10-04-2015, 04:37
Słuchajcie moi mili, jeśli jest już taki wątek to bardzo proszę o jakieś podpięcie czy coś, bo szukałam, ale niestety nie znalazłam.
Ogólnie to dopiero co przypomniało mi się, że miałam to poprzedniej nocy i dlatego postanowiłam założyć temat. Na pewno każdy to miewa i wie o czym mówię, a jednak ja mam pytanko co do owego tematu, może ktoś będzie umiał odpowiedzieć
Czasami w środku lub w innej porze nocy budzę się i zdaję sobie sprawę, że nie mam jednej kończyny, zazwyczaj ręki. Nie, nie chodzi mi o zwykłe zdrętwienie, które znika, jeśli chwilkę porusza się palcem.
To było tak, że obudziłam się, zobaczyłam moją rękę leżącą obok głowy - albo zasnęłam w takiej pozycji, albo w czasie snu ją tam ułożyłam. Chciałam ją wziąć na dół, ale nie czułam, tak jakby jej w ogóle nie było. Wierzcie lub nie, ale wpadłam w panikę. Druga ręką (dobrze, że chociaż ta działała) chwyciłam tę bezwładną i ułożyłam wzdłuż ciała. Na próbę podniosłam ja i puściłam, a ona klapnęła o łóżko jak gumowa zabawka. Czułam się jak Harry Potter, kiedy w 2. części Lockhart usunął mu wszystkie kości z ręki. Podniosłam jeszcze raz i nadal zero życia, była tylko jakby cięższa niż zwykle i taka jak z gumy, giętka, bez kości. Myślałam, że się popłaczę (środek nocy, nie myślałam jasno) ale po jakichś 5 minutach poczułam delikatne mrowienie w palcach. Potem zaczęło stamtąd płynąć życie do całej ręki i byłam uratowana.
Nigdy w życiu nie miałam aż tak źle z żadną z rąk i dlatego tak bardzo się przeraziłam. Uczucie 100x gorsze niż paraliż całego ciała, którego doświadczyłam kilka razy w życiu.
Jak mniemam taka sytuacja jest spowodowana tym, że krew nie dopływa do kończyny? Czy to nie jest niebezpieczne, taki zupełny brak krążenia? Może przesadzam, jak znam życie to na pewno, ale jest to jedno z najokropniejszych przeżyć z jakimi się spotkałam
Ogólnie to dopiero co przypomniało mi się, że miałam to poprzedniej nocy i dlatego postanowiłam założyć temat. Na pewno każdy to miewa i wie o czym mówię, a jednak ja mam pytanko co do owego tematu, może ktoś będzie umiał odpowiedzieć
Czasami w środku lub w innej porze nocy budzę się i zdaję sobie sprawę, że nie mam jednej kończyny, zazwyczaj ręki. Nie, nie chodzi mi o zwykłe zdrętwienie, które znika, jeśli chwilkę porusza się palcem.
To było tak, że obudziłam się, zobaczyłam moją rękę leżącą obok głowy - albo zasnęłam w takiej pozycji, albo w czasie snu ją tam ułożyłam. Chciałam ją wziąć na dół, ale nie czułam, tak jakby jej w ogóle nie było. Wierzcie lub nie, ale wpadłam w panikę. Druga ręką (dobrze, że chociaż ta działała) chwyciłam tę bezwładną i ułożyłam wzdłuż ciała. Na próbę podniosłam ja i puściłam, a ona klapnęła o łóżko jak gumowa zabawka. Czułam się jak Harry Potter, kiedy w 2. części Lockhart usunął mu wszystkie kości z ręki. Podniosłam jeszcze raz i nadal zero życia, była tylko jakby cięższa niż zwykle i taka jak z gumy, giętka, bez kości. Myślałam, że się popłaczę (środek nocy, nie myślałam jasno) ale po jakichś 5 minutach poczułam delikatne mrowienie w palcach. Potem zaczęło stamtąd płynąć życie do całej ręki i byłam uratowana.
Nigdy w życiu nie miałam aż tak źle z żadną z rąk i dlatego tak bardzo się przeraziłam. Uczucie 100x gorsze niż paraliż całego ciała, którego doświadczyłam kilka razy w życiu.
Jak mniemam taka sytuacja jest spowodowana tym, że krew nie dopływa do kończyny? Czy to nie jest niebezpieczne, taki zupełny brak krążenia? Może przesadzam, jak znam życie to na pewno, ale jest to jedno z najokropniejszych przeżyć z jakimi się spotkałam
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"







Mi się takie coś podoba.