Sny Maślańskie
#11
Wpis #004
spanko: 2020.10.24 (1:40)
pobudka: 2020.10.24 (10:30)

Postacie:
Nauczyciel* - na początku lekcji był to jeden z nauczycieli mojej szkoły, nazywamy go "narwany". Potem zmienił się w typowego afroamerykańskiego imigranta.
Marcin - kolega, z którym ostatnio sporo siedziałem w ławce.
Milena - moja przyjaciółka mieszkająca dosyć daleko, ale z którą co jakiś czas udaje mi się spotkać.

*postać fikcyjna

Lokacje:
klasy* - sale lekcyjne połączone bardzo szerokim korytarzem.


*lokacja fikcyjna

Sen:
Była lekcja, konkretniej jakieś zastępstwo. Nauczyciel coś tam opowiadał chodząc cały czas po klasie, ale i tak nikt go nie słuchał. Ja ze swojej nudnej ławki na tyłach przesiadłem się do pierwszej, zaraz obok jego biurka. W ławce siedział już Marcin, a obok parę innych fajnych ludzi. Całą lekcję śmieszkowaliśmy żartami na poziomie podstawówki, zakładaliśmy sobie nawzajem słuchawki i lepiliśmy jakieś modele z plasteliny. Prawie pod koniec lekcji powiedziałem, że strasznie chce mi się pić, na co nauczyciel, na którego dopiero wtedy spojrzałem i który okazał się być czarnoskóry zaczął przeszukiwać szafkę stojącą przy ławce na prawo od nas w poszukiwaniu butelki wody. 
-Nie no proszę Pana, nie trzeba. Przeżyję :)
-Nie, nie, nam tu zostało z wymiany masę butelek dla gości to ci dam.
Po czym mi ją rzucił. Ja nie mając co zrobić, po prostu ją złapałem i wypiłem. Wtedy zaczęliśmy też nieco śmieszkować że "heheeeeeeeeeee mur*ynnnnnn", ale lekcja wkrótce się skończyła. [może to i dobrze XD] Gdy jeszcze raz spojrzałem na nauczyciela, zanim wyszedł, tym razem była nim moja przyjaciółka[? :/] Milena. Miała badziewny makijaż, nawet bardziej badziewny niż zwykle i niedbale związane włosy. To była jednak okazja, aby z nią wreszcie pogadać po bardzo długiej przerwie, więc po lekkim zawahaniu, ale powiedziałem „Hej Milenko”. Wtedy ona uciekła z klasy. Pobiegłem za nią, cała klasa była widocznie zdziwiona zaistniałą sytuacją, a wręcz nieco się ze mnie śmiali, jednak gdy tylko przekroczyliśmy próg klasy, ona uspokoiła się i zaczęła coś opowiadać. Ja zaproponowałem, żebyśmy znaleźli jakieś cichsze miejsce i tam usiedli. Trochę dziwnie to brzmiało, ale poparła mój pomysł. Pobiegliśmy więc do klasy jakichś oddziałów przedszkolnych czy czegoś takiego i usiedliśmy w samym kącie, za szafką, obok jakichś prętów. Na początku siedziała po lewej ode mnie.
-Hah ogólnie to wczoraj przez sen zablokowałem sobie telefon, znaczy no zepsułem XD
-Serioo?
W tym momencie wzięła swój telefon i wyłączyła na nim dane komórkowe i chyba GPS. Zapytałem dlaczego, „tak jakoś” - odpowiedziała. Potem temat przypadkiem zszedł na jej chłopaka [z którym niestety teraz jest w nieco ciężkiej sytuacji]. Zapytałem więc, jak tam między nimi, na co ona przywaliła mi z łokcia w brzuch [to chyba znaczyło coś w stylu „nie chce poruszać tego tematu”]. Po chwili zaczęła jednak opowiadać, a raczej wypowiadać jakieś półsłówka, z których dało się ułożyć opowieść w stylu: ona i on się kochają, ale w ich ekipie jest jakaś Ogata [nie, tu nie miało być ‘A’], która cały czas ich obgaduje itp. i za wszelką cenę chce zniszczyć ich związek. Milena uważa, że to Ogatę powinno się wyrzucić z ekipy, a nie niszczyć wszystkich związków specjalnie dla niej. W międzyczasie zbliżał się już koniec przerwy, ale stwierdziliśmy, że opuścimy zajęcia. Po kolejnych kilku minutach pogadanki położyła mi się na udach i powiedziała, że jej marzeniem jest wyjechać do jakiegoś dużego miasta, pokroju Chicago. Mi cała ta sytuacja nieco odebrała mowę, więc powiedziałem tylko, że też zawsze chciałem zabawić się w dużym mieście itp., co raczej nie było zbytnio zgodne z prawdą ale no. Nasze rozmarzania przerwał krzyk nauczycielki, która od jakiegoś czasu miała tutaj lekcję, z czego my nic sobie nie robiliśmy. Wskazała w naszą stronę i krzyknęła „Wyłazić mi stamtąd!”. Byłem pewien, że chodzi o nas, ale okazało się, że tyczyło się to jakiegoś dzieciaka, który siedział w ławce obok nas. Wtedy też zorientowałem się, że jeszcze z lekcji na uszach zostały mi słuchawki. Zdjąłem je, po czym Milena zdjęła mi drugą parę. Okazało się, że miałem nie jedną, a dwie pary słuchawek na uszach na co oboje wybuchliśmy śmiechem. Gdy już opanowaliśmy śmiech, ona wstała i zaczęła zmierzać w stronę drzwi. Wtedy sen się skończył.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#12
Wpis #005
spanko: 2020.11.21 (23:50)
Pobudka WBTB #1: 4:20 - 4:23
Pobudka WBTB #2: 4:25 - 4:35
pobudka: 2020.11.22 (9:00)

Postacie:
nieznane

Lokacje:
lokomotywownia* - zakład otoczony siatką pełen rur, rusztowań oraz budynków, z których wychodziły tory kolejowe.


*lokacja fikcyjna

Rzeczywistość:
Położyłem się spać około 23:20 nastawiwszy wcześniej budzik na 4,5h od przewidywanego uśnięcia. Tego dnia miałem nadzieję na pierwsze od dłuższego czasu LD. Niestety przez przez ponad pół godziny nie mogłem zapaść w sen, a w pewnym momencie nawet zacząłem czuć jakbym wpadał w WILDa. Nie chciałem tego jednak robić póki co, więc specjalnie się poruszyłem, spojrzałem na zegarek, po czym usnąłem. Była wtedy godzina około 23:50.

O 4:20 obudził mnie przemiły dźwięk mojego budzika. Ogarnąłem ledwo, że pasowałoby zrobić WILDa czy coś, ale byłem zbyt zmęczony, by logicznie pomyśleć, więc po dosłownie paru minutach znów zasnąłem przy próbie zaczęcia go.

Na szczęście nie zdążyłem wyłączyć drugiego budzika, i o 4:25 obudził mnie i on. Tym razem byłem nieco bardziej świadomy wszystkiego, ale stwierdziłem, że jeśli rozbudzę się za bardzo, już nie usnę, więc po około 10 minutach czytania o LD (coby się bardziej nakręcić), położyłem się znów do metody WILD. Nie wytrwałem jednak i praktycznie od razu usnąłem.

[Sen]

Obudziłem się około 9:00.

Sen:
Byłem na jakiejś metalowej kładce nad torami na lokomotywowni z bodaj dwoma znajomymi, nie pamiętam kto to był dokładnie. Była niedziela, ale baliśmy się, że ktoś nas zauważy, więc poruszaliśmy się dosyć ostrożnie. Na zewnątrz hangarów stały jakieś ruskie lokomotywy - na pewno była tam TEM2 i M62. Weszliśmy do jednej z hal, do której prowadziły tory. Stał tam rząd lokomotyw Lxd2 w czerwonych malowaniach z żółtymi pasami. W pewnym momencie usłyszeliśmy hałas, jakby ktoś coś mówił. Podeszliśmy do lekko uchylonych drzwi przesuwnych, z których był widok na sporą część zakładu i próbowaliśmy dojrzeć przez szparę, czy nikt nie idzie. Dalej nie pamiętam.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#13
Plan na dziś (2020.11.22 / 2020.11.23):
dziś znów spróbuję WBTB + WILD, tym razem postaram się dużo bardziej rozbudzić umysł. Planuję też od razu po wstąpieniu w LD (o ile się uda heh) obrócić się kilka razy wokół siebie aby ogarnąć sen oraz po każdym przebudzeniu zrobić TR (mam skłonność do fałszywych przebudzeń praktycznie po każdym świadomym śnie)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#14
Wpis #006
spanko: 2021.01.12 (1:00)
pobudka: 2021.01.12 (8:10)

Postacie (od teraz tylko charakterystyczne):
Daniel - znajomy z czasów przedszkola, dwóch podstawówek, a potem jeszcze technikum. W snach znany z tego, że za wszelką cenę będzie próbował mi wszystko utrudnić, w rzeczywistości w sumie podobnie :P
koleżanka* - jakaś długowłosa znajowa, chyba miała na imię Natalia lub Julka.

Lokacje:
Korytarz - utrzymywany w ciemnych barwach, najprawdopodobniej czerwonych, korytarz z bramką na środku, przez którą przechodziło się, aby dostać się do zjeżdżalni.

Podwodne tunele - tunele zalane wodą, będące częścią parku wodnego, do którego można było dostać się za pomocą zjeżdżalni lub po prostu skacząc do wody z barierki.



Sen #1:
Byłem ze znajomymi w jakimś parku rozrywki. W pewnym momencie postanowiliśmy iść na zjeżdżalnię wodną. Przejście do niej było za nieco krętnym, czerwonym korytarzem, na środku którego stała pani i pan przy bramce. Każdy na wstępnie musiał zapłacić 5zł. Ja jednak nie miałem przy sobie żadnych pieniędzy. Powiedziałem o tym tamtej pani, a ona odparła, że mogę wejść na darmo, ale żebym nikomu o tym nie mówił. Ucieszyłem się więc i poszedłem za resztą grupki. Kiedy już miałem zjeżdżać, przypomniałem sobie, że w kieszeniach mam 4 telefony, jeden mój, a reszta chyba jakichś znajomych. Nieco zestresowany, że ktoś może mi je ukraść, ale położyłem je na stoliku obok zjeżdżalni i poprosiłem jakąś koleżankę, aby ich popilnowała. Ta jednak przekazała je Danielowi ku uciesze kilku osób obok, a ten gdzieś z nimi pobiegł. Ja w tym czasie chyba w celu dogonienia go, skoczyłem do wody i zanurkowałem w jakiś podwodny tunel. Wiem, że płynąłem żabką. Dalej już raczej nic nie pamietam :v
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#15
Wpis #007
spanko: 2021.01.13 (23:40)
pobudka: 2021.01.14 (7:10)

Postacie:
44 - znajoma z równoległej klasy.
Martyna - znajoma; kiedyś sporo z nią gadałem, teraz ledwo się znamy.
Tata

Lokacje:
Trawnik przed szkołą - mały trawnik otoczony krawężnikiem obok mojej pierwszej podstawówki, zaraz przy placu zabaw.

Sen #1:
Chciałem zrobić sobie popcorn. Wziąłem więc ziarna kukurydzy i wysypałem je na talerz. Talerz ten położyłem na płycie grzewczej czy czymś w tym rodzaju. Kiedy ziarna już się nagrzały, zamiast w popcorn, zaczęły zamieniać się w cebule. Cebule te były jakby nieco przypalone, może nawet trochę zgniłe oraz dosyć dziwnie pachniały. Przeraziłem się i równocześnie wydało mi się bardzo nierealne, że tak małe ziarenka potrafią eksplodować do pełnowymiarowych cebul. Pobiegłem do taty i powiedziałem mu o wszystkim. On odparł tylko
-A to weź je zostaw, może coś z nimi nie tak.

Sen #2:
Napisała do mnie Martyna, w treści wiadomości widniało "Jutro dostaniesz za swoje" [czy jakoś tak]. Napisałem parę znaków zapytania, ale pozostawiła je na "odczytano". Następnego dnia, kiedy kończyłem szkołę, podeszła do mnie 44. Staliśmy na trawniku, ja opierałem się o jakiś element placu zabaw i patrzyłem w stronę szkoły, skąd przyszła. Nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy, a sporo o niej słyszałem, więc byłem cholernie zestresowany.
-Hej - zaczęła.
-Cześć... co tam...?
-Nic specjalnego - nastała chwila ciszy, którą przerwała szybkim - Wiem, co zrobiłeś.
-Co masz na myśli?
-Włamałeś mi się na facebooka, wiem, że to ty.
-Co? Kto ci to niby powiedział?
-Martyna.
-Suk*nsynka... *pod nosem* musiała podsłuchać jak rozmawiałem z kolegami...
-Co?
-Kurcze... przepraszam. Nigdy chciałem tego zrobić poza tym...
W tym momencie nasza rozmowa przeniosła się na Snapchata. Wtedy, na moje nieco przydługie przeprosiny, odpisała "nie no nic nie szkodzi kochanie :*". Wtedy poczułem się już totalnie zdezorientowany, całkowicie zmieniła podejście, a na dodatek napisała coś takiego. Sen skończył się chwilę później.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#16
Ojciec bardzo praktyczne podejście  =D>
Ten popcorn musiał być wyjątkowo polski, jeśli wybuchały z niego cebule.
A gdyby tak do mnie napisała koleżanka która jest na mnie wściekła, to bym się jeszcze bardziej przeraził... bo brzmi bardzo groźnie, jak zawoalowane "nic nie szkodzi, kochanie, jutro dostaniesz za swoje podwójnie"  :D
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#17
Wpis #008
spanko: 2021.01.16 (23:20)
pobudka: 2021.01.17 (7:30)

Postacie:
Mama
Babcia (od strony mamy)
Dominika - przyjaciółka, z którą czasem wychodzę na miasto. (imię zmienione)

Lokacje:
Pokój babci

Sen:
Zbliżał się koniec jakiejś przerwy od szkoły (zapewne tych pseudoferii). Pomyślałem, że dawno z nikim się nie widziałem, a to ostatnia szansa przed tym, kiedy każdy będzie zajęty szkołą, zapytałem więc Dominiki, czy nie chciałaby gdzieś wyjść. Odpowiedziała, że chętnie, tylko musi jeszcze ogarnąć parę rzeczy. Ustaliliśmy, że ja pojadę do babci (mieszka bardzo blisko jej) i gdy już będzie gotowa, po prostu po mnie przyjdzie. Gdy już akcja przeniosła się do pokoju babci, okazało się, że za dwa dni moja mama pozna wynik jakichś bardzo ważnych badań i bardzo się stresuje, bo nie zapowiada się on zbyt dobrze. Rozmawiała o tym z babcią. Ja czekając na Dominikę, poscrollowałem trochę facebooka. Tam zobaczyłem, że Dominika wcale nie rwie się do spotkania ze mną, a zamiast tego gra z jakimś kumplem w Minecrafta. Poczułem się nieco oszukany i zazdrosny, ale z tego, co pamiętam, nie zadzwoniłem do niej, zamiast tego czekałem dalej. Po jakimś czasie napisała do mnie, że nagle z wzajemnością się w nim zakochała i to najlepsza osoba w jej życiu dla której poświęci wszystkie inne znajomości. Moja reakcja - :|

[coś u mnie słabo ostatnio z pamięcią snów]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#18
Wpis #009
spanko: 2021.01.27 (0:20)
pobudka: 2021.01.27 (8:30)

Postacie:
Kolega od VR'u - najprawdopodobniej był to mój znajomy - Krzysiek. Jako jedyny z moich znajomych na headset VR więc...
Milena - przyjaciółka; nieco szerzej opisana we wpisie #004 (strona 2.)
Dominika - przyjaciółka; więcej we wpisie #008 (strona 2.)
Mama

Lokacje:
Zaplecze sklepu - zaplecze małego sklepu niby jak każde inne, miało jednak dwie kabiny z WC i wyjątkowo dużo kamer.
Rozstaj - Do jednego, głównego metalowego podestu dołączał się inny. Przez parę metrów szły obok siebie, a następnie ten poboczy skręcał w prawo i nie było zbytnio widać dalszej jego części. Jak się potem okazało, był ślepy.


Podwórko - Jakaś przestrzeń pomiędzy domami. Wchodziło się na nie przy samym rogu, zaraz przed wejściem był jakiś taras i drewniane zadaszenie. Mniej więcej na środku podwóka stał stół, ale nie było go widać z wejścia. Nieco przypominało podwórko za domem mojego dziadka.

Sen #1:
Oglądałem, a zarazem byłem uczestnikiem jakiejś przeróbki Pingwinów z Madagaskaru z podłożonymi głosami z Kapitana Bomby. Okradaliśmy sklep, bodajże z elektroniką, i strzelaliśmy w kamery aby nikt nas nie rozpoznał. Po chwili na zapleczu sklepu wylądował statek kosmiczny z Gwiezdnym Patrolem, ale jego załoga zamiast nas unicestwić czy coś, wykłucała się ze swoim szefem i żaliła nam, że ten odciął im dostęp do Pornhuba na służbowym internecie. Pod koniec snu unieśliśmy się nad jakieś spore miasto i widzieliśmy latający spodek opuszczający naszą planetę na tle zachodzącego słońca.

Sen #2:
[ten sen zdaje się być sequelem snu ze wczoraj oraz prequelem snu z przedwczoraj. Od paru dni staram się, aby moje sny zaczęły łączyć się w jedną, dłuższą historię i chyba zaczyna mi się to udawać. Pozostałe sny z tej serii wpiszę w wolnym czasie.]

Wyszła nowa gra o SCP [dla niewiedzących, SCP to fikcyjna fundacja zabezpieczająca w swoich placówkach przeróżne anomalie, o których istnieniu świat nie powinien wiedzieć, nadająca im numery np. SCP-096 i klasyfikująca je według poziomu zagrożenia. Gry o SCP zwykle polegają na uciecze z jednej z takich placówek jako jej personel po tzw. wyłomie przechowawczym, czyli wydostaniu się wszystkich anomalii ze swoich "klatek". Podczas ucieczki możemy spotkać różne dziwne istoty o niekonieczne dobrych wobec nas zamiarach]. Oferowała ona używanie headsetów VR pomagających bardziej zatopić się w jej świat. Byłem więc u kolegi i patrzyłem, jak w nią gra. Sam też jakby "byłem" w tej grze, ale tylko jako obserwator. Szliśmy przez jakiś korytarz, pod nogami skrzypiała nam metalowa konstrukcja, po której stąpaliśmy. Po przejściu paru metrów doszliśmy do rozstaju, jedna z dróg prowadziła prosto, druga, widocznie rzadziej używana, przez jakiś czas prowadziła wzdłuż tej pierwszej, ale po około 20 metrach skręcała w nieznanym kierunku. Kolega postanowił, że skręcimy. Nie byłem zbytnio przekonany tym pomysłem, bo w przypadku, gdyby coś zaszło nas od tyłu, a droga okazała się być ślepą, nie będziemy mieć zbytnio szans na przetrwanie. Nie powiedziałem mu jednak tego. Przed zboczeniem na nieznaną trasę założył na jedno oko dziwne urządzenie, coś jak peryskop. Dzięki temu, mógł widzieć wszystko, co dzieje się za nim. Dało nam to nie tylko możliwość wcześniejszego zauważenia potencjalnego zagrożenia, ale także chroniło nas przed SCP-173, który może się poruszać tylko, gdy nikt na niego nie patrzy, gdy jednak ktoś zawiesi na nim wzrok, SCP zamiera w  zwykły betonowy posąg. Moja ciemna wizja spełniła się i droga okazała się być ślepą, a za nami usłyszeliśmy dźwięk tarcia betonu o metal. To mogło oznaczać tylko jedno. Gdy tylko obróciliśmy się za siebie, za nami stał SCP-173. Dopóki kolega miał otwarte oczy, wszystko było w porządku, ale z każdym mrugnięciem posąg zbliżał się o kolejne parę metrów. Gdy posąg był już około 3 metrów od nas, nagle zaczął lecieć z niego dym i ku mojemu zdziwieniu zamienił się w SCP-106 - pokrytego ciemnym śluzem starszego mężczyznę, który powodował natychmiastową korozję wszystkiego, czego dotknął (w tym również podłogi pod sobą, na której w mgnieniu oka pojawiła się plama ciemnej rdzy i śluzu). Korzystając z tego, że 106 jest bardzo wolny, zagoniliśmy go do krawędzi korytarza, a sami uciekliśmy drugą. 

W tym momencie to ja zacząłem być "graczem", a kolega zniknął. Sama gra też się zmieniła. Nie było to już SCP na VR'rze, a zwykły Half-Life 2. Był jednak o wiele mroczniejszy. Co to tego, gdzie się znajdowałem to był to jakiś fikcyjny rozdział pomiędzy City17, a zejściem do kanałów. Chodziłem po niemalże czarnych wnętrzach drewnianych domów z okazyjnymi przejściami przez zadaszone podwórka tychże budynków. Przy wyjściu na pierwsze z takich podwórek, zobaczyłem dosyć znajomą okolicę. Wydawało mi się jednak, że przechodziło się przez nią w dużo późniejszym rozdziale, dopiero przy powrocie do City17. Stwierdziłem szybko, że pewnie przy powrocie do miasta idzie się tą samą drogą, więc dlatego kojarzę to miejsce. Zaraz potem naszła mnie myśl: "Ciekawe czy gdyby teraz położyć jakieś krzesło czy coś w jakiejś dziwnej pozycji to przy powrocie też w takiej pozostanie". Niezbyt chciało mi się jednak przechodzić Half-Life'a drugi raz od początku, rozdziały pod koniec gry, szczególnie Cytadela, były czymś dużo ciekawszym, a tutaj to tylko nuda i mrok.

Wyszedłem jednak na wspomniane wcześniej podrówko i nagle znalazłem się w zupełnie innej scenerii, niebo stało się mocno niebieskie, ciemne deski na domach dookoła zdały się pojaśnieć - byłem w Słupsku, na weekendowym wyjeździe do Mileny. To była niedziela, czyli już ostatni jego dzień. Usiadłem do stołu, naprzeciwko jej i jedliśmy razem rosół [XD]. Obok nas siedziały jeszcze jakieś dwie jej przyjaciółki. Wkrótce potem dotarło do mnie, że za parę godzin będę już w nocnym pociągu powrotnym. Nieco smutłem, chwyciłem wtedy Milenę za rękę. Smucił mnie nawet nie tyle sam fakt zbliżającego się końca wypadu, a to, że będę musiał wysiedzieć w pociągu parę godzin w niezbyt wygodnych warunkach i to jeszcze w nocy, więc pewnie nie będę mógł zasnąć, a jutro lekcje zdalne. Miałem przez chwilę nawet pomysł, żeby zostać jeden dzień dłużej, w końcu i tak mam darmowy nocleg [nie pamiętam już dlaczego był darmowy], ale stwierdziłem, że niewiele by mi to dało bo i tak w dzień musiałbym siedzieć na lekcjach, a wracałbym też w nocy. Napisałem więc do Dominiki po jakąś radę. Pisałem na jakimś dosyć sporym tablecie. Dominika odpisała mi, żebym wziął sobie kawusie i jakąś książkę, to podróż lepiej mi zleci. Uznałem to za pomysł iście genialny. Odpisałem jej "o kawusie to chętnie" i "ale zamiast książki chyba wolałbym laptop". Nie chciałem zapomnieć jej rady, więc zaraz potem włączyłem aplikację kalendarza i zacząłem dodawać notatkę. Wtedy z tyłu pojawiła się moja mama i zaczęła się droczyć że "ooo a z kim tak romansujesz na tym tablecie??". "z nikim." - odpowiedziałem podirytowany. "aa to pewnie jakiś komentarz na YouTube piszesz". "Nie?" - spojrzałem na nią z lekkim zdziwieniem i coraz większym podirytowaniem - "to kalendarz przecie".
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#19
Dużo szczegółów zapamiętujesz, gratki ;). Wyciągnąłeś dobry wniosek co do "kolejowych klimatów". Zawsze jak widzisz gdzieś kolej, np. w telewizji, na spacerze, na rysunku, albo jak słyszysz o niej, to rób TR. Zresztą pewnie wiesz z filmów na yt :). Miałeś już jakiś Świadomy sen?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#20
(28-01-2021, 11:15 )MGrogal napisał(a): Dużo szczegółów zapamiętujesz, gratki ;). Wyciągnąłeś dobry wniosek co do "kolejowych klimatów". Zawsze jak widzisz gdzieś kolej, np. w telewizji, na spacerze, na rysunku, albo jak słyszysz o niej, to rób TR. Zresztą pewnie wiesz z filmów na yt :). Miałeś już jakiś Świadomy sen?

Właśnie w tym rzecz, że na codzień dosyć rzadko mam do czynienia z koleją, a jeśli już to na symulatorach, więc niezbyt jak mogę sobie wyrobić nawyk TRów, z drugiej storny zawsze to jakiś punkt zaczepienia. Co do świadomych snów to miałem już kilka, szczególnie na początku swojej przygody z oneironautyką czyli jakieś 2-3 lata temu bo pewnie wtedy byłem na nie najbardziej napalony. Tak to losowo zdarzają mi się mniej więcej raz w miesiącu, ale to głównie przeplatanka LD i snu o LD, a kontrola jest nikła. A jak u ciebie po tak długiej przerwie? Miewasz jeszcze spontaniczne LDki?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1