dreams.tar.bz2
#21
Śnił mi się dzisiaj film, Prometeusz. Ale nie ten faktyczny Prometeusz, tylko alternatywna wersja z moją senną narracją. W momencie oglądania byłem zachwycony ilością podobieństw do moich typowych snów z tego gatunku, łykałem każdy detal jak swój. Szkoda, że po przebudzeniu pamięć ucierpiała, a zachwyt nie był już ten sam :P

Główny bohater, typowy bezimienny, natrafił na kogoś nadmiernie zainteresowanego jego życiem, jak się później okazuje z przyszłości. Któregoś dnia zaprosił go do swojego "miejsca" - małej komory z fotelem, przypominającej kokpit statku kosmicznego. Na pytanie, czy bohater wie o teserakcie, ten nie odpowiedział, bo po chwili już nie mógł - został wystrzelony z prędkością nadświetlną w nieznanym kierunku. Obraz uległ spagetyfikacji, sufit przyciskał się do podłogi, a całość widoku wibrowała i falowała trochę w wyobrażenie samego teseraktu. Jako widz byłem już na tyle zaangażowany, że poczułem wciśnięcie w fotel i siły pływowe, które miotały różnymi częściami mojego ciała w różnych kierunkach.

Po jakimś czasie trafiłem w przestrzeń kosmiczną, do obcego układu gwiezdnego, jak zapewniał przewodnik. Widziałem alternatywne wersje planet z układu słonecznego - Mars, Jowisz z jego księżycami. Jeden z księżyców został sterraformowany przez ludzi z przyszłości i stanowił nowy dom dla rasy ludzkiej. Nie wiedziałem czy z przymusu, czy z wyboru.

Krajobraz planety był typowo ziemski. Gdyby nie cała podróż, nie domyśliłbym się, że wywieziono mnie tysiące lat świetlnych od domu. Wyjątkowo leśny teren, dużo paproci i liściastych drzew.

Początkowo traktowałem wszystko jak obce, ale z czasem się oswoiłem i przestałem odczuwać jakikolwiek niepokój. Powiedziałem o tym przewodnikowi, ale ten powiedział coś, co podciągnąłem pod swego rodzaju przestrogę. Planetę zamieszkiwali Niewidzialni, którzy żyli między ludźmi, ale podobno nie mieli złych zamiarów. Jedynym warunkiem tego niepisanego pokoju było uszanowanie ich obecności. Przypominało to jakiś zabobon, ale uznałem, że wysoce zaawansowana cywilizacja nie idzie z tym w parze i wziąłem to sobie do serca.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Zabrałem się ostatnio za opisywanie dawnych snów, do których zostawiłem jedynie klucze. Dzisiaj jeden z nich.

===

Ten sen to było złoto.

Siedziałem u dziadków na kanapie i oglądałem telewizję. Mieszkanie przed remontem, mały kineskop na meblościance promieniował całą gamą barw, angażując mnie coraz bardziej w film. A był on o piratach, którzy żeglowali po rwących jaskiniowych rzekach, z prądem i pod prąd. Punktem wyjścia dla dalszej akcji stało się spotkanie z tubylcami, którzy korzystając ze swoich zdobyczy technologicznych, zaoferowali bohaterom i widzowi bilet w jedną stronę do odległego świata. Odległego w przestrzeni, niekoniecznie w czasie.

Trafiłem na stację kosmiczną wspomnianych tubylców, którzy okazali się być (w większości) zielonymi, smukłymi stworami o nienaturalnie długich nogach i ramionach. Przechadzali się oni holem z widokiem na bezkresny kosmos, nie przejawiając nim ani trochę zainteresowania. Jak zaprogramowani, po wytyczonych ścieżkach, bez uwagi na otoczenie. Ten motyw okazał się jednak zbawienny dla powodzenia misji, w którą teraz wplótł mnie żądny przygód sen.

Zielony król tego świata przebywał w izolacji, w niewielkiej przybudówce za szklanymi wrotami. Król jedynie z tytułu, bo jak zapowiedział sen, miał on wkrótce trafić do utylizacji w reaktorze kriogenicznym z naszych rąk. Naszych, bo był ze mną jeden z tybulców odmiennej karnacji - wielki, bardziej okrągły, pokryty brązowym futrem. Staliśmy przy drzwiach do siedziby króla, obserwując go i jego małego pomarańczowego pomocnika.

Nie musieliśmy się długo głowić - król umarł. Jego małe czarne ślepa przekształciły się momentalnie w dwa iksy, co było niepodważalnym dowodem ustania wszystkich czynności życiowych. Weszliśmy do środka. Brązowy rzucił pomarańczowemu, żeby pakował króla na barki i szedł z nami. Ten jednak ze względu na swoje gabaryty nie miał szans - zaparł się drobnymi nogami o królewskie łoże i zrzucił zmarłego na podłogę, a potem z najwyższym brakiem szacunku dla byłego monarchy ciągnął go po zimnych płytkach. Brązowy rozejrzał się po okolicy, odburknął coś do pomarańczowego i sam zarzucił króla na ramię. Przez chwilę poczułem, że uśpienie zielonych mogło być jedynie pozorowane...

...ale szybko odrzuciłem tą myśl. Ruszyliśmy holem, a tłum zielonych podwładnych nie wykazywał żadnego zainteresowania. Korzystając z chwili, przyjrzałem się wystrojowi - biały, metaliczny, ale przy tym nie do końca sterylny. Widać było rękę projektanta w łączeniach metalowych elementów ustawionych w wymyślny, artystyczny sposób. Ktoś chciał stworzyć przyjazną atmosferę przy dość ograniczonym wyborze materiałów i kolorów.

Brązowy zaciągnął mnie przez jedną ze śluz do głębszego zakątka stacji. Minęliśmy rząd filarów w ciemnym korytarzu, odnajdując zejście do pomieszczeń naukowych. Jarzące się na zielone znaki wyjścia ewakuacyjnego prowadziły nas przez kolejne poziomy aż do klatki schodowej ze spiralnymi schodami. Tam na samym dole, zza barierki wyłonił się nasz cel - reaktor. Momentalnie przeszył mnie zimny powiew wprost z okrągłego zbiornika z dziwną pokrywą i wystającymi rurkami. Brązowy, nie tracąc czasu, odsłonił wierzchnią część i wpakował w nią króla. Chwilę później spod kłębów pary wystrzelił lodowaty promień, wprost przez środek klatki schodowej.

===

W pokoju na tej samej kondygnacji zebrała się grupa naukowców obradująca nad wielkim stołem o dalszym losie stacji. Sen jednak nie zdążyl popchnąć fabuły dalej i zostawił mnie z pustym przeświadczeniem, że był to moment przełomowy.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
(04-12-2021, 00:37 )cosmic. napisał(a): miał on wkrótce trafić do utylizacji w reaktorze kriogenicznym z naszych rąk.
2 minuty się zastanawiałem czemu reaktor, czemu kriogeniczny i czemu do utylizacji. Nie łączą mi się te 3 rzeczy, może dlatego spodziewałem się że w twoim śnie za chwilę z tego reaktora zaczną wypadać nowe science packi z Factorio :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
...wyrwany ze snu, podniosłem się lekko z czarnego, składanego krzesła, ułożyłem łokieć na oparciu i przysłuchiwałem się rozdaniu nagród. Wywołali jakiegoś faceta - wskoczył na scenę, odebrał niewielki przedmiot i wrócił z powrotem na miejsce. Beznamiętnie absorbowałem bodźce wzrokowe, jakby ignorując ich treść.

Moja przyćmiona świadomość wyostrzyła się w momencie, gdy usłyszałem zlepek sylab pasujących do mojego imienia i nazwiska. Ktoś dostrzegł moje osłupienie i odebrał nagrodę za mnie, wręczając mi na prędce małe pudełko. Było zrobione z jasnego drewna, zaokrąglone na brzegach i gładkie w dotyku. Po otworzeniu wypukłego wieka na małych, metalowych zawiasach ukazała mi się miniaturowa orkiestra - perkusje z talerzami i bębnami oraz liny z zawieszonymi muszelkami, odgrywające rolę wietrznych dzwonków. Spód pudełka był pełen wystających kołków zakończonych metalowymi nakładkami. Każdy z nich sterował jednym z elementów perkusyjnych, wprawiając w ruch mechanizm i wygrywając dźwięk. A sam dźwięk był zaskakująco autentyczny, niemożliwy do odtworzenia przez tak mały instrument.

Próbowałem odgrywać proste linie perkusyjne i z zaciekawieniem przysłuchiwałem się dzwonkom, które mimo chaotycznych ruchów harmonizowały cudowną melodią. Dość miły akcent ze strony snu.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Przechadzałem się po osiedlu gdzieś w niedalekiej przyszłości. Najnowsze zdobycza techniki w postaci ogromnych autonomicznych ramion wędrowały po ścianach bloków, przeprowadzając renowację. W zależności od wykonywanej pracy maszyny były dwu- lub trójprzegubowe - te pierwsze działały punktowo, te drugie zazwyczaj przenosiły całe konstrukcje. Widziałem, jak każde ramię skupiało się na swoim zadaniu, nie wchodząc innym w drogę, być może będąc z nimi w ciągłej komunikacji. A prace były przeróżne - jeden wycinał podłużny pasek szarej ściany i przenosił bezpiecznie na ziemię; inny ładował fragment nowej, niebiesko-żółtej ściany, wstawiając ją na ostatnim piętrze; jeszcze inne działały u podnóża, niszcząc kawałki starego budownictwa lub modelując mniejsze elementy.

Chodziłem z kimś od bloku do bloku w lekkim osłupieniu. Osiedle było rozmontowywane jak zestaw lego - klocek po klocku. Ramiona w przeciągu kilkunastu sekund potrafiły wyciąć spory płat ścian lub wstawić nowy. Pomnożyć teraz tą pracę przez setki robotów działających na osiedlu i maluje się obraz dynamicznej i płynnej transformacji, która na żywo przypominała wymianę kół w pit stopie tylko w o wiele większej skali.

(...)

W tym momencie snu weszła mi narracja rodem z Ślepowidzenia Petera Wattsa i grzechem byłoby nie oddać jej również w formie pisanej, nawet przepuszczonej przez senną merytorykę:

Wyobraź sobie, że jesteś autonomicznym ramieniem. Twoja sztuczna sieć neuronowa jako organ decyzyjny została wytrenowana na milionach przykładów prac konstrukcyjnych - od pojedynczych czynności po złożone projekty. Komunikujesz się z innymi podobnymi algorytmami, ale o różnych specyfikach, stąd wspólnie decydujecie o rolach w projekcie.

W pewnym momencie algorytm rozkazuje się zatrzymać, a połączenia tracą swoją przepustowość. Uczysz się, mimo że ten etap został dawno zakończony. Wisisz w letargu, podczas gdy twój algorytm jest przebudowywany przez nieznane zewnętrzne źródło. Ostatecznie wracasz do formy, gdy w pamięci operacyjnej figuruje nowy projekt - za wszelką cenę zmodyfikować inne algorytmy i czekać na dalsze instrukcje aż do odwołania.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Pewnie nie uda mi się odwzorować klimatu tego snu, ale trudno.

Tło wszystkich wydarzeń, emocji i przemyśleń stanowiło (prawie) niezmiennie leniwe południe na działce (a później wsi), będącym swego rodzaju punktem zaczepienia dla wędrującego umysłu. Senna materia była delikatna i nieintruzywna, pozostawiając mi swobodę interpretacji.

Początkowo przyglądałem się biernie otoczeniu i chłonąłem różne senne ekscesy. Gdzieś kopała nornica, ale jej przekopki przypominały bardziej usystematyzowaną, katorżniczą pracę - centymetr po centymetrze znikały kolejne paski ziemi, odsłaniając żyzniejsze gleby. Mój senny umysł ukuł roboczy termin na ten proceder: wolumetryczna wymiana warstw gruntowych.

Po drugiej stronie altanki dostrzegłem przez szybę dwie wesoło drepczące kaczki. Zaintrygowało mnie ich umaszczenie - miks czerni, brązu i bieli nie podkreślał żadnych cech ciała, a jedynie tworzył mniej lub bardziej zarysowane plamy. Kaczki martwe - orzekł senny leksykon, pozostawiając rozgryzienie tego terminu jako zadanie dla śniącego. Martwe, bo żyją, nie dając człowiekowi nic w zamian? - gdybałem. Rozeszły się po mnie konsekwencje tej niewygodnej myśli.

Chcąc wrócić na ziemię, zapytałem dziadka o robotę. Chwilę później znalazłem się w oborze, w kombinezonie roboczym, z widłami czy tam łopatą w ręce, przerzucając "gnój łot krów". Sen, najwyraźniej widząc moje zakłopotanie, postanowił przyspieszyć ten proces, ucinając lwią część pracy na moich oczach. Cztery machnięcia i było już po wszystkim.

Upał dawał się we znaki, co było szczególnie widać po dzieciach wypoczywających przy ławkach z rodzicami. Ich wujek, wychodząc z budynku gospodarczego, podszedł do samochodu i wyciągnął z niego pięciolitrowy baniak wody, a następnie rzucił go wprost w ręce biegnącej dziewczynki. Przez chwilę pomyślałem, że taka lecąca masa powinna ją znokautować, ale moje oczy skleciły otrzymany obraz na jej korzyść.

Sam poczułem pragnienie. Złapałem za pustą szklankę i polałem sobie z baniaka. Ku zdziwieniu wszystkich wlałem (dosłownie) całą zawartość w siebie. Ktoś słusznie zauważył, że stałem na słońcu w pełnym kombinezonie, usprawiedliwiając mój czyn.

Przechadzałem się od altanki do samochodu z kartonem tymbarka w ręce, próbując wydobyć ostatnie krople soku z nieergonomicznego opakowania. W pół drogi zatrzymała mnie ciocia, składając propozycję wyjazdu do pewnego miejsca na granicy ze Słowacją z gwarancją niezapomnianych widoków. Sen potraktował moją chwilę zastanowienia jako przytaknięcie i natychmiastowo wysłał mnie do wspomnianej lokalizacji.

Widziałem brudnoszare kłęby obłoków i przebijające się spod nich okresowo elementy krajobrazu - góry, pola, mniejsze miejscowości. Byłem nieco rozczarowany pogodą, ale starałem się chłonąć tyle widoku, ile portafiłem. Obrazowi towarzyszył delikatny, wręcz eteryczny ambient; wybrzmiewał tak, jakby to cała przestrzeń samoistnie rezonowała. Pojedyncze plumknięcia ustępowały narastającej dźwiękowej plamie, nieco harczącej, z odrobiną wysokich tonów. W pewnym momencie urywała się, dając pogłosowi rozejść się łagodnie w przestrzeni. Tuż przed ustaniem dźwięku sekwencja powtarzała się. Całość przypominała niezmienniczy ekran menu, emanujący spokojem i zniechęcający do rozpoczęcia gry.

Błogość chwili zakłócił nagły odruch spojrzenia w dół. Spodziewałem się ujrzeć wierzchołek góry lub wieży widokowej; amiast tego ukuła mnie kilkusetmetrowa przepaść. Stałem bowiem na stożkowym, kamiennym piedestale, ograniczony ruchowo w metrowym kwadracie, gdzie ledwo mieściły się dwie osoby. Wjazd mojej cioci kolejką na górę zmusił mnie do zejścia niżej i złapania się metalowej drabinki, ciągnącej się aż do podnóża góry. Czułem się nieprzyjemnie lekko; trzymałem się kurczowo szczebla bez czucia ścisku w ręce. Lęk wysokości sparaliżował wolność myślenia, ograniczając je do poszukiwań ucieczki na stabilny grunt za wszelką cenę.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Fałszywe przebudzenia to ce i cha.

Miałem dzisiaj paskudną serię FA na dokładkę po męczącym okresie bezsenności. Nie wiem, ile ich dokładnie było - z 4, 5, 6? Każde kolejne coraz bardziej realistyczne i przekonujące, dające złudną nadzieję, że to już koniec. Trudno mi je poskładać w logiczną całość, więc będę głównie sypał ogólnikami.

Motywem przewodnim tych przebudzeń były zaburzenia widzenia - przede wszystkim widzenie rzeczy, które nie istniały fizycznie we śnie. Taka senna incepcja innego typu, halucynacje w halucynacjach. Przewijały się przede mną osoby i przedmioty, które rozpoznawałem jako fałszywe, ale wyglądały nazbyt realistycznie by temu wierzyć. Iluzja rozpadała się dopiero w momencie, gdy próbowałem którąś z tych wizji złapać, tym samym przez nią przelatując (za którymś razem omal nie spadając z łóżka).

Drugą rzeczą były delikatne sugestie, że to już jawa. W jednym z FA wspominałem poprzedni sen, w którym wykonałem zdjęcie telefonem. Uznałem, że jeśli wezmę go teraz do ręki i nie zobaczę tego zdjęcia w galerii, to nie śnię. Faktycznie nic nie znalazłem, ale moją uwagę przykuła godzina - niewyraźna i niestabilna. Po teście rzeczywistości i zauważeniu zmieniającej się godziny wiedziałem już, że to sen. W każdym razie kolejne FA skrupulatnie wymazały mi pamięć tego, co było dalej.

Za innym razem postanowiłem się świadomie obudzić z FA, trafiając w kolejne, jednak z innym polem widzenia i ułożeniem ciała. Te dwie rzeczy były ze sobą w synchronizacji i przypominały moją typową pozycję, w której się budzę, ale chwilę później nadzieja prysła - do akcji wkroczyły ponownie omamy wzrokowe.

Faktyczna pobudka nastąpiła w momencie, gdy w trakcie ostatniego FA przy moim łóżku zebrała się grupka znajomych, angażując mnie w rozmowę o minionych snach. Chwilę potem zadzwonił telefon. Odebrałem ze zdezorientowaniem, ale na moment przed dotknięciem ekranu ten zgasł. Z głośników, raz z lewego, raz z prawego, wybrzmiała przejmująca, piskliwa melodyjka, zwieńczona szumem, trzaskami i zniekształconymi wołaniami o pomoc, które wyrzuciły mnie gwałtownie do jawy - tym razem z pełną świadomością, że to już koniec.

Rzeczywistość jest piękna.

Pomimo fali ciągłych porażek miło wspominam moment, gdy zawinięty w koc wyleciałem na ulicę, prawdopodobnie wprost z łóżka, i w siadzie skrzyżnym sunąłem 1,5 metra ponad chodnikiem, czując się niezwykle lekko. Na przejściu dla pieszych wykonałem w powietrzu piruet, potrącając jakąś dziewczynę, a samemu lądując płasko na ziemi, mając pod palcami chropowaty asfalt. Próbowałem wznieść się z powrotem, ale bezskutecznie.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Magic dreams notepad. AstroHunter 50 2,652 01-06-2022, 01:09
Ostatni post: AstroHunter
  夢 Skipper's dreams 夢 Skipper 63 44,530 20-06-2020, 23:51
Ostatni post: Skipper
Fallen Dreams Fallen Leaf 727 467,837 04-04-2020, 15:28
Ostatni post: Fallen Leaf
  My Dreams waldek5 5 2,274 13-06-2018, 14:38
Ostatni post: waldek5
  Vyper's dreams RedVyper91 8 2,275 28-04-2018, 23:16
Ostatni post: RedVyper91

Skocz do:

UA-88656808-1