Dobra rozkmina, miałem podobną kiedyś.
Niebo faktycznie nie może być objektywnym zjawiskiem - dla każdego niebo jest inne, czy po prawicy nieszczęśliwie zakochanego w niebie miałaby być kochająca innego kobieta?

W jakim wieku mieliby być ludzie w niebie? Czy posiadali by tam swoje zażyciowe cechy charakteru i pragnienia? Po co miały by tam służyć? W końcu czy różne wiary mają różne nieba.
Dlatego wiele logiczniejsze jest niebo i piekło jako najprostszy stan umysłu. W takim stanie odczuwalna byłaby obecność wielkiej całości, bez rozdzielania jej na jednostki.
Jakkolwiek jasne jest, że organizm umiera po zatrzymaniu krążenia - krew która stoi jest w końcu jeszcze przez jakiś moment odżywką dla mózgu. Dopiero gdy energia się kończy, następuje śmierć mózgowa. Różne części ciała zaczynają gnić w różnym czasie.
Według tego Niebo nie jest programem, lecz istnienie mózgu jest hamulcem dla Nieba.
Też myślałem kiedyś, że niebo to wieczny sen. Ten jednak związany jest z jakąś aktywnością fizycznego mózgu. Odpowiedz na to znalazlem, kiedy stracilem przytomność, omdlałem. Dla mnie trwało sekundę, a w realu godzinę - w tą jedną godzinę nie było mnie, byłem martwy. I nie czułem tego czasu. Gdy nie ma świadomości - my nie istniejemy, świadomość "nas", istnienia - to tylko funkcja jaką wytworzyła ewolucja, nie ma czegoś takiego jak stała dusza .