NeuroWonderland
Na brzegu jeziora stał ciemnoskóry mężczyzna. Jacyś ludzie kazali mu wejść do tego jeziora i założyć drewniany kapelusz, który wyglądem przypominał pół kokosa. Uśmiechnął się i tak zrobił jak mu powiedziano. Oprócz niego w jeziorze stał pies. Ten mężczyzna zamykał oczy, prawie zasypiał, ale jakoś udało mu się wytrzymać. Podszedł do tego psa i już zamknął oczy. Po chwili zaczął widzieć oczyma psa. Jakoś przeszedł do ciała tego niby psa. Bo to był kot. Wszyscy się cieszyli. Pierwsze co zrobił, to wyszedł z wody i wskoczył na drzewo. Drzewo to było jakoś oznaczone jako święte drzewo. Na górnej gałęzi było zawieszone jakieś jedzenie. Zjadł kawałek. Jakaś dziewczyna, która tam stała powiedziała, że nie wolno mu jeść z tego drzewa, bo coś tam, ale on zjadł do końca i uciekł do lasu. Wszyscy się rzucili w pogoń za nim. On uciekał poprzez drzewa. Kilka osób usiadło obok takiego podwójnego drzewa i coś tam rysowaliśmy na mokrej ziemi. Mowa była o tym, aby zrobić jakiś podkop czy coś i, że tam były tory. Po jakimś czasie ten człowiek kot tam wrócił, ale było pusto, wszyscy, gdzieś poszli sobie.

Coś się stało z telefonem, wyleciał jakiś plastik z rogu. Włożyłem z powrotem ten plastik, ale coś mi nie dawało spokoju. Zrobiłem, więc TR z nosem. Okazało się, że to sen. Szyba okna była jak z gęstego płynu, sprawdziłem. Wyrzuciłem telefon przez szybę na trawnik. Sam też przeszedłem przez tą szybę. Było cieplutko. Szedłem sobie najpierw w prawo, ale zaraz skręciłem w lewo i wszedłem do drugiej uliczki. Z daleka było widać autobus, na który sypał śnieg. Z kilkoma osobami skręciłem jeszcze raz w lewo do biblioteki. Tam przeglądaliśmy różne książki. Były na przykład takie duże i bardzo grube książki o jakiejś Zosi, ale niby wyglądały jak papier toaletowy. Dalej zobaczyłem inne książki, ciekawsze. Ciężko się czytało tytuły, ale jeden pamiętam, że był o jakichś pobielanych piersiach i książka miała związek z Alicją w krainie czarów. Tą wziąłem, ale dałem koledze, który stanął do pierwszej kolejki. Ja poszedłem do drugiej. Powiedziałem pani bibliotekarce, aby poszła ze mną na chwilę. Przeszliśmy przez jakieś drzwi. Objąłem ją i tak skończył się sen.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Leżałem w łóżku na brzuchu i coś wskoczyło mi na plecy i się przyczepiło. Wstałem i poszedłem do dużego pokoju na kanapę. Stworzenie nie chciało zejść ze mnie. Nagle w kuchni pojawił się anioł śmierci. Był ubrany na czarno i trzymał kosę. Przyszedł do mnie i zabrał to coś ze mnie. Zaśmiał się i zniknął.

Gdzieś leżała jakaś pani. Spała. Malowałem jej nogę czarną farbą. Na stopę nie wystarczyło farby, więc pomalowałem na niebiesko. Ona niby się patrzyła, ale nadal spała. Nie obudziła się i nic nie zauważyła.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wyjrzałem przez okno mojego pokoju. Zobaczyłem wielką czarną chmurę przemieszczającą się nad dachami. To były tysiące wron. Nagle okno jakby wyszło na przód. W ogóle cały pokój zaczął się unosić i poleciałem za tymi wronami. Zrobiłem kółko nad blokami. Wrony znikły. Pojawiło się tylko kilka ptaków podobnych do mew. W moją stronę leciał czarny samolot i coś jeszcze, jakieś UFO.

Ludzie polecieli na jakąś daleką planetę. Obcy jeszcze z innej planety przylecieli i ich zaatakowali. Była mowa o tym, że do czegoś na tej planecie potrzebny jest jakiś twardy materiał. Ktoś zaproponował drewno. Ktoś inny powiedział, że lepiej diamenty. Jakiś naukowiec powiedział, że będziemy wydobywać je ze smartfonów, bo diamenty są stosowane w kolorowych ekranach smartfonów. Za oknem pokazano dzieci z telefonami. Ekrany wyświetlały teraz tylko w odcieniach szarości.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Leżałem obudzony w łóżku. Wstałem i zobaczyłem, że w moim pokoju unoszą się takie jakby chmury światła albo może duchy. Jednego ducha, który jechał na koniu chciałem uderzyć, ale nie mogłem, bo miałem spowolnione ruchy ręki. Poszedłem (a raczej przeniosło mnie) na balkon. Za mną szedł niebieski duch jakiegoś kolegi. Wyleciał poza balkon. Powiedziałem do niego "cześć". Potem sam zszedłem z balkonu i poszedłem na lewo. Za blokiem był gęsty las z ulicami pomiędzy drzewami. Ktoś jechał na wielkim pojedynczym kole. Była jeszcze druga osoba, jakaś dziewczyna, która jechała sportowym samochodem. Oni się spotkali ze sobą. Kiedy doszedłem do nich sen się skończył.

Za bardzo nie pamiętam co się działo na początku snu. Wiem, że był pokój, w którym mieszkało kilka osób. Znalazłem tam taką długą brązową tabletkę czy kapsułkę. Chciałem ją połknąć (nie wiem po co), ale nie mogłem znaleźć wody do popicia. Schowałem tylko do lewej kieszeni i zapomniałem o niej. Wyszedłem stamtąd pochodzić po szkole, bo to była szkoła. Wchodziłem po zewnętrznych schodach i tam było okno, które przenosiło do innego miejsca. Przeszedłem przez nie. Nie wiem co tam robiłem, ale potem wróciłem do tego pokoju w szkole. A tam zastałem jakichś starych dziadków. Okazało się, że to byli koledzy. Oni też znaleźli jakieś tabletki i je połknęli. Przez to się bardzo zestarzeli. Poza tym była tam jeszcze czarownica, która rzuciła na nich zaklęcie czy coś. Teraz siedzieli na ławeczce z telefonami. Ponoć dostali od tej starej czarownicy emeryturę i byli w sumie zadowoleni. Kiedy ta czarownica przyszła, schowałem się za szafę w rogu pokoju. Kilka razy przychodziła, aby coś sprawdzić. Poszedłem stamtąd szukać portalu do tego innego miejsca. Przejście miało się niby znajdować, gdzieś na schodach, ale ktoś za mną poszedł i udałem, że idę gdzieś indziej. Ten ktoś też zawrócił. Tam była winda, w której możliwe, że było to przejście, ale jednak nie wszedłem tam. Poszedłem, gdzieś indziej w końcu. Tam było biuro tej czarownicy, ale jej nie było tylko jakaś inna pani. Poszedłem schodami na górę. Widziałem okienko zasłonięte kartką i tam przechodziły różne osoby na drugą stronę. Jak nie było tej kartki to było to zwykłe okno, a z tą kartką można było przejść do "zapomnianego królestwa". Nikt ze zwykłych ludzi tego nie widział. Uczniowie podstawówki stali niedaleko i nawet jak się patrzeli w tą stronę to nie widzieli jak ktoś przechodził przez ten portal. Ktoś za mną przyszedł i czekał na coś. Nie wiem czy to była jakaś dziewczyna czy chłopak. Domyśliłem się, że chce przejść przez to okno. Powiedziałem, że wiele razy już przechodziłem, więc przeszedł. Ja za nim. Powiedziałem jeszcze, że go lub ją lubię. Tam było przez chwilę szaro i jakieś gruzy były. Chyba weszliśmy po jakimś czasie znowu do szkoły. To było jakieś podziemie czy coś. Było dużo osób. Zbliżał się lekarz czy ktoś taki. Kierowałem się na prawo. Widziałem wysokich ludzi albo raczej obcych. Pielęgniarki także tam były. Pewnie miały zrobić wszystkim jakiś zastrzyk. Ona/on powiedział, żebym się kierował w drugą stronę. Tak też zrobiłem. W tamtą stronę wszyscy właśnie szli. Obudziłem się.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Chodziłem po korytarzu jakiegoś budynku. Był to chyba szpital psychiatryczny. Dziwne to było. Widziałem lekarza. Na końcu korytarza usiadłem pod ścianą i obserwowałem co się działo. W kącie leżały jakieś śmieci. Ruszały się. Pod nimi siedziała jakaś istota. Ktoś rzucił w jej stronę jabłko lub coś podobnego. Rozprysło się. To stworzonko bardzo się zasmuciło. Podniosło się. Było podobne do dziewczyny, a raczej udawało dziewczynę. Rzuciło się na mnie. Okazało się wielką czarną modliszką. Chciała mnie zjeść zaczynając od twarzy. Ktoś ją zabrał ode mnie i odrzucił na poprzednie miejsce. Wstałem i zacząłem uciekać. Ta modliszka za mną biegła. Znowu mnie zaatakowała. Pamiętam, że była noc i lecieliśmy przy drzewach. Jakoś udało mi się zaplątać tą modliszkę w linki, które zwisały z jednego drzewa, a sam odleciałem. Potem znowu byłem w psychiatryku. Pomyślałem sobie, że pójdę do wyjścia. Były tam szklane drzwi. Powiedziałem pielęgniarce, że chcę tylko popatrzeć. Udało mi się przejść, a przeszedłem przez szybę jak przez gęsty płyn. Uciekłem. Jednak wróciłem po jakimś czasie. Zabrałem ze sobą jakąś dziewczynę, która też tam była. Razem uciekliśmy. Potem ona wchodziła na ośnieżoną górkę i zjeżdżała z niej na nartach.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Przechodzenie przez szyby mmmm?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wszędzie był śnieg. Wchodziłem na górkę ze śniegu. Musiałem się śpieszyć, bo na dole śnieg się topił i wychodziły krokodyle. Było ciężko, ponieważ miałem plecak i worek z butami, a górka była stroma. Poza tym we wchodzeniu przeszkadzał mi jakiś kolega. Chyba musiałem zaczynać dwa razy. Udało mi się wejść na górę, aż pod sam sufit, gdzie były rury i wejście do podziemi. Pod tymi rurami było bardzo nisko i nie wiem jak się ci inni koledzy się tam zmieścili. Po prawej stronie było jeszcze boisko. Poszedłem na lewą stronę i wszedłem do podziemi. Tam były takie jakby niestabilne kładki. Wszyscy po nich chodzili. Coś tam znaleźliśmy na drodze, jakieś pudełko. Ten kolega co mi przeszkadzał, dotykał mnie z tyły jakimś kijkiem. Weszliśmy do tuneli. Szedłem sobie tym ciemnym tunelem. Były tam różne wejścia. Jedno pomieszczenie było z dużą pralką albo czymś podobnym. Nagle wszyscy uciekają w drugą stronę. To wielkie szczury tu biegły. Też uciekam. Ucieczka była częściowo na zewnątrz, na trawie, potem znowu tunelem. Chyba nie zdążyłem wejść na schody i wyjść stamtąd. Wielki szczur mnie dogonił. Pamiętam jeszcze jak spadałem i wpadłem do tej wody z krokodylami. Niby mnie złapał jeden krokodyl za nogę, ale udało mi się wydostać na zewnątrz, na śnieg.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wchodziłem do lasu. Schodziłem w dół. Z drzew zwisały różne rzeczy. Nie widziałem pająków. Na końcu ścieżki było wejście do klatki schodowej. Wszedłem. Widziałem drzwi do piwnicy. Stało tam drewniane krzesło. Obróciłem je. Wyszedłem drugimi drzwiami. Znalazłem się w czyimś miejscu. Wyglądało to na otwarte mieszkanie, bez dachu. Zobaczyłem lustro wiszące na biurku. Cieszyłem się, że działa. Tak naprawdę nie pokazywało mnie, tylko twarz kogoś bardzo grubego. Dalej stała seria małych lusterek. Odbijały się w sobie. Jeszcze dalej, po lewej stronie, był jakiś ciemny pokój. Nie wszedłem tam, bo wiedziałem, że zamieni się to w koszmar. Szedłem sobie przez trawę w stronę czegoś podobnego do schodów. Miałem na sobie coś metalowego, przez co szło się bardzo ciężko. Na tym wielkim trawniku chodzili ludzie z wykrywaczami metali.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Poszedłem za blok w kierunku wschodnim. Chciałem iść do lasu. Zauważyłem tam bardzo dużo dzieci. Ktoś powiedział o wzroście mózgu. Niedaleko zobaczyłem ścieżki złożone z wody. Były też okrągłe baseny. Miałem iść taką wodną ścieżką. Powiedziałem, że nie mam klapek i będę iść na bosaka. Zdjąłem kapcie i je zostawiłem tam, a skarpety wsadziłem do kieszeni. No to szedłem ścieżką wody razem z innymi. Ścieżka była zaokrąglona. Jakiś chłopak uczepił się moich pleców. Odepchnąłem go. Potem ktoś inny się mnie uczepił znowu, ale za chwilę sobie poszedł. Myślałem pójść na głębszą wodę do tego basenu, ale nie było już czasu czy coś i trzeba było wracać. Ścieżka wody zawracała i już znalazłem się na jej początku. Było tam pełno pozostawionych butów i kapci. Szukałem moich kapci. Moje były brązowe. Ktoś mi je chyba zabrał. Wszystkie, które przymierzałem były o numer za małe. Widziałem kolegę Patryka. Coś do mnie mówił. Nie znalazłem kapci.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Byłem, gdzieś gdzie było błoto i woda. Naokoło chodziły koty. Jeden z nich, czarny, wspinał mi się po lewej nodze. Widziałem jak wbijał mi pazury. Odczepiłem go i uciekłem z tamtego miejsca. Podczas, gdy biegłem zauważyłem kota, który leżał u nogi kogoś. Noga była zakrwawiona. Był jeszcze inny, większy kot, który powoli sobie szedł. Dalej spotkałem rodziców, którzy byli młodsi niż w rzeczywistości. Otworzyli mi drzwi do domu. Jakoś trzeba się było tam przecisnąć, aby wejść i się szybko obudziłem.

Weszliśmy do klasy. Już kilka osób siedziało w ławkach. Miała to być lekcja informatyki. Trochę się dziwiłem, że jestem następny rok w szkole. Było za mało krzeseł i musieliśmy poczekać. Nagle jakoś te krzesła się pojawiły i usiedliśmy. Nauczyciel powiedział, że kto ma czapkę niech trzyma ją na ławce z tyłu. Miałem czarną czapkę, która leżała w prawym górnym rogu mojej ławki. Położyłem ją na ławkę z tyłu mnie. Kolega wziął moją czapkę i rzucił ją kilka ławek do przodu. Złapał ją drugi kolega i założył na głowie. Wstałem z ławki. Przeszedłem obok jakiejś dziewczyny i podszedłem do tego kolegi. Powiedziałem, że to nie twoja czapka i wziąłem ją. Obróciłem ją na drugą stronę i założyłem ją. Była teraz beżowa, a nie czarna. Pani nauczycielka coś mówiła.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1