Hishhpanskie Sny.
#1
No więc tutaj chyba mają być sny. Kiedy tylko przyśni mi się coś, co będę mogła zapisać w publicznym Dzienniku, zapiszę. No... To chyba tyle można tu napisać, jakoś specjalnie będę oznaczała świadome sny, wiadomo. Jak coś, co robiłam przed snem będzie ważne, też napiszę. Do (zapewne) jutra!
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Ajj... Jeszcze jak się obudziłam pamiętałam 2 sny, ale moje lenistwo nie pozwoliło mi wstać z łóżka i zasnęłam. Wiem, że w jeden lub oba sny były powiązane z jakimiś dziewczynami, było ich kilka, 4-6, najpewniej to bły koleżanki z klasy. Kojarzę, że sen był bardziej niż zwykle ciekawy. Następnym razem zapiszę chociaż kluczowe słowa...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Cześć, dzisiaj też zasnęłam, ale tym razem coś pamiętam. Z góry przepraszam za to, że to będzie napisane niestarannie, ale próbuję to napisać już 3 raz, bo komputer mi się psuje. No więc ten sen był tak jakby rozłożony na dwa sny, w sensie najpierw był początek tego snu, potem jakieś dwa inne sny i na końcu kontynuacja  tego snu. Co do fabuły:
Był ciemny ranek, taki, jak jest, kiedy musisz bardzo wcześnie wstać, na przykład na wycieczkę szkolną. Widać było, że słońce powoli wschodzi. Było jasno tak, że można było zobaczyć rzeczy z bliska i kontury dalekich rzeczy, ale ogólne widzenie było raczej słabe. Zeszłam przed dom, pod garaż gdzie była moja sąsiadka. Wiem, że rozmawiałyśmy, a potem coś jeszcze. Tej części snu akurat nie pamiętam. Moja pamięć zaczyna się, kiedy stoję przy sali od plastyki, mam zaraz mieć historię. Jednak nauczycielka zostaje porwana i mamy wolne. W tym miejscu kończy się pierwsza część. Akcja drugiej części praktycznie  w całości dzieje się na nieistniejącym poddaszu szkoły. Pokój w którym byliśmy, a przynajmniej jego widoczna część miał na oko 12 metrów kwadratowych, na jego środku znajdowała się spora "kostka" z papieru toaletowego, jeszcze zapakowanego. Od moich kolegów dowiedziałam się, że są to zapasy na apokalipsę, która ma zostać wywołana przez tajemniczego, bardzo zaraźliwego wirusa, który właśnie dotarł do Polski. Wiem, że wszyscy, którzy mieli ze mną czekać na koniec apokalipsy, byli chłopakami z mojej klasy. Z osoby pamiętam tylko jednego towarzysza, był to Maks. Ale co się działo na tym poddaszu? Właściwie to nic ciekawego, przynajmniej na tyle, żebym to zapamiętała. Kiedyś miałam lepszą pamięć. Po kolejnej dziurze w pamięci wróciłam przed dom, dalej była tam pani sąsiadka. Jechałam autem, chciałam się zaparkować. Kiedy ładnie zaparkowałam na swoim terenie, kontrolerka lotu powiedziała: "Zgoda na start została wycofana, musisz mieć górkę przy domu." A ja przecież miałam górkę przy domu, więc zaczęłam się z nią kłócić "Ale ja przecież mam górkę koło domu." I mimo, że wcześniej nawet nie wiedziałam, że mogę latać, kłóciłam się z nią do końca snu. I tak nie zezwoliła na lot. :(
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Chyba zaczyna mi wracać pamięć snów. Nawet nie wyobrażacie sobie jak się ucieszyłam, kiedy obudziłam się i pamiętałam sen tak wyraźnie, jak 2 lata temu! Ale przejdźmy do snu...
 Akcja znowu działa się w szkole. Ponownie na trzecim piętrze, tym razem przy sali od matematyki, tej nad pokojem nauczycielskim. Zaraz miała być geografia, sprawdzian z tematów biologiczno-matematycznych. Całą klasą staliśmy przed tą salą, a pani nam coś tłumaczyła. Pewnie coś na temat sprawdzianu. Potem moje ciało razem z klasą weszło do sali, a ja czekałam, aż skończy ono pisanie owej klasówki. Długo to nie trwało, spojrzałam się na ścianę, a gdy wróciłam wzrokiem na drzwi, moje ciało już tam stało i najwidoczniej się było zniecierpliwione tym, że tak długo patrzyłam na ścianę. Potem przeniosło mnie do stołówki, nieco większej niż w rzeczywistości, ale podobnej. Kolejki, o dziwo, nie było w ogóle. Przy stolikach siedziało zaledwie kilka osób. Na obiad był ryż z jakimś sosem, prawdopodobnie truskawkowym, ale nie jestem pewna. W pierwszych klasach dawali nam mleko do obiadu, takie w kartonikach 150ml. Tym razem do obiadu dołączali... Piwo... Przeklęte piwo. Jakby w rzeczywistości mało go było. W buteleczce jak od wódki. A jako, że nikt z mojej klasy nie przyszedł, mogłam wziąć wszystko, czyli 2 butelki. Ale to był sen, wzięłam. Najwidoczniej to była ostatnia lekcja, na dworze było ciemno, a w szatni zastałam parę osób z mojej klasy. Znów z postaci pamiętam jedną osobę, tym razem Jaśka. Wtedy długo tam nie siedziałam i od razu poszłam na parking, gdzie miała czekać na mnie mama. Jakież wielkie było moje zadowolenie, kiedy rodzice po mnie nie przyjechali, a nauczyciel w-fu chłopaków powiedział, że "hmmm.... widzę, że rodzice po ciebie nie przyjechali. To może chodź do mnie do domu, mam wódkę." Dziękuję Ci, podświadomości, za dobijanie mnie kolejnymi wzmiankami o alkoholu! Przynajmniej się nie zgodziłam. Po jakiejś godzinie pojawili się rodzice. *następnego dnia* Przyszłam do szkoły, w plecaku dalej miałam wczorajszy prezent od stołówki. Do tego 8,5kg mąki które całe szczęście dalej leży w półce oczekując apokalipsy. Jak na dobrego ucznia przystało, należy zmienić buty. Tym razem w szatni spotkałam moje koleżanki - Judytę i Natalkę, oraz ponownie Jaśka. Tym razem było tam coś jeszcze. A mianowicie 6 rodzajów mieczy, które można było kupić za kolejno: 0.2, 0.5, 1, 1.5, 2, 3 i 5 kilogramów mąki. Miecze te były powieszone na dwóch ścianach po 3 sztuki na jedną, tą od wejścia i równoległą do niej. Ja wzięłam wpierw 3 od lewej z równoległej ściany, najdroższy, a potem ten zaraz obok niego. Tym sposobem wydałam 8kg mąki na miecze, było naprawdę piękne. Ale skoro już jestem przebrana, uzbrojona i pozbyłam się większości mąki, która mogłaby wyglądać podejrzanie wysypując się z mojego dziurawego plecaka, czas iść na lekcje! Poszłam najdłuższą z możliwych dróg, bawiąc się przy tym pozostałościami mąki. Była mięciutka, ale duża jej część się wysypała. Teraz zostaje mi tylko 21kg makarony, 12kg ryżu, 11kg kaszy i 3 paczki po 12 papieru toaletowego...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
No i jest! Wszystko pięknie spisane, całe szczęście, że spisałam sobie ten plan wydarzeń, bo kilka zdarzeń by mi umknęło.
Na początku nic wyjątkowe się nie działo. Po prostu poszłam z babcią na zakupy do "Majki", chyba po śmietanę. Po tym mama wzięła mnie spod przejścia i pojechałyśmy na "basen". Basenem trudno było to nazwać, był to raczej wyjątkowo mały brodzik, z wyjątkowo brudną wodą i wyjątkową dużą liczbą osób. Na szczęście, razem z siostrą, wpadłyśmy na świetny pomysł. Obok naszego kąpieliska była wielka galeria handlowa zajęta praktycznie w całości przez różnej maści Aqua Parki i baseny sportowe. W jakiś sposób znalazłyśmy się na dachu, przy największej zjeżdżalni. W kolejce do zjazdu stało kilkoro ludzi, nie zauważyli nas. Dach był oszklony, ale w miejscu gdzie wylądowałyśmy była wielka dziura. Weszłyśmy, ja się poślizgnęłam i wleciałam do zjeżdżalni. Przeniosło mnie przed budynek, chodnikiem szłam w przeciwną stronę rozmawiając z tatą o wypadkach drogowych. I wtedy autko za nami skręciło w prawo ledwo nas mijając, w jego ślady poszły inne pojazdy znajdujące się akurat na drodze. W ten sposób w jednym miejscu zgromadziło się 40 ofiar, na które wylało się paliwo z cysterny, która akurat się wywróciła. Nas też troszkę ochlapało, więc tata poszedł szukać jakiejś wody, a ja poszłam gdzieś daleko. Tata znalazł swoje miejsce w szambo-jeziorku z nowymi kolegami. Ostatnie, co usłyszałam to karetka. Potem znalazłam się w karetce, innej, a może tej samej, ale jadącej do innego wezwania. Ratownikami byli: przesympatyczna pani kierowca oraz zupełnie niesympatyczny pan. Oni siedzieli z przodu, ja jechałam z tyłu i rozmawialiśmy sobie. Pan ratownik przedstawił się jako Deys i nie chciał nic więcej powiedzieć. Z panią miło się rozmawiało, choć nie pamiętam o czym. Gdy dojechaliśmy na miejsce bardzo się zdziwiłam. Zaparkowaliśmy na pustym placu, takim nieruszanym od lat, wjeżdżało się na niego przez wyłamaną bramę. Ale przed tym był sklepik. Sklepik, w którym miałam pracować w jednym śnie, i który był głównym miejscem akcji kilku innych snów. Pomyślałam sobie: "A więc on naprawdę istnieje!! Ale super, aaaaa!" czy coś w tym stylu. Serio się cieszyłam, że on istnieje. A może gdzieś istnieje... Ale trzeba wracać do poszkodowanej. Okazała  się być nią... Moja siostra, czegoś się nałykała i trzeba było ją usypiać.   Kiedy zbliżaliśmy się do szpitala, dostałam tak silnych halucynacji, że nie wiem. Trwało to kilka prawdziwych minut. W końcu wróciłam do domu. Gdy podeszłam do kuchni, zaczęłam strasznie wymiotować i umarłam. heh
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#6
No i po laptopie... Nie potrafie za bardzo pisac z telefonu, wiec tutaj bede pisala tylko krotkie sny dopoki nie naprawie laptopa. Ale z dzisiaj nie mam zadnych krotkich snow. Milego dnia
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#7
Do tej pory nie naprawiłam laptopa, właściwie to ani trochę się na tym nie znam. Ale piszę tu z dwóch ważnych powodów. Po 1. Jest mi strasznie wstyd, że dopiero co sisię przywitałam, a zaraz potem znikłam, powinnam pispisać cokolwiek. A po drugie miałam LD. Chyba odkryłam moją szczęśliwą "technikę". ZwyklZwykle śpie po 10, 11 godzin, więc kiedy budzę się rano przez jakiś hałas, około 8, 9 godziny snu, dosłownie od razu jestem sświadoma, że leżę w łóżku, budzę się bez ruchu i otwierania oczu, ale i tak się po kilka razy się przewracam. Niezależnie od moich intencji dotyczących swiadomego snienia, zasypiam po kilku minutach. We snie pojawiam sie od razu ze swiadomoscia, nie jestem w stanie ocenic czy w tym samym miejscu co w poprzednim snie. Raz mi sie tak zdarzylo. Jeszcze wracajac do zasypiania, czasem zezuje do "trzeciego oka". Co do jakosci snu, rewelacyjna nienjest, ale na spokojnie moge sie ruszac, wszystko widze dokladnie, kontrole mam jak przy spontanicznych LD w srodku nocy, jedynie kiedy zzamykam oczy budze sie w lozku. Ale latwo wrocic do snu, 2-3 razy sie da. Snu nie bede opisywac, bo byl bardzo dlugi, a na telefonie, jak juz wspominalam, kompletnie nie potrafie pisac. Do zobaczenia, kiedy rozkrece laptopa... :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#8
Laptop dalej nie naprawiony, a serwisy pozamykane. Ale dzisiaj wyjątkowo nie zadali nam ton lekcji, więc mam trochę czasu. Trochę, więc przejdźmy fo snów.
"Gdzie jest pad?"
 Siedziałam u siebie w pokoju, gdy nagle zobaczyłam niewidziane od lat dwa pady od xboxa. Obok mnie siedziała Judyta, a na łóżku leżała moja siostra.
"Egipt"
 Moja mama stwierdziła, że kwarantanna to bzdura i zabrała całą rodzinę na wakacje do Egiptu.  "Zrespiliśmy się przy sporym budynku, to nie był hotel, a wokół niego rozciągała się jedynijedynie wielka pustynia z dwoma jeziorkami, bardzo podobnymi do siebie. Ja z moją siostrą stwierdziłyśmy, że genialnym pomysłem będzie wycieczka w głąb tej pustki. Nim się zorientowałam, byłyśmy 200 metrów od najbliższej wody, a jeszcze dalej od ludzi. Niby niedaleko, ale kiedy musisz nieśnieść zmęczone, 50 kilogramowe dziecko, bez butów przez piasek, może stać się to awykonalne. Już myślałam, jak będzie wyglądał nasz grób, ale przecież nas nawet nikt nie znajdzie. Jednak sen nie miał się skończyskończyć w tym momencie, ani jego kontynuacją nie miała być historia o moich reinkarnacjach. Szczęśliwie dotarłyśmy do maleńkiego jeziorka o głębokości brodzika, przy okazji wywracając się o kilkoro ludzi. Po postoju było już z górki, ruszyłyśmy w stronę miejsca zbiórki, po drodze było jeszcze jedno miejsce do postoju, więc spokojnie. Kiedy już wszyscy, czyli ja, RRoksana, Sebastian, ciocia, mama, babcia i dziadek, bybyliśmy razem, udaliśmy się do budynku na spawnie. Jak tak teraz myślę, z środka wyglądał troszkę jak moja szkoła. Najpierw trzeba było pójść do szatni, dostaliśmy 4 kluczyki, każdy po jednym, bo po drodze przepadła gdzieś ciocia, babcbabcia i Sebastian. Wszyscy bez problemu znaleźli seoje szafki. Wszyscy, oczywiście, prócz mnie. Mój kluczyk miał numer 389. Oni dostali szafki obok ssiebie, mimo że numerki były ponadawane losowo. Szafka 23, 48, 137, 14, 482, 7, ale 389 dalej nie widać. Moja rodzina zdążyła już sobie pójść na dyskotekę na korytarzu dla klas 1-3, a ja do końca snu szukałam mojego miejsca.
"Do sklepu LD"
Tutaj zacznijmy od tego, co robiłam wokół snu. Stansardowo obudziłam się koło dziewiątej. Bez nadziei na świadomość ponownie zasnęłam. ByByłam w swoim domu, była noc, więc ciężko bylo cokolwiek zobaczyc. W takich sytuacjach, kiedy musze wytezac wzrok, a w nastepstwie mrugac, budze sie. Tak bylo i tym razem. Szybko zasnelam, tym razem mialam juz swiadomosc. Mama z siostra zbieraly sie do skleou, więc zapytalam, czy moge isc z nimi. Moglam, ale zbieraly sie jak... Jak co mozna sie zbierac? No, wolno sie zbieraly. Wyszlam na dwor, ale bylo tak ciemno, ze natynatychmiast wywalilo mnie ze snu. Po trzeciej pobudce wlasciwie bylam pewna, ze juz nie zasne. Zamknelam oczy, przewrocilam sie na bok i znowu bylam we snie. Nie na dlugo, bo kiedy wyszlam za bramke, ponownie zrobilo soe zbyt ciemno, bym mogla cokolwiek zrobic. Obudzilam sie z zamknietymi oczami, wpadlam na genialny pomysl. Wyobraze sobie, ze jestem we snie i bede ruszac nogami, przejde w ten sposob na oswietlona strone ulicy. I zgadnijcie... Udalo sie! Ale mialam dosc budzenia sie, wiec po prostu przez reszte drogi przelecialam. W sklepie mama i Roksana juz na mnie czekaly, chcialam kupic sobie gume, ale sie obudzilam. Tym razem na dobre.

Nie znosze pisac na telefonie, nie potrafie. A wszystko to pisalam poltora godziny z przerwami. Zdaje sie, ze nawet wiecej. A co noc pamietam przynajmniej trzy sny, wiwc nie dalabym rady codzien pisac, zwlaszcza poprawiajac co chwile, z czego zrezygnowalam pod koniec. To jest za dlugie, (jesli ktos to czyta) zycze Wam milego dnia i zdrowia dla Was i Waszej rodziny. Trzymajcie sie tam!
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#9
Hehe no to propsy za poświęcenie :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#10
Oto i nastał wielki dzień... Laptop naprawiony. Serdecznie pozdrawiam kolegę rodziców, który szybko go naprawił i nie chciał żadnych pieniędzy. Jeszcze tylko bateria i wszystko będzie ok. 
 1.  Wyszłam przed dom z włączonymi Pokemonami. Miałam zrobić jakiegoś Questa. Kiedy tylko zeszłam ze schodów, pojawił się Totodile. Kliknęłam w niego, ale zamiast jednego pojawiło się ich 15. Musiałam złapać je wszystkie, mając 39 pokeballi i mój refleks. Złapałam 4, a potem skończyły mi się pokeballe. Wyłączyłam telefon, ale pokemony nie zniknęły. Tylko zamieniły się w małe dzieci z Simsów. Małe, niebieskie dzieci z Simsów. Musiałam złapać 11 dzieci. Obok mojej działki przechodziła jakaś pani z wózkiem, więc zapytałam się, czy to nie jej dzieci. I to były jej dzieci, ale nie chciała ich ze sobą zabierać. Zeszłam pod garaż, a tam lew. Również tej pani. Nie wyglądał jakby chciał mnie zjeść, ale rozszarpał moją piłkę. Uciekłam do garażu, tam był mój tata. Razem zaczęliśmy uciekać, bo lew teraz już był nami zainteresowany. Pomyślałam, że szkoda, że nie da się włączyć Peacefula, jak w Minecrafcie albo zapauzować gry. Nie da się? Zapauzowałam obraz i uciekłam do domu. 
2.   Będąc u babci stwierdziłam, że wyjdę na dwór. Zaraz po mnie wyszedł dziadek i poszliśmy na "kulki". Taka ogromna bawialnia dla maluszków. Były tam baseny z plastikowymi kulkami, zjeżdżalnie do tych basenów, karuzela z konikami, kilka stołów do gier, samochodziki, panie, które bawiły dzieci miejsca do wspinania, sale urodzinowe i więcej takich. Świetne miejsce, naprawdę. Wracając, poszliśmy tam, zjechaliśmy ze zjeżdżalni i mama po mnie przyszła. Stwierdziła, że to za dużo zabawy dla mnie i czas się zbierać. Zgubiłam moje buty i przez resztę snu szukałyśmy "takich białych, no wie pani, zwykłych butów".
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1