07-08-2022, 20:51
Byłam w jakimś ośrodku wypoczynkowym - to nie był hotel, raczej takie miejsce jak się jeździło na kolonie w dzieciństwie. Był tam taras. Na tarasie siedzieli na leżakach ludzie, w tym mój były, z którym już od dawna nie mam kontaktu i dawno mi się nie śnił. Był uśmiechnięty, miał połamaną nogę. Nie pamiętam czy to wyszło z jego inicjatywy czy z mojej, ale wyszło tak, że miałam coś znaleźć i powiedziałam, że pójdę, a on z uśmiechem kiwnął głową. I tu się zaczyna...
Poszłam schodami na górę tego budynku, następnie znalazłam jakieś drzwi. Otworzyłam je, a tam kolejne trzy drzwi (jedne były fioletowe, wszystkie były takie stare - właściwe typowe dla budynku). Weszłam do jednych i znalazłam się chyba na parterze (na pewno niżej). Nie tam chciałam iść. Poszłam znowu na górę schodami w inne miejsce. Tak mi się wydawało, ponieważ znowu trafiłam w to miejsce, w którym były trzy drzwi. Tym razem była tam jakaś starsza para. Ja coś zaczęłam mówić chyba o tym, że znowu jestem w nieodpowiednim miejscu, a Ci zaczęli mówić, że cały czas dobrze mnie prowadzą...
Znowu weszłam do tych samych drzwi co wcześniej. Nie widziałam, ale czułam, że ta para staruszków się ucieszyła i jakby odetchnęli z ulgą. Weszłam tam i zaczęły dziać się jakieś dziwne rzeczy (nie pamiętam dokładnie) - jakieś duchy, zamieszanie, coś zawirowało i nagle ścianie pokazywały się różne obrazy jeden za drugim. Ten pokaz zatrzymał się na zdjęciu mojego dziadka, którego nigdy nie miałam okazji poznać. Na zdjęciu pojawił się napis: jesteś nim.
Miałam wychodzić z tego miejsca, ale usłyszałam jakiś hałas. Para staruszków przestraszona gdzieś uciekła. Pojawiły się jakieś duchy i uznałam, że najbezpieczniej będzie pozostać w tym miejscu co jestem. Pomyślałam sobie we śnie, że stanę się niewidzialna i tak się stało. Jednak jakoś duchy do mnie przyszły (nie były straszne, takie powiedziałabym normalne, ale niezbyt mile nastawione). Jeden duch płci żeńskiej mówi mi, że już nie żyje. I sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Dotknęłam swego ciała i je poczułam. Duchy były zdziwione i też zaczęły dotykać mojego ciała i okazało się, że żyje i nie jestem duchem i zniknęły... i się obudziłam..
A zapomniałam dodać - Ci staruszkowie powtarzali coś, że to moje przeznaczenie, że długo mnie prowadzili .. coś w tym sensie, że musieli mnie prowadzić w różne miejsca, żebym tu dotarła - to znaczy ja tak odebrałam. Ze snu pamiętam, że mówili, że to moje przeznaczenie i "spełniło się przeznaczenie"...
Poszłam schodami na górę tego budynku, następnie znalazłam jakieś drzwi. Otworzyłam je, a tam kolejne trzy drzwi (jedne były fioletowe, wszystkie były takie stare - właściwe typowe dla budynku). Weszłam do jednych i znalazłam się chyba na parterze (na pewno niżej). Nie tam chciałam iść. Poszłam znowu na górę schodami w inne miejsce. Tak mi się wydawało, ponieważ znowu trafiłam w to miejsce, w którym były trzy drzwi. Tym razem była tam jakaś starsza para. Ja coś zaczęłam mówić chyba o tym, że znowu jestem w nieodpowiednim miejscu, a Ci zaczęli mówić, że cały czas dobrze mnie prowadzą...
Znowu weszłam do tych samych drzwi co wcześniej. Nie widziałam, ale czułam, że ta para staruszków się ucieszyła i jakby odetchnęli z ulgą. Weszłam tam i zaczęły dziać się jakieś dziwne rzeczy (nie pamiętam dokładnie) - jakieś duchy, zamieszanie, coś zawirowało i nagle ścianie pokazywały się różne obrazy jeden za drugim. Ten pokaz zatrzymał się na zdjęciu mojego dziadka, którego nigdy nie miałam okazji poznać. Na zdjęciu pojawił się napis: jesteś nim.
Miałam wychodzić z tego miejsca, ale usłyszałam jakiś hałas. Para staruszków przestraszona gdzieś uciekła. Pojawiły się jakieś duchy i uznałam, że najbezpieczniej będzie pozostać w tym miejscu co jestem. Pomyślałam sobie we śnie, że stanę się niewidzialna i tak się stało. Jednak jakoś duchy do mnie przyszły (nie były straszne, takie powiedziałabym normalne, ale niezbyt mile nastawione). Jeden duch płci żeńskiej mówi mi, że już nie żyje. I sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Dotknęłam swego ciała i je poczułam. Duchy były zdziwione i też zaczęły dotykać mojego ciała i okazało się, że żyje i nie jestem duchem i zniknęły... i się obudziłam..
A zapomniałam dodać - Ci staruszkowie powtarzali coś, że to moje przeznaczenie, że długo mnie prowadzili .. coś w tym sensie, że musieli mnie prowadzić w różne miejsca, żebym tu dotarła - to znaczy ja tak odebrałam. Ze snu pamiętam, że mówili, że to moje przeznaczenie i "spełniło się przeznaczenie"...





