Dziennik snów z całego życia ;]
#21
Nie możesz okazywać emocji pod czas uzyskania LD bo cię wywali, musisz zachować całkowity spokój, to tak samo jakbyś się topił zaplątany w glonach, nie możesz się szarpać, tylko na spokojnie złapać oddech i powoli odplątać wszystko :)
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
07.05.2016

Tak jak wczesniej napisał koleżka poleciałem na kosmos w śnie, ale trochę inaczej :D

Pamiętam, że wysłałem jakąś małą rakiete, rekreacyjną ze spadochronikiem, dołączyłem do niej aparat, i w pare sekund znalazła się na księżycu :D Zrobiła zdjęcie, na którym była platforma drewniana na księżycu, która się paliła potem rakieta się obróciła i aparat zaczął nagrywać coś. Okazało się, że był to najprawdopodobniej zaginiony astronauta, była tam woda, i życie. Ludzie mieszkali w domach jak my, pamiętam że uciekał przed czymś przez "strumyk". Przebiegł przez niego, usiadł na Ziemii, i jakaś kobieta powiedziała, że już spokojnie. Potem przerzuciło mnie do snu, gdzie był jakiś mężczyzna, pracował w domu. Przeszedłem przez ulicę i spotkałem starszą panią, która okazała się być jego matką, wygoniła mnie. Ten przerzut był dziwny, wszyscy się na mnie patrzyli dookoła jak w incepcji, trochę mi to podpowiedziało.. Wtedy ogarnąłem sen, ale akurat skończyła mi się faza rem i się obudziłem
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Ja miałem taki sen o Księżycu :D
Na Księżycu
22.10.2014
Działo się to najpierw w sali z dwiema szafami stojącymi przy ścianie, a po chwili przeniknęło do mojego mieszkania do dużego pokoju, gdzie była jakaś impreza, możliwe, że ktogoś urodziny lub imieniny. Wszyscy siedzieli na krzesłach i na kanapie wokół stołu z jedzeniem. Nagle z niewiadomego powodu zacząłem, za pomocą telekinezy, poruszać w powietrzu jakimś przedmiotem, chyba kubkiem. Dziewczyna, siedząca na kanapie, wstała i powiedziała, że ona także tak umie, a nawet lepiej ode mnie i nawet mi pokaże. W tym czasie nadal poruszałem tym kubkiem. Zaczęła przemieszczać jakiś ciężki przedmiot poprzez korytarz przedpokoju i uderzać nim w szafę znajdującą się na końcu tego korytarza, by potem znowu wrócił i uderzył o okno w dużym pokoju. Na to powiedziałem jej, że potrafię latać, a ona odpowiedziała, że oczywiście także potrafi. Znaleźliśmy się po chwili na dworze. Patrzyłem w niebo i niby leciałem, ale nadal patrzyłem na niebo i patrzyłem, jak obserwator, na siebie lecącego do góry przez chmury i zostawiającego za sobą smugę. Powiedziałem do niej, a może bardziej do siebie, że lecę na Księżyc. Wylądowałem, gdzieś w szarym miejscu. Leżałem na szarym piasku. Z trudem wstałem. Wiedziałem, że nie można tam oddychać i szybko podłączyłem urządzenia pomagające oddychać, jedno do prawego płuca, a drugie do lewego. Obejrzałem to miejsce. Był tam wszędzie szary piasek, ustawione jakieś szafeczki, zlewy i inne meble, czy rzeczy. Wszystko było takie malutkie i dziwiłem się czemu coś takiego tu postawili, przecież nikt kto tu ląduje nie pomieści się, nawet nie będzie w stanie się umyć. Idę dalej z tamtego miejsca. Dotarłem do miasta. Spotkałem jakiegoś starszego pana. Mówię mu, że tu na Księżycu są obcy. A on mówi mi, że jądro Księżyca dochodzi prawie do powierzchni, a to miejsce, w którym wylądowałem jest jak brwi czy rzęsy Księżyca i tam tylko nie ma powietrza. Okazuje się, że wszędzie, gdzie indziej jest powietrze i normalna atmosfera. Idę dalej uliczką, przy której jest dużo sklepów. Jest razem ze mną moja cioteczna kuzynka. W wejściu od jakiegoś sklepu stały dwie postacie z anime, dziewczyna i chłopiec. Zauważam, że na prawej ręce mam przyklejoną przezroczystą tasiemkę-obrączkę, zawierającą w sobie jakąś elektronikę. W miejscach, gdzie były postacie z anime dostawało się punkty, ale jako, że nie zbierałem punktów, chciałem oddać je razem z bransoletką kuzynce. Nie mogłem jednak jej odkleić i tak już zostało. Poszliśmy do restauracji czy baru na pizzę. Musieliśmy długo czekać. Przed pizzą miało być kilka różnych dań. Nadal czekaliśmy, już się trochę niecierpliwiłem. Spojrzałem na właścicielkę i dałem jej znać, że skądś ją znam. A ona mówi, że przeniosła tą restaurację na Księżyc z Sopotu. W ogóle wielu teraz przeprowadza się na Księżyc do tego miasta. Po chwili przyniesiono pół szklanki dobrej mineralnej wody. Wypiłem i wyszedłem, bo nie chciało mi się czekać tak długo na tą pizzę. Kuzynka powiedziała mi, że mąż właścicielki był Chińczykiem i, że już nie żyje (później mama mówiła mi, że on żyje tylko się od dawna już nie pokazuje publicznie). Wszedłem do jakiegoś budynku (możliwe, że wróciłem znowu do tej restauracji) i wszedłem schodami na górę. Byli tam jacyś mężczyźni, może uczniowie, a może pracownicy tej restauracji. Chyba byli Chińczykami, mieli czarne włosy. Coś tam działo się z wykałaczkami, chyba mi się rozsypały i musiałem pozbierać. Zszedłem schodami na dół i wyszedłem na zewnątrz. Ktoś siedział na ławeczce. Powiedział "jump", a ja uciekłem stamtąd za róg budynku i w prawą stronę. Myślałem, że jest on chory na chorobe
"jump", ale może mu chodziło, żebym skoczył? W oddali widzę lecącego wysoko czarnego stwora. Był to jakiś ważko-dinozauro-ptak.

Może herbatki?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
07.05.2016

Kolejne sny, tyle że nad ranem.

Maciek (mój kolega) stał z jeszcze jednym znajomym i dwoma dziewczynami, prowadzili z nimi wywiad. Ja tylko przyglądałem się im stojąc w drzwiach i przez lekko uchyloną szparę spoglądałem co robią. --> przerzut do innego snu --> Budzę się, dostaję telefon od Maćka czy idę na rower. No spoko, wyszedłem.. rower był zepsuty (piasta) tak samo jak w rzeczywistości, dojechałem ledwo do pobliskiego sklepu i odpadło mi koło.. -.- Wtedy pojawiły się dwie dziewczyny, które wcześniej odpowiadały na pytania w wywiadzie. Do łożysk po obustronach piasty były przyczepione sznurki z petardami. Maciek podpalił pierwszą i rzucił ją, wybuchła. Potem ja złapałem za drugą i podpaliłem. Powiedziałem : Trzymaj, ale nie złapał jej. Wybuchła a ja położyłem się na ziemii, bo było blisko, nie chciałem dostać odłamkiem :P Wtedy przechodziła mama Maćka i powiedziała że jest naprawa tego BMX za darmo, potem odeszła.--> przerzut do innego snu --> Znowu Maciek, i te dwie dziewczyny. Pojawiliśmy się w jakimś domu, gdzie leżały pod kołdrą dwie osoby, dziwnie.. Nie moje mieszkanie, idziemy stąd. Wybiegli z tego domu a ja spokojnie wychodziłem. Przy przedpokoju była kuchnia i leżały papierosy (Niebieskie LMy) jako iż jestem uzależniony musiały się chyba pojawić :v Chciałem je zabrać, ale pomyślałem, że nie można tak :D Wkońcu wyszedłem, zgubiłem resztę hmm.. szedłem schodami na dół klatki, wyglądała dziwnie, łuk na górze coś jak przejście. Złapałem za drzwi i poczułem się lekki, Grawitacja była niższa podobna do tej na księżycu. Wyleciałem trzymając się klamki. Potem z balkonu wyszedł facet (parter) u którego byłem i osądzał mnie o złodzieja. Potem się dogadaliśmy, spytałem go czemu musiałem tyle schodzić ze schodów jeżeli to był parter. Powiedział, że to sen i po prostu schody się w nim dłużą. Zrobiłem TRa - Sen ! Poznałem wtedy, że to był "ZDUPY" (youtuber) nagle usłyszałem muzykę i odgłosy.. prawie jak w incepcji :) Wtedy dziwnym trafem się wybudziłem (koniec fazy REM) Pierwsze co, zdziwiło mnie, że otoczenie w którym śpię może tak wpływać na sen.. Miałem na uszach słuchawki i akurat leciał odcinek wyżej wymienionego youtubera... hmmm :D
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
12.05.2016

Dzisiaj miałem chyba z 8 snów, ale tylko dlatego, że miałem gorączkę ;v 7 z nich nie pamiętam, lub wolę zostawić je dla siebie, ale jeden z nich mogę opisać.

Stałem w jakimś lesie z koleżką, miałem karabin w ręku, szliśmy cały czas przed siebie aż w końcu natrafiliśmy na jakieś miasto. Stał blok, obok którego była siatka i pisało "NIE WCHODZIĆ".
Nie wiem czemu, ale wiedziałem że to granica z Ukrainą. Pochodziliśmy przy tej siatce spoglądając, dlaczego akurat nie można tam przejść. W końcu poszliśmy po jeszcze jednego znajomego, który mieszkał akurat w tym bloku przy siatce. Super, dzwonimy.. hmm.. zaraz zejdę, poczekajcie w klatce. No ok, weszliśmy zrobiło się nagle ciemno i w oddali widać było tylko płomienie lecące z lufy i świszczące kule przelatujące obok nas. Na klatce leżał noktowizor, więc zaczelismy się strzelać z "wrogami" (Było to strasznie realistyczne ;o) Potem weszliśmy na górę (kolega mieszkał na 5 piętrze) Na drzwiach był nr 8 pamiętam. Pukaliśmy żeby nam otworzył, ale niestety tak się nie stało. Wtedy na klatce usłyszeliśmy polskie głosy : "Klepiemy ich panowie." zaczęliśmy wołać "Polska, Polska" Wtedy okazało się, że to była fatamorgana, i tak na prawdę byli to rosjanie. Kiedy zauważyłem wchodzącego już na ostatnie piętro wroga, oddałem pierwsze 3 strzały, wchodzili następni. Wkońcu skończył mi się magazynek, szybka wymiana i nagle zauważyłem twarz kolegi z klasy, który zalał się krwią, mówił "Czemu to zrobiłeś?" A ja bez zastanowienia strzeliłem mu prosto w głowę, wtedy trochę sie załamałem, ale jego twarz została tylko za mgłą i pojawiło się prawdziwe oblicze - Ruscy :v Wtedy któryś z nich powiedział po rosyjsku : "Serkev, zabij go" dziwne że to zrozumiałem hm... w tym samym momencie "SERKEV" wyjął pistolet i zaczął w nas celować. Sięgnąłem po granat, zawleczkę złapałem w usta i trzymałem go w rękach krzycząc, że jeżeli mamy zginąć to wszyscy (wyzywałem ich, ale nie chce mi się tego rozpisywać już) wtedy opuścili bronie i zeszli na dół. Ja znowu spojrzałem na zastrzelonego przeze mnie chłopaka, którego twarz znowu zaczęła mi przypominać mojego dobrego kolegę, wtedy się obudziłem.

Dodatkowo pamiętam, że miałem sam z siebie świadomy sen.. nic nie robiłem i idąc przez polną drogę nagle przeszła mi myśl " Przecież to jest sen... " Wtedy całe pole przede mną zaczęło się zwijać w moją stronę, coś jak ulice w Incepcji. Kiedy mnie przygniotły wystrzeliłem w górę jak z procy i byłem w kosmosie, czułem się jak duch i widziałem tylko rosnące słońce, coś jak wizja. Wtedy zauważyłem kometę lecącą w strone słońca, która spaliła się przy próbie zbliżenia się, spojrzałem wtedy w górę i był zegar, była godzina 03:33 zapisana w kodzie binarnym, czyli 00110000 00110011 00111010 00110011 00110011 (przestudiowałem to, co było napisane) wtedy do Ziemii zaczęła się zbliżać coś wielkości księżyca, zatrzymało się bardzo blisko naszej planety.. Tak to był świadomy sen, byłem całkowicie świadomy, ale nie chciałem tego przerywać bo było to odczucie, którego nigdy w życiu nie miałem. Kiedy "to coś" zderzyło się z Ziemią wybuchła ona rozczepiając się na miliardy malutkich kawałków, "wiatr" który towarzyszył temu spowodował, że zacząłem powoli lecieć w stronę słońca, kiedy się wystarczająco zbliżyłem obudziłem się na plecach, otworzyłem oczy i zauważyłem na sobie jakąś istote, która na mnie siedziała. Nie przeraziłem się, bo wiedziałem że może być to paraliż, ciężko mi się oddychało po prostu a istota po chwili zniknęła, wtedy zrobiłem TR z nosem.. Ku**a... to znowu sen... No spoko, wstałem, przeleciałem sobie przez ścianę i zeskoczyłem na dół (mniejsza grawitacja) I nagle sen zaczął zanikać, znowu otworzyłem oczy - Widzę znowu tą istotę, teraz się przeraziłem, ta sama istota, znowu nie mogę oddychać.. Zacząłem się szarpać, krzyczeć ale nic... Po czasie ustało.. Zrobiłem znowu TR z nosem.. K**wa mać, to znowu sen, coś leci ze mną w ch*ja... Dodatkowo spróbowałem przełączyć światło (przełącznik) w pokoju.. no nie działał, więc hmm to na pewno sen ... Wtedy pomyślałem, że chcę się obudzić. Otworzyłem oczy i co? I znowu ta pie***lona istota siedząca na mnie, to był totalny koszmar. Myślałem że się poszcze, na szczęście ostatnie przebudzenie nie było już fałszywe i skończyło się wszystko...
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
14.05.2016

Miałem dziwny sen, śniło mi się, że wróciłem do swojej ex, staliśmy na moście jakimś, podbił jakiś facet do nas i mówi, że musi z nią pogadać... no spoko, poszli na bok, później połamałem jakąś gałąź, a ten typ połamał jej coś (chyba) wtedy ona zleciała, i złapała się tej gałęzi, wtedy ja stojąc z kolegą wlecieliśmy w tego klienta, ale był jak robot, cały z metalu itp, wtedy podszedł jego "podwładny" i zaczął nas klepać, też był z metalu chyba :D Potem się obudziłem


Następny sen... Moje miasto.. Poszedłem ze znajomymi do lasu, wszystko spoczko, powygłupialiśmy się, zmęczyliśmy i poszliśmy wszyscy do mnie na noc. W nocy obudził nas wybuch Orlenu :O Patrze przez okno, leci do nas fala "uderzeniowa" (?) wtedy wszyscy rzuciliśmy się na podłogę, wstaliśmy.. wszystko rozwalone tylko nie nasz blok. No spoczko... super... zeszliśmy na dół. Wszystko radioaktywne, założyliśmy kombinezony i maski (AKA Metro 2033) i ruszyliśmy w podróż, wtedy pokazał się czarny obraz i napis "2 lata później" Obudziłem się w jakimś łózku, obok mnie leżał karabin, hmm... żyliśmy w jakimś bunkrze i toczyliśmy ciągłe walki z zmutowanymi stworami (od promieniowania) dziwne to było... Potem się obudziłem. Te sny nie są idealnie opisane, ale trwały około 30/40 minut każdy ze szczegółami, te sytuacje są skrócone bo nie pamiętam dokładnie wszystkiego.

Pamiętam jeszcze, że przy dzisiejszym WBTB próbowałem WILDa przez godzinę, ale nie mogłem już leżeć w bezruchu, i skończyłem.. Najlepsze było to, że podczas tej próby miałem niesamowite wizje, np. Widziałem rozpędzony samochód, który uderzył na skrzyżowaniu w ciężarówkę, a właśnie to stało się dzisiaj, jak wyszedłem na dwór, okropne uczucie, widzieć coś takiego po raz kolejny..
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
15.05.2016


Dzisiaj śniło mi się, że moja przyjaciółka jechała na wakacje do Paryża autobusem, wysyłała mi zdjęcia gdzie już jest, ale mapa była całkowicie inna niż w rzeczywistości. Wtedy pomyślałem, że fajnie byłoby pojechać na wakacje, wybrałem Belgię, również jechałem autobusem ale wiedziałem, że to nie będą zwykłe wakacje. W Belgii była wojna a ja jechałem na misję. Pierwsze co się stało po przyjechaniu do kraju ogarniętego wojną i co pamiętam, to otrzymanie 3 naszywek od jakiegoś starszego faceta jedna z nich na pewno oznaczała "sierżant" Potem pamiętam, że dowódca na noc nas zamykał w pokoju, bo myślał, że zwiejemy :D Rano otworzył drzwi, wszedł do pokoju a wszyscy go wyśmiali, bo był typowym grubaskiem :D Wtedy wyszedł na chwilę i przyszedł z napakowanym wysportowanym kabanem, który rzucił się na nas, wtedy stwierdziliśmy, że "koks" jest spoko i wszyscy zaczęliśmy się śmiac. Ale cóż.. pierwsza akcja. Pamiętam, że ukrywaliśmy się na jakimś budynku i oslanialiśmy inny oddział, strzelaliśmy się z wrogami z budynku na przeciwko. Zrzuciłem granat wrogowi przechodzącemu przez most/bramę i zdjąłem snajpera z budynku na przeciwko. Potem pamiętam, że wróciłem do Polski, do domu ale nie miałem co robić. W Polsce też szykowała się wojna, wszyscy dookoła się bali. Pomyślałem, że trzeba kupić broń i amunicję, a jako iż jestem wojskowym, mogę normalnie kupić broń na legitymację wojskową :D Wtedy zacząłem iść z buta do Warszawy bo w śnie tam był najbliższy sklep z bronią. Godzina 23- ruszyłem. Po drodze spotkałem koleżankę i jej rodziców, którzy właśnie wracali z galerii ;o Zadzwoniłem do domowników, że będą musieli zrobić przelew za przedmioty które zakupie, bo nie mam przy sobie gotówki. Mama koleżanki powiedziała, że może mnie jej mąż podwieźć do W-wy, zgodziłem się. Zajechaliśmy do sklepu z bronią, kupiłem AK i amunicję, wyszedłem ze sklepu i nagle jeden nabój wystrzelił mi w kieszeni, kamera to uchwyciła, a ja szantażowałem sprzedawcę, że jeżeli nie da mi najlepszego sprzętu jaki ma na sprzedaż (kamizelki, granaty, maski gazowe, M4, kolimatory, bla bla bla..) to będzie miał problemy. Dał mi wszystko co miał, zapakowałem się i wróciłem do domu, wtedy wyszedłem na miasto a ludzie zaczęli do siebie strzelać z przerażenia.. idioci pomyślałem, musiałem powybijać wszystkich uzbrojonych. Potem wszystko się uspokoiło, przyleciały służby specjalne, jako mundurowy musiałem zeznawać, no spoko.. nagle wybuchło coś w budynku obok i wyszedłem razem z bodajże GROMowcami na akcję, zaczęliśmy strzelać do rosyjskich służb specjalnych, które chciały zbuntować społeczeństwo przeciwko sobie, strzelaliśmy się z nimi dobre 20 minut, kule leciały przy ciele, granaty wybuchały, wszystko strasznie realistyczne, czułem całe ciało we śnie itp, tak jak przy świadomym, ale nie byłem świadomy :O Sen trwał ogólnie około 45/50 minut, było to po 11 godz snu, więc mógł tyle trwać :)
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
Żeby ten sen nie okazał się proroczy, III wojna światowa itd. <wink>
Może herbatki?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
20.05.2016

Drzemki- cudo ;) pospałem sobie od 19 do 21 i pamiętam, że snił mi się facet, który naśladował mnie i miał jakiegoś zwierzaka, potem mówił coś o interpretacji dobra i zła, potem się obudziłem :v Słaby sen, bo krótki REM no ale cóż, sen to sen ;v
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
23.05.2016


Dzisiaj miałem strasznie dziwne odczucie, a do końca nie wiem co to było. Położyłem się normalnie spać o godzinie 3:30, leżałem z 20 minut, żadnego paraliżu, nic. Nagle uczucie błogostanu, coś okropnie dziwnego, miałem to wcześniej raz w życiu. Poczułem, że łóżko nagle staje w pionie, a ja powoli się zsuwam. Nagle czucie ciała w jednej sekundzie całkowicie zanikło, byłem lekki jak piórko, czułem tylko że serducho mi okropnie wali, podskoczyło mi ciśnienie- nie wiem o co chodzi.. Mówię sobie- przerywam to, bo w sumie nie jest to zbyt przyjemne. Wtedy ruszyłem ręką- Jak pióro.. Myślę sobie.. pewnie jakiś niespodziewany WILD'zik mi wpadł mhm.. wstałem na "nogi" kompletnie nic nie czułem i nagle przypomniało mi się, że trzeba zdjąć ciemne okulary albo szukać włącznika światła.. hmm.. Opcja z okularami nie zadziałała, włącznika szukałem, ale było kompletnie pusto jak w innym wymiarze, nigdzie nic nie było, nie stało tylko wszędzie dookoła ciemność. Żadnych mebli w pokoju, nic. Przechodziłem tak chwilę szukając tego małego pstryczka i nic.. Zdenerwowałem się i nagle poczułem ciało, leżałem w łóżku i przerwałem to.
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Kys - Dziennik snów Kys 25 2,144 22-06-2019, 13:48
Ostatni post: Kys
  Dziennik snów Aylo Aylo 68 5,283 19-06-2019, 22:14
Ostatni post: Korsarz04
  Dziennik snów didejdroga :) didejdroga2 26 1,938 19-06-2019, 11:11
Ostatni post: didejdroga2
  Dziennik snów - Howolf Howolf 108 6,119 16-06-2019, 02:14
Ostatni post: Howolf
  Dziennik snów Ariene Ariene 14 940 31-05-2019, 12:16
Ostatni post: Ariene

Skocz do:

UA-88656808-1