NeuroWonderland
#41
Teleport
21.06.2016


Bałagan, gruz w dużym pokoju. Budki, winda po środku. Kotka tam wchodzi. Zabieram ją stamtąd, aby się nie zgubiła i nie wpadła gdzieś. Sm tam wchodzę. To teleport. Przenosi mnie razem z innymi do ciemnego korytarza. Chyba nas ktoś goni, uciekamy zbiegając po schodach umieszczonych wzdłuż całego korytarza. Ktoś rzuca odbezpieczony granat, spada na podłogę przede mną. Szybko go biorę i go odrzucam. Mówię tamtemu, że ten sen już był, że to powtórka, inna linia czasowa i tym razem nie wybuchnie. Okazuje się, że tam dalej jest pozostawiona inna wielka bomba, ale prawdopodobnie także nie wybuchnie. Jednak uciekamy dalej. Dużo osób z nami biegnie w jakimś budynku. Trafiam do krótkiego wąskiego przejścia. Idzie chłopak z takim chamskim wręcz zboczonym uśmieszkiem. Wiem, że to gej, atakuje. Łapie mnie z jaja. Krzyczę, żeby mnie puścił. Nie chce, ale po chwili puszcza. Mówię mu, aby spierd***ł, ja nie z tych, niech sobie gdzieś indziej znajdzie dla siebie chłopaczka. Uciekam od niego. Widzę jednak, że tamten nadal za mną idzie. Gdzieś skręcam. Wchodzę do pociągu. Tam na pewno będę bezpieczny. Ludzie z podstawówki jadą na wycieczkę. Siedzi jedna rudowłosa koleżanka. Przechodzę przez cały pociąg i trafiam znowu do innego korytarza. Tłum ludzi, chyba uczniów. Tamten gej z uśmieszkiem nadchodzi z lewej. Chce mi niby dać jakieś prezenciki, przymilać się. I tak ciągle się złośliwie uśmiecha. Trzyma się z daleka jakby na mnie czekał czy coś. Nie mam zamiaru tam iść. W tłumie widzę bardzo ładną dziewczynę o ciemnej karnacji. Jednak wstydzę się zagadać...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
Superman
22.06.2016


Dużo się działo wcześniej, ale słabo pamiętam. Wiem, że na jakiś czas wcieliłem się w postać Supermana. Były jakieś walki przed blokiem, ukrywanie się, szybkie bieganie, jacyś wrogowie, jeden z nich był chyba stary pomarszczony. Udałem się na drugą stronę bloku. Później szedłem, nadal na dworze, z kilkoma osobami po trawie i wracałem do domu. Szedłem krętymi schodami, na któreś piętro. Dziwne, przecież mieszkam na parterze. Wszedłem do domu. Byli tam rodzice. Trochę się zdziwiłem, powiedziałem, że chyba trafiłem do innego mieszkania, ale skoro tu mieszkam, no to pozostanę tu. Zauważyłem wiele drewnianych elementów, w tym ściany. Był zupełnie inny układ pokoi. Usiadłem do stolika, chyba w kuchni. Kuchnia była większa, przestrzenniejsza, otwarta z kilku stron. Znowu coś związanego ze szkołą. Miałem zeszyty (otwierałem je chyba już na dworze) i zacząłem odrabiać lekcje. Coś zaczęło mi się nie zgadzać. Coś mówiłem do mamy, o coś się pytałem. Już po cichu zamierzałem uciec. Mama za chwilę spytała si mnie "ile masz zabawek?". Byłem już pewien, że nie są prawdziwi, na pewno to projekcje, chyba nawet to im powiedziałem. Wybiegłem z mieszkania i schodziłem szybko po tych krętych, prawdopodobnie także drewnianych, schodach klatki schodowej. Schodziłem i nie mogłem zejść, schody się wydłużały w nieskończoność. W końcu zamiast wyjść drzwiami, dostałem się do jakiejś szkolnej sali. Wyglądało to na zerówkę. Siedziałem na krześle przy ścianie obok drzwi. Było dużo małych dziewczynek, kolorowo, pewnie leżały tam zabawki. Niektóre dziewczynki siedziały na podobnych krzesłach, a niektóre stały lub chodziły, zapewne się bawiąc. Było takie zadanie, że one mają udawać, że grają w filmie. Niektóre coś mówiły, a niektóre tylko poruszały ustami udając, że mówią. Wykonywały dużo powtarzalnych ruchów, ciągle się z czegoś śmiały. Jedna zamachnęła nogą i krzyknęła "ała!", bo ją niby zabolało. Kilka osób w raz z nauczycielką, gdzieś wyszły. Poszedłem za nimi, ponieważ myślałem, że koniec już lekcji. Jednak nie, zaraz się wracały po załatwieniu czegoś, może coś miały przynieść. Usiadłem znowu na krzesło przy ścianie. Sala się zmieniła. Oprócz krzeseł, stojących przy ścianie na około sali, pojawiły się zwykłe ławki ustawione w rzędy. Kolega z lewej stronie usiadł do jednej, obok niego było puste miejsce. Teraz to była chyba podstawówka. Po mojej prawej stronie siedzi na krześle kolega, ciągle się tylko chicho śmieje. Po lewej dosiada się ktoś ze starszej klasy (może gimnazjum). Wiem, że będą problemy. Dokucza mi, uderza mnie. Krzyczę o niego, co on chcę ode mnie. Wstaję tamten nadal jest agresywny w stosunku do mnie. Chwytam za coś metalowego o srebrnym kolorze. Chcę się tym bronić. Próbuję go uderzyć, ale moje ruchy są spowolnione, co wygląda bardziej jakbym go głaskał. Ten się chamsko ze mnie śmieje. Dziwne jest to, że nie zauważyłem, że jak wstałem to on za mną wcale nie poszedł. I gdybym wyszedł stamtąd to by mi dał spokój. A tak straciłem świadomość i się po chwili obudziłem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
Dziewczyna, świetliki
23.06.2016


Dużo się działo i jak zwykle pamiętam tylko część. Nie znam też niestety dokładnej kolejności.

Dziewczyna idzie nocą ścieżką przez jakiś nieznane pustkowia i łąki. Ja jestem obserwatorem. Jak to nocą jest ciemno. Możliwe, że miała tam namiot, ale nie jestem pewien. Idzie i nagle pojawiają się w powietrzu światełka. Małe jak świetliki, podobne jednak do ognia. Na ziemi były też większe, możliwe, że po prostu były to małe ogniska. Rzadko śni mi się ogień i takie dziwne światełka. Później w tym śnie zostało to wytłumaczone jak te światełka powstają, że coś odbija to światła i widać na suficie błyszczące ogniście światełka. Światełka pojawiały się i wypalały błyskając. Dziewczyna poszła dalej drogą. Trafiła do jakiegoś po części jej/ mi znanego budynku. Nie przeszła lewym korytarzem, bo było za ciemno, poszła w prawą stronę. Był tam długi korytarz, hol, prawdopodobnie czerwony dywan. W bocznej sali biblioteka. Ja/ ona weszła tam. Stały tam zwykłe regały z książkami. Zauważyłem książki Stephena Kinga. Były tam także zawieszone na całej ścianie pojedyncze drewniane półeczki, na każdej z nich mieściła się tylko jedna lub dwie książki. Wziąłem jedną do ręki. Autorem był Umberto Eco. Chyba wszystkie książki na tej ścianie były tego autora. Odłożyłem na miejsce. Dziewczyna skierowała się do wyjścia. Byli tam jacyś ludzie. Już na zewnątrz przed drzwiami na placu stało dwóch mężczyzn ubranych na czarno, twarz mili zasłoniętą, mieli karabiny. Skierowali broń w kierunku tej dziewczyny (teraz już bardziej mnie) i jeden z nich powiedział, żebym dawał dowodzik jak już wychodzę/uciekam. Się pytam co to za kraj terrorystów, że tak zatrzymują. Nie wiem czemu zapytałem czy to Turcja? Odpowiedzieli, że Berlin. Skoro tak to nic mi nie mogą zrobić i zacząłem uciekać. Tamci za mną z karabinami. Strzelają, ale nie trafiają. Biegnę przez tłum. Tamta dziewczyna miała przyjaciela z supermocami, którego mogła przywołać w każdej chwili. Wołam za nią. Imię brzmi z włoska. Niestety już nie pamiętam jakie to imię. Tamten się zjawia. Nie musi jednak już walczyć, bo tamci się przestraszyli i zaprzestali pościgu.

Już przed przystankiem. Stoję chyba w drzwiach autobusowych. Na przystanku stoi dwóch mężczyzn. Jeden napakowany w ciemnym ubraniu. Drugi chudy szary, wiem że jest wampirem energetycznym. Skrada się do tamtego, ma głupi złośliwy uśmiech. Oddzielam go ręką kilka krotnie od tamtego w ciemnym ubraniu, a tamten, chociaż nieświadomy, walczy z wampirem swoim ciałem eterycznym. Wampir przegrywa, zmienia się w wielkiego zielono szarego robala, kształtem trochę podobnego do gąsienicy. Drzwi autobusu się zamykają. Robal jednak wciska się pomiędzy nie przez gumy. Chce się rozprzestrzenić podróżując autobusem. Drzwi się otwierają. Siedzący pasażer na małą siekierkę. Robal zamienił się w mięcho zamknięte w dużej szklanej tubie. Tuba podzielona jest na cztery części, w pierwszej części jest mózg. Pasażer wącha się czy go zatłuc. Zabieram mu tą siekierkę. Także się jakoś waham, ale w końcu niszczę mózg. Oddaję narzędzie siedzącemu. Już za zamkniętymi drzwiami autobusowymi słyszę tłuczona szkło, wiem że pozostałe trzy części są już zniszczone. Wracam ze spokojem do domu. Wycieram ręce w trawę, bo się trochę pobrudziłem od tego robala. Jest mowa o tym, że niektórzy wracają do domu na piechotę, a inni autokarem. Jeden taki właśnie wsiada do autokaru, może to ten ubrany na czarno. Wchodzę na schody i próbuję otworzyć drzwi. Chyba się otwieranie zepsuło. Jeszcze raz próbuję. Mama mówi, że tą wtyczkę trzeba poprawić (podobna do wtyczki od słuchawek) i wkłada. Dziwne, ale chyba jest okienko w drzwiach. Złoszczę się na nią, że włożyła za głęboko, jest bardzo gorące, bo zrobiło się zwarcie. Po chwili drzwi się na szczęście otwierają. Teraz, albo się obudziłem, albo od razu przeszło do innego snu.

Chodzę po klatce schodowej z dawnymi kolegami, których jednak nie potrafię zidentyfikować. Półcień. Coś tam gadam. Kobieta otwiera drzwi i woła do nas co tu robimy. Uciekamy drugimi schodami w dół. Jeden z nich mówi do mnie "weź tak nie hałasuj, lepiej idź sprawdzić co jest tam na dole w tych ciemnych podziemiach". Idę tam, ale szybko zawracam, bo idzie młodszy kolega, ma on może 12 lat. Przyszedł i mówi, że nie musimy tam już iść, bo nic tam nie ma.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#44
Mroczny, ciemny koszmar
26.06.2016


Mroczny, ciemny koszmar. Wszystko było na czarno. Byłem tam obserwatorem. Była tam jakaś kobieta (w piwnicy?). Przyszedł nie wiadomo skąd jakiś mężczyzna. To był straszny potwór. Chyba go jednak słabo widziałem. Wpływał on jakoś na mój umysł i oddałem mu tą kobietę, która była... dużą czarną dętką od roweru, wypełnioną czarnym płynem. On w nią jakoś wniknął, połączył się z nią w jedno ciało i umysł. I to coś, co z tego powstało, zanurzyło się w ciemne morskie głębiny. Miałem takie uczucie straty, ale w sumie się tym nie przejąłem.

Słoneczny dzień. W tym śnie jestem dziewczyną. Ścigam się z inną dziewczyną. Biegniemy po chodniku czy ulicy. Ona jest szybsza ode mnie. Jednak niby jestem pierwsza i dotykam słupek, tak jak się umówiłyśmy. Dalej jest falochron i chyba miało być morze, ale raczej nie. Jestem już sobą (chyba) i idę z tą dziewczyną po dzielnicy podobnej do mojej. Wchodzimy do nieznanego mi bloku. Chcemy wynająć mieszkanie. Mam fałszywe wspomnienie o tym, że poprzednio mieszkaliśmy pod 6 i tamto mieszkanie było bardzo złe. Teraz będziemy wynajmować pod 7. Wchodzimy po schodach. Wszędzie pustki, wszyscy lokatorzy się stamtąd dawno wyprowadzili, pewnie tak się śpieszyli, że pozostawili swoje rzeczy. Prawie już jesteśmy. Część schodów zniszczona. Ktoś poustawiał płyty chodnikowe, jedna na drugiej, zastępują teraz kilka stopni schodów. Konstrukcja lekko się chwiała, ale była jednocześnie bardzo stabilna. Po wspięciu się, dziewczyna poszła do naszego mieszkania. Miałem jeszcze zabrać nasze rowery, były lekkie. Przyniosłem je na górę. Nie wiadomo skąd zeszło się pełno ludzi. Dziewczyna powiedziała mi, abym wziął klucze ii zabezpieczył nasze rowery, żeby nikt nie ukradł. Nie wiedziałem, gdzie są te klucz, powiedziała, że przecież tam. Szukałem i nie znalazłem. Zastanawiałem się czy w ogóle mieliśmy jakieś klucze do rowerów i przez to się obudziłem...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#45
W łazience przed lustrem
28.06.2016


Zaczęło się od tego jak stałem w łazience przed lustrem. Myłem zęby, a szczoteczka zablokowała się między zębami (górnymi jedynkami) a aparatem dentystycznym. Jakoś sobie poradziłem i wyciągnąłem szczoteczkę. Wydawało mi się, że jestem już w łazience zdecydowanie za długo. Nagle nastąpiła awaria prądu, pociemniało. Chciałem jak najszybciej wyjść. Nie mogłem się ruszyć, jakbym był zawieszony w bardzo  gęstym płynie. Byłem lekko przestraszony, bo wiedziałem, że w lustrze mogą pojawić się jakieś strachy, jednak nie widziałem nawet swojego odbicia, bo było za ciemno. Czułem się jakbym znalazł się na pograniczu jawy i świata snu. Wszystko było wielce realistyczne. Gdybym miał więcej świadomości i mógł się poruszać, to bym przeszedł przez lustro i zobaczył co tam jest. Byłem pewien, że zasnąłem (przynajmniej moje ciało) i dziwiłem się, że z taką łatwością stoję wyprostowany i się nie przewracam. Po chwili znalazłem się na przedpokoju. Byłem trochę bardziej zaniepokojony. Kiedyś w takich snach bym się cały trząsł ze strachu. Dziwne to było.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#46
Telewizor
02.07.2016


W dużym pokoju jest siostra. Włącza się telewizor. Na niebieskoszarym tle pojawia się tekst piosenki. Zaczyna się śpiewanie. Nie wiem o czym była piosenka. Z każdym słowem, linijką tekstu, w tle mruga kwadrat z tysiącami różnych zdjęć, zbyt szybko, abym mógł zapamiętać. Na początku migało powoli i wydaje mi się, że było zdjęcie lwów. Potem coraz szybciej, a na dodatek kwadrat ze zdjęciami się powiększał, aż doszedł do rozmiaru ekranu. Tak wiele tych obrazków (tysiące?) się pokazywało, mrugało, że skojarzyło mi się to z programowaniem podświadomości, w moim odczuciu było to raczej negatywne.

Zsyłają nas tymczasowo do podziemi czy innych jakichś piwnic. W małym szarym ciemnym pomieszczeniu oprócz mnie było dwóch czy trzech mężczyzn. Dochodzi jeszcze jeden wielkolud, którego z początku wziąłem za jakiegoś robota. Nie wiedziałem za co mnie tam więziono. Pozostali na pewno popełnili jakieś przestępstwa. Ktoś nas stamtąd zabiera, pewnie z policji. Mówi, że kara będzie lżejsza niż miała być. Wchodzimy po schodach budynku. Przychodzi jeszcze starszy pan, taki uśmiechnięty mądrala. Na schodach na parapecie przy podłodze, leży czarna skórzana torba z rzeczami tego poprzedniego. Nie widzę go. Tamten uśmiechnięty schodzi drugimi schodami i nas nie widzi. Zatrzymuję jednego z przestępców i szeptem mówię, że patrz, to torba tamtego policjanta, ten drugi go pewnie zabił i będziemy musieli odsiedzieć całą karę, a nawet może zostaniemy skazani na śmierć. Tam ten szybko zbiera pozostałych i biegniemy z powrotem na górę (tam są niby te piwnice). Przy poręczy trzymają się sznurem za ręce jacyś mężczyźni, pewnie aż do najwyższego piętra. Odkrywają nam przejście przez schody i wbiegamy. Spowalnia mnie nie mogę dalej iść. Budzę się z powodu niewygodnej pozycji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#47
Latające pojazdy, świetliste pulsujące punkciki
03.07.2016


Najpierw, chyba w paraliżu przysennym, leżałem na kanapie i tam co chwila pojawiała się taka straszna ręka, jakby jakiegoś starucha, nawet pojawiły się ostre pazury, przybliżała się do mnie. Ja w nią uderzałem, szczypałem. W końcu zniknęła, albo się przeniosłem do snu. Coś było o tym, jak ktoś pchał mój mały niby samochodzik (lub taczka albo nawet wózek inwalidzki) i tak jechałem wzdłuż ulicy, nie wiem w centrum Sopotu, Gdyni, czy innego sennego miasta. Ponoć szukałem dziewczyny, którą przedtem spotkałem. Napotkałem inną. Też była bardzo ładna, miała rude włosy, chyba dłuższe niż do ramion, była policjantką, a może kelnerką. Ktoś w tle lub ten kto pchał mój pojazd, śpiewał piosenkę o tym jak poznam ją, tą dziewczynę.

Wieczór, patrzę przez okno, najpierw kuchenne, potem w moim pokoju. Przez oba widzę podobne zjawiska. Myślałem, że to zwykłe chmury. Była to jednak niezliczona ilość latających pojazdów, świetliste pulsujące punkciki. Poruszały się, tworząc spiralne formacje kształtem przypominające chmury. Zawołałem siostrę, aby zobaczyła co za dziwne się dzieją rzeczy. Ona jest obojętna. Nigdy nie robiłem w dzień testu rzeczywistości. Teraz we śnie zatykam nos i mogę oddychać, ale czuję jakbym miał katar. Siostrze też polecam to zrobić, robi i chyba nawet jej także to wychodzi, ale niczym się nie przejmuje. Zostawiam ją, wyskakuję na dwór przez zamknięte okno, przeskakuję przez żywopłoty, biegnę i wysoko skaczę unosząc się nisko ponad ziemią. Atakują szare pancerne ciężarówki, zbliżają się ściany i inne "obce" pojazdy. Każdy z nich z łatwością rozbijam pięścią. Sen się chyba zmienia, albo luka w pamięci.

W domku, gdzieś wysoko jest dziadek, babcia i ich wnuczek. Dziadek miał kilka papierowych toreb z prezentami dla swojego wnuczka. Nagle znikają. Patrzy przez okno, a tam te torby wiszą na gałęzi olbrzymiego drzewa, rosnącego nieopodal. Nie wiem czy on poleciał tam czy go wiatr przywiał, bynajmniej nagle pojawia się na tej gałęzi i zabiera torby z prezentami. Też tam jestem na tej gałęzi. Zlatuję z tego drzewa i niedaleko, gdzieś ląduję. Spotykam kolegów czy innych sennych znajomych. Drzewo było wysokie na kilka pięter, przynajmniej dziesięć. Z jego czubka, aż do ziemi zwisały cienkie drabinki. W drzewie tym prawdopodobnie był dom (może tego dziadka). Chwyciliśmy się drabinek. Niektórzy się wspinali. Inni, w tym ja, okrążyliśmy za pomocą tych lin drabinek drzewo. Miałem lęk wysokości. Powiedziałem im. Oni polecieli dalej i wyżej, wokół pnia drzewa, trzymając się tych drabinek. Ja tylko przeskoczyłem samochód stojący na mokrej ziemistej drodze, gdzieś na uboczu i wypuściłem tą drabinkę. Idąc po piaskowej dróżce trafiłem do pokoju. Był tylko częściowo podobny do mojego. Całe to mieszkanie było zupełnie inne. Nie chciałem siadać na kanapie w dużym pokoju, bo wiedziałem, że zasnę. W moim pokoju znalazłem smartfona. Coś wpisywałem, chyba numer. Za każdym razem jak wpisywałem cyfrę, ta po chwili zmieniała się w jakiś dziwny kształt, kropkę, czy plamę, i musiałem poprawiać. W końcu mocno zdenerwowany roztrzaskałem telefon o podłogę. Zmienił się w stary zepsuty odtwarzacz mp3. Nie przejąłem się stratą, bo miałem nowego smartfona. Ze starego wydobyłem kartę sim i chciałem wsadzić do nowego. Przy nowym była dołączona drobniutka (wielkości tej karty sim) materiałowa torebka w kolorze różowym. Miała zawierać w sobie…pin. Odwinąłem materiał, ale oczywiście nic nie znalazłem. Sen się kończy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#48
Ucieczka
08.07.2016


Skądś przyszliśmy ja i dwóch nieznajomych. Trafiliśmy do szarych podziemi budynku. Przed czymś uciekaliśmy, goniły nas złe stwory, było ich dużo. Zatrzymaliśmy się przed malutkim otworem skierowanym do góry, można tam było wejść metalowymi drabinkami. Chciałem iść pierwszy, bo wiedziałem, że najdłużej będę tam wchodził. Niestety nijak nie mogłem się tam przecisnąć. Im, nie wiem jak, udało się przejść. Stwory były już tuż tuż. Przeszedłem za róg i tam znalazłem inne przejście, udało mi się uciec. Trafiłem na jakieś dziwne konstrukcje między ścianami, coś jak rusztowania, jednakże nic nie widziałem, tylko zarysy, bo tam nie było światła. Okazało się, że tam jest pełno pajęczyn i mieszka jeszcze więcej pająków. Było tam gęsto od tych pająków. Przez całą drogę czułem jak one chodziły po mnie i wchodziły do rękawów o nogawek. Kilka razy musiałem przeskakiwać. W końcu wyszedłem z tej ciemności. Chyba już na górze spotkałem tamtych dwóch. Pomogli mi z tymi pająkami, jakoś przytrzymali mi bluzę i te pająki wylazły z rękawów. To były takie zwykłe pająki z cienkimi nóżkami. Później przeszliśmy do innego pomieszczenie, jakby jaskini. Prowadziła tam wąska ścieżka, poniżej której była łąka z trawą. W tej jaskini było wycięte wielkie okno bez szyby. Mieliśmy tam jakieś zadanie do wykonania, coś trzeba było uruchomić i znaleźć. Chyba nawet było coś związane z kartami i czarami. Niektórzy ludzie z tej jaskini nam przeszkadzali, oszukiwali. Był z nami młodszy chłopiec, książę czy inny ktoś ważny. Mieliśmy go chronić. Przyleciał wielki statek kosmiczny (podobny do gwiazdy śmierci tylko trochę miał inny kształt) i strzelał w nas z broni laserowej. Chłopiec używał swojej mocy, aby się ochronić i zniszczyć statek, ale był za słaby i musieliśmy uciekać. Próbowałem zrobić kamehameha, ale się niestety nie udało. Potem znowu wróciliśmy tam czegoś szukać, chyba znaleźliśmy i to zabraliśmy. Ktoś dostał z tej broni laserowej i upadł. Chwilę przy nim posiedziałem. Chyba jednak nic mu się nie stało. On był jakby z innej rzeczywistości, do której się szło tą wąską ścieżką. Pobiegł, a my za nim. Na łące poniżej był jakiś festyn czy coś. Była scena i ktoś śpiewał. Jasno, słoneczny dzień. Myśleliśmy, że tam była Angela Merkel, była Merkel, ale to był ktoś inny o takim nazwisku. Tych dwoje wbiegło na scenę i się wygłupiało. Tańczyli jak Michael Jackson. Nie chciałem robić z siebie głupka, więc się zatrzymałem w tłumie i stamtąd obserwowałem scenę.

Coś tam było z zeszytem, ćwiczeniami, czy książką, powiedzmy, że od matematyki. Później nasz wuefista zabrał nas na przejażdżkę rowerową. Okolice niby znajome, ale jednak zupełnie inaczej wyglądające. Po jakimś czasie została nas piątka, dziewczyn nie było w ogóle. Były przy chodniku, którym jechaliśmy, dwie reklamy jakiegoś filmu, ale nie wiem o co chodziło. Chyba kilka razy się tam wracaliśmy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#49
Latanie
09.07.2016


Byłem na pierwszym lub drugim piętrze. Rozłożyłem ręce na boki i wyskoczyłem przez balkon na zewnątrz. Miałem taką myśl, że nie spadnę, ale będę powoli opadał. Unosiłem się wzdłuż chodnika, może na wysokości dwóch metrów. Potem poruszałem się ponad piaskiem, chyba pustynią, później był czerwony piach lub gęstsza ziemia. Wiedziałem, że to sen. Byłem wtedy pewien, że latanie we śnie to iluzja, a ja tak naprawdę idę po tym piachu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#50
Wodospad, basen, jeźdźcy
12.07.2016


Najpierw w tym śnie stałem przed domkiem, nie wiadomo gdzie. Przed nim spływał z nieba z chmur szeroki wodospad. Chociaż niezupełnie spływał, ponieważ woda była zastygnięta w czasie. Obok był basen, no chyba że to była duża micha wody. Potem znalazłem się na leśnej ciemnej drodze. Jako obserwator doczepiłem się roweru, na którym pędzili dziewczynka z chłopczykiem. Uciekali przed goniącymi ich jeźdźcami wielkich wilków. W tym czasie dziewczynka opowiadała kilka nielogicznych historyjek. Oczywiście nie wiem o co w nich chodziło. Weszliśmy do ich szkoły i zeszliśmy lewymi schodami, tam gdzie powinny być szatnie. Jednak szatni nie było, tylko wnęki, w których można było siedzieć. W jednej usiedli dziewczynka z chłopczykiem. Wiedziałem, że będzie opowiadać jeszcze jedną historyjkę, ale nie chciałem przeszkadzać. I jako, że w tym korytarzu było wody po pas, to się zanurzyłem i popłynąłem trochę dalej. Kilka razy nurkowałem. Mogłem oddychać pod wodą, ale nie zwróciło to mojej większej uwagi. Wytłumaczyłem tak to sobie, że w nosie pewnie zostało mi jeszcze trochę powietrza. W wodzie było wielu uczniów z podstawówki. Wszyscy byli mi nieznani. Wróciłem do tych dwóch. Jednak nie wysłuchałem opowiadania i wypłynąłem z korytarza. Dalej nie było wody. Szedłem kręconymi schodami. Tam miałem się dostać do poszukiwanego prze ze mnie tajemniczego miejsca. A o jakie miejsce chodziło to nie mam pojęcia. W połowie schodów się obudziłem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1