Kino mojego umysłu
#1
Będę wrzucał co ciekawsze sny wygenerowane przez mój mózg  :P
Cytat:Początku snu dokładnie nie pamiętam. Była noc, a ja siedziałem w samolocie. Leciliśmy do Hiszpanii. W między czasie odkryłem, że idąc spać mogę cofnąć czas, ale przy okazji zmieniam również swoje położenie w przestrzeni tak jakbym trafiał do podobnej, lecz alternatywnej rzeczywistości. Cofnąłem w ten sposób czas dwukrotnie, a w między czasie na swojej konsoli Nintendo Switch wpisałem kod, który odblokowywał mi za darmo usługi online.
Cofnąłem czas raz jeszcze. Tym razem znalazłem się po prawej stronie samolotu, gdzieś w połowie długości. Spojrzałem na zegarek. Nie pamiętam która była godzina, ale wiem że cofnąłem się o 3 godziny. Chciałem zajrzeć do swojego plecaka, jednak okazało się, że plecak był po drugiej stronie, na przeciwko, pod fotelem innego pasażera. Zastanawiałem się czy tam sięgnąć czy nie, ale finalnie zrezygnowałem.
Wstałem z fotela i poszedłem do toalety, było tam malutkie lotnicze okienko na które nie zwróciłem żadnej uwagi. Po wyjściu z toalety zauważyłem, że kokpit pilotów nie jest oddzielony od sekcji pasażerskiej, więc podszedłem do dziobu i podziwiałem jak majestatycznie wygląda lot z tej perspektywy. Właśnie podchodziliśmy do lądowania i samolot swoim lewym skrzydłem zahaczył o dach wieży kościelnej. Szarpneło całym samolotem, a silnik stanął w płomieniach.
Piloci próbowali zapanować nad samolotem, jeden warknął do mnie "Nie widzisz co się dzieje? Spierdalaj stąd i się chowaj!". Wybiegłem z kokpitu, udając się do sekcji ogonowej kierując się logiką, że skoro to wypadek przy lądowaniu to większość siły będzie na dziobie. Padłem na ziemie, rękoma i nogami zaparłem się o ścianę i barek na tyle mocno by mną nie rzucało jak szmacianą laleczką podczas awaryjnego lądowania.
Przez okno zobaczyłem, że samolot osiadł na płycie lotniska, jednak prędkość była na tyle duża, że po chwili znowu się oderwaliśmy od ziemi. Za chwilę znowu poczułem szarpnięcie pojazdem, a przez okno widziałem, że znowu mieliśmy kontakt z podłożem. Tym razem już skutecznie ponieważ samolot już się nie oderwał. Zamiast tego pojawił się kolejny problem - piloci utracili kontrolę nad jednostką, a samolot zjechał z pasa lotniska. Przed nami był budynek i nic nie wskazywało na to byśmy wyhamowali.
W swej beznadziejności obserwowałem jak ściana nieubłaganie się do nas zbliża. Zamknąłem oczy i poczułem mocne szarpnięcie. Odziwo o wiele słabsze niż te którego się spodziewałem. Ręce mnie bolały od siły którą włożyłem w zaparcia się o ścianę, ale jakbym nie patrzył to przeżyłem. Nawet przypomniałem sobie tutaj o mojej zdolności do cofania czasu, chociaż dyskusyjne by było czy zasnąłbym w takiej sytuacji. Ale za to narodziła mi się kolejna myśl - by cofnąć czas i przeżyć katastrofe raz jeszcze tym razem nagrywając to wszystko.
-Hah! Chłopaki bez tego mi nie uwierzą! - pomyślałem.
Jednak szybko doszły do mnie głosy rozsądku, że nie wypada naduzywać swojej zdolności, a swój udział w katastrofie udowodnię znajomym innymi sposobami - przecież na pewno będzie głośno w wiadomościach, a znajomi wiedzą, że miałem lot tym samolotem.
Wstałem z podłogi, zobaczyłem swojego ojca, który z niepokojem stał na płycie lotnika i wypatrywał mnie wśród żywych rozbitków. Nie trzymając go dłużej w niepewności, wybiegłem z samolotu i rzuciłem się w jego ramiona. Obaj płakaliśmy.

Sceneria snu się zmieniła. Byłem w futurystycznym biurze. Wszedzie było jasno, ściany białe za oknem słonecznie. Rozmawiałem o czymś ze współpracownikami. Kątem oka zauważyłem krzyż chrześcijański, gdzieś dalej widziałem przedmioty innych kultur i religii.
-Międzynarodowy wielokultowy zespół mamy - pomyślałem.
-Hej, musi pogadać. W cztery oczy - powiedziała koleżanka. Miała czerwono-rude włosy i stylistycznie przypominała nieco jak postać z jakiegoś anime.
Pamiętam, że nie darzyliśmy siebie wzajemnie jakąś szczególną sympatią, ale też nie można powiedzieć, że się nienawidzimy. Między nami była bardziej chłodna neutralność, więc skoro chciała o czymś ze mną prywatnie porozmawiać, to wzruszyłem tylko ramionami i wyraziłem zgodę.
Koleżanka złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła tak jakby chciała mnie wyprowadzić z pomieszczenia i udać się do konkretnego miejsca. Z racji na to, że siedziałem to szybko wylądowałem na podłodze. By nadać sytuacji nieco komizmu i podrażnić swoją koleżankę zdecydowałem że nie wstanę z tej podłogi pozwalając by przeciągnęła mnie po podłodze przez metr czy półtora. Współpracownicy się na nas patrzyli, kątem oka zobaczyłem również, że koleżanka patrzy się na mnie z podirytowaniem, więc z uśmieszkiem na twarzy wstałem i wytrzepałem się wolną ręką.
Koleżanka dalej trzymając mnie za nadgarsket wyprowadziła z pomieszczenia a ja w między czasie zastanawiałem się o czym tak bardzo chce porozmawiać, jednocześnie ledwo utrzymując własną równowagę. Całość wyglądała jak scena z typowego anime z elementami szkolnego romansu. Wyprowadzony z pomieszczenia ledwo nadążam za koleżanką, która dalej ciągnęła mnie za rękę. Na korytarzu weszliśmy schodami na górę. Minąłem się tam z gościem, który prześladował mnie w podstawówce. Nie zwrócilem na niego szczególnej uwagi, jednak kątem oka widziałem jego zdziwienie.
Na kolejnym piętrze koleżanka zawlokła mnie do damskiej toalety. Bardzo się zdziwiłem i nie będę ukrywał, że w tym momencie miałem bardzo jednoznaczne myśli. Gdy znaleźliśmy się w pierwszym segmencie toalety (tam gdzie są umywalki) to w końcu puściła mój obolały nadgarstek i gwałtownie przyśpieszyła wchodząc do drugiego segmentu toalety (tam gdzie są kabiny). Doszedłem do drzwi, które zdążyły już się za nią zamknąć i otworzyłem je. Ku mojemu zdziwieniu, mojej koleżanki już nie było, zniknęła. W tym momencie zobiłem chyba coś co wymagało ode mnie 200 IQ. Zupełnie nie wiedząc co za chwilę się stanie - otworzyłem drzwi, trzasnąłem nimi nie wchodząc do środka i otworzyłem raz jeszcze. I to co zobaczyłem mnie przeraziło. Zobaczyłem zaa framugi drzwi rękę koleżanki, która chciała mnie dźgnąć nożem. Sądzac po kącie natarcia celowała w szyję. Ale przez to, że nie wszedłem do środka tylko pozostałem w pierwszym segmencie toalety, zamiast mnie to dźgneła powietrze.
Poczułem gwałtowny przypływ adrenaliny. Na tyle silny, że poczułem ukucie w klatce piersiowej. Zanim się obudziłem pomyślałem
-Heh, sama musiała spanikować, skoro nie patrzyła na to co dźga
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Plus za odblokowanie usług online za darmo oraz wytrzepanie się wolną ręką.
mindfulness-based stress induction
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Bardzo przyjemnie się czytało ten opis snu, jak gdyby to był fragment z książki :)
Co do zakończeniowego plot twistu, to masz nauczkę żeby nie chodzić z byle kim do toalety :P
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Dziś miałem LD... no prawie. W sumie to nie wiem jak to zakwalifikować. Bo świadomość miałem jak najbardziej, ale myślałem, że dalej jestem na etapie hipnagogów. Dopiero po pobudce zdałem sobie sprawę, że wszedłem już w sen.
Pewnie się zastanawiacie jak to możliwe, że nieodróżniam snu o hipnagogów (bo dosyć często takie sytuacje mam). Mianowicie dominującymi moimi hipnagogami są hipnagogi kinetyczne, a nie wzrokowe. Mniej lub bardziej z tego tytułu moje sny uzyskane drogą WILDa są ślepe - częściowo lub całkowicie, więc przynajmniej na początku snu, przed "włączeniem grafiki" operuję zmysłem dotyku i równowagi. Drugim fun factem jest to, że ja swoimi hipnagogami kinetycznymi potrafię sterować już na samym początku. Potrafię zmieniać pozycję swojego ciała, kontrolować pojedyncze kończyny, a nawet potrafię zwinąć swoje ciało w kulkę. Nie potrzebuję być we śnie by częściowo zachowywać się jakbym w tym śnie był, tak więc początek snu od hipnagogów różni się bardziej zaawansowaną i płynniejszą kontrolą. Muszę zauważyć, że to co robię ze swoim ciałem jest już na tyle płynne i swobodne, że mogę uznać, że to sen.


Po za powyższym, wczoraj miałem sen o LD. W żadnym wypadku świadomy nie byłem, ale w głowie miałem myśli o tym że śnię. Co ciekawe, sen ten kwalifikuje się do bardzo detalicznych, tym bardziej że angażował on zmysły które na codzień w moich snach nie występują (smak, węch, dotyk). Niestety ze względu na tematykę pozwolę sobie nieopisywać tego snu.
Jako substytut poniżej zamieszczam sen z dnia 20 marca 2023:
Cytat:Nie pamiętam początku swojego snu. Spacerowałem sobie w środku nocy, w nieokreślonym mieście. Towarzyszyła mi piękna kobieta, która fabularnie była moją serdeczną przyjaciółką, jednak w rzeczywistości kompletnie jej nie znam. Wybiegła przede mnie, na odległość około 20-30 metrów.
-Hej! Zaczekaj na mnie - zawołałem.
Towarzyszka odwróciła się i serdecznie się uśmiechnęła. Podszedłem do niej.
-Wiesz... Bardzo Cię lubię - powiedziała nieśmiało mając ręce za plecami.
-Czuję to samo do Ciebie. Jesteś dla mnie specjalna.
-Na prawdę?!
-Oczywiście!
Spojrzałem na jej promieniejącą twarz i położyłem dłonie na jej barkach. Miała długie, jasno brązowe włosy i gęste rzęsy. Światła latarni ulicznych odbijały się w jej niebieskich oczach.
-Co powiesz na to byśmy jutro się spotkali? - Zaproponowałem.
-Brzmi wspaniale!
Zacząłem czuć bardzo silne, dziwne lecz jednocześnie miłe uczucie. Moje serce kołatało.
-Łał. To chyba musi być miłość. Nigdy wcześniej się tak nie czułem - pomyślałem.
Moja przyjaciółka, a bardziej już dziewczyna, chwyciła za moją dłoń i razem wspieliśmy się na pobliskie wzniesienie. Do końca snu siedzieliśmy razem na trawie. Ona podziwiała gwieździste niebo ja z kolei bacznie obserwowałem zupełnie obce dla mnie uczucie, niemalże medytując nad tym.

Jako bonus dodam, że podkoniec stycznia (nie pamiętam który dokładnie dzień, coś pomiędzy 28 a 30) miałem krótki świadomy sen. Generalnie nic się tam nie działo, po za tym, że modelowałem swoją twarz w lustrze xD Styczeń zamknąłem z 3 LD'kami na koncie ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
Dziś miałem bardzo długiego LDka. Całość trwała około 20 minut 

Cytat:Leżałem w łóżku czekając jeszcze na hipnagogi. W pewnym momencie poczułem jak zaczęło mną obracać i przesuwać w przestrzeni, jednak tym razem, zamiast bawić się hipnagogami, po przez wpływanie na nich siłą woli, tak jak mam w zwyczaju, kompletnie się rozluźniłem i pozwoliłem, by te robiły z ze mną co tylko chcą. Było to na swój sposób relaksujące. Nie zwróciłem uwagi na moment w którym hipnagogi się uspokoiły i mnie odstawiły na łóżko, tak samo jak nie zwróciłem uwagi na to jak długo jeszcze leżałem w łóżku w bez ruchu. Zauważyłem jednak, że przez chwilę widziałem swój pokój (a raczej salon, bo w salonie WILDowałem) z pozycji leżącej. Delikatnie uniosłem rękę i zrobiłem test po przez zatkanie nosa.
-A więc udało się - pomyślałem z lekką satysfakcją.
W tym momencie oficjalnie jestem we śnie. Przez jakiś czas zastanawiałem się co zrobić by nie zostać z tego snu wyrzuconym, tak jak najczęściej to bywa. Zachowałem spokój, a wszystko co robiłem robiłem powoli, flegmatycznie skupiając się jednocześnie na odczuwanych bodźcach. Nie usiłowałem robić żadnych specjalnych rzeczy po prostu leżałemna swoim łóżku delektując się zmysłem dotyku. Naturalnie nie leżałem sztywny jak kłoda tak jakbym chciał raz jeszcze wykonać WILDa, a bez przeszkód, zgodnie z własnym komfortem zmienialem swoje pozycje a nawet układałem poduszki w różny sposób.
W między czasie pojawiał się i znikał zmysł wzroku. Również i to obserwowałem. Raz było ciemno i nic nie widziałem, a raz było jasno jak za dnia. Nawet przezchwilę myślałem że się obudziłem, jednak regularnie robiłem testy, więc nie dałem się na to nabrać. Innym razem ze zdziwieniem obserwowałem że wszystko co widzę jest bardzo rozmanazane, wręcz rozpikselowane, jednak przez większość czasu byłem we śnie po prostu ślepy.
Wstałem z łóżka, przestawiłem rzeczy które miałem na stole i położyłem się na blacie. Był zimny i twardy. Z boku miałem laptopa na którym leciał gameplay z gry, który póściłem sobie do WILDa (bo z jakiegoś powodu mowa ludzka mnie podczas snu uspokaja, a jednocześnie łatwiej mi się WILDuje). Leżąc na tym stole oglądałem to co było na wyświetlaczu laptopa.
Po jakimś czasie zauważyłem, że ten sen trwa już bardzo długo. To była już jakoś 15 minuta odkąd się uświadomiłem. Jest to fenomen w moim przypadku, ponieważ większość świadomych snów u mnie trwa mniej niż 2 minuty. Nie będę też ukrywał, że zacząłem się nieco nudzić.
Wstałem, a wzrok miałem już w pełni rozwinięty, choć dalej widziałem rzeczy niewyraźnie. Wyszedłem z salonu i poszedłem do swojego pokoju. Zostałem tam bałagan, jednak nie wiekszy niż ten w rzeczywistości. Uśmiechnąłem się, ponieważ przyszedłem tu by sprawdzić jak bardzo realny sen potrafi być. Moim zadaniem było znalezienie jak największej ilości rzeczy, które są niezgodne z rzeczywistością. W tym momencie mój wzrok uzyskał już prawidłową ostrość, więc pod tym względem problemów nie miałem.
Pokój na pierwszy rzut oka wydawał się być idealnie odwzorowany, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Wchodząc w głąb pokoju pokoleji wszystkiemu się przyglądałem.
-O, tego na pewno nie było - powiedziałem do siebie, patrząc jak sterta pustych wiadereczków po twarogach sernikowych leżała na pułce. 
Fakt, mam w domu owe wiaderka, jednak wiedziałem że trzymam je w kuchni a nie w pokoju. Następnie przestawiłem swoj fotel, który tak jak w przywdziwym życiu, stał na środku pokoju i zawsze mi przeszkadza w przechodzeniu. Cóż, ciasny pokój innego sposobu nie ma. Spojrzałem na biurko i zobaczyłem szklankę pełną rumu. Zawarość była czerwona, a na górze unosiła się garstka orzechów lub żurawiny (nie potrafiłem określić co to).
-W sumie się zgadza. Wczoraj piłem rum. Ale czy szklanka nie powinna być pusta? - pomyslałem - Po za tym. Tych orzechów też nie powinno być. Nigdy tak nie przyrządzałem rumu.
Następnie zobaczyłem okruszki na biurku. Również nie byłem pewny czy to tak zostawiłem. Może i jestem fleją, ale nie zostawiam takich rzeczy!

Zrobiłem test i wyszedłem z pokoju. Na korytarzu zobaczyłem wielkie lustro, które mam w rzeczywistości. Od razu cofnąłem się do swojego pokoju. Przypomniało mi się, że zawsze te lustro wytrzuca mnie ze snu, nawet jeśli nie spojrzę do środka.
-Dobra, w życiu trzeba być odważnym. A sen i tak długo trwa - pomyślałem i wyszedłem do lustra.
W międzyczasie zastanawiałem się co ujrzę w lustrze biorąc pod uwagę, że się go wystraszyłem już na starcie. Podszedłem i zajrzałem. W moment się przestraszyłem, aż podskoczyłem. Poczułem również ukucie w klatce charakterystyczne dla nagłej dawki stresu. Moja twarz była zdeformowana, przypominała realistyczną wersję obrazu "Krzyk" autorstwa Edvarda Muncha, jednocześnie była skrajnie niedetaliczna, tak jakby twarz była na ustawieniach graficznych "ultra low". Nie było widać nosa a ni włosów. Oczy i usta były kropkami. Zrobiłem test rzeczywistości, a odbicie się zmieniło natomiast lustro przedstawiło już moją prawdziwą twarz. Co ciekawe, trzymając palce na nosie podczas testu, lustro pokazało mi, że zaciskam podbródek. To miało być chyba uzasadnieniem czemu mogę oddychać przez zatkany nos, jednak nie dałem się nabrać na to. Nie mniej, obudziłem się po tym.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sny bardzo dziwnego umysłu Rinreinn 2 1,317 25-09-2018, 22:02
Ostatni post: Rinreinn
  ułamek mojego sennika Only JKM 18 9,881 09-08-2017, 21:40
Ostatni post: incestus

Skocz do:

UA-88656808-1