też nirwany. Nie ma jedności, ani nie ma wielości. Nie ma iluzji i nie ma też prawdy. Jest wolność, klarowność i miękkość. A jak tam zostaniemy dłużej, nie traćmy z oczu drogi pod stopami". W ostatnim wersie chodzi mi o to, że są stany w których droga i wszelki grunt, zdaje się rozpływać. Ale to nie znaczy, że droga całkiem znika. Nawet gdy rozpadają się koncepcje, wszelkie modele, "idziemy ścieżką". Choć myślę, że zasadniczo to złudzenie dotyczy bardziej etapów gdzie naszą realizację doświadczamy jako stabilny grunt dla doświadczenia, niż jako coć co ten grunt rozpuszcza a my zaczynamy czuć jakbyśmy spadali (jak często się to opisuje). Wracając do tekstu. Kolejna kwestia, że bardzo podkreśla on, że w realizacji i jej pogłębianiu, rozchodzi się o rozpoznanie bezjaźniowości doświadczenia. Bardzo często się słyszy, że wszystkie ścieżki, religie, "mówią o tym samym". Nie potrzeba szczegółowej znajomości religii, żeby wiedzieć, że buddyzm naucza o braku/iluzji "ja", a np. hinduizm generalnie o "wielkim Ja", "tylko Ja", "jedności", "Brahmanie". Zwolennicy idei o zbieżności ścieżek, tłumaczą, że to po prostu inne ujęcie i nazwanie tego samego. Albo jak to też słyszałem - że buddyzm prowadzi do wyjścia poza dualizm od 0, a hinduizm od 1. Ale spotykają się w tym samym "miejscu". Ciekawym jest, że autor relacji pierwszy etap doświadczał jako ewidentnie jaźniowy. Drugi etap (I Am Everything) jako mniej jaźniowy i tu przyznał "rację" Buddzie choć "nie powinien tak tego ujmować". Dalsze doświadczenia uświadomiły mu, że to nie było to samo o czym mówił Budda. Czy to dowód na to, że religie nie mowią o tym samym? Oczywiście nie, ale to dobry przykład, że możemy oceniać na podstawie niepełnego wglądu. Być może będąc "dalej" okaże się, że wciąż chętni jesteśmy do wiązania swojej realizacji z "Ja". Być może. Dopiero na 4 etapie (Presence as Mirror Bright Clarity) "zaczął rozpoznawać brak jaźni": "[...]Nie byłem już wtedy tak oporny na doktrynę „braku jaźni”, ale idea, że całe zjawiskowe istnienie jest puste od wrodzonej „jaźni” czy „Jaźni”, nie do końca do mnie docierała. Czy mówili o „jaźni” jako osobowości, czy o „Jaźni” jako „Wiecznym Świadku”? Czy musimy pozbyć się nawet „Świadka”? Czy sam Świadek był kolejną iluzją? Jest myślenie, nie ma myślącego Jest dźwięk, nie ma słyszącego Cierpienie istnieje, nie ma cierpiącego Czyny są, nie ma sprawcy Głęboko medytowałem nad znaczeniem powyższej strofy, aż pewnego dnia nagle usłyszałem „tongss…”, było to tak wyraźne, nie było niczego innego, tylko dźwięk i nic więcej! I „tongs…” rozbrzmiewające… Było tak wyraźne, tak żywe! To doświadczenie było tak znajome, tak realne i tak wyraźne. To było to samo doświadczenie „JA JESTEM”… było bez myśli, bez pojęć, bez pośredników, bez nikogo tam, bez żadnego „pomiędzy”… Czym to było? TO była Obecność! Ale tym razem nie było to „JA JESTEM”, nie było pytania „kim jestem”, nie było czystego poczucia „JA JESTEM”, to było „TONGSss….”, czysty Dźwięk… Potem przyszedł Smak, tylko Smak i nic więcej…. Bicie serca… Sceneria…[...]" Jednak nawet i tego autorzy nie nazwali "doświadczeniem niedualnym". "Etap 5: Brak Lustra Odbijającego Nie ma lustra odbijającego Od zawsze tylko manifestacja jest. Jedna ręka klaszcze Wszystko JEST! Skutecznie Faza 4 jest jedynie doświadczeniem braku podziału między podmiotem a przedmiotem. Początkowy wgląd uzyskany ze strofy o anatman jest bez jaźni, ale w późniejszej fazie mojego postępu wydawał się bardziej jak podmiot/przedmiot jako nierozłączna jedność, a nie absolutny brak podmiotu. Jest to dokładnie drugi przypadek Trzech poziomów rozumienia Niedualności. W fazie 4 wciąż byłem pod wrażeniem nieskazitelności i żywości zjawisk. Faza 5 jest dość gruntowna w byciu nikim i nazwałbym to anatman we wszystkich 3 aspektach -- brak podziału podmiot/przedmiot, brak sprawczości i brak agenta. Punktem spustowym jest tutaj bezpośrednie i gruntowne zobaczenie, że „lustro jest niczym więcej niż powstającą myślą”. Wraz z tym solidność i cała wspaniałość „Brahmana” idzie na marne. Jednak czuje się to doskonale właściwe i wyzwalające bez agenta i bycia po prostu jako powstająca myśl lub jako żywy moment dźwięku dzwonu. Cała żywość i obecność pozostaje, z dodatkowym poczuciem wolności. Tutaj jedność lustra/odbicia jest jasno rozumiana jako błędna, istnieje tylko żywe odbicie. Nie może być „jedności”, jeśli na początku nie ma podmiotu. Tylko w subtelnym przypominaniu, czyli w myśli przypominającej poprzedni moment myśli, wydaje się istnieć obserwator.[...]" Ostatnie 2 etapy skupiają się bardziej na zgłębieniu pustości świadomości i zjawisk (a nie tylko samej jaźni). Według niektórych nurtów mahajany, wgląd w pustkę zjawisk pociąga za sobą praktycznie władze nad nimi (ten tekst się na tym nie skupia, ale podrzucam ciekawostkę). Jeden z ostatnich akapitów tekstu: "[...] Wszystko jest zawsze i już takie (Always So). Tylko dualistyczne i inherentne poglądy (views - dṛṣṭi) przesłaniają te doświadczalne fakty, dlatego to, co jest naprawdę potrzebne, to po prostu doświadczanie czegokolwiek, co powstaje, otwarcie i bez zastrzeżeń. Jednak nie oznacza to końca praktyki; praktyka po prostu staje się dynamiczna i oparta na manifestacji uwarunkowań (conditions-manifestation based). Podstawa i ścieżka praktyki stają się nierozróżnialne. [...]" Jakby tak spojrzeć na te zdania poza kontekstem brzmi to dość "prosto" czy "oczywisto". Ale sami przyznacie, że w tym modelu nabiera to innej wagi. To na co jeszcze polecam zwrócić uwagę jeśli chodzi o te opisy, to doświadczanie wolności czy swobody. Na przykładzie tej relacji dobrze widać, że jest to mocno uwarunkowane po prostu kontrastem. Dlatego pojęcia takie "całkowita wolność/błogość/lekkość" są bezpodstawne. Jeśli ktoś używa takich terminów oznacza to tyle co "Czuję większą wolność niż wcześniej". Co oczywiście może być prawdą. Na tym IMO powinna polegać ścieżka, że jest coraz więcej wolności. Ale skąd wiemy, że nie da się doświadczyć czegoś "pełniejszego"? Nie wiemy. Często czas pokazuje, że się jednak da. Ważne jest zrozumienie tego bo to wrażenie "całkowitej wolności" jest jedną z przeszkód. Generalnie jest to tylko pewna narracja i często, czujemy trochę ciężaru, ale nie chcemy tego przed sobą przyznać. Jeśli jednak zauważymy ciężar, to na ogół stąd już łatwiej o pójście dalej. Autor relacjonuje, że doświadczenie "Ja jestem" było dla niego bardzo wyzwalające. Tak samo kolejne etapy. Ciekawy jest fragment, gdzie rozpadła się "wspaniałość Brahmana", ale ostatecznie czuje większą wolność. Więc coś co zdawało się dawać wolność, tylko ją zabierało. Nie stąd pochodziła
RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 07-11-2025 https://i-sen.pl/Temat-Awakenizmy--4649?pid=38689#pid38689 Powyższy tekst o medytacyjnym słuchaniu muzyki napisałem 5 lat temu, ale co dość zabawne, mimo że moja mistyka i jej integracja z życiem codziennym wzrastała na wielu poziomach, to konkretnie taki rodzaj doświadczenia, zdarzał się rzadko. W zasadzie dzisiaj po raz pierwszy od dawna tego doświadczyłem. I zauważyłem co odróżnia tego rodzaju "płynięcie z muzyką" od po prostu doświadczania błogości dzięki muzyce. Doskonale obrazuje to poniższy schemat. Sęk według mnie w tym, że umysł musi być na tyle rozluźniony, aby "przekierowanie" uwagi i skupienia nie wytworzyło "wektora" uwagi. Tak jak w przedstawionym na schemacie stanie "True No self". Sposób doświadczania uwagi różni się istotnie. W dualistycznej percepcji, w doświadczeniu wyodrębnia się poczucie podmiotu, który kieruje uwagę w konkretne miejsce, zmysł. Natomiast w niedualistycznej percepcji sprawa jest o tyle ciekawa, że mamy wrażenie, że uwaga nie znajduje się w żadnym konkretnym miejscu. To miejsce jest nieokreślone. "Między światami". Niemożliwe do skonceptualizowania. I nie tyle skupiamy się na dźwiękach, co "zapraszamy" dźwięk do wyraźniejszego wybijania się w doświadczeniu. Następnie stapiamy się z nim. Jakby "dźwięki były naszą świadomością". Stąd już prosta droga do wyjątkowego rodzaju błogości ![]()
RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 08-11-2025 "Nie jesteś swoimi myślami".... klasyk. To czym jesteśmy? Pewnie wielu (wszyscy?) słyszało, że świadomością. Pogląd tego typu przybiera przeróżne wariacje, a za samo oświecenie często uważa się całkowite przejrzenie natury świadomości, bądź zupełne jej "odsłonięcie". To raczej dość intuicyjne, logiczne myślenie. Są zjawiska, więc muszą pojawiać się na jakiejś przestrzeni. Albo coś musi je "widzieć". A może wcale nie? Może prawda jest mniej intuicyjna? Jest taki świetny cytat Dogena. Mistrza zen. "To carry yourself forward and experience myriad things is delusion. That myriad things come forth and experience themselves is awakening." Miriady (niezliczona ilość) rzeczy przychodzi i doświadcza sama siebie. Oznacza to, że zjawiska są samoświadome. Nie potrzebują żadnego tła, obserwatora, aby się jawić i aby być doświadczane. Przebudzenie, stan niedualny, w wielu nurtach buddyjskich jest rozumiane jako doświadczenie nie tylko bez "ja", ale bez centrum i bez tła. Zjawiska nie są ani scalone, ani oddzielone. I tylko w ten sposób mogą być całkowicie wyzwolone gdyż przejawiają się bez punktu odniesienia. Proponuję Ci w następnej medytacji, jakakolwiek by nie była (bo myślę, że można to wdrożyć w każdej medytacji), patrzeć w ten sposób na doświadczenie. Według mnie z taką perspektywą łatwiej poczuć, że - jak to się mówi - wszystkie zjawiska są w tym samym stopniu doskonałe, wyzwolone. Jeśli pojawi się wrażenie "ja", obserwatora, świadomości, także spojrzyj na nie jak po prostu samoświadome zjawisko. Gdy ugruntujesz ten pogląd, myślę, że myśli nie tylko będą "nie przeszkadzać", ale mogą nawet wzmacniać przejrzystość i energię umysłu. Bowiem odkrywamy, że naturą zjawisk jest ich światło. Zdolność do przejawiania. Nieważne czy jest to intensywna emocja, delikatna myśl, czy wrażenie mgły umysłowej - wszystkie tak naprawdę ujawniają się w "pełnym świetle"! Medytowanie w ten sposób zakorzenia ten pogląd w umyśle co prowadzi do doświadczania cudownej wolności. Dalece większej od odkrycia niewzruszonej świadomości. |