NeuroWonderland
Kopałem kamienie na chodniku i one wskakiwały na to samo jedno miejsce, gdzieś na trawie. Ktoś się do mnie przyłączył i kopnął kamień i kamień znalazł się jakoś w tym samym miejscu na trawie. Potem nie wiem co się działo, gdzieś sobie poszedłem. Chodziłem między blokami i trafiłem do takiej prywatnej strefy czy coś. Tam był taki pan co siedział na niedźwiedziu. Gdy mnie zauważył zaczął mnie gonić na tym niedźwiedziu. Skoczyłem na dach, a on też wskoczył. No to powiedziałem, że sobie pójdę i wtedy przestał mnie gonić i pobiegł, gdzieś po dachach. Zeskoczyłem z dachu na dół i poszedłem w lewą stronę. Widziałem korzenie krzaków jakby ziemia była prześwietlona. Później miałem coś zrobić z czyimiś roślinami, chyba tego właściciela co gonił mnie na niedźwiedziu. Najpierw jednak szliśmy ścieżką w lesie. Znaleźliśmy coś, jakieś zwierzę, było okrągłe i wysokie jak drzewo, uśmiechało się. Nazwaliśmy je Bąbelek. Wróciliśmy do tych roślin. Miałem zapałki i podpalałem rośliny. Przyszedł tamten pan. Wiedział o tym dziwnym zwierzęciu i kazał nam go zabić. Nie chciałem tego zrobić. Znowu mieliśmy tam iść. Wziąłem psa właściciela tego miejsca i jakiegoś innego psa, który leżał na kocyku. Szliśmy tą ścieżką pomiędzy drzewami. To dziwne zwierzę zmieniło się w kota. Zabrałem go ze sobą. Był lekko niebieskawy. Zatrzymaliśmy się pod koniec ścieżki. Przyszedł jakiś chłopak i spytał się czy chcę porzucać kamieniami. Powiedziałem, że nie chcę. Pokazałem mu tego kota i powiedziałem, że tamten pan chce go udusić. Chłopak powiedział, że to wstyd. Oczywiście nikt nie udusi kota. Przyszła jakaś pani i poczęstowała nas ciastkami albo tostami z niewielką ilością polewy truskawkowej. Powiedziała, że mają dużo żelaza. Gdy ugryzłem ciastko, obudziłem się.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Obudziłem się i chciałem zapalić lampę, ale się nie dało. Wstałem więc. Ze ściany wystawała ręka. Chciała mnie zatrzymać, ale odepchnąłem ją. Wyszedłem z pokoju i poszedłem do pokoju siostry. Chciałem ją obudzić i zacząłem krzyczeć. Siostry nie było, były tylko koty, jeden przy ścianie, a drugi na łóżku (chyba). Ten przy ścianie wyszedł z pokoju. Też wyszedłem. Poszedłem do pokoju rodziców i też chciałem ich obudzić. Mama wyszła z pokoju i coś powiedziała. Słyszałem też jak siostra coś mówiła. Wyszedłem na klatkę schodową i zadzwoniłem pod trójkę. Mama mówiła, żebym za bardzo tak nie stukał. Otworzyła jakaś dziewczyna. Powiedziałem cześć, a ona odpowiedziała mi tym samym. Opowiedziałem jej co się stało w moim pokoju, że jakaś ręka wystawała ze ściany. Wtedy dziewczyna wskazała mi białe łóżko i się obudziłem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Szedłem korytarzem szkolnym, aby za chwilę wyjść ze szkoły. Myślałem o tym, że po szkole wypożyczę jakąś książkę i posłucham muzyki. Nagle zaczepia mnie mała dziewczynka. Mówi, abym poszedł z nią się pobawić. Dodatkowo jej matka prosi, abym się zgodził. Pomyślałem, że mogę poświęcić godzinę na zabawę. Zgodziłem się. Wyszliśmy ze szkoły i przeszliśmy przez ulicę. Widziałem drzewa. Pobiegłem za dziewczynką. Weszliśmy do jakiejś budki. Tam byli już jej koledzy i koleżanki. Dziewczynka wskazywała zasuwkę od drzwi. Nie wiem o co chodziło. Potem powiedziała do jednego z jej kolegów o tym jak wybrała mnie do zabawy. Pokazała na jakąś metkę znajdującą się na moim plecaku. Nie wiem na czym polegała zabawa, ale pamiętam, że usiedliśmy w kółku i zrobiło się ciemno. Później znowu szedłem w szkole i niosłem wielki kij, który miał być przeznaczony na strzały do łuku. Widziałem matkę dziewczynki. Ktoś ponoć uderzył ją bananem. Myślałem, że to ja tym kijem ją dotknąłem, ale na szczęście nie. Dalej nie wiem co się działo.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Jacyś ludzie przeskakiwali nad moim łóżkiem, ale się nie uświadomiłem. Myślałem, że to nie sen.

Szedłem w nocy po mieście z jakimś kolegą. Skręciliśmy w lewą stronę. Tam stali jacyś jego znajomi. Sprzedawali narkotyki. Jeden z nich pokazał nam tacę z marihuaną. Drugi miał tacę z różnymi czekoladami pomieszanymi z narkotykami. Kolega wziął jakąś czekoladę. Ten, który mu dawał to, powiedział, że następnym razem będzie musiał zapłacić 3000zł. Widziałem dużą milkę i kit kata. Chciałem coś dla siebie wziąć, ale jakoś nie dosięgłem i nic nie wziąłem. Zrobiło się jasno. Szedłem już sam. Senny wiatr wwiał mnie przez okno do jakiegoś mieszkania. Chciał mnie wepchnąć do ciała noworodka, ale się mu nie udało i tylko stanąłem obok. Przy tym dziecku leżało drugie. Przez chwilę widziałem, że ma czarny zarost na twarzy. Przyszła ich matka i zaczęła się nimi zajmować. Po lewej stronie siedział doktor. Zrobił im zastrzyk z jakąś szczepionką i dał różowe naklejki na ramię. Do tej pory myślałem, że jestem niewidzialny, ale się myliłem. Doktor się mnie spytał jaki smak ma jedzenie meksykańskie. Odpowiedziałem, że umami. Ten powiedział, że raczej nie. Dodatkowo oni dają sos barbecue. Ja powiedziałem, że wolę jakiś łagodniejszy. Powiedział jeszcze, że w tej restauracji jest taka jedna dziewczyna. Potem ten doktor wychodził z domu z chłopcem właśnie do tej meksykańskiej restauracji. Powiedziałem, że też chcę iść.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Byłem w jakimś domu. Byli mama i tata. Nagle coś zaczęło się dziać z szafką w kuchni. Okazało się, że tam jest w tej szafie przejście dokoś i winda i coś dziwnego chciało się do nas przedostać. Krzyczę do rodziców, że to zaraz tu będzie. Już wyrwało jakby deseczkę w przejściu. Wyglądało jak jakiś duży ptak. Bardzo się tego bałem. Weszło do szafy od tamtej strony przejścia i wyszło tutaj. Zaczęło się zmieniać. No i zaraz stało się ładną dziewczyną w ciemnym ubraniu. Miała różnokolorowe oczy. Potem byłem w szkole. Szedłem z małą dziewczynką. Znaleźliśmy windę z przejściem do tamtego miejsca z szafy. Powiedziałem, aby tam weszła i sama zobaczyła co tam jest, bo ja się nie zmieszczę. Wyszedłem z windy i szedłem schodami do góry. Jakoś ciężko się szło i spojrzałem do tyłu. Szedł za mną ktoś niepełnosprawny i jakoś się mnie uczepił. Powiedziałem żeby mnie puścił, bo chcę sam iść. Trafiłem na salę sportową, która była jakby jednocześnie kościołem albo teatrem. Wszedłem z kimś na scenę. Ten ktoś dołączył do pozostałych, którzy tańczyli i śpiewali. Ja nie chciałem śpiewać i tylko usiadłem na krześle. Jakaś dziewczyna ze sceny była na mnie zła. Na sali nie było już prawie nikogo, tylko moja mama. Pomyślałem, że to nawet nie ma sensu występować na scenie. Poszedłem to powiedzieć mamie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc, ciemno. Były jakieś zabawy na łóżkach. Nie pamiętam na czym polegały. Przyszło coś niepokojącego, duch czy coś. Wyglądało jak przezroczysty słup energii. Chwyciłem to i chciałem zgnieść. Po chwili zniknęło. Powiedziałem o tym innym. Było jakieś grzebanie palcem w piasku w łóżku. Sen przeniósł się do szkoły. Znalazłem 2zł, niby właśnie wygrzebane. Kolega powiedział, że to jego, a ja wiedziałem, że to nieprawda. Kłócił się ze mną o to. Powiedziałem, patrz tam leży 50gr, ale nie wziął. No to ja wziąłem. I dalej leżało następne 50gr, podniosłem je. Zrobiło się jakieś zgromadzenie. Koleżanka powiedziała, że to o szczepionkach i, że też powinienem się jeszcze raz zaszczepić. Powiedziałem, że już nie potrzebuję. Był ktoś kto chciał mnie przewrócić, ale się mu nie udało. Uderzyłem go i odepchnąłem. Nie oddał mi, tylko sobie poszedł gdzieś. Coś wybuchło. Powiedziałem o tym panu co mówił o szczepionkach. Potem poszedłem szkolnym korytarzem, aż do torów. Przyjechał pociąg, był cały czarny. Niby to ten co chciał mi zrobić krzywdę to zrobił, podłożył bomby czy coś. Powiedziałem o tym mamie i siostrze płaczliwym głosem. Później nie wiem co się działo, ale przeniosło mnie do dziwnego pomieszczenia, gdzieś wysoko. Jak w grze sterowałem jakąś postacią, jakąś dziewczyną najpierw, a potem psem. Naciskałem na jakieś przyciski na podłodze i otwierały się drzwio okna, których było trzy i wtedy robiło się jaśniej. Jednak, aby nie wypaść z wysokości, zamknąłem je, ale nie do końca. Był ten kolega, który kłócił się o dwa złote. Chciał, aby otworzyć do końca. Nagle zostało odkryte ukryte przejście. Ja razem z dwoma bananami ześlizgiwaliśmy się z jakiejś pochyłości w lewo. Te banany coś mówiły. Jeden przeskakiwał nad drugim. Chwilę trwało to ześlizgiwanie się, aż tu nagle, tak jakbyśmy się obudzili, znaleźliśmy się w klatce wielkości balkonu. Czułem się oszukany. Na środku podłogi leżały te dwa banany. Świeciło mocne słońce i było gorąco. Na klatce siedziały głodne małpy, więc nie było mowy, aby się jakoś przecisnąć przez kratki, bo wiadomo, że małpy zjadłyby te gadające banany. Okazało się, że w klatce jest z boku dziura. Wskoczyły wtedy do środka dwa wilki. Chciałem jednego kopnąć, a ten ugryzł mnie w lewą stopę. Podszedłem do okna i położyłem na parapet te dwa banany, były lekko już pęknięte przy końcówkach. Zacząłem jakoś od zewnątrz otwierać okno i przerzuciłem te banany do środka. Gdy udało mi się otworzyć większą część okna, sam wskoczyłem do środka. Znalazłem się na polnej drodze obok przystanku autobusowego. W piachu leżały te dwa banany, całe już pęknięte czyli nieżywe. Poszedłem wzdłuż drogi. Niedaleko było duże polne boisko położone na wzniesieniu. Koledzy grali w piłkę nożną. Ktoś zawołał do mnie, że skoro jestem już ubrany, czyli mam krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawkiem, to mogę z nimi zagrać. No to więc zaczęliśmy grać. Udało mi się strzelić gola bardzo łatwo, bo bramkarz stał nieruchomo. Piłka wyleciała z boiska i krążyła wokół niego daleko. Było widać drzewa. Jak się przybliżyła dwóch kolegów prawie ją złapało. Przyciągnąłem ją telekinetycznie. Pamiętam jeszcze, że oglądałem w dużym pokoju na laptopie film akcji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Siedziałem w szkole przy ławce. Miałem laptopa. Nagle zauważyłem, że system zaczął się jakoś dziwnie zachowywać, zmieniał wygląd kilkakrotnie, włączały się jakieś okienka. Wiedziałem, że to wirus. Otworzyłem menu start, a tam różne dziwne aplikacje się instalowały. Antywirus nie działał. Powiedziałem o tym koledze, a on wszedł na stronę o nazwie jak jakiś program, który się zainstalował i zainfekował następny komputer. Pomyślałem, że jak się obudzę to problem zniknie. Oczywiście nie uświadomiłem się wtedy. Wstałem i przeszedłem się po sali. Na wszystkich komputerach było coś nie tak, zamazany obraz. Na jednym komputerze wszedłem w menu start do jakiegoś folderu i tam było dużo ikonek z białymi literami. Usunąłem je. Pojawiło się jakieś okienko. Lepiej, aby nie klikać nawet na X do wyłączenia okien, ale ja coś zaznaczyłem i kliknąłem. Pojawiła się jakaś informacja i zaczęły się instalować następne programy. Podszedłem do stanowiska z dwoma dużymi monitorami. Tam była ta strona o tym wirusie. Pokazywały się jakieś ustawienia. Niby można było tam zamówić sobie tego wirusa z dowolnymi ustawieniami. Zaczęły pojawiać się rożne filmiki. Powiedziałem do kogoś, że to przecież porno. Później poszedłem na lekcję fizyki, na której to była nauczycielka od programowania. Była na coś zdenerwowana. W papierowym zeszycie uruchomiłem skaner antywirusowy i położyłem na inne zeszyty. Miał chyba być z czegoś sprawdzian. Nauczycielka odciągnęła mnie razem z krzesłem z ławki. Obudziłem się wtedy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Sprawdzałem czy i-sen już działa. Okazało się, że był tylko czat. Czat ten był ukryty w choince. Naokoło choinki były twarze jakichś dziewczyn. Jedna, ta po lewej, powiedziała, że jest w ciąży. Były też okrągłe przyciski, które coś robiły po najechaniu na nie. Na czacie napisałem wtf xD. Literki kilka razy się zmieniały i nie wiem czy się wysłało czy nie. A miało to polecieć w górę drzewka. Stanąłem na ławce (takiej szkolnej) i sam zacząłem lecieć na niej w górę choinki. Ogólnie choinka wydawała się bardzo wysoka. Tam na wyższym piętrze siedziały jakieś ptaki, tak widziałem z dołu. Jak podleciałem do góry to zobaczyłem, że tam są stare szafki z dużego pokoju. Jakiś kij wystawał i prawie go złamałem. Jak otworzyłem szafkę znalazłem dwie złote monety zamknięte w takim plastiku, schowałem je do lewej kieszeni. Zbliżali się jacyś ludzie. Chciałem zejść, ale wyszło na to, że już stoję na podłodze. Wszedłem na ławki tam ustawione i szedłem. Jakaś pani tam sprzątająca spytała się o jakiś brud. Odpowiedziałem, że to już tak było i na dodatek starałem się niczego nie zniszczyć. Podszedłem do okien. Na półce leżał snickers. Otworzyłem go, ale nie mogłem ugryźć, bo był za twardy. Wyrzuciłem go. Na parapecie ktoś leżał i płakał. Obok niego stała jakaś dziewczyna. Powiedziałem im, że przez te okna można stąd uciec. Od razu ten kto płakał się rozweselił. Za oknem widać było łąkę i jakieś zwierzęta. Ale zamiast wyskakiwać przez okno, przestawiłem krzesła i rozszczelniłem okna, aby wywietrzyć salę. Potem jeszcze widziałem dziewczynę, która miała zabawkowe, sprężynujące nogi.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1