17-07-2017, 18:49
Witajcie!
Od jakiegoś czasu mam w miarę systematycznie sny o śmierci.
W szybkim streszczeniu bo pisząc przed chwilą posta wszystko mi się usunęło.
Pierwszy sen:
Normalna śmierć,
Po śmierci dwa wybory, życie i koniec.
Wybieram życie
Odradzam się w czasach starożytnego egiptu.
Drugi sen;
Po prostu smierć w wypadku po czym szybko się obudziłem.
No i ostatni sen który miałem jakieś 4 dni temu.
Normalny dzień, szykowałem się z rodzicami i rodzeństwem do obiadu. Nic nie zapowiadało się na to żeby miało być jakoś źle. Nagle zauważyłem za oknem strasznie dużą ciemna planetę (promieniującą na czerwono) trochę jak księżyc który widzimy z ziemi tylko strasznie wielki, jakby zakrył pół nieba i cały horyzont. Niebo zmieniło się w czerwone, zacząłem przeczuwać że to będzie prawdopodobnie nasz koniec. Ogólnie koniec całej ziemi. Po chwili ujrzałem wybuch, planeta się jakby rozpadła od środka. Spojrzałem się na rodziców, tatę i mamę i ostatnie co krzyknąłem to "kocham was!" po tym, cały dom się zpadł w ułamku sekundy po czym pojawiła się "pustka" było czarno, ogarnął, mnie smutek. Nawet nie dlatego że umarłem, a dlatego że straciłem rodziców i rodzeństwo. Nie wiedziałem czy się nawet z nimi spotkam, po chwili zobaczyłem tylko światło w oddali po czym się obudziłem.
Od tego momentu całkiem inaczej patrzę na swoje życie, rodzinę, ludzi i cały świat któy jest dookoła. Nie spałem dziś już drugą noc, ponieważ cały czas rozmyślam nad sensem życia i nie potrafię dopuścić do siebie wiadomości że po śmierci może niczego nie być.(zawsze jest taka opcja) Pochodzę z rodziny wierzącej, ale mimo wszystko się boję. Od ostatniego snu nawet bardziej niż czegokolwiek innego. Boje się tego, że jako że jestem młodszy od rodziców będę musiał ich przeżyć, a nie mogę sobie nawet tego wyobraźić jak umierają. Nie chcę nawet sobie tego wyobrażać. Chciałbym mieć po prostu pewność że kiedyś ich znowu spotkam. Że moje życie po coś jest, ma jakiś sens, że jak umrę to nie będę niczym i ludzie których znam, których kocham wtedy już też nie będą istnieć. Nie chcę żeby ktoś tu mnie pocieszał po prostu chcę poznać wasz opinie. Co mogę zrobić żeby takie sny ustały, bo jest ich za dużo jak na taki mały odstęp czasu.
Trzymajcie się.
Od jakiegoś czasu mam w miarę systematycznie sny o śmierci.
W szybkim streszczeniu bo pisząc przed chwilą posta wszystko mi się usunęło.
Pierwszy sen:
Normalna śmierć,
Po śmierci dwa wybory, życie i koniec.
Wybieram życie
Odradzam się w czasach starożytnego egiptu.
Drugi sen;
Po prostu smierć w wypadku po czym szybko się obudziłem.
No i ostatni sen który miałem jakieś 4 dni temu.
Normalny dzień, szykowałem się z rodzicami i rodzeństwem do obiadu. Nic nie zapowiadało się na to żeby miało być jakoś źle. Nagle zauważyłem za oknem strasznie dużą ciemna planetę (promieniującą na czerwono) trochę jak księżyc który widzimy z ziemi tylko strasznie wielki, jakby zakrył pół nieba i cały horyzont. Niebo zmieniło się w czerwone, zacząłem przeczuwać że to będzie prawdopodobnie nasz koniec. Ogólnie koniec całej ziemi. Po chwili ujrzałem wybuch, planeta się jakby rozpadła od środka. Spojrzałem się na rodziców, tatę i mamę i ostatnie co krzyknąłem to "kocham was!" po tym, cały dom się zpadł w ułamku sekundy po czym pojawiła się "pustka" było czarno, ogarnął, mnie smutek. Nawet nie dlatego że umarłem, a dlatego że straciłem rodziców i rodzeństwo. Nie wiedziałem czy się nawet z nimi spotkam, po chwili zobaczyłem tylko światło w oddali po czym się obudziłem.
Od tego momentu całkiem inaczej patrzę na swoje życie, rodzinę, ludzi i cały świat któy jest dookoła. Nie spałem dziś już drugą noc, ponieważ cały czas rozmyślam nad sensem życia i nie potrafię dopuścić do siebie wiadomości że po śmierci może niczego nie być.(zawsze jest taka opcja) Pochodzę z rodziny wierzącej, ale mimo wszystko się boję. Od ostatniego snu nawet bardziej niż czegokolwiek innego. Boje się tego, że jako że jestem młodszy od rodziców będę musiał ich przeżyć, a nie mogę sobie nawet tego wyobraźić jak umierają. Nie chcę nawet sobie tego wyobrażać. Chciałbym mieć po prostu pewność że kiedyś ich znowu spotkam. Że moje życie po coś jest, ma jakiś sens, że jak umrę to nie będę niczym i ludzie których znam, których kocham wtedy już też nie będą istnieć. Nie chcę żeby ktoś tu mnie pocieszał po prostu chcę poznać wasz opinie. Co mogę zrobić żeby takie sny ustały, bo jest ich za dużo jak na taki mały odstęp czasu.
Trzymajcie się.
16 lat ( rocznik 00 c: ) | Okolice Mińska Maz. | NIE ZAPOMNIJ SPRAWDZIĆ CZY NIE ŚNISZ!






