5:45
Jestem z bratem ciotecznym w okolicach przejazdu kolejowego. Jeździmy rowerami po szerokim drewnianym pomoście. Po środku niego są tory, a pomiędzy nimi deski są rzadko i musimy uważać, żeby nie wjechać w dziury. Dojeżdżamy do wąskiej przepaści w pomoście, co nie pozwala nam przejechać dalej. Jednak zauważamy wyskocznie i z rozpędem powinno nam się udać przedostać na drugą stronę. Nie wiem dlaczego, ale bierzemy jakiś klej (różowe gluty) i rzucamy na drugą stronę. Brat od niechcenia rzucił nim z daleka i nie trafił tam gdzie chciał, ja natomiast podszedłem do samej krawędzi przepaści i umiejscowiłem go tam gdzie trzeba, czyli w miejscu lądowania. Potem nadleciał jakiś ptak, który coś zrobił, ale nie pamiętam co (może zabrał klej), ja bliżej przyglądając się wyskoczni uznałem, że się nie nadaje. Odjechałem gdzieś w bok i znalazłem inne przejście. Wjechałem na niewielką górkę, a za nią byli piraci z gry, z którymi zacząłem walczyć.
![[Obrazek: depositphotos_40266339-stock-photo-vinta...-chain.jpg]](https://st.depositphotos.com/1725497/4026/i/450/depositphotos_40266339-stock-photo-vintage-pocket-watch-on-chain.jpg)
Oglądam akcje snu z trzeciej osoby. Korytarz szpitalny. Detektyw Monk spotyka się z pewnym jegomościem (nazwijmy go Doktorem), który ma bujne owłosienie twarzy oraz okulary. Monk mówi, że cieszy się ze spotkania i bardzo go szanuje. Po przywitaniach zaczynają iść korytarzem. Daje się słyszeć dziwne odgłosy. Monk rozpoczyna dialog z Doktorem, delikatnie przekazując mu, że "zaraz coś jebnie". Doktor nie wydawał się zaskoczony. Nagle coś wybuchło. Obydwaj dżentelmeni wyciągnęli zegarki na łańcuchach i zgodnie stwierdzili, że mają około 30 sekund zanim zostaną skażeni i wyzioną ducha. Rzucili się do ucieczki i teraz byłem w ciele jednego z nich. Na zewnątrz szpitala, było moje podwórko, obydwoje wsiedliśmy na ciągniki (mój stał trochę dalej). Zapiąłem czwarty bieg i zacząłem jechać za moim kompanem. Wyjechaliśmy na drogę, miał nade mną sporą przewagę odległości i nie mogłem go dogonić.
7:00
Jestem w burdelu, zostały mi przedstawione kandydatki, ale w pokoju na końcu korytarza siedziała dziewczyna, która interesowała mnie bardziej. Miałem zamiar do niej pójść, ale wybrałem jedną z kandydatek. Leżała na brzuchu dumnie prezentując swój krągły walor. Przekręciłem ją na plecy, ale nie znalazłem niczego lepszego, więc zabrałem się od pierwotnej strony. Po kilku posunięciach, uznałem, że sprawy idą zbyt szybko. Odszedłem więc i poszedłem szukać dziewczyny, która wcześniej zwróciła moją uwagę. Była w pokoju, naga lub w moment rozebrałem ją wzrokiem (dosłownie). Zacząłem ją dotykać między nogami. Potem pośliniłem palec wskazujący i serdeczny patrząc jej głęboko w oczy. Sięgnąłem do jej kobiecości i zacząłem wsuwać swoje dwa narzędzia przyjemności. Na moment uznałem, że zacząłem zbyt pochopnie i wyciągnąłem jeden palec, ale zachowanie partnerki wskazywało na to, że potrzebuje również drugiego. Postanowiłem, że przyspieszę tak jak
to robię ze swoją dziewczyną widziałem na filmach edukacyjnych. Jednak nie szło tak jak powinno bo było zbyt ciasno, więc znowu odwołałem jednego żołnierza i szło jak powinno. Po chwili mi się znudziło ( i partnerce chyba też), dlatego uzupełniłem skład o brakujące ogniwo i rozpocząłem dalekie loty swym latawcem, aż zabrakło mi sznurka. Ileż można było się starać o kobiece uniesienia, a samemu o suchym pysku leżeć. Oznajmiłem, więc niewiaście, że niebawem ją zadzietnię. Odparła, że ona już zadzietniona. Lecz czynność już postanowiona i faktem się stała. Jednym celnym pchnięciem i miłość się rozlała.