Był taki serial
Blake Holsey High, który kończyliśmy oglądać ze Sławkiem na zjeździe. Dzisiaj sen zaproponował mi alternatywne zakończenie. Całkiem spójne i zaskakujące, mimo że zakłócone szumem innych wydarzeń (pominąłem je w opisie).
Zwieńczeniem długich prac w laboratoriach Pearadyne miał być uroczysty bankiet, na którym czołowi przedstawiciele świata "paranaukowego" mieli wspólnie celebrować osiągnięty sukces. Kilkupiętrowa siedziba w kształcie elipsy mieściła się na moczarach, nieopodal jakiejś wsi, ale wciąż daleko od większych skupisk ludzi. Każde piętro było w pełni przeszklone, oddzielone jedynie od innych wąskich betonowym pasem.
Wnętrze było logicznym następstwem kształtu budynku tego rozmiarów - samo centrum było w większości otwartą przestrzenią, natomiast otaczały go platformy na różnych poziomach połączone schodami, jak w galerii handlowej. Część tych schodów przecinała sam środek, część ukryta była w klatkach schodowych. Po przeciwległej stronie platform przestrzeń odgradzały zwykłe ściany z rzędami drzwi do różnych pomieszczeń. W tej konfiguracji praktycznie jedynym źródłem światła był przeszklony owalny dach. W efekcie wnętrze było nierównomiernie oświetlone, gdzie najniższe poziomy były skąpane w półmroku. Ta warstwowość konstrukcji była dalej podkreślona materiałami - niższe platformy były szare, betonowe, a wyższe - szklane, lekkie.
Bankiet mieścił się gdzieś na środkowej z platform, ale każdy uczestnik był zapraszany do swobodnego zwiedzenia laboratorium. Gwoździem programu był pokaz, którego przebieg z punktu widzenia serialu miał kluczowe znaczenie. Okazało się, że centrum budynku wypełniały, poza schodami, cienkie szklane rurki, podwieszane chyba za pomocą jakichś nici. Rozchodziły się one w różnych kierunkach, na różnej wysokości, ale wszystkie zbierały mniej więcej w środku, odbijając prostopadle w dół, aż do poziomu 0. Same rurki były ledwo dostrzegalne, dlatego na ich zgięciach założono czarne, plastikowe kolanka.
Pokaz stanowił oryginalny eksperyment, ale odwzorowany tym razem w swobodnych warunkach. Rurki zaczął wypełniać niebieski laser, na tyle jasny, że wydawał się w gruncie biały. Ten spływał powoli niczym magma na sam dół, gdzie okazała się mieścić metalowa kolebka, mocno zatwierdzona ogromnymi nitami w otaczającym ja przyrządzie. Gdy wszystkie lasery trafiły w planowany punkt, nastąpiła eksplozja. Jasne światło przyćmiło na moment wszystko w okolicy, a po chwili ujawniło efekt lat naukowej pracy. Kilkumetrowa czarna dziura wirowała na samym dnie budynku, ciągnąc wokół siebie pomarańczowy pył nieznanego pochodzenia, trochę jak wklejona animacja.
Wyniki tych i innych wydarzeń rozeszły się po okolicy, wpływając na dalsze losy bohaterów. No właśnie, a co z nimi?
Josie razem z Profesorem przemierzali mokradła, w ulewie, chcąc dostać się do Pearadyne. Wiedzieli o eksperymencie, ale nie wiem, jaki mieli plan. Teren był grząski, z jakiegoś powodu lekko górzysty, przypominając porozrzucane gąbki na granicy swojej chłonności. W pewnym momencie z braku innej drogi oboje byli zmuszeni wskoczyć do jeziora i po pasie brnąć w wyjątkowo zimnej wodzie.
Mimo starań nie udało im się dotrzec na czas. W momencie wybuchu zamarli, spojrzeli na siebie, a potem mając świadomość, że to może być ich ostatnie spotkanie w tej formie rzucili się sobie w objęcia i zaczęli całować. Tak oto wyszedł na jaw najbardziej absurdalny, skrywany romans.
Corrine i Marshall popylali jakimś buggy w pogoni za Josie i jej niezbyt przemyślanymi pomysłami. Jako jedyni wiedzieli o alternatywnym rozwiązaniu, które mogło uchronić ich wszystkich od konsekwencji eksperymentu.
Wszyscy natomiast mieli świadomość, że eksperyment nie miał się powieść. Po pewnym czasie czarna dziura miała się zdestabilizować, rozrywając tkankę czasoprzestrzeni w promieniu 10km, przenosząc ten obszar o rok w przeszłość. Ta pętla czasoprzestrzeni istniała już od jakiegoś czasu, ale dopiero niedawno doczekała się zainteresowania od istot wyższych nadzorujących czas. Jak to na serial przystało, grupka uczniów została wybrańcami, którzy sterowani niejasnymi wskazówkami pośredników mieli temu zapobiec. A wyszło jak zwykle.
Fakt, że Corrine i Marshall jako jedyni odkryli prawdę był o tyle ciekawy, że pomimo cofnięcia ich w czasie utrzymali tą wiedzę. W ten sposób zapowiadał się kolejny sezon, który w identycznej scenografii i obsadzie, tym samym obcinając koszty, mógł owocować zupełnie nowymi wydarzeniami.

Mam ze 3 sny w kolejce do opisania, ale nie wiem kiedy i czy coś z nich ukształtuję. Nie lubię krótko opisywać snów. Nawet nie potrafię obcinać dodatkowych informacji w sensowny sposób, bo wszystko wydaje mi się w jakichś sposób dopełniać całość i szkoda mi grzebać gdzieś ten pełny potencjał snu. No, ale mam pozapisywane same klucze do snów sprzed miesiąca czy dwóch. Ciekawe, ile z tego będę jeszcze pamiętał, jeśli zdecyduję się opisać.