![]() |
|
NeuroWonderland - Wersja do druku +- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl) +-- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--44) +--- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--14) +--- Wątek: NeuroWonderland (/Temat-NeuroWonderland--3293) |
RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 19-03-2025 Działo się to w sklepie elektrycznym. Pan sprzedawca pokazywał mi różne rzeczy. Pamiętam małe figurki jak koraliki w kabelkach. Jak się dotykało takiej figurki, ta wydawała dźwięk, który układał się w jakąś muzyczkę. Były chyba trzy kabelki takich figurek. Leżały na ladzie obok czegoś. W drugiej części elektrycznego sklepu była biblioteka. Pamiętam, że czytałem jakąś grubą ciekawą książkę. Miała chyba niebieską okładkę. Po jakimś czasie przerwałem czytanie, bo coś mi się nie zgadzało. Spytałem się kolegi czy nie chce poczytać. Powiedział, że nie. Powiedziałem mu jeszcze, że we śnie to się ciągle coś zmienia i nie da się tego czytać. Zaśmiałem się. Odłożyłem książkę na miejsce. Wyszedłem wtedy na zewnątrz. Stałem jeszcze przed sklepem. Ktoś tam przyszedł. Pan sprzedawca wystawał z małego okienka i udawał kobietę. Powiedział "Bóg istnieje". Widziałem nazwę tego sklepu, ale nie pamiętam. Potem chyba poszedłem do sklepu spożywczego. Znalazłem się w szkole. Wszystkie lekcje się skończyły, a ponadto był koniec roku szkolnego. Chciałem jednak jeszcze chwilę pozostać w szkole. Miałem dwa lekkie plecaki. Wyciągnąłem notesik z planem lekcji. Były tam jego różne wersje. Wszyscy już wychodzili ze szkoły. Kolega powiedział, abym się nie wciągnął i nie poszedł za nimi. Niby pan z elektrycznego mówił wcześniej, że możemy przyjść na wycieczkę do jego sklepu. Wszyscy tam właśnie poszli. Ja wiedziałem, że da się przejść do tego sklepu bezpośrednio ze szkoły i przeszedłem przez jakieś drzwi i znalazłem się w poczekalni czy czymś takim. Inni już przychodzili przez drugie drzwi. Ktoś mnie zapytał kim jestem. Powiedziałem, że jestem ze szkoły tak jak on. Weszliśmy do sklepu elektrycznego. Nie było pana sprzedawcy. Koledzy pytali się o hasło do komputerów. Powiedziałem, że chyba nie potrzeba. I grali już w jakąś grę. Poszedłem zobaczyć książkę, którą wcześniej czytałem, ale jej tam nie było. Chyba została wypożyczona. Ktoś poprawiał książki na półkach. Przechodziłem między dwoma regałami. Było tam bardzo wąsko i zrzuciłem trochę książek. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 02-10-2025 Byłem razem z Isabelą i jej koleżanką. Szliśmy korytarzami szkolnymi. Weszliśmy w ukryte przejście. Dalej też były jakieś korytarze, ale coraz węższe. One przeszły szczeliną i usiadły pod ścianą. Ja ledwo się tam mieściłem i usiadłem na schodach przed szczeliną. Za chwilę wstałem i zobaczyłem nauczycielkę od biologii. Tak mi się wydawało, bo to była jakaś inna pani. Można było iść w lewo lub w prawo. Po lewej stronie była biblioteka. Z przodu sklep z jakimiś japońskimi rzeczami. Po prawej stronie oszklony sklep z jedzeniem i nie tylko. Stąd wychodziła tamta pani. Na szybie był napis coś tam coś tam teatr. Za szybą było kilka poustawianych głośników, z których wydobywała się jakaś muzyka. Przyszła Isabela wraz ze swoją koleżanką. Staliśmy tam ściśnięci, bo znowu było wąsko, ale nie aż tak jak przedtem, i mogłem przejść dalej. Widziałem wyjście z budynku i wiedziałem, że jesteśmy w innej części miasta. Ten szkolny korytarz zaprowadził nas do zupełnie innego budynku. Teraz wchodzimy do tego oszklonego sklepu. Mieliśmy jakąś zniżkę albo coś wygraliśmy. Każdy mógł wybrać coś za 5zł zupełnie za darmo. Nie wiem co wybrała Isabela, ale jej koleżanka jakieś cukierki. Ja wybrałem hamburgera, który kosztował dwa ileś. Mógł to być rodzinny albo klasyczny. Zapytałem się sprzedawcy czym one się różnią po czym on pokazał mi zdjęcie ogórka. Wziąłem rodzinnego. Mogłem jeszcze coś dobrać sobie. Po lewej stronie stała półka z czymś podobnym do sezamków, ale to było jakieś mydło. Widziałem w między czasie zieloną lub złotą łyżeczkę, z której odłupywała się już ta kolorowa powierzchnia. Miałem wybrać jakieś batoniki lub chałwę czy jakiś owocowy jogurt, ale nic z tego nie wyszło. Hamburgera też nie dostałem. Isabela z koleżanką, gdzieś sobie już poszły. Spotkałem jakiegoś kolegę. Poszliśmy do lasu. Kolega miał dużo jakichś świeczek. Rozkładaliśmy je wzdłuż ścieżki i zapalaliśmy. Miało to niby odstraszyć ludzi, którzy strzelali tam do ptaków czy innych zwierząt. Ja zapaliłem ledwo dwie świeczki. Jakaś pani szła sobie z psem. Kolega powiedział do niej, aby stąd odeszła. Spojrzałem na ścieżkę. Kolega zdążył już poustawiać te świeczki wzdłuż całej ścieżki i je pozapalać. Widziałem jak dalszej części leśnej ścieżki ktoś szedł z dzieckiem. Jakaś budka się zapaliła i to dziecko do niej podeszło. Coś chyba wybuchło i dziecko się całe zaczęło palić i upadło na ziemię. Wiedziałem, że będą kłopoty i nie czekając na kolegę uciekłem z lasu. Przeszedłem na drugą stronę ulicy. Wyrzuciłem jeszcze pozostałe świeczki i dwie zapalarki do śmietnika. W śmietniku były jakieś płyty CD i karton. Obok bawiły się jakieś dzieci. Szedłem dalej, ale bardzo trudno było iść, bo miałem bardzo ciężki czarny plecak. Przyczepiło się do mnie dwóch lub trzech osobników. Jednego z nich odpychałem, ponieważ stał zbyt blisko. Byłem pewny, że coś podejrzewają. Chociaż to i tak wszystko było by na kolegę, bo to on porozstawiał i pozapalał te wszystkie świeczki. Widziałem, że ktoś grzebał w śmietniku. Te zapalarki i reszta świeczek były powywalane na zewnątrz. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 19-10-2025 Miałem butelkę na sznurku. Ciągnąłem ją wzdłuż ulicy. Kawałki szkła zostawały na chodniku. Leżałem na łóżku. Było ciemno naokoło. Wystawiłem rękę poza łóżko i coś mnie kilka razy chwyciło. Wstałem. Zobaczyłem małego czarnego kotka. Drugi wybiegł spod łóżka. Oba miały małe skrzydełka. Pobiegły do pokoju siostry, gdzie było jasno. Powiedziałem, że to są kotolotki. Siostra czesała lub karmiła naszą większą kotkę. Jej też wyrosły skrzydła. Siedziałem w ławce z przodu. Za mną były jakieś koleżanki. Obok mnie stał duży pojemnik na śmieci. Gdy wyrzucałem śmieci do tego pojemnika, wszyscy byli z jakiegoś powodu na mnie źli. Tak jakbym nie powinienem wyrzucać śmieci do śmietnika. Bo przewrócę herbatę czy coś. Wstałem i pokazałem pani od matematyki kubek z fusami po kawie. Powiedziałem, że skoro nie mogę wyrzucić fusów do śmietnika to wyrzucę na podłogę. Tak też zrobiłem. Musiałem jednak to uprzątnąć. Nauczycielka zostawiła mi szczotkę i szufelkę, a sama gdzieś wyszła. Szczotka i szufelka była w kształcie łuku. Z łatwością to sprzątnąłem i wyrzuciłem do mniejszego pojemnika na śmieci. Ktoś nagle otworzył drzwi i wstawił metalową miskę z jedzeniem dla psa. Za chwilę przyszedł pies. Jakoś się mnie uczepił, ale nie pogryzł ani nic nie zrobił. Zauważyłem, że jego pan wydawał mu polecenia tylko na niego patrząc. Pies jakoś tak zastygł. W międzyczasie poszedłem do jakiejś drugiej części sali. Jakaś pani ochlapała mnie wodą z kranu. Powiedziała, że to podwyższa trzeźwość albo coś takiego. Wróciliśmy pod tablicę. Ten pan, którego był pies, wszedł do sali. Powiedziałem mu o tym, że inni nie chcą, abym wrzucał śmieci do śmietnika. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 21-10-2025 Było jasno. Działo się to w dużym sklepie. Leżałem na łóżku. Obok stały komody, szafki i biurko z moimi różnymi rzeczami. Na początku była chyba mama i siostra, ale poszły sobie. Wstałem i założyłem starą koszulkę z krótkim rękawem. Możliwe, że raz wyszedłem i wróciłem do tego sklepu. Przeglądałem te szafy w poszukiwaniu jakichś moich rzeczy, które miałem wziąć. Widziałem chyba moje buty. W jednej z szaf był długi pas tabliczek czekolady. Ktoś powiedział, że tam czyjeś zioło leży. Miałem jakąś grę komputerową na kwadratowej planszy. Chwilę sobie grałem. Przełożyłem tą planszę na drugą stronę, a tam była mapa świata z czymś tam pozaznaczanym. Położyłem ją na biurko. Potem chciałem wrócić do łóżka, ale zrezygnowałem. Przyszła jakaś rodzina z dziećmi. Kładli się właśnie na to łóżko, na którym ja spałem. Matka chłopczyka zapytała się mnie czy zakładać mu czapkę. Odpowiedziałem, że ja nie miałem założonej czapki do spania. Wyjąłem z biurka mój zeszyt od matematyki. W nim był dołączony mniejszy zeszyt z nutami. Pokazałem im ten zeszyt. Kartkowałem go. Nagle się bardzo przestraszyłem czegoś w zeszycie i zamknąłem go. Miałem zamiar opuścić to miejsce. Szedłem do wyjścia. Dziwnie mi się szło. Jakaś pani czyściła coś na ścianie po prawej stronie. Prawie się na nią przewróciłem. Wyszedłem na już szkolny korytarz. Chciałem biec, ale ciągle się przewracałem. Widziałem jakieś dziwne panie. Świeciły się im oczy na niebiesko. Chciałem uciec. Jednak zatrzymałem się przy jednej pani z niebieskimi oczyma. Podaliśmy sobie ręce. Zaoferowała mi pracę w Biedronce. Zgodziłem się. Miałem jednak zadzwonić do prezydent Gdyni. Dała mi telefon i zacząłem rozmawiać. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 01-11-2025 Byłem razem z tatą w dużej bibliotece. Chodziliśmy tam w poszukiwaniu jakiejś ciekawej książki. Zauważyłem jakąś grubą książkę science fiction. Był to tom 57. Odłożyłem ją, bo za dużo do czytania. Szliśmy dalej między regałami. Nagle pokazały się w powietrzu różne książki. Pomyślałem, że są za cienkie i nie jest to fantastyka, więc nie będę wypożyczać. Znalazłem półkę ze zbiorami opowiadań i to była jakaś fantastyka. Tata wtedy poszedł do kasy. Jedna gruba książka mi się spodobała, więc ją wziąłem. Rzecz działa się na wsi, tyle pamiętam. Jeszcze widziałem inny zbiór opowiadań. Było to history fiction o Ameryce. Wyciągnąłem tą książkę, ale zaraz odłożyłem na miejsce, aż coś tam zahałasowało i przestawiło w książkach. Pani bibliotekarka przyszła i poprawiła książki. Był też jeden złoty tom pt. "Harry Potter". Nie brałem tej książki, bo serię o Harrym Potterze już przeczytałem. Poszedłem z jedną książką do kasy. Taty nigdzie nie było. Kolejka była dosyć długa. Stał tam jakiś pan i powiedział mi, że ktoś tu był i wcisnął jakiś przycisk i sobie poszedł. Dalej skręcając w lewo za kasą, było inne pomieszczenie, jakby druga mniejsza biblioteka. Tutaj nie jestem pewien, ale się skończył lub zmienił ten sen. Idziemy do jakiejś klatki schodowej. Jedna osoba po prawej stronie idzie niżej jakby do piwnicy lub gdzieś. Ja z innymi idziemy na górę. Mieszkam w jakiś domu. Tam były jakieś panie. Możliwe, że była tam właśnie biblioteka. Nie pamiętam za bardzo co się tu działo. Wychodzę z tego domu innym przejściem. Za metalowym zielonym płotem stoi ktoś z karabinem. Wiem, że jakbym wyszedł to by mnie gonili i może nawet strzelali. Ktoś przeskakuje przez płot i ucieka ulicą kierując się na prawą stronę. Gonią go. Chyba jeszcze ktoś inny przeszedł przez ogrodzenie. Sen się zmienia i jestem już na zewnątrz. Jestem obok plaży lub pustyni. Schodzimy w dół do wody. Nagle ludzie, którzy tam mieszkali na tej pustyni uciekają. To jakiś potwór wychodzi z wody. Wielki pająk. Chyba kogoś złapał. Też uciekamy. Wspinam się ciężko na piaszczystą górkę. Zatrzymuję się na górze. Ten pająk już tu jest, ale gdzieś sobie za chwilę poszedł. Mija trochę czasu i znowu schodzimy w dół. Tam się trochę zmieniło. Zamiast morza jest jaskinia. Wchodzimy. Ktoś chciał zgnieść małego pająka, ale nie zdążył. Możliwe, że ten pająk w przyszłości urośnie. W tej jaskini było dużo pajęczyny. Ten wielki pająk spał w niej. Wychodzimy. Inni wracają na górę tą samą drogą. Ja jadę na małym samochodzie lub quadzie w lewo, gdzie było dużo piachu jak to na pustyni. Ktoś za mną jedzie na okrągłym czarnym odkurzaczu. Widzę jak w oddali zmienia się miasto. Jadę trochę szybciej. Goni nas dwóch chłopaków, bo chcą zobaczyć na czym jedziemy. Ten kto jechał na odkurzaczu wpadł na jakiś słup. Ja odjeżdżam stamtąd i wracam na górę. Mówię komuś z grupy, że jest już taka technologia, że moglibyśmy polecieć na inną planetę. W tym właśnie czasie pojawia się światełko na niebie. To ta planeta. Wokół niej poruszają się inne światła. Ta planeta jest niby pilnie strzeżona. Możliwe, że są na niej więźniowie. Nikt z nas nie chciał tam lecieć. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 05-11-2025 Układałem raczej duże puzzle. Nie pamiętam jaki to był obraz. W układaniu pomagała mi Isabela. Była chwilę i zniknęła. Zamieniła się w puzzla, który potem zaginął. Do pokoju przyszło dwóch takich co chcieli mi "pomagać", ale tylko przeszkadzali. Odwracali puzzle na drugą stronę lub zabierali te już ułożone. Miałem prawie ułożone te puzzle, ale przez nich połowa się rozwaliła. Jakoś złapałem ich za ręce i wyprosiłem ich z pokoju. Potem znowu ktoś pomagał mi w układaniu, ale za bardzo mu to nie wychodziło. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 07-11-2025 Ja i kilka innych osób z różnych krajów, wylądowaliśmy na Księżycu. Znaleźliśmy się na pustyni. Od razu zostaliśmy zauważeni przez ludzi tam mieszkających. Wysłano na nas kilku żołnierzy poruszających się na wielkich czarnych koniopodobnych stworach. Kiedy dotarli do nas zostałem złapany łapą jednego stwora i podniesiony kilka razy. Jak ten stwór zmienił wielkość do rozmiarów normalnego konia, ci ludzie odjechali. Na piasku leżało trochę drobnych świeczek tortowych. Zebrałem większość z nich. Kilka oddałem koledze. Zapaliłem dwie świeczki. Paliły się normalnie. Wyszliśmy z jakiejś dziury i poszliśmy w stronę domów tych ludzi. Dużo ludzi przybyłych z Ziemi stało tam, ubranych na galowo. Ja miałem ubraną białą koszulę. Spytałem się kogoś "w co ty się ubrałeś?". Potem z kolegą wchodziłem do głównego budynku. Wtedy moja biała koszula zmieniła się w bluzę w pionowe żółto czerwone pasy. Też mieliśmy się przebrać na galowo. W tym celu poszliśmy do łazienki. Najpierw kolega. Wszedł i wyszedł. Trochę się zdziwiłem, że tak szybko się przebrał. Teraz ja wchodzę. Widzę w kartonie leżą garnitury. Siadam na muszlę klozetową i już mam na sobie garnitur. Wstaję i wychodzę. Budzę się. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 09-11-2025 Gdzieś na dworze były porozstawiane stoły i krzesła. Byłem tam z siostrą. Mieliśmy dwa torty. Jeden jasny waniliowy stał na jednym stole, a drugi ciemny czekoladowy stał dalej na innym stole. Nagle przyszli jacyś robotnicy i chcieli zjeść ten tort czekoladowy. Powiedzieliśmy im, że nie mogą, bo zaraz przyjdą goście i nie wystarczy dla nich. Poszli sobie. Za chwilę była mama i różni goście. Miałem przygotowany kawałek tego waniliowego tortu i nalaną kawę do kubka. Chciałem jednak najpierw spróbować tort czekoladowy. Spojrzałem na niego i tam był już tylko mały kawałek. Po coś jeszcze poszedłem do mamy chyba i wracam do tego tortu, a tam teraz nie ma już nic. Pytam się gości, gdzie ten kawałek tortu co tu był, a ktoś odpowiedział, że to jego miał być. No to skoro tak to jeszcze miałem ten kawałek waniliowego. Coś mi się wylało na podłogę i miałem to zetrzeć papierowym ręcznikiem. Wszedłem pod stół i starłem plamę. Po lewej stronie coś jeszcze było, ale była to kogoś ekierka (chyba) i ktoś ją sobie wziął. Idę między stołami i wstając prawie zrzucam coś ze stołu obok. Siedzący obok tego stołu pan mówi coś o tym czy jeszcze te dywany są sprzedawane. Ja odpowiadam, że to o ścierki, a nie o dywany chodziło. Chociaż nie wiem skąd to wziąłem. Wychodzę spomiędzy stołów i znajduję się w jakimś innym miejscu. Nie ma tu nigdzie gości. Pytam się siebie "gdzie ja jestem?". Mam do wyrzucenia brudny papierowy ręcznik. Szukam śmietnika. Widzę dwa. Idę do jednego, ale ten wydaje się daleko chociaż jest dosyć blisko. Ktoś tam stoi. Idę do drugiego śmietnika, który jest rzeczywiście bliżej. Docieram do niego. Tam stoi jakaś kobieta z niezbyt dużym psem. Pies za chwilę biegnie za mną. Skaczę i próbuję lecieć, ale się nie udaje. Biegnę i chcę wskoczyć na ścianę bloku i przebiec po niej, ale to też mi się nie udaje. Pies chwyta moją rękę w zęby. Raczej nie czuję bólu. Pies trzyma się mojej ręki. Podchodzę z psem do tej kobiety i ona go bierze. Jakoś udaje mi się wyciągnąć rękę. Biegnę gdzieś trawnikiem. Trafiam do jakichś sklepów, które znajdują się jakby na takim statku. Przechodzę pomiędzy różnymi towarami. Słyszę głos "tylko nie idź na strych". Nie wiem o jaki strych chodzi, ale idę teraz w inną stronę. Przechodzę przez płotek i dochodzę do burty. Dalej jest na dole trawa. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 19-12-2025 W kuchni razem z siostrą układałem różne warzywa w szafkach na półkach, gdzie normalnie stoją kubki i herbaty. Miałem dwa sklejone ze sobą czerwone warzywa. Rozkleiłem je. Jeden to był pomidor, więc położyłem go na półce. Drugi to niby był kasztan czy coś podobnego i dałem go siostrze żeby, gdzieś położyła. Jeszcze był jeden, taki mały pomidorek. Siostra powiedziała, że to był ukradziony. Położyłem go do szafki. Czajnik stał na zapalonym gazie, ale woda nie chciała się zagotować. Zdenerwowałem się tym. Chyba przestawiłem na większy palnik. Wydaje mi się, że zalałem jakąś herbatę. Znalazłem plastry sera. Był on zapleśniały, czarny. Z tyłu była wycięta kwadratowa dziura, a w niej siedział duży, raczej zgnieciony komar. Na serze był też tekst. Pisało coś o trzech sekretnych białkach zawartych w mleku. Położyłem ser na półce. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 20-12-2025 Mam linę i wspinam się, a raczej wyobrażam sobie, że wspinam się na najwyższy balkon bloku. Z kimś tam na tym balkonie rozmawiam i zeskakuję za pomocą zaczepionej liny. Potem niby drugi raz się jeszcze wspinam. Później idę do piwnicy. Jest tam tata, coś tam robi. Zostawiam tam jakieś swoje rzeczy. Mam też zostawić dowód, ale pomyślałem, że jednak nie będę zostawiał dowodu w piwnicy. Idę schodami klatki schodowej do góry. Jakaś dziewczynka siedzi na schodach i się bawi czy coś. Ma ona jakieś karty czy dokumenty. Wypadają jej i lecą w dół schodów. Mi też jakoś ten dowód wypada z ręki i leci w dół. Schodzę szybko po schodach, aby podnieść. Idzie na górę jakaś dziewczyna i pokazuje mi dowód. W tym dowodzie jednak są zdjęcia kobiety, więc to nie mój dowód. Całe schody są przykryte wielką ilością kartek. To dwie dziewczynki odrabiają lekcje. Zsuwam część kartek w lewo w poszukiwaniu dowodu. Nigdzie nie ma. Coś tam znajduję lub tylko przypomina mi się. Na moim dowodzie nie ma mojego imienia tylko raz puste miejsce, a raz jakieś dziwne, egzotyczne imię. Mama mi powiedziała, że takie imię mam w dowodzie. Jedna z dziewczynek zsuwa się po tych kartkach. Jest uśmiechnięta. Idę na górę schodami. |