![]() |
|
NeuroWonderland - Wersja do druku +- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl) +-- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--44) +--- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--14) +--- Wątek: NeuroWonderland (/Temat-NeuroWonderland--3293) |
RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 01-11-2020 Na pętli autobusowej ustawiono scenę. Piosenkarz lub piosenkarka (to nie było pewne) miała takie wielkie czarne włosy. Te włosy tworzyły kształt kuli o średnicy kilku metrów. Musiały być ciężkie. Zastanawiałem się jak można utrzymać tak wielkie i ciężkie włosy. Publiczność była ubrana w szare stroje. Dwie osoby robiły sobie jaja z artysty i także miały miały takie wielkie, kuliste fryzury. Ta niby piosenkarka (teraz zakapturzona w czarnym płaszczu i ze zwykłymi długimi włosami, opadającymi jej na plecy) podchodzi do tych dwóch (już też ze zwykłymi włosami) i coś agresywnie recytuje w ich stronę. Wiedziałem już, że to nie było zwykłe przedstawienie tylko satanistyczny rytuał, a te śmieszki zaraz będą zabici. Chciałem ich obronić. Podbiegłem do nich. Z lewej kieszeni kurtki wyciągnąłem jakiś gruby, srebrny pręt zakończony kółkiem i rozciągnąłem teleskopowo. Nie wiem co miał mi dać, razić prądem i wiercić jak wiertarka? Nie ważne co, to nie działało. Wybiegłem na ulicę, a ta czarownica za mną. Uciekłem otwierając oczy. Niby się obudziłem. Leżałem w łóżku i zacząłem się unosić. Przeniosło mnie w stronę balkonu. Jednak znalazłem się nie na swoim, a na balkonie cioci. Skoczyłem z pierwszego piętra. Wyskoczyłem znowu zupełnie w inne miejsce. Opadając i budząc się, słyszałem jeszcze jak mama pyta się mnie jaka jest pogoda. Czułem, że jest mróz. Byliśmy, gdzieś na mieście z klasą. W budce dostałem jakieś ciastko czy drożdżówkę z bitą śmietaną i cukrem pudrem, składające się z mniejszych. Dobra, niech będzie, że pączek z budyniem składający się z małych pączków. Nauczycielka kupiła też innym pojedyncze, zwykłe. Idziemy korytarzem. Ktoś gadał mi o tych pączkach. Oni jakoś szybciej wyszli z budynku. Znalazłem się na niższym piętrze. Nie było schodów, ale nagle z góry zaczęły zbiegać i turlać się, małe żołnierzyki. Było ich dużo jak mrówek. Tak turlając się w dół tworzyli stopnie spiralnych schodów, aby za chwilę zamienić się w rzeczywiste schody. Przeszedłem przez nie. Wsiedliśmy do autobusu. Wspięliśmy się po drabince na tylne siedzenia. Niższe poziomy były zajęte przez tych małych żołnierzyków i jakby zasypane czarnym węglem. Znalazłem siedzenie normalnej wielkości. Kilka osób usiadło po drugiej stronie przy szybie na tych malutkich siedzonkach jak dla lalek, trzy osoby na jednym. Gdy dojechaliśmy, wysiadłem razem z jedną dziewczyną. To było chyba Monte Cassino w Sopocie. Błysnęło chwilowo światłem słonecznym. Pobiegliśmy w stronę hotelu. Pozostali niby już tam byli. Biegłem za dziewczyną. Ona mówiła, że będzie pierwsza i zarezerwuje pokój. Chyba numer 5, ale nie wiem czy dobrze usłyszałem i zawołałem do niej czy chodziło o piątkę. Nie odpowiedziała, bo już weszła do środka i do windy. Przed malutkimi, ciemnymi drzwiami, stały jakieś metalowe konstrukcje. Jakoś się przecisnąłem i wszedłem przez drzwi od razu do windy. Trochę się zdziwiłem, że winda nie poruszała się w dół, tylko w bok na lewą stronę. Kabina windy była niska i trzeba było się położyć. Całość była wyłożona lustrami, które jednak częściowo przenikały i było widać nieco co jest na zewnątrz windy, taki podgląd wnętrza budynku. Stałem przy zakręcie jasno oświetlonego żółto-beżowego korytarza i czytałem długą kartkę albo raczej zwój. Nie pamiętam o czym był tekst, bo słabo się skupiałem na tym. Gdy jednak doszedłem do dziwnej nazwy czegoś ezoterycznego lub kwantowego, której niestety też nie zapamiętałem, miałem zamiar zacząć od początku z większym skupieniem. Zauważyłem na górze był ozdoby szlaczek. Moją uwagę rozproszyli ludzie w korytarzu. Nagrywano tam film, pewnie horror. Kobieta w czerni powiedziała, że coś mrocznego i niepokojącego zauważyła za rogiem korytarza. Reszta się przestraszyła. Podpowiedziałem im, że może to starożytna zła istota tu straszy zza ścian. Chyba mnie nawet nie zauważyli. Widzę kilka osób, chyba ta aktorka i inne osoby. Obraz był ciemny, czarny. Słychać było metaliczny hałas. Wydawało się, że padał deszcz, ale to nie był deszcz, to był poziomy "szum". Ktoś powiedział, że zasłona między naszym światem a astralem robi się cienka, więc wysiliłem się i tam wskoczyłem do nich. Szum zniknął i rozjaśniło się. Oni się chyba mnie przestraszyli czy coś i pobiegli w prawą stronę. Znalazłem się, gdzieś na chodniku. Nie wiem czy to było rzeczywiste miejsce czy stworzone przez sen. Wydawało mi się, że oni biegają pomiędzy zaparkowanymi tam samochodami jakby oszaleli. Sen był bardzo jasny. Zastukałem w szybę samochodu. Dźwięk był bardzo realistyczny. Po za tym, ciągle słyszałem ten metaliczny, mechaniczny hałas. Zapewne niedaleko za lasem pracowały jakieś ciężkie maszyny. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 03-11-2020 Siedziałem na krześle jakiejś hali, jakby szkolnej. Naokoło mnie było pełno pustych siedzeń, z przodu możliwe, że scena czy coś. Przede mną usiadły dwie koleżanki. Mówiły coś o jedzeniu. Widziałem, że kilka osób poszło do baru po prawej stronie coś zjeść. Też coś poszedłem sobie zamówić, myślałem o pizzy lub czymś podobnym. Zachciało mi się jednak siku i zszedłem schodami niżej do łazienki. W jednej była grupa cyganów. Nie wchodziłem tam. Poszedłem do łazienki obok. Tam było pełno różnych rzeczy, dużo porozwalanych rupieci, porozbijane szkło, wszędzie odchody, bardzo brudno. Ktoś przesuwał ciężką szafkę? Zaczął sikać na podłogę. Wyszedłem, sobie chwilę poczekam. Ten ktoś też wyszedł. Zdjął spodnie i zaczął silnym strumieniem sikać na podłogę i ściany. Ochlapał mnie w nogę. Poszedłem stamtąd. Ten na chwilę przerwał. Myślę sobie, że znajdę inną łazienkę. Schodzę schodami. Idą inni ludzie. Widzę, że tamten znowu zaczyna. Wszyscy przyśpieszają, a ja za nimi. Ile on ma litrów tego moczu? Sika tak silnym strumieniem, aż trafia mnie w plecy. Trzeba uciekać. Jestem na niższym piętrze niż sikający, a to nadal jakoś odbija się od ścian i kieruje się w dół. Wychodzę z tego budynku. Na zewnątrz łapię mnie za rękę robot i nie chce puścić. To był robot reklamowy. Gadał o różnych rzeczach, jakie tam mają do sprzedania (głównie komputerowe). Ciągnął mnie w stronę tego ich sklepu. Ostrzega, że jak nie pójdę do sklepu i nie kupię czegoś to będą tortury. Wchodzimy do tego sklepu. Oburzony, skarżę się im co oni jakieś roboty teraz wysyłają, aby sprowadzać ludzi do ich sklepu i jeszcze grożą torturami. Okazało się, że temu robotowi coś się pomyliło, bo to nie był ten sklep, ten był z ubraniami. Wychodzimy. Tam jest jakaś budka. Znowu coś się pomyliło, bo tu przejścia nie ma. Obchodzimy naokoło. Też coś zupełnie innego. W końcu wyrywam mu się i uciekam. Na ulicy stoją opuszczone samochody. Kobieta wychodzi spod ciemnego mostku i idzie między nimi. Spotyka jakiegoś mężczyznę. Ten każe jej nie zawracać i iść z nim, bo spod tego mostu coś złego się zbliża. Przechodzą przez ulicę. Widok skręca w lewą stronę ulicy i unosi się nad miastem. Traveler wysyłał mi prywatne wiadomości, które jakoby miały coś potwierdzić. Najpierw wysłał mi trzy, a później było coraz więcej. Każda wiadomość była z innego multikonta Travelera. Pamiętam tekst "tu jest woda" i "psaoooojo". Wiele słów zawierało literę "o". Każde o było w kształcie jajka. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 15-11-2020 Na krawędzi stromej rozpadliny stał jeden dom. Miał może trzy albo cztery piętra. Dziwiłem się, że został wybudowany w takim miejscu. Przecież może się kiedyś zsunąć lub ktoś może tam spaść, a nie było żadnego ogrodzenia. Jakoś udało mi się zejść na sam dół po skarpie (możliwe, że były tam drewniane schody). To było chyba koryto wyschniętej rzeki. Po bokach były łąki i drzewa. W oddali ktoś "płynął" na drewnianej tratwie z kółkami. Odpychał się długim kijem od ziemi zamiast wiosłowania. Nie wiem, czy płynął w moją stronę, czy w odwrotną. Chyba się zatrzymał. Na tej swojej tratwie miał wielkiego czarnego wilka i psa. Pies się patrzył nieruchomo na wilka. W pewnym momencie wilk zniknął. Trochę się przestraszyłem i pobiegłem do tego domu, który okazał się moim sennym domem. Wbiegłem na piętro coś sprawdzić (w sumie to nie wiem po co). Kot wybiegł na zewnątrz, ale nie wiem czy zwykłymi drzwiami czy bezpośrednio z piętra. Poszedłem szukać kota, aby go wilk nie pożarł. Gdy już prawie złapałem kota, ten gdzieś uciekał. Nie był to mój kot z rzeczywistości. Był rudopomarańczowy, lekko przezroczysty. Nagle ten wilk przybiegł, czy raczej jakoś tak przyskoczył i stał bokiem. Niby się go bałem na początku, ale tak na prawdę mnie nie obchodził. Nawet nie wiem co ten ogromny wilk chciał zrobić, zjeść kota? Poszedłem znowu szukać kota. Teraz, zamiast koryta wysuszonej rzeki, były tam betonowe chodniki i bloki. Gdy znalazłem kota, wilk znowu zastąpił mi przejście, a potem poszedł, gdzieś za blok w krzaki. Chyba go kot wcale nie interesował. Ściemniało się. Wbiegłem na drugie piętro domu. Tam były trzy pokoje bez drzwi, bardzo blisko siebie. Mój był po środku. Miał większe przejście. Stały tam jakieś komputery. Zrobiło się ciemno i się obudziłem. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 16-11-2020 Leżę w jakimś pokoju na starej kanapie, której już dawno nie ma, a może nawet nigdy nie było. Leżę na prawym boku jak w rzeczywistości. Jest wieczór. Oglądam coś w starym kineskopowym telewizorze, umieszczonym między szafkami. Przełącza mnie na coś innego. Przełączam kanały w poszukiwaniu odpowiedniego, chyba coś z anime miało być, ale nie wiem. Są programy czarno-białe, są i kolorowe. Coś z muzyką. Cofam do tyłu. Teraz jest jedynka. Zielenie, rośliny. Lektorka mówi "Oni mają tak z natury". Nie obchodzą mnie programy przyrodnicze. Wiedziałem, że mam przełączyć o 15 do przodu. Wpisuję 15, ale robi się 14 lub coś innego i nic. Wchodzą puste kanały, niektóre mają logo. Zaczyna się jakaś bajka o zwierzątkach. Jest trochę straszna, ale nie wiem dlaczego. Zza drzewa wychodzą zwierzątkowe postacie. Są coraz bliżej. Już prawie wychodzą z ekranu. Pomyślałem, że tego już za wiele i podszedłem sam. Postacie zatrzymały się, stały się kartonowe. Ten "telewizor" też był z kartonu wyciętego z przodu, aby przypominało ekran. Karton w kartonie w kartonie. To była tyko głupia iluzja. Zdjąłem górny karton. Wewnątrz leżały trzy zabawki przypominające wojskowe pojazdy: samochód, helikopter i czołg. Zdjąłem następny karton. W środku znajdowały się papierki, różnego rodzaju śmiecie, resztki po jedzeniu. Zostało jeszcze kilka warstw kartonów. Chciałem je podrzeć i wyjść i obejrzeć resztę sennych pokoi, ale się wtedy obudziłem. Siedzę z siostrą przy kanapie w dużym pokoju. Coś chyba układamy. Jest jasny dzień. W ręku mam kolorowy kamień i myślę, aby sprawdzić czy to nie jest przypadkiem sen. Pokazuję kamień siostrze. Powoli chybocze się po bokach, aby w końcu unieść się i zatrzymać w powietrzu. Mówię, że to na pewno sen, ale żeby jeszcze zatkała usta i nos to będzie pewność. Siostra zatyka nos, ale usta zakrywa tylko ręką i widać nadal zęby. Udaje, że nie wie o co mi chodzi i idzie się schować do swojego pokoju. Sam robię test. Robię głęboki wdech, przez co wszystko przez chwilę faluje. Poszedłem na balkon sprawdzić czy nie ma tam nic dziwnego. Słońce jednak mocno świeciło i raziło w oczy. Nic nie mogłem przez to zobaczyć i się obudziłem. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 17-11-2020 Przylecieliśmy nad inną planetę w statku kosmicznym. Pomieszczenie było okrągłe, całe pod oszkloną kopułą. Okrągła podłoga była wyłożona białymi kafelkami. Pani kapitan miała kryształową kulę ustawioną przed szybą. Dotykając ją i poruszając, sterowała w ten sposób pojazdem. Miała jeszcze telefon, ale to chyba nie było związane ze sterowaniem. Stałem przy szybie. Na drugim końcu tego okrągłego pomieszczenia też ktoś stał, nie wiem kto, bo było daleko. Po mojej lewej stronie były zawieszone dwie podwójne białe szafki. Uchyliłem na chwilę drzwiczki i zobaczyłem długą kartkę z powtarzającym się wyrazem "strong" lub czymś podobnym. Spytałem się po co te szafki tutaj są. Otrzymałem odpowiedź, "aby zajmowały miejsce", w sensie, żeby można było zauważyć, w którym miejscu jest szklana kopuła, bo może ktoś ma lęki, że wpadnie w pustkę. Polecieliśmy na tą planetę. Na łąkach i pomiędzy drzewami umieszczone zostały różne obiekty przypominające kopie prawdziwych budowli. Na przykład unoszące się w powietrzu piramidy i sześciany. Dolecieliśmy do jakiegoś miejsca i potem jeszcze raz szedłem przez te łąki i las, ale już pieszo. Szedłem z jakimś kolegą. Doszliśmy do skrzyżowania leśnych dróg. Po prawej było miasto, na wprost był dalej las. Poszliśmy na lewą stronę, gdzie były miejsko-wiejskie tereny. Twarzy kolegi nie widziałem, bo się, ani razu nie odwrócił, tylko za nim szedłem. Po drodze zwróciłem uwagę na miniaturki sześciennych budek z czerwonymi dachami wyrosłe jak drzewa z ziemi, ogrodzone piaskownicą, która też wyrosła. Dalej były porozkładane po dwie gałązki i obsypane brązowymi nasionami. Miały z tego wyrosnąć przez jesień miniaturowe place zabaw na tych gałęziach. Każde dziecko mogło mieć swój mały fraktalny plac zabaw. Poszliśmy dalej. Za chwilę się jednak wróciłem i zabrałem dwie gałązki z nasionami. Też chciałem mieć taką egzotyczną "roślinę", a wiedziałem, że tak normalnie to nie jest dostępne, może nawet nielegalne. Dalej natknęliśmy się na murzyńską wioskę. Jakieś dziecko stamtąd chciało nam sprzedać te nasiona za wysoką cenę. Ten kolega albo jeszcze ktoś inny kto za nami przyszedł, chciał za to sprzedać bardzo drogą pietruszkę, chyba za 89zł i jakieś inne warzywo za 60zł. Jakaś starsza pani przyszła i gadała, że trochę za drogo i nieładnie tak nabierać dzieci. Wchodzimy do okrągłej drewnianej chatki. Przy oknie jest gruba Murzynka, a na około niej skaczą rozbawione dzieci. Mam jakąś kartkę i czytam im tekst częściowo po polsku, a częściowo po angielsku. Nie wiem o czym to jest i po co to im czytam. Maszynista zakłada na tył pociągu dodatkowy napęd, bo główny się popsuł. Pociąg odjeżdża, a maszynista zostaje na peronie, bo zapomniał wsiąść. Siedzę sobie na górze kwadratowego przedziału wysypanego piaskiem. Jest dziwnie wysoko. Siedzę jakoś tak na krawędzi nad tym przedziałem, chociaż nadal wewnątrz pociągu. Mam długi drążek od szczudeł, sięgający aż do tego piachu na podłodze. Za pomocą niego chcę przeskoczyć na przeciwległą krawędź, ale czuję lęk wysokości i za każdym razem mnie cofa. Po zatrzymaniu się pociągu znajduję się, gdzieś między budynkami na mieście. Wychodzę i idę w tłumie kogoś szukać. Wszystko jest bardzo realistycznie kolorowe. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 18-11-2020 W hipnagogach widziałem różne geometryczne, falujące wzorki, które po chwili zamieniły się w równoległe linie, coraz bardziej się zagęszczające. Usłyszałem taki jakby uśmiechnięty, pytający głos "Ciekawe kto to wszystko powycinał?". Włączyłem grę lub jakieś nagranie. Na czarnym tle była, raczej płasko wyglądająca, planeta. Nagle błysło i eksplodowało. Przecięło planetę na pół. Nie wiem czy ten błysk pochodził z wewnątrz czy z zewnątrz. Na około leżały porozrzucane paski z tekstem, które próbowałem przeczytać i poukładać, ale jakoś mi nie szło. Włączyło się nagranie "Z pomocą przychodzi nam nVidia!" i wtedy planeta zrobiła się trójwymiarowo kulista, a papierki zostały pozabierane spod mojego kursora. Zaczęło się odtwarzać dalsze nagranie. Wojskowy odrzutowiec zakręcał w kanionie i leciał nad roślinnością. Jadłem pizzę już pokrojoną. Była podobna do zegara, a może to był zegar? Mama była w tle. Nic w sumie nie widziałem po za tą pizzą. Miałem, gdzieś pójść i coś wypożyczyć albo zamówić, nie wiem o co chodziło. Na pizzy widziałem, że dochodzi 17:00, więc jeszcze zdążę. Jeszcze kawałek filmu czy czegoś oglądałem przez kilka minut. Idę chyba do kina na jakiś film. Na mieście widzę chłopca ubranego na galowo. Ma wielki zarost, długie zwisające wąsy pod nosem i drugie wąsy pod ustami. Dziwię się, że w tym wieku ma już taki zarost, chyba że jest sztuczny, dokleił sobie dla efektu. Wchodzi na piętro do niby galerii handlowej, chociaż na galerię to za bardzo nie wyglądało. On i jego znajomi wchodzą do pomieszczenia i zamykają drzwi. Obserwuję ich. Widać wszystko, bo ściana i drzwi są ze szkła. On staje na niewielkim podwyższeniu-scenie, a kilka jego znajomych siada na czarnych rozkładanych krzesłach i gdzieś jeszcze z tyłu. Martwi się, że tylko tyle osób przyszło. Jeszcze dochodzi jedna pani. Idzie od strony schodów. Chłopak zaczyna wygłaszać swoją mowę, ale zapomniał już początku. Pokazuje się wizja będąca wizualizacją procesu jak on próbuje sobie przypomnieć tekst. W ciemnych podziemnych pomieszczeniach przemieszcza się widok między kolumnami i betonowym umeblowaniem. Zatrzymuje się na kamiennej półce. Tam wiją się dżdżownice. Już sobie przypomniał. Miał mówić o tym, że to wcale nie prawda, jak niektórzy wierzą, że to dżdżownice rządzą światem. Jest zupełnie inaczej. Przechodzę wtedy do innego dalszego pomieszczenia. Nie wiem w końcu, czy ja mam do tego kina iść, czy gdzie? W tym pomieszczeniu jest tłum ludzi. Na coś czekają. Półnaga kobieta wchodzi do środka. Ma ze sobą walizkę. Jakiś mężczyzna z czarnymi włosami (Chińczyk?) staje w przejściu i spogląda na tą walizkę. Jest jakby narracja, że on tylko patrzy się na walizkę, ale jak jego żona przyjdzie to może myśleć, że on patrzy się na tą półnagą kobietę. On rozmyśla o tej walizce. Marzy o takiej fajnej walizce, jakby on wspaniale poukładał rzeczy ze swojego materiałowego plecaka. Mi ta walizka przypominała część łóżka. Były tam jakieś rzeczy widoczne i ta kobieta weszła do środka, więc może to trumna była? Ten nadal rozmyśla o tej walizce. W jego wyobrażeniu pojawiają się dwie wielkie kobiety-strażniczki, mające czarne plastikowe staniki na ubraniu jako ochronne tarcze czy coś. Chciały go wyprosić. Ten je uderzył mocno-lekko w ramię i w przyśpieszeniu przemieściły się do przodu. Ten ciągle o tej walizce. Niezauważenie robi się ciemno. Leżę w swoim starym łóżku, które było inaczej ustawione, bo o 90 stopni przekręcone niż aktualne. Po prawej stronie rusza się i podnosi się kołdra. Słyszę kobiecy głos "Czy się boisz duchów?". Budzę się uderzając ręką o bok łóżka, już prawdziwego. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 20-11-2020 Sprzątaczka grzebała w ziemi. Była ubrana na fioletowo. Wyszedłem zobaczyć o co chodzi. Żółte kryształki szkła po rozbitej butelce ułożyła na kupkę. Jak mnie zobaczyła, to uciekła. Obok zauważyłem wystającą zieloną butlę po piwie. Widziałem ją pod ziemią, podczas gdy odkopywałem. Przytrzymałem ją, bo stała na spróchniałej półce piwnicznej i tylko cienka warstwa ziemi ją przytrzymywała. Zabrałem tą część ziemi i pół półki odpadło. Butelka stała na połowie półki w piwnicy, jeszcze trzymającej się ściany. Z ziemi dodatkowo wyciągnąłem jakąś farbę czy rozpuszczalnik w spreju. Psiknąłem w powietrze, działało nadal. Postawiłem na półkę obok tej zielonej butli po piwie. W moim pokoju tata chciał podłączyć kabel od lampki do drugiego gniazdka, tego za drzwiami. Krzyknąłem, aby tego nie robił, bo jak tam podłączy, zapewne będzie spięcie. Podłączył, ale szybko wyjął. (Lampka nad łóżkiem paliła się nawet z odłączonym kablem od zasilania.) Za łóżkiem był dobry kontakt. Z dziury w ścianie wystawał duży szary kamień, oparty na wąskiej półeczce. Od dziury w ścianie odchodziły trzy czarne kable, wchodziły w kamień, a na zewnątrz, z przodu kamienia, wychodził pojedynczy, zakończony wtyczką. Wepchnąłem kamień do środka i podłączyłem kabel od lampki do tej wtyczki. W książce "Leśny Ludek" znalazłem na ostatniej stronie kartkę, którą niby przed laty tam włożyłem. Położyłem się na lewym boku i przeglądałem tą kartkę. Z jednej strony była to zwykła kartka w kratkę. Był tam rysunek Włóczykija z "Muminków" i napisany wierszyk. Naokoło były miejsca oddartego papieru, jakby gdzieś to było przyklejone i zdarte. Z drugiej strony były jakieś reklamy, w prostokątach i kwadratach. U góry po środku, częściowo otwarty laptop "MacBook Pro". Poniżej nie wiem co tam było. W prawej stronie kartki było coś związane z programem graficznym, pewnie Photoshopem, jakieś wskazówki jak coś prościej robić, tła czy coś. Nic potrzebnego. Po lewej stronie wszystko było na fioletowo, zdjęcie jakiejś kobiety, coś o kawie. Była tam informacja, że ekspres czy inne urządzenie do kawy można podłączyć z aplikacją, czy jakimś serwisem internetowym. Było to raczej bezużyteczne i zagiąłem tą część kartki. Wsadziłem z powrotem to tej książki. Zasnąłem i się niby obudziłem. Nie mogłem wstać, albo już jakby wstałem, ale nadal leżałem na łóżku, na lewym boku. Zastanawiałem się czy ta kartka na prawdę tam była w tej książce. Kilka razy "wstawałem" i mnie cofało. Gdy w końcu się obudziłem, wiedziałem już, że nie ma tam żadnej kartki (i kamienia w ścianie też nie). RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 21-11-2020 Kobieta ubrana na czarno wykrzykiwała coś w ekstazie do swoich oprawców. Była uznana za czarownicę i mieli ją spalić na stosie (lub już spalili), ale jakoś oswobodziła się z więzów (możliwe, że już była martwa, a to się dzieje w zaświatach) i stoi na czarnych drewnach. Skoczyła z wysokości w słoneczny dzień. Akurat ulicą szedł jakiś (letni?) pochód i wskoczyła na przyczepę w jakąś czarną, bulgoczącą maź. Zniknęła roztopiona, aby za chwilę wynurzyć się odmłodzona w jeszcze większej ekstazie, roześmiana, uśmiechnięta, wiła się na plecach w tej kąpieli. Gdy pochód doszedł do pewnego momentu ulicy, wszystko to zaczęło się roztapiać. Ta kobieta poszła w dal po chodniku. Ja jeszcze oglądałem resztki z roztopionego pochodu. Były tam w czarnych kałużach różnego rodzaju miniaturki zwierząt, m.in. małe rekiny. Wszystkie były czarne. Zawisłem wysoko w powietrzu przy jakimś murze zamku. Bardzo powoli upadałem na plecach. Bardzo ciężko, ale udało mi się odbić od powietrza i wejść na mur. Były tam małe dzieci, trochę wyglądające na roboty. Wszedłem bramą w krótki tunel. Po środku, z pomiędzy kamieni drogi, wyłaniało się różnokolorowe, elektryczne światło. Wszedłem w nie i naładowałem się tą energią. Pod ścianami też były podobne iskry i wyładowania. Tam skakały sobie te dzieci. Wyszedłem z tunelu i zszedłem schodami do lasu. Jakaś grupa ludzi tam się zebrała i zabrała stamtąd znalezione pojazdy. Wyjechała nimi z lasu. Też coś znalazłem - jakąś metalową płytę z kółkami i coś podobnego do wiertarki. Złożyłem to w hulajnogę i gdy "wierciłem" mogłem jechać. Wyjechałem z lasu, gdzieś na miasto. Wszyscy szli główną ulicą, jakby samochody zostały opuszczone. Jazda tą niby hulajnogą nie miała najmniejszego sensu, bo szybciej bym szedł na piechotę, ale nadal jechałem. Jechałem za jakąś kobietą z córką ubraną na ciemnoniebiesko. Chwyciłem ją za niebieską sukienkę, ale zaraz puściłem, bo pomyślałem, że wszystko to jest takie super realistyczne, kolory i światło, więc może rzeczywiście to jest ten Astral i są tu prawdziwi ludzie? Nie byłoby to przecież grzeczne tak zaczepiać nieznajomych. Dziewczyna lekko się odwróciła, ale nie na tyle, abym mógł zobaczyć jej twarz. Potem znalazłem się na słonecznej łące. Rowerami przyjechało kilka dziewczynek, zatrzymało się, jedna się przewróciła na trawę, bardzo szybko przeszły przez nią duże ilości mrówek i sobie poszły, ona wstała, wsiadła na rower i odjechała z pozostałymi. Wszystko to działo się w przyśpieszeniu. Na pasku pojawiły się trzy ikonki od przeglądarek internetowych, przedstawiające planetę Ziemię. Prawdziwa była brązowa, co oznaczało, że się zawiesiła, a pozostałe, nieprawdziwe, były niebieskie. Jedna z nich była zatytułowana "Januka". Wyrzuciłem ją na pulpit. Na tapecie w jednym miejscu było matematyczne równanie do rozwiązania. Tam zostawiłem tą ikonkę. Przeglądarki nie udało się uruchomić i wszystko wyglądało i działało jakoś dziwnie. Położyłem się pod kocykiem w dużym pokoju. Miałem komputer i słuchawki. Jakiś ciemnoskóry dzieciak tam też leżał (chyba było więcej śpiących dzieci) i mnie złapał klejącą ręką z orzeszkami za moją rękę. Mówił coś jakby był bardzo mądrym dzieckiem. Wytarłem rękę. Poszedłem do swojego pokoju. Tam stał wielki monitor, albo telewizor, nie wiem czy dla mnie, czy gdzieś miał być przestawiony. Stała tam nieznajoma gruba kobieta, rozmawiająca z jakimś swoim znajomym. Popchnęła mnie na kanapę bez powodu i dalej rozmawiała. Też ją odepchnąłem. W monitorze była wnęka z ustawieniami rozdzielczości, a w niej kubeczek z mnóstwem lizaków. Lizak odpowiadający za najwyższą rozdzielczość został zabrany przez kogoś kto już ustawił rozdzielczość właśnie na najwyższą, czyli 4K. Wziąłem jednego płaskiego lizaka dla siebie. Dałem trochę temu dzieciakowi. W tym momencie to się działo jakby, zamiast na kanapie, to na ławce przystanku autobusowego. Były tam też okrągłe, kuliste lizaki. Przeniosło mnie znowu do dużego pokoju. Ten dzieciak znowu coś gadał i dotykał mnie klejącą ręką. Założyłem czarne słuchawki. Nagle znalazłem się bardzo wysoko w powietrzu, w chmurach. Wskakiwałem do oceanu co było przyjemne. Wskakując w wodę wyskakiwałem na drugą stronę, gdzie znowu znajdowałem się w powietrzu i znowu wskakiwałem do wody z wysokości. Za każdym razem, gdy znajdowałem się pod wodą, czułem głęboki spokój, ciszę i byłem w stanie wciągnąć dużo powietrza. Po którymś razie, zatrzymałem się na plaży pod wieczór. Szumiały fale. Na piasku leżała ostra blacha. Była pomalowana w różnokolorowe pasy. Rzuciłem ją w trawę i wbiła się pod kątem. Gdy szedłem tak po plaży, przeniosło mnie w okolice mojego zamieszkania. Wszędzie było pełno białego piasku. Pomyślałem, że to pewnie z plaży nasypało. Raczej nie, ten piach przywiało z pustyni, zapewne z Sahary. Idę ulicą i jednak wydaje mi się, że to śnieg. Ulica była zasypana tak, że samochody nie mogły jeździć. Wszedłem do lasu. Ktoś szedł z białym psem. Wyskoczył i biegł między drzewami. Widok nie był płynny, zacinała się. Pies był raz tu, raz tam, a potem nagle zniknął. Wyszedłem z lasu i szedłem w stronę parku. Nadal wszystko słabo widziałem, jakby coś mi co chwilę zasłaniało widok. Pojawiałem się co kilka metrów. Zatrzymałem się przy wejściu do parku. Tam stała jakaś dziewczyna. Odwróciła się do mnie, a ja ją objąłem. To się działo jednocześnie w tym przejściu do parku i w autobusie. Z boku, zza czegoś wyszła jej koleżanka, też była ładna. Podczas budzenia się czułem jeszcze przez chwilę jak ją obejmuję. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 28-11-2020 Patrzę się przez okno do wnętrza kiosku. Na łóżku leży półnaga kobieta. Nad nią koc zawisł jakby fala się zatrzymała lub wiatr zawiał. Z obrazu wiszącego na ścianie wychodzi czyjaś ręka. Są tam jeszcze inne postacie. Wszystko to jest nieruchome, jakby zapauzowane. Wydaje mi się, że to mogą być duchy. Szyba robi się ciemna i obraz zanika. Przechadzam się przez tłum tańczących powiększonych świeczek na tort urodzinowy. Poruszają się w powietrzu raz w lewo, a raz w prawą stronę. Z przodu ktoś idzie ubrany w garnitur i kapelusz. Zatrzymuję się przed klatką schodową. Biorę podłużne szyszki i wrzucam w krzaki. Dowiedziałem się od kogoś, że jak zgniją to z tego coś wyrośnie ciekawego. Patrzę się do góry na ścianę. U kogoś, chyba z drugiego piętra, rosną grzyby pod parapetem. Jakaś sąsiadka, której nigdy nie widziałem, wchodzi do piwnicy i bierze mój nowy rower jakby to był jej. Pewnie nawet się nie zastanowiła. Jedzie za bloki, tam gdzie z góry widać las. Wychodzi na to, że my jedziemy jednocześnie na tym rowerze, a ona nawet mnie nie zauważa. W pewnym momencie zawracam i się zatrzymuję. Gdy schodzę, ona jedzie, a ja ją gonię. Na razie powoli jedzie i prawie ją doganiam, ale jak wyjeżdża na główną ulicę, to przyśpiesza. Biegnę szybciej. Obraz się rozmazuje i jak robi się wyraźnie, znajduję się w jakich ruinach. Jakaś pani tam się zajmuje naprawą samochodów czy motorów, domyślam się. Chociaż dziwne, że ktoś tam jest. Przecież wszystko tu porozwalane jakby lata temu nastąpiło trzęsienie ziemi. Mówię jej, że jakaś kobieta weszła do piwnicy i zabrała mi rower, bo myślała, że to jest jej. Pytam się jej, czy może tu nie przejeżdżała, chociaż znałem już odpowiedź. "Jakaś kobieta pojechała na rowerze, tak? Nie, nie widziałam takowej." Wychodzę z tego pomieszczenia i budynku. Z oddali widzę, że wyszedłem z przeogromnego kościoła. Pewnie to był jeden z tych Fraktalnych Kościołów. Za nim widziałem most. RE: NeuroWonderland - Neurocosmic - 30-11-2020 Czytam jakąś książkę. We śnie wszystko wyraźnie widać. Tekst nie zmienia się nawet, gdy wracam do poprzedniej strony coś sprawdzić. Nic z tego niestety nie pamiętam. Jest słoneczny, letni dzień. Wychodzę z domu. Wszędzie śnieg, mróz, zimno. Przechodząc przez ulicę, widzę jak wzdłuż tej ulicy porusza się fala ciepłej morskiej wody. Po drugiej stronie zastanawiam się, gdzie iść. Do lasu nie. Poszedłem na koniec ulicy. Z daleka widziałem dziwne budynki. I plażę. Tam podążała ta fala. |