26-07-2016, 18:39
Witam wszystkich 
Ostatnio doświadczyłem dość nieprzyjemnego "snu" świadomego. Chciałem tylko potwierdzić co tak naprawdę zaszło tej nocy, więc byłbym wdzięczny za odpowiedzi lub wyjaśnienie.
To był sen z tej niedzieli na poniedziałek. Pamiętam, że normalnie zasnąłem bez problemu ok. 3 lub 4 w nocy - mam taki charakter że siedzę długo w nocy. W granicach godzin rannych około 10-12 pamiętam, że bardzo dużo razy się budziłem w krótkich odstępach czasowych. Rozumiecie... śpisz i budzisz się parę minut później by zmienić pozycję. Było to bardzo męczące, wydaję mi się że zasnąłem i obudziłem się tak z 6 razy.
Za którymś jednak razem, kiedy się obudziłem (leżałem na plecach), otworzyłem oczy tak przez półmrok - jeszcze zaspany - i ujarzłem dość ciemną figurę która stała nade mną po mojej prawej - od łóżka. Nic nie robiła, tylko stała. Natychmiast zamknąłem oczy i bez żadnej kontroli zacząłem szybko i intensywnie oddychać jakbym spanikował mimo tego że byłem świadom że to nie jest sen - byłem w pełni świadomy że wstałem. Trwało to jakieś 20 sekund, nie mogłem się ruszyć, otworzyć oczu, ani się uspokoić. Czułem jakby ktoś mi siedział na klatce piersiowej i mnie przyciskał do łózka. Mięśnie całego ciała miałem bardzo napięte przez ten cały czas.
Po tych 20 sekundach, się uspokoiłem, sprawdziłem czy ktoś obok mnie stoi czy nie. Położyłem się spać jakby nic się nie stało. Za bardzo się tym nie przejąłem. Możliwe dlatego że dużo o tym czytałem, nie jestem pewny.
Chciałem więc spytać, czy to był taki krótki paraliż senny? Czy może śniłem na jawie, skoro mogłem zamknąć oczy? Jakby nie patrzeć, to nie miałem żadnej kontroli nad moim ciałem. Jest to moje pierwsze przeżycie z taką sytuacją, więc bardzo mnie to interesuje co się tak naprawdę stało.
Pozdrawiam.

Ostatnio doświadczyłem dość nieprzyjemnego "snu" świadomego. Chciałem tylko potwierdzić co tak naprawdę zaszło tej nocy, więc byłbym wdzięczny za odpowiedzi lub wyjaśnienie.
To był sen z tej niedzieli na poniedziałek. Pamiętam, że normalnie zasnąłem bez problemu ok. 3 lub 4 w nocy - mam taki charakter że siedzę długo w nocy. W granicach godzin rannych około 10-12 pamiętam, że bardzo dużo razy się budziłem w krótkich odstępach czasowych. Rozumiecie... śpisz i budzisz się parę minut później by zmienić pozycję. Było to bardzo męczące, wydaję mi się że zasnąłem i obudziłem się tak z 6 razy.
Za którymś jednak razem, kiedy się obudziłem (leżałem na plecach), otworzyłem oczy tak przez półmrok - jeszcze zaspany - i ujarzłem dość ciemną figurę która stała nade mną po mojej prawej - od łóżka. Nic nie robiła, tylko stała. Natychmiast zamknąłem oczy i bez żadnej kontroli zacząłem szybko i intensywnie oddychać jakbym spanikował mimo tego że byłem świadom że to nie jest sen - byłem w pełni świadomy że wstałem. Trwało to jakieś 20 sekund, nie mogłem się ruszyć, otworzyć oczu, ani się uspokoić. Czułem jakby ktoś mi siedział na klatce piersiowej i mnie przyciskał do łózka. Mięśnie całego ciała miałem bardzo napięte przez ten cały czas.
Po tych 20 sekundach, się uspokoiłem, sprawdziłem czy ktoś obok mnie stoi czy nie. Położyłem się spać jakby nic się nie stało. Za bardzo się tym nie przejąłem. Możliwe dlatego że dużo o tym czytałem, nie jestem pewny.
Chciałem więc spytać, czy to był taki krótki paraliż senny? Czy może śniłem na jawie, skoro mogłem zamknąć oczy? Jakby nie patrzeć, to nie miałem żadnej kontroli nad moim ciałem. Jest to moje pierwsze przeżycie z taką sytuacją, więc bardzo mnie to interesuje co się tak naprawdę stało.
Pozdrawiam.






Był to zwykły, krótki paraliż połączony z hipnagogami wzrokowymi i klasycznym odczuciem ucisku na klatce piersiowej.