30-06-2023, 13:16
Od wczesnej młodości miewałem paraliże w nocy. Po latach przestałem się ich bać, a nawet oczekiwałem na to, do czego one doprowadzą, ale po prostu puszczały i nic się nie działo.
Kilka miesięcy temu spotkało mnie coś nowego. Obudziłem się i wstałem z łóżka. Chciałem zapalić małą lampkę, ale pomimo przełączania włącznika nie zapalała się (słyszałem jego dźwięk). Postanowiłem włączyć światło główne, ale było tak samo. Nie dało się tego zrobić. Połapałem się wtedy, że jestem we śnie. Nie bałem się. Chodziłem po pokoju podekscytowany. Moja świadomość była niezakłócona, ostra, identyczna jak na jawie, a jednak doskonale wiedziałem, że to sen. Nie pamiętam już jak to się skończyło, ale potem były kolejne tego typu przeżycia. Zawsze, bez ani jednego wyjątku, zaczynały się od wstania i niemożności zapalenia światła. To stało się moim wyznacznikiem - jeśli nie mogę go włączyć, co próbuję robić na samym początku - od razu wiem co jest grane.
Wszystkie te LD są u mnie bardzo krótkie. Jedno zmarnowałem sam, bo po wstaniu i krótkiej przechadzce po pokoju przyszła mi myśl, by się położyć i obserwować co będzie dalej, aby nie zmarnować okazji. Wydawała mi się ona wtedy właściwa, a właśnie doprowadziła do zaprzepaszczenia LD. Od razu bowiem usnąłem i nic się nie wydarzyło. Postanowiłem nigdy więcej tak nie zrobić i dziwne jest dla mnie, że taka myśl w ogóle zaistniała, w dodatku jako niby mająca sprzyjać świadomemu snu. Postanowiłem również co zrobię jak znowu mi się to przytrafi. A mianowicie sprawdzę czy stojąc na nieugiętych nogach dosięgnę palcami podłogi, gdyż w realu nie dam rady tego dokonać.
Okazja przyszła dzisiejszej nocy, po około 3 tygodniach. Było jak zawsze z tym światłem - i już wiedziałem, że to jest to. Pamiętałem o wszystkich swoich postanowieniach i w te pędy przystąpiłem do realizacji. Z dziecinną łatwością dotknąłem podłogi, co wprawiło mnie w taką euforię, że zacząłem skakać z radości, a to niestety sprawiło, że zaraz obudziłem się w łóżku. Moje LD są właśnie takie króciutkie, nad czym ubolewam.
Co można zrobić by utrzymać ten stan? Może o czym nie wiem i nieświadomie robię coś, co kończy LD? Co doradziliby mi bardziej doświadczeni forumowicze?
Dodam, że miałem takich śnień może 5 i nigdy z paraliżem. Zawsze jest tak, że budzę się jak normalnie i po wstaniu nie mogę zapalić światła. Dopóki nie wstanę, nie wiem że to LD.
Kilka miesięcy temu spotkało mnie coś nowego. Obudziłem się i wstałem z łóżka. Chciałem zapalić małą lampkę, ale pomimo przełączania włącznika nie zapalała się (słyszałem jego dźwięk). Postanowiłem włączyć światło główne, ale było tak samo. Nie dało się tego zrobić. Połapałem się wtedy, że jestem we śnie. Nie bałem się. Chodziłem po pokoju podekscytowany. Moja świadomość była niezakłócona, ostra, identyczna jak na jawie, a jednak doskonale wiedziałem, że to sen. Nie pamiętam już jak to się skończyło, ale potem były kolejne tego typu przeżycia. Zawsze, bez ani jednego wyjątku, zaczynały się od wstania i niemożności zapalenia światła. To stało się moim wyznacznikiem - jeśli nie mogę go włączyć, co próbuję robić na samym początku - od razu wiem co jest grane.
Wszystkie te LD są u mnie bardzo krótkie. Jedno zmarnowałem sam, bo po wstaniu i krótkiej przechadzce po pokoju przyszła mi myśl, by się położyć i obserwować co będzie dalej, aby nie zmarnować okazji. Wydawała mi się ona wtedy właściwa, a właśnie doprowadziła do zaprzepaszczenia LD. Od razu bowiem usnąłem i nic się nie wydarzyło. Postanowiłem nigdy więcej tak nie zrobić i dziwne jest dla mnie, że taka myśl w ogóle zaistniała, w dodatku jako niby mająca sprzyjać świadomemu snu. Postanowiłem również co zrobię jak znowu mi się to przytrafi. A mianowicie sprawdzę czy stojąc na nieugiętych nogach dosięgnę palcami podłogi, gdyż w realu nie dam rady tego dokonać.
Okazja przyszła dzisiejszej nocy, po około 3 tygodniach. Było jak zawsze z tym światłem - i już wiedziałem, że to jest to. Pamiętałem o wszystkich swoich postanowieniach i w te pędy przystąpiłem do realizacji. Z dziecinną łatwością dotknąłem podłogi, co wprawiło mnie w taką euforię, że zacząłem skakać z radości, a to niestety sprawiło, że zaraz obudziłem się w łóżku. Moje LD są właśnie takie króciutkie, nad czym ubolewam.
Co można zrobić by utrzymać ten stan? Może o czym nie wiem i nieświadomie robię coś, co kończy LD? Co doradziliby mi bardziej doświadczeni forumowicze?
Dodam, że miałem takich śnień może 5 i nigdy z paraliżem. Zawsze jest tak, że budzę się jak normalnie i po wstaniu nie mogę zapalić światła. Dopóki nie wstanę, nie wiem że to LD.






