Sny Maślańskie
#11
Wpis #004
spanko: 2020.10.24 (1:40)
pobudka: 2020.10.24 (10:30)

Postacie:
Nauczyciel* - na początku lekcji był to jeden z nauczycieli mojej szkoły, nazywamy go "narwany". Potem zmienił się w typowego afroamerykańskiego imigranta.
Marcin - kolega, z którym ostatnio sporo siedziałem w ławce.
Lena - moja przyjaciółka[? :/] mieszkająca dosyć daleko, ale z którą co jakiś czas udawało mi się spotkać. Imię zmienione, bo pewnie by się wkurzyła czy coś.

*postać fikcyjna

Lokacje:
klasy* - sale lekcyjne połączone bardzo szerokim korytarzem.


*lokacja fikcyjna

Sen:
Była lekcja, konkretniej jakieś zastępstwo. Nauczyciel coś tam opowiadał chodząc cały czas po klasie, ale i tak nikt go nie słuchał. Ja ze swojej nudnej ławki na tyłach przesiadłem się do pierwszej, zaraz obok jego biurka. W ławce siedział już Marcin, a obok parę innych fajnych ludzi. Całą lekcję śmieszkowaliśmy żartami na poziomie podstawówki, zakładaliśmy sobie nawzajem słuchawki i lepiliśmy jakieś modele z plasteliny. Prawie pod koniec lekcji powiedziałem, że strasznie chce mi się pić, na co nauczyciel, na którego dopiero wtedy spojrzałem i który okazał się być czarnoskóry zaczął przeszukiwać szafkę stojącą przy ławce na prawo od nas w poszukiwaniu butelki wody. 
-Nie no proszę Pana, nie trzeba. Przeżyję :)
-Nie, nie, nam tu zostało z wymiany masę butelek dla gości to ci dam.
Po czym mi ją rzucił. Ja nie mając co zrobić, po prostu ją złapałem i wypiłem. Wtedy zaczęliśmy też nieco śmieszkować że "heheeeeeeeeeee mur*ynnnnnn", ale lekcja wkrótce się skończyła. [może to i dobrze XD] Gdy jeszcze raz spojrzałem na nauczyciela, zanim wyszedł, tym razem była nim moja przyjaciółka[? :/], nazwijmy ją tutaj Lenka. Miała badziewny makijaż, nawet bardziej badziewny niż zwykle i niedbale związane włosy. To była jednak okazja, aby z nią wreszcie pogadać po bardzo długiej przerwie, więc po lekkim zawahaniu, ale powiedziałem „Hej Lena”. Wtedy ona uciekła z klasy. Pobiegłem za nią, cała klasa była widocznie zdziwiona zaistniałą sytuacją, a wręcz nieco się ze mnie śmiali, jednak gdy tylko przekroczyliśmy próg klasy, ona uspokoiła się i zaczęła coś opowiadać. Ja zaproponowałem, żebyśmy znaleźli jakieś cichsze miejsce i tam usiedli. Trochę dziwnie to brzmiało, ale poparła mój pomysł. Pobiegliśmy więc do klasy jakichś oddziałów przedszkolnych czy czegoś takiego i usiedliśmy w samym kącie, za szafką, obok jakichś prętów. Na początku siedziała po lewej ode mnie.
-Hah ogólnie to wczoraj przez sen zablokowałem sobie telefon, znaczy no zepsułem XD
-Serioo?
W tym momencie wzięła swój telefon i wyłączyła na nim dane komórkowe i chyba GPS. Zapytałem dlaczego, „tak jakoś” - odpowiedziała. Potem temat przypadkiem zszedł na jej chłopaka [z którym niestety teraz jest w nieco ciężkiej sytuacji]. Zapytałem więc, jak tam między nimi, na co ona przywaliła mi z łokcia w brzuch [to chyba znaczyło coś w stylu „nie chce poruszać tego tematu”]. Po chwili zaczęła jednak opowiadać, a raczej wypowiadać jakieś półsłówka, z których dało się ułożyć opowieść w stylu: ona i on się kochają, ale w ich ekipie jest jakaś Ogata [nie, tu nie miało być ‘A’], która cały czas ich obgaduje itp. i za wszelką cenę chce zniszczyć ich związek. Lena uważa, że to Ogatę powinno się wyrzucić z ekipy, a nie niszczyć wszystkich związków specjalnie dla niej. W międzyczasie zbliżał się już koniec przerwy, ale stwierdziliśmy, że opuścimy zajęcia. Po kolejnych kilku minutach pogadanki położyła mi się na udach i powiedziała, że jej marzeniem jest wyjechać do jakiegoś dużego miasta, pokroju Chicago. Mi cała ta sytuacja nieco odebrała mowę, więc powiedziałem tylko, że też zawsze chciałem zabawić się w dużym mieście itp., co raczej nie było zbytnio zgodne z prawdą ale no. Nasze rozmarzania przerwał krzyk nauczycielki, która od jakiegoś czasu miała tutaj lekcję, z czego my nic sobie nie robiliśmy. Wskazała w naszą stronę i krzyknęła „Wyłazić mi stamtąd!”. Byłem pewien, że chodzi o nas, ale okazało się, że tyczyło się to jakiegoś dzieciaka, który siedział w ławce obok nas. Wtedy też zorientowałem się, że jeszcze z lekcji na uszach zostały mi słuchawki. Zdjąłem je, po czym Lena zdjęła mi drugą parę. Okazało się, że miałem nie jedną, a dwie pary słuchawek na uszach na co oboje wybuchliśmy śmiechem. Gdy już opanowaliśmy śmiech, ona wstała i zaczęła zmierzać w stronę drzwi. Wtedy sen się skończył.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1