30-03-2022, 15:01
Zwracam się z prośbą o interpretację
Miałem dzisiaj dość dziwny sen. Nie pamiętam go całego. Wiem, że jakiś był wcześniejszy kontekst, coś robiliśmy. Potem byłem w domu mojej koleżanki (choć w nim nigdy nie byłem). Nagle pukają sąsiedzi, koleżanka uchyla drzwi, nie wpuszcza ich całkiem, wygląda to tak jak jest ten zamek na łańcuszku to ona go nie otwiera tylko zza uchylonych drzwi na nich patrzy sąsiedzi (to chyba starsza 60-letnia matka i 30-40 letnia córka) są źli na nią ponieważ coś gotuje, chyba jakieś warzywa (groch, kapustę czy coś) i zapach przenika do nich i byli z tego powodu bardzo źli (to było dziwne, że z powodu takiej błahostki byli zdenerwowani). W pewnym momencie sąsiadka (ta starsza) na siłę wchodzi do środka i rozrywa ten zamek na łańcuszku (łańcuszek się urywa). Ja momentalnie mam taki dość krótki nóż, który wbijam jej w szyję. Ona staje jak zmrożona i upada, to było takie nagłe, szybkie, proste i niespodziewane. Następnie ta sąsiadka-córka widząc co się stało, ze strachu ucieka. Jestem na korytarzu/klatce schodowej (taka rozbudowana ta klatka schodowa, z takim jednoczesnym korytarzem) i zaczynam jej szukać, ale jest tam dość tłoczno jest kilka mieszkań, ale na klatce piętrze jest trochę ludzi, w tym jakiś sanitariusz i ochroniarz (nie wiem dlaczego oni tam są, tak jakby to niby było mieszkań, a trochę jak jakiś szpital), sanitariusza atakuje i zadaje mu cios nożem, tak samo ochroniarza atakuje z zaskoczenia, bo boję się, że coś podejrzewają (dziwne jest to, że mimo, że ich atakuje to jakoś na innych nie zwracam uwagę, ani oni na mnie czy ochroniarza lub sanitariusza). W końcu spotykam sąsiadkę i też ją atakuje. Dziwne jest to, że gdy wracam do siebie to myślę, że nikt się nie dowie, zabiłem dwie osoby - po prostu to wiem, zaatakowałem kolejne dwie, ale one żyją i też nie wiem skąd wiem, że żyją, chyba po prostu były postronne i chciałem żeby żyły, bo były raczej niewinne, nie to co nieuprzejme sąsiadki. Dopiero potem przychodzi list (jakieś zawiadomienie) o popełnieniu przestępstwa - zabójstwo dwóch osób (dwie sąsiadki i ranienie dwóch - sanitariusz i ochroniarz. Dziwne było to, że nie od razu mnie zgarnęli i przysłali list. Z kimś jeszcze rozmawiam, z kimś bliskim na temat tego listu, może z tą koleżanką.
Z góry dzięki za interpretacje.
Miałem dzisiaj dość dziwny sen. Nie pamiętam go całego. Wiem, że jakiś był wcześniejszy kontekst, coś robiliśmy. Potem byłem w domu mojej koleżanki (choć w nim nigdy nie byłem). Nagle pukają sąsiedzi, koleżanka uchyla drzwi, nie wpuszcza ich całkiem, wygląda to tak jak jest ten zamek na łańcuszku to ona go nie otwiera tylko zza uchylonych drzwi na nich patrzy sąsiedzi (to chyba starsza 60-letnia matka i 30-40 letnia córka) są źli na nią ponieważ coś gotuje, chyba jakieś warzywa (groch, kapustę czy coś) i zapach przenika do nich i byli z tego powodu bardzo źli (to było dziwne, że z powodu takiej błahostki byli zdenerwowani). W pewnym momencie sąsiadka (ta starsza) na siłę wchodzi do środka i rozrywa ten zamek na łańcuszku (łańcuszek się urywa). Ja momentalnie mam taki dość krótki nóż, który wbijam jej w szyję. Ona staje jak zmrożona i upada, to było takie nagłe, szybkie, proste i niespodziewane. Następnie ta sąsiadka-córka widząc co się stało, ze strachu ucieka. Jestem na korytarzu/klatce schodowej (taka rozbudowana ta klatka schodowa, z takim jednoczesnym korytarzem) i zaczynam jej szukać, ale jest tam dość tłoczno jest kilka mieszkań, ale na klatce piętrze jest trochę ludzi, w tym jakiś sanitariusz i ochroniarz (nie wiem dlaczego oni tam są, tak jakby to niby było mieszkań, a trochę jak jakiś szpital), sanitariusza atakuje i zadaje mu cios nożem, tak samo ochroniarza atakuje z zaskoczenia, bo boję się, że coś podejrzewają (dziwne jest to, że mimo, że ich atakuje to jakoś na innych nie zwracam uwagę, ani oni na mnie czy ochroniarza lub sanitariusza). W końcu spotykam sąsiadkę i też ją atakuje. Dziwne jest to, że gdy wracam do siebie to myślę, że nikt się nie dowie, zabiłem dwie osoby - po prostu to wiem, zaatakowałem kolejne dwie, ale one żyją i też nie wiem skąd wiem, że żyją, chyba po prostu były postronne i chciałem żeby żyły, bo były raczej niewinne, nie to co nieuprzejme sąsiadki. Dopiero potem przychodzi list (jakieś zawiadomienie) o popełnieniu przestępstwa - zabójstwo dwóch osób (dwie sąsiadki i ranienie dwóch - sanitariusz i ochroniarz. Dziwne było to, że nie od razu mnie zgarnęli i przysłali list. Z kimś jeszcze rozmawiam, z kimś bliskim na temat tego listu, może z tą koleżanką.
Z góry dzięki za interpretacje.






?