<<================== 30 Wrzesień ==================>>
Nie poszedłem dzisiaj do sql bo byłem chory. No i "trochę" sobie pospałem ^^ LD nie było ale było dużo snów.
"Gandalf przyszedł z wizytą"
Byłem w swoim starym mieszkaniu. Pojawił się Gandalf biały dał mi za zadanie walkę z Sauronem. Ciężko nazwać było to walką bo stałem sobie na balkonie i wymyślałem strategię na jakimś starym komputerze. Wysyłałem jednostki z LOTR'a , ale nie były to jakieś duże ilości. A wróg, który miał swoją siedzibę gdzieś dalej w mieście, nacierał większymi ilościami.
Po jakimś czasie pełnienia roli stratega wyłączyłem program i komp sie zresetował. Jakiś kolega który był u mnie był tym faktem zniesmaczony, że będzie trzeba wszystko od nowa robić.
Później rozmawiałem z tatą i mówił że sprzedał samochód bo były problemy z kasą, i mówił jeszcze że czeka na kolejny numer gazety "This is Real".
"Spóźniony pociąg i spanie w szkole"
Przez pierwszą połowę snu przewijała się nie jednokrotnie schizowa i krwawa scena. W pomieszczeniu przypominającym salę do w-f'u, na środku stał stołek i krzesło. Na krzesełku siedziała ofiara której 2 gości ucinało części ręki jakimś dziwnym mocowaniem. Było dużo krwi (całe szczęście że ja nie byłem na miejscu tego gościa xD ). Rzadko miewam takie porąbane momenty...
Spałem sobie w szkole, martwiąc się że zaraz muszę wstawać do .. szkoły... Obudziły mnie 2 koleżanki z informacją że pociąg się spóźnił, zrozumiałem z tego że mogę sobie jeszcze pospać i zaraz zasnąłem.
(a może te brutalne sceny pochodziły z mojego snu w śnie ?

)
Pojawiłem się na lekcji w sali w której zasypiałem. To był przedmiot "Witryny internetowe", mieliśmy coś zrobić za pomocą programu "magiczne bloczki", który poznałem wczoraj. Nie wychodziło mi to do końca i jeszcze mnie dobiło jak zobaczyłem jak kolega obok już skończył i z nudów robi sobie symulację działania wifi.
Skończyłem lekcję po macie i chciałem iść do sklepu zapisać sny... ale pojawiłem się znowu w szkole. Chciałem się jeszcze gdzieś dodzwonić. (ah ta moja przymglona świadomość po obudzeniu...)
"Pierwsza kradzież"
Byłem członkiem ok. 5 osobowej szajki, początkujących złodziei

Potrzebowaliśmy kasy. Wpadliśmy na pomysł żeby obrabować bank a później uciec pobliskim kanałem.
Nie widziałem jak obrabowaliśmy bank, widziałem tylko jak uciekaliśmy do kanału. Kanał był pełen wody, mieliśmy rurki przez które oddychaliśmy, ale przez pierwsze momenty czułem brak powietrza. Później płynęliśmy sobie spokojnie przez kanał. Gdy wyszliśmy oczom naszym ukazał się ładny teren na którym gromadziły się inne szajki.
Podszedł do nas przedstawiciel innej szajki. Zagadał nas, my otworzyliśmy worek z pieniędzmi i zobaczyliśmy że są tam tylko jakieś gąbki. Od razu wiedzieliśmy że ten gościu podmienił naszą kasę. Ktoś zrzucił (albo ja) jego kapelusz i była pod nimi forsa.
Wywiązała się bitka. Na początku w ogóle sobie nie radziliśmy, później czuć było zrównoważone siły ale ruchy były strasznie mozolne i ciężkie.
"Na paralotni przez świat"
Nie pamiętam dobrze pierwszej części snu. Wpadłem do jakiegoś budynku na paralotni, była tam jakaś strzelanina której próbowałem uniknąć.
Wróciłem do paralotni i uciekłem. Przeleciałem krótki kawałek ale lot był wspaniały. Czułem wiatr, leciałem nad zieloną krainą. Aż niefortunnie wpadłem w las, i moja paralotnia ugrzęzła. Obok był drewniany domem w którym spotkałem jakieś zwierzęta. Był tu jakiś królik od którego chciałem kupić paralotnię ale życzył sobie za dużo, oraz jakiś misiek którego na początku się przestraszyłem. Później sobie uświadomiłem że z mojej paralotni został wielki kawał drewna...
"Jaszczurka w ciele tygrysa"
Byłem jakimś małym tygrysem w ciele czegoś co przypominało dużą jaszczurkę. Ukrywałem się w tym ciele bo byłem chyba jakiś wartościowy. Zostałem zesłany do jakichś dzieci, były tam inne zwierzęta. Szybko zostałem wyczajony przez jakiegoś zoologa. Wyciął połowę mojego jaszczurczego ciała tak że zostałem mały tygrysem i zostałem zesłany do domu. Mój dom był w jakiejś dżungli pośród innych zwierząt. Ze sfałszowanej pamięci lub z początku snu wynikało że już tu byłem i wtedy byłem zwykłym robotnikiem, pchaczem xD Teraz pracowałem już mniej.
Żyłem tam sobie w spokoju, większość czasu przesypiałem. Pewnego razu wyszedłem porozmawiać z jakimś zwierzem (może był to mój znajomy). Kiedy nagle zostaliśmy zaatakowani przez zrzut rakiet i wszystkiego po trochu. Mój rozmówca nie przejął się tym zbytnio, wszyscy byli do tego przyzwyczajeni, spotykało ich to już wiele razy. A ja.. okazało się że te wydarzenia przesypiałem ._.
Rozpoczęła się gwałtowna, wspaniała akcja. Biegłem pod daszek przez spadające rakiety, bomby. W koło pełno wybuchów i świstów. Co więcej dobrze odwzorowana była grawitacja(może to przez czytanie dzienników Incestus'a przed drzemką w którym opisywał LD z odwzorowaną grawitacją) przez co fajnie się skakało

Zdążyłem skoczyć tylko 2 razy.
Gdy już dotarłem do domku ocierając się o śmierć, chciałem wspiąć się na górę chyba żeby.. położyć się ._. Ale nie było łatwo, oprócz grawitacji odwzorowana była również praca mięśni. Na szczęście ataki ustały.
Gdy było już spokojnie skrzynkę z materiałami wybuchowymi "szefowi" zwierząt. Powiedziałem że to nasza ostatnia broń i musimy jej dobrze użyć.
<<================================================>>