![]() |
|
Awakenizmy - Wersja do druku +- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl) +-- Dział: Pozostałe (https://i-sen.pl/Forum-Pozostale--12) +--- Dział: Nasza Twórczość (https://i-sen.pl/Forum-Nasza-Tworczosc--60) +--- Wątek: Awakenizmy (/Temat-Awakenizmy--4649) |
RE: Awakenizmy - Isabela - 23-03-2022 Nie jestem leniwa, mam zespół amotywacyjny. RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 02-11-2022 Taka niedawna rozkmina, która dla mnie była taką kolejną cegiełką do tego jak się nie przejmować swoją nieidealną ekspresją emocji wobec innych i odrzucić perfekcjonizm w tym obszarze. Do niedawna myślałem, że np. powiedzenie komuś czegoś miłego może być emocjonalnie po prostu stłumione bądź nie. Przez stłumioną ekspresję mam na myśli nie tylko czyny/słowa niewypowiedziane, ale także ekspresję hmm..niezręczną? Ekspresja swobodna jest na ogół oczywiście lepsza dla otoczenia i nas. Może być też dla nas subiektywnie bardziej autentyczna. Więc możemy mieć potrzebę, żeby z tego poziomu się wyrażać. Czasami na tyle dużą, że jeśli czujemy że nie potrafimy się na nią zdobyć, to nie robimy nic. No ale nasze możliwości choćby w tak subtelnym aspekcie nie zależą tylko od nas, ale także od okoliczności, m.in. ram konkretnej relacji, jej dotychczasowego charakteru. Rozumiejąc to łatwiej sobie pozwolić na pójście jakby z prądem własnych blokad i wyrażanie się na tyle otwarcie, na ile to w danym momencie jest możliwe. Możemy wtedy odkryć, że pomiędzy ekspresją pełną energii i swobody, oraz ekspresją naznaczoną blokadami różnego typu (w tym presją o "najlepszą" ekspresję), jest miejsce na wyrażanie się w pewnym sensie swobodnie mimo blokad. Oprócz tego, że ten sposób komunikacji jest dla nas dużo bardziej komfortowy, to od razu bądź po jakimś czasie zauważamy, że wpływa pozytywnie na nas i nasze relacje. Tak więc nie ma dużego sensu przejmować się tą czasami występującą niezręcznością w relacjach. To zwyczajnie ludzkie i często pewnie nieuniknione. RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 22-02-2023 Sens jako zniewolenie Miałem ostatnio sporo refleksji o sensie. Ale nie tym "nadrzędnym" sensie życia, który jest obiektem rozkmin ludzkości od zarania dziejów. Ale głównie takim "mikro-sensie", który nam na co dzień towarzyszy, a który nierzadko wydaje się tak oczywisty, że zdaje się nieodłączną częścią rzeczywistości i mamy wrażenie, że inni doświadczają bardzo podobnego sensu. Po raz któryś sobie pomyślałem, że np. perfekcjonizm w sytuacjach życia codziennego ma mało sensu. Ale nie dlatego, bo "każdy popełnia błędy" itp. Tylko dlatego, bo żeby uznać jakieś działanie za "nieperfekcyjne" czy "błędne", trzeba po drodze poczynić masę ukrytych założeń. Wgląd od tej strony zdecydowanie bardziej podkopuje perfekcjonizm, bo z pierwszym podejściem możemy łatwo negocjować sami ze sobą. Np. "ok, każdy popełnia błędy, ale nie tak często i nie takie.". Drugi wgląd ucina sens takiego zachowania u podstaw. Nie potrzebuje warunków, które co chwilę musimy sprawdzać, czy dalej dają nam "prawo" do bycia "nieperfekcyjnym". Nie musimy angażować w to (nawet podświadomie) energii. Co więcej, uelastycznia osobowość, bo możemy uznać, że nie trzeba się tak kurczowo trzymać tego co uznaliśmy za prawidłowe działanie. Możemy otworzyć się na inne sposoby ekspresji. I zwyczajnie, traktować życie mniej poważnie. Spojrzałem też na ten mikro-sens jak na fundament i stabilizator poczucia bycia odrębną jednostką. Odwoływanie się do tego sensu umacnia nas w poczuciu, że rzeczywistość w pewnym sensie kręci się w okół nas. Przestajemy tak projektować nasz sens na wydarzenia. Gdy odpuszczamy (a raczej rozpuszczamy, bo nie zadzieje się to od razu) ten sens, życie zaczyna się jawić jako to czym jest - strumieniem "bezsensownych" wrażeń. A my lądujemy w tym strumieniu i stapiamy się z nim. Wszystko co robimy traci dla nas swój racjonalny sens i cel. I odnajdujemy w tym ogromną wolność i autentyczność. Odnajdujemy też ogromną intymność z sobą, innymi ludźmi i z życiem. Porzucenie odruchu wartościowania wydarzeń względem naszego sensu, prowadzi do doświadczania wszystkiego jako doskonałego samego w sobie. Wnosi zachwyt i szczęście do naszego doświadczenia. Doświadczamy w tym wszystkim sensu, ale zupełnie jakościowo innego od nam znanego. Relaksujemy się w tym strumieniu podczas kiedy "nasze" życie bardzo dobrze radzi sobie bez "nas". Nie potrzebuje odwoływać się do naszego sensu, aby wiedzieć co jest właściwe, dobre, czy "racjonalne". A nawet robi to lepiej bez nas. RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 27-04-2023 Choć miałem już dotychczas sporo refleksji na ten temat, to ostatnio miałem nieprzyjemny wgląd w to jak bardzo moja presja na doświadczanie "światła" od praktyki medytacji bierze się z chęci ucieczki "od siebie", czucia się "źle", tak żeby rozwinąć nawet nie tyle brak cierpienia, co duże zadowolenie. Zwróciłem jednak większą uwagę, jak to wszystko kręci się w okół aspektu samooceny. Porównania między tym co o sobie często myślę kiedy umysł jest zamglony, a jak zwykle myślę jak jest przejrzysty (to czemu jakości medytacyjne tak wpływają na samoocenę to już inna kwestia). I takiego postawienia sporego znaku równości między szczęściem, a tymi myślami. Pobyłem trochę z tymi refleksjami, a nieco później doświadczyłem ciężkiego bólu emocjonalnego. Będąc tym przytłoczonym zacząłem się przyglądać negatywnym myślom o sobie i zastanawiać, co jest w tym tak strasznego. Po jakimś czasie te uczucia minęły a we mnie rozwinęła się refleksja, że chyba idealizuje wysoką samoocenę i traktuje samoocenę samą w sobie za bardzo realną. Że myślę o sobie w tych "dobrych" momentach, albo o ludziach, którzy w moim odczuciu mają wysoką samoocenę i traktuje to bardzo poważnie. I czuję, że pojawił się przez te wszystkie refleksje większy swego rodzaju dystans do braku dystansu do siebie. Nie poświęcam już tyle energii na walkę, próby odbijania negatywnych myśli. I choć z początku odczuwałem to jako prowokowanie utraty czegoś cennego, to z czasem coraz mniej. I zmniejszył się ten znak równości między szczęściem i też samymi efektami medytacji a samooceną. Większy spokój, poczucie wolności. Co więcej samoocena szybciej wraca do równowagi co fajnie pokazuje jak próby jej kontroli są nie tylko nieskuteczne, zbędne, ale też i szkodzące. Nie twierdzę, że te wglądy czy podejście jest samowystarczalne, ani tym bardziej że jest terapeutyczne. Stricte terapeutyczna byłaby praca nad zmianami treści umysłu, zamiast spojrzenie na to jak na jego grę. Sam zastanawiałem się czy te efekty nie biorą się z jakiegoś meta-boost'u samooceny z racji przeświadczenia o dystansie do samooceny (że to takie "duchowe"), albo to efekty medytacji, które miną. Natomiast to dla mnie na ten moment bardzo ciekawa i wyglądająca na cenną perspektywa w kontekście pogłębiania wglądu w pustkę myśli. Sam ten tekst w moim odczuciu jest wyrazem m.in. oswajania się z tym tematem, niejako idąc za ciosem. Wrzucam cytat z książki Barry Magid "Koniec pogoni za szczęściem", który wręcz idealnie w moim odczuciu pasuje do tego o czym piszę. Cytat:Kiedy pytam ludzi, na czym polega ich praktyka, zwykle słyszę coś w rodzaju: „Liczenie oddechów". Ale co ta osoba faktycznie robi? Którąkolwiek metodę stosujemy, nieuchronnie staramy się włączyć praktykę w służbę jednej lub wielu naszych fantazji o uleczeniu. Fantazja o uleczeniu to nasz prywatny mit, za pomocą którego zwykle staramy się wyjaśnić, co takiego jest z nami i naszym życiem nie tak i co naszym zdaniem mogłoby ten stan rzeczy poprawić. Czasem te fantazje są całkiem wyraźne: jesteśmy pewni, że wiemy, co tu nie gra i co chcemy osiągnąć. Oczywiście, to poczucie pewności nie gwarantuje, że mamy rację. Dalsza praktyka może nas zmusić do radykalnego zakwestionowania naszych przekonań co do tego, w czym tkwi problem i gdzie szukać jego rozwiązania. Czasem te fantazje kryją się w tle praktyki i jesteśmy ich mniej lub bardziej świadomi. Nauczyciel i uczeń muszą wówczas wspólnie dojść do tego, jak je w pełni wydobyć na światło dzienne i ujawnić ich założenia, jeszcze zanim uczeń będzie gotów się z nimi zmierzyć. Fantazje o uleczeniu przyjmują wiele form, a kiedy wiemy, gdzie się kryją, możemy je rozpoznać w przeróżnych sytuacjach. EDIT: Skojarzyło mi się też z notką, którą kiedyś napisałem. Cytat:Podświadomie czujemy, że cegiełki, które dokładamy do naszego monumentu wiedzy, nie zawsze idealnie pasują. Ale boimy się nie dołożyć kolejnej w obawie, że nasz monument runie. Choć ta luka była już wcześniej, ale jej nie widzieliśmy. No, ale teraz pojawia się egzystencjalny lęk. Zwykle ledwo wyczuwalny i nienazwany. "Może wypadła?", "A jak wypadnie ta obok? Lepiej zapobiegać, niż leczyć", "Ile będzie mnie kosztowało zbudowanie nowego?", "Co pomyślą ludzie jak runie? Mają takie piękne monumenty! Wyśmieją mnie!". Co chwilę przychodzi jakieś trzęsienie ziemi i wystawia naszą budowlę na próbę. Jakiś czas temu ją odkopałem i co jakiś czas orientuje się, że wciąż w jakimś stopniu traktuje różne elementy psychiki jak taką właśnie wieżę, monument. Teraz przyjrzałem się samoocenie. Okazuje się, że gdy odważymy się zupełnie nic nie robić z negatywnymi myślami o sobie, ta wieża okazuje się samoregulującym procesem, w którym "my" tylko przeszkadzamy. Oczywiście piszę te wnioski w odniesieniu do swojego doświadczenia. Myślę, że wiele osób działa w jakimś stopniu pod tego typu odruchami i przekonaniami. Niektórzy mogą mieć inne wieże. Albo coś jeszcze całkiem innego. Każdy przywiązuje się do swojego "ja" na trochę inny sposób i w inny sposób komplikuje sobie życie. Wierzę, że wnikanie w niuanse tego procesu jest istotnym czynnikiem na drodze do głębokiej wolności i szczęścia. RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 23-06-2023 Poradnik do medytacji z wizualizacjami by Fallen Leaf (ver. 0.9) RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 26-07-2023 Zauważyłem pewną tendencję umysłu (lub po prostu indywidualną) w sytuacji, gdy pragniemy szczęścia. Może to przybierać różne nasilenie, ale chodzi o to, że umysł poszukujący szczęścia/wolności/komfortu ma tendencje do tego, żeby odruchowo wyłapywać w bieżącym doświadczeniu to co uważa za przeciwieństwo tych rzeczy. Dzieje się wtedy pewien proces. Umysł wytwarza subtelną, albo wyraźną "kontrę" w stosunku do tych wrażeń w postaci wyobrażenia spokoju, szczęścia, lub po prostu sytuacji, w której nie będzie danego "przeszkadzającego" uczucia (a idąc dalej w konceptualizację - rzeczy/osoby, która budzi te uczucia). Umysł może też w tej sytuacji próbować przykuć większą uwagę do części doświadczenia, którą uważa za lepszą. W każdym tym wypadku w efekcie awersji dochodzi do podziału doświadczenia na tą dobrą część i złą. Elementy lepsze, lub gorsze. A ten podział nakręca dalszą walkę i cierpienie. To co jest ciekawe i dość zabawne, to to, że oceny na podstawie, których ten podział powstaje, są w istocie zupełnie bezpodstawne. Możemy to zaobserwować np. obserwując te oceny na przemian z doświadczaniem cichego umysłu "nie wiem". Czy te oceny nie są jakby wplecione w same zjawiska, a poza nimi nie możemy ich odnaleźć? Czy nie wygląda to tak jakby zjawiska grały, czy bawiły się ze sobą podług kompletnie wymyślonych zasad? Nie należy to do najprzyjemniejszych obserwacji, więc może być trudno to zauważyć. Pomocne może być gdy doświadczaliśmy już okresów nieuwarunkowanej satysfakcji pełnych poczucia swobody, nierzadko beztroski. To ten stan gdy wszystko jest na swoim miejscu. Nie mamy potrzeby niczego zmieniać, jakby wszystko było doskonałe. Z racji, że całe doświadczenie jest dla nas doskonałe, nie czujemy potrzeby "balansować" w doświadczeniu. Dbać o nasz komfort. Szukać czegoś. To naturalnie prowadzi do radości i podejścia do życia bardziej jak do zabawy właśnie. Nasuwa się tym samym wniosek co bardzo utrudnia "odpuszczenie" i nakręca te wszystkie podziały - powaga. Którą określiłbym jako specyficzny rodzaj napięcia konstytuującego całą resztę napięć. W powadze zawarty jest subtelny lęk, że całe te nasze balansowanie i szukanie jest ważne. Dlatego bardzo staramy się, żeby "wygrać" tak jakby było o co grać. Powaga usztywnia też wszystkie oceny doświadczenia i mocniej się ich trzymamy. Rozluźniając wysiłek w naszym "byciu" i oceny naszego doświadczenia, możemy zauważyć i zaskoczyć się tym, że napięcia same w sobie nie są wcale takie nieprzyjemne. Mogą być doświadczane jako ciekawe, a nawet subtelnie błogie. Pozbywając się wątpliwości co do tego, jeszcze bardziej odpada od nas wysiłek starania się o ich brak. Przestajemy dzielić doświadczenie na dobre i złe elementy smakując wszystko jak kompletny i różnorodny pejzaż. Przestajemy też szukać wolności poza treścią doświadczenia czy w jego tle, a zaczynamy spodziewać się odnaleźć ją w samym środku wrażeń. Wprowadza to ogromną przestrzeń do doświadczenia, dzięki czemu może naturalnie ewoluować w fascynującym kierunku a my coraz bardziej się w tym relaksujemy. W tych wnioskach nie tyle chodzi o to, że za bardzo "przywiązujemy się do szczęścia", co bardziej o to, że mamy na ogół bardzo wąską "definicję" szczęścia, co samo w sobie je utrudnia. RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 26-08-2023 Chciałem się podzielić swoją niedawną obserwacją. Chodzi o pewien nawyk myślenia, czy schemat, który potrafi w ogromnym stopniu sabotować medytację. Zarówno formalną jak i nieformalną. A sam w sobie jest bardzo absurdalny. Może też ktoś u siebie taki schemat widzi i te wskazówki mu pomogą. Mianowicie w trakcie praktyki mogą pojawić się myśli kręcące się w okół rozluźnienia. Po prostu intelektualnie kombinujemy, jak skutecznie się rozluźnić. Czy to z chęci zmniejszenia cierpienia, czy to ze świadomości, że pewien stopień rozluźnienia jest potrzebny do precyzyjnej obserwacji umysłu. Czemu to absurdalne? Bo w momencie kiedy pojawiają się takie myśli, nie ma w doświadczeniu większego napięcia niż ta właśnie myśl. Żadnego bardziej centralnego. Łatwiejszego do zauważenia i ważniejszego dla naszej praktyki. Jest to wręcz zabawne, bo gdyby się tak zastanowić, to umysł/ciało/świadomość/whatever, idzie nam na rękę ![]() Nie musisz wyszukiwać napięć. Kombinować jak się rozluźnić. Zastanawiać się nad niczym. To ta właśnie myśl, której celem zdaje się pomoc w rozluźnieniu, jest ekspresją lub wręcz wyzwoleniem napięcia. Gdy potraktujesz ją osobiście i uznasz za zasadną - wygenerujesz więcej napięcia. Ale gdy rozpoznasz ją jako nieosobowy proces - myśl wyzwoli się a rozluźnienie pogłębi. Z każdą kolejną wyzwoloną myślą, rozluźniasz kolejną dawkę napięcia. Na pewno słyszałeś/aś przekazy w stylu "po prostu odpuść", "nie jesteś swoimi myślami", "zaufaj". Zamiast wspomagać się kolejnymi koncepcjami proponuję spojrzeć na to wszystko od innej strony - myśli są Twoimi sprzymierzeńcami. Wystarczy nie brać ich osobiście i pozwalać się prowadzić ku większemu spokoju i mądrości. Polecam stronę Laboratorium Szczęścia. Wskazówki z tej strony, a szczególnie wałkowane 6 kroków (które z początku nie były dla mnie przekonujące ) pomogło mi to zrozumieć. Gorąco polecam nauki autora strony
RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 18-10-2023 Intuicja Otwieraj i oczyszczaj swoje serce robiąc w nim coraz więcej przestrzeni na światło. Wypatruj zawsze obecnego strumienia cichej inspiracji i utrzymuj z nim kontakt. Ufaj swojemu ufaniu, cokolwiek miałoby to dla Ciebie znaczyć. Jeśli czujesz, że to światło jest zupełnie nieobecne, obudź w sobie tęsknotę za tym światłem i pogrąż się w niej do granic Twojej siły woli i wrażliwości. RE: Awakenizmy - Dream Walker - 21-10-2023 Bardzo fajne są Twoje teksty. Opisujesz w sposób interesujący skomplikowane doznania, wrażenia, refleksje. Jeszcze ciekawsza jest obserwacja jak pewne opisy tych doświadczeń faktycznie przewijały się na mojej drodze z praktyki mindfulness, z tym, że nie były tak sensownie zwerbalizowane i opisane w moim umyśle ![]() Dla przykładu ostatnio zaczął mnie zastanawiać temat subiektywnej rzeczywistości. Skoro wszystko czego doświadczam interpretowane jest przez mój umysł, a ja rzadko kiedy konfrontuję moje przemyślenia z innymi (a często też nie bardzo mam jak to zrobić, bo są one po prostu osobiste), to ile z tego w co wierzę jest prawdą, a ile jedynie sprytną iluzją, która wpasowuje się w inne możliwe scenariusze? Jeśli chciałbym poznać prawdopodobieństwo jakiegoś przypuszczenia to musiałbym dopytać innych o opinie, a opinia jednego człowieka często w danym momencie może się różnic od opinii w innym momencie dnia. Tak samo jego opinia będzie się różnić w zależności: od sytuacji, w której jest wypowiadana, tym z kim rozmawia na temat opinii i w ogóle mnóstwo innych czynników na to wpływa. Tak samo moja interpretacja tej opinii ma znaczenie w do jakich wniosków dojdę... Trochę tak na prawdę żyję w zupie tego co wydaje mi się prawdopodobne. Jako przykład weźmy np. sytuację, w której jadę tramwajem i ktoś na mnie patrzy. Powodów dla których ktoś na mnie spogląda może być mnóstwo, a przecież nie podejdę do tej osoby i nie zapytam czemu na mnie patrzy. Jeśli jednak podejdę i zapytam to czasem uzyskam odpowiedź, a czasem ktoś może się jedynie zdziwić, że go o to pytamy, bo on dojdzie do wniosku (tak na prawdę nie wiemy jaki proces myślowy za tym stoi), że wcale tak nie było. RE: Awakenizmy - Fallen Leaf - 24-10-2023 Cieszę się, że się podoba Ja to widzę tak, że uświadamianie sobie subiektywności jest ważnym elementem stawania się bardziej świadomym. Im więcej perspektyw poznamy, tym ciężej trzymać nam się jednej. Konfrontowanie przemyśleń z innymi jest w tym pomocne.Jeśli dobrze ukierunkujemy ten proces, dorzucimy nieco odpuszczenia i medytacji, coraz częściej nasz umysł będzie bardzo klarowny. Wtedy życie już nie polega tak na lawirowaniu między perspektywami i próbach złapania "prawdy". Żyjemy bardziej intuicyjnie, spontanicznie, przestajemy próbować dowiedzieć się tego, czego dowiedzieć się nie możemy. Naturalnie odpuszczamy myślenie kiedy te już niewiele wnosi i ogólnie mało myślimy. Więcej myślenia dzieje się w tle a my możemy się zrelaksować i cieszyć obecną chwilą. |