Dziennik snów Tymoteusza
Noc 10 czerwca 2021

Dzisiejsze sytuacje w LD to był totalny mindfuck. Doznałem niezliczonej ilości FA i kilku paraliżów sennych we śnie. Ciężko mi się w tym wszystkim połapać co się działo. Sny były bardzo realistyczne, ale miałem problem z rozróżnieniem i zrozumieniem, że to sen. W snach znajdowałem się w starym mieszkaniu i dopiero jak się obudziłem to wrócił mi krytycyzm. 

Przed snem afirmacja i medytacja. Obudziłem się po 5,5h snu, o 6:30. zapisałem jeden dłuższy sen i dwa strzępy. Ponownie afirmacja. Przed snem włączyłem sobie biały szum, ale słuchawki mi się psują i byłem sfrustrowany, bo finalnie słuchałem krócej niż chciałem. Dodatkowo moją intencją na najbliższe LD to była konfrontacja z moimi lękami. O 7 ponownie się położyłem i długo trwałem chyba w N-REMach, bo nie pamiętam, co się działo, a byłem mocno zrelaksowany. Potem ponownie się obudziłem, wyłączyłem biały szum. Zasnąłem koło 8:45.

Byłem w mieszkaniu rodzinnym. Do mieszkania przyszła niska azjatka będąca w ciąży. Dowiedzialem się, że to nowa dziewczyna mojego brata. [...]
Potem wspólnie wszyscy zjedliśmy obiad przy wielkim stole. Gdy odszedłem na chwilę przeniosło mnie na ciemną ulicę, gdzie działa się jakaś akcja pościgowa. [...]
Pod koniec spowrotem byłem w mieszkaniu rodzinnym i w swoim pokoju.
Chwyciłem za nos i wykonałem TR. Był pozytywny. Gdy chciałem się skoncentrować na sennej rzeczywistości i na obecności Tu i Teraz, było to niemożliwe i z każdą sekundą sen stawał się coraz płytszy. Zacząłem podejrzewać, że uświadomiłem się pod koniec REMu i się zawiodłem. Potem mnie wyrzuciło.
Doświadczyłem FA. Leżałem na łóżku w tym samym pokoju. Wstałem z niego i odruchowo wykonałem TR z dłońmi, ale był negatywny. Przeszedłem się po pokoju obserwując co się dzieje i chwilę porozmawiałem z bratem. Sen był bardzo realistyczny. Potem wróciłem do łóżka i zasnąłem. Doświadczyłem kolejngo FA. Wstałem z tego samego łóżka. Przeszedłem się po pokoju i dalej się zastanawiałem, czy to może być sen. Wszystko było strasznie realne. Idąc podszedł do mnie mój kot. Pogłaskałem go i wziąłem na ręce. Zwróciłem uwagę na fakt, że jest to bardzo naturalna i rzeczywista sytuacja. Kot niejako rozwiał moje wątpliwości. Byłem pewien, że to jawa. Potem wróciłem do pokoju z łóżkiem. Rozejrzałem się przez okno i w pewnym momencie usłyszałem moją siostrę. Gdy się obróciłem, była czarnym, gadającym kotem. 
- Czemu ty jesteś kotem? Co się dzieje? Ja dalej śnię?
Zacząłem forsować TRy z dłońmi i derealizację. Bałem się, że to jawa i że wywołuję derealizację zbyt intensywnie.
Dalej śniłem. Po dłuższej koncentracji widziałem 6 palców. Rozejrzałem się po pokoju i przypomniałem sobie plan na LD. Gdy zacząłem myśleć o konfrontacji z podświadomymi lękami nie musiałem nic robić, bo od razu poczułem lęk i obawę. Gdy przeszedłem przez drzwi na przedpokoju ujrzałem trzy postacie. Jedna na wprost mnie miała białą, kwadratową maskę z plastiku. Połączenie maski Annonymous i twarzy tej lalki z Piły. Była okropna. Miała w ręce długi nóż. Po lewej stronie stała niewyraźna postać, której nie rozpoznałem. Trzecia postać unosiła się nad dwoma pozostałymi. Nie byłem w stanie zawrócić i kiedy zbliżyłem się do postaci po otwarciu drzwi, ta niewyraźna postać powiedziała.
- "No witamy".
Nagle bez zastanowienia mnie podniosły i obróciły tak, że głowa mi zwisała do dołu, mocno rzuciły mną o podłogę i wtedy zacząłem obawiać się kosy w plecy. Zacząłem forsować pobudkę. 
Pamiętam jakieś doznania paraliżowe i próby poruszania przeze mnie jednym palcem. Bałem się, ale wiedziałem, że to tylko sen i jedyne co mnie czeka to nieprzyjemne doświadczenia. Chciałem wrócić.
Obudziłem się 3 raz na tym samym łóżku i wiedziałem, że śnię. Wiedziałem też, co mnie czeka za drzwiami i doświadczyłem tego samego. Postać tym razem powiedziała rozgniewana
- "Przecież na to liczyłeś to nie uciekaj!!"
Faktycznie. Chciałem pozostać dłużej ale i tak się bałem skrętu kiszek od kosy. Pozostałem chwilę dłużej i walczyłem by się nie budzić. Potem straciłem świadomość i obserwowałem wszystko jako niewidzialna postać. Do pokoju weszła dwójka detektywów i wzięli moje ciało. Przeniosło nas do laboratorium. Detektywi czekali pod gabinetem jakiegoś lekarza. Bałem się, że lekarz nie znajdzie mojego mózgu w czaszce i że trzy postacie wyciągnęły go by wsadzić go do machiny podtrzymującej życie, by mnie torturować przez resztę wszechświata. Zdarzało się, że myślałem o takiej koncepcji za dnia. Ciekawiło mnie, czy mózg posiada mechanizm autodestrukcji w stresujących sytuacjach, nawet jeśli ktoś próbowałby forsować podtrzymanie życia przez impulsy elektryczne i jakieś biologiczne czynniki. Nie usłyszałem diagnozy lekarza, ale miał zawiedzioną minę. 
Potem doznałem kolejnego FA. Leżałem na łóżku w tym samym pokoju i pamiętam, że chciałem uzyskać LD. Byłem w trakcie paraliżu. Pamiętam, że podnosiłem ręce, najpierw prawa, potem lewa. Gdy je podniosłem zacząłem się przekręcać by wstać z łóżka i obserwowałem, czy są ciężkie. Były lekkie i wiedziałem, że jestem we śnie. Potem jednak, gdy oparłem się na prawej ręce i chciałem otworzyć oczy poczułem duży ciężar i upadłem na łóżko. Uznałem, że to jawa. Wstałem z łóżka i zacząłem pytać mamę o LD. Nie chciała o tym ze mną rozmawiać i uznała, że to jawa. Ja byłem przekonany, że to rzeczywistość, bo była bardzo realna. Na ścianie ujrzałem zegar. Był w niestandardowym miejscu. Spojrzałem na niego i odwróciłem wzrok na dłuższą chwilę. Godzina nie zmieniła się. Miałem problemy z zapamiętaniem godziny. Potem poszedłem do pokoju do brata i rozmawiałem z nim. Kolejne testy rzeczywistości z zegarem i były pozytywne, ale i tak nie byłem w stanie skojarzyć, że to sen i że TRy na to wskazują. Wróciłem do pokoju i tym razem godzina na zegarze była totalnie odmienna. Zacząłem się nad tym zastanawiać i to mnie uświadomiło. Moja świadomość i tak była niska. Pamiętam, że spojrzałem na drzwi, za którymi były 3 postacie i tym razem wpadłem na pomysł, by wyjść przez okno. Gdy wychodziłem coś złapało mnie za nogę, ale to zlałem. Bałem się i wiedziałem, że nie ucieknę przed tą trójką. Potem straciłem strzępy świadomości. Jechałem autokarem z rodziną. Moja siostra wkręcała rodzinę, że rozmawia z kimś przez telefon. Ja widziałem, że to tylko wkręta, bo na telefonie nie miała połączenia aktywnego. Potem gdy wysiadliśmy z autobusu śmiała się ze mnie, że obserwowałem jej telefon, a zachowywałem się, jakby mnie wkręciła. Zacząłem się zastanawiać "kurcze, faktycznie, czemu ja tego nie zauważyłem". Uznałem, że zauważyłem, ale nie chciało mi się o tym wspominać. Po dojechaniu weszliśmy do mieszkania. Usiadliśmy na tarasie. Była prawie cała moja rodzina z babcią. Siedzieliśmy, była piękna pogoda i na prawdę piękny widok. Na wprost tarasu rozciągały się zielone, niziutkie pagórki, za nimi na lewo była wieś, na wprost daleko było miasto. Niebo z kilkoma chmurkami, chłodny, przyjemny wiaterek. Nagle moja babcia zadała pytanie 
-"Gdzie jest kosmos?". 
Uśmiechnąłem się i zacząłem zastanawiać.
-"Wiesz co babciu, trudne pytanie. W zasadzie to kosmos to może być to, co jest poza atmosferą Ziemi, czyli tam, tam i tam." Pokazywałem we wszystkie kierunki, żeby dać babci do zrozumienia, że kosmos jest też pod nami. 
-"Ale w zasadzie, to my też jesteśmy kosmosem, w sumie się w nim znajdujemy. Ale czekaj. No to też zależy od interpretacji znaczenia kosmos. Myslę, że każdy może mieć inną definicję."
Nagle wtrącił się mój tata by zażartować, ale nagle na horyzoncie, daleko, z 15km na wprost ujrzałem grzyba atomowego. Był biały i ogromny. Bardzo się przestraszyłem, bo byłem pewny, że to rzeczywistość, a wybuchy jądrowe to mój znak senny. Ujrzałem, że tata wstaje i otwiera schron, ja uznałem, że nie będziemy tam bezpieczni. Zacząłem biec za budynek. Chciałem zawrócić, by wziąć butelkę wody, ale uznałem, że nie ma czasu. Biegłem, biegłem. Zbiegałem z pagórka. Nagle zobaczyłem kolegę, który biegnie na czterech łapach jak gepard i zacząłem się zastanawiać, czy to nie jest dziwne, że wybucha atomówka, a znajomy biega na czterech łapach. Byłem pewny, że to sen. Uznałem, że jeśli to sen, to wykorzystam magię ziemi i wykopię tunel. Tak zrobiłem i ograniczałem świadomość, by wyszło mi to łatwiej. Wykopałem tunel na kilka metrów i zamknąłem górę. Potem uznałem, że jestem za blisko eksplozji i wykopałem tunel na wprost. Na początku robiłem to uderzeniami pięści. Jedno uderzenie = przesunięcie tunelu o kilka metrów wgłąb. Potem uznąłem, że skoro to sen, to nie muszę tego robić. Wykonałem gest klapnięcia o dłonie i tunel przesunął się sam. Zacząłem nim biec. Potem zapaliłem płomień w lewej ręce i zacząłem skanować ciemność. Pamiętam, że widziałem zielone drzewa i powierzchnię. Miałem wtedy myśl, że może dalej jestem na powierzchni. Ta myśl pojawiła się, bo kontrola we śnie lubi wątpić. Sama idea wykopania tunelu była bardzo subtelna i działa się jakby w mojej wyobraźni. Odsunąłem skojarzenie bycia na powierzchni tym, że po prostu powiechnia odbiła się na mojej siatkówce oka i że to zwykłe omamy. Podziałało. Po dłuższej chwili zorientowałem się, że jestem w piwnicy swojego mieszkania. Na lewo było wyjście, drzwi były zamknięte. Obróciłem się i ujrzałem trzy postacie idące w moim kierunku, przeraziłem się, starałem się zachować jasność umysłu. Zapytałem, czego chcecie? Zatrzymajcie się i odpowiedźcie! Nic to nie dało. Pierwsza postać przeze mnie przeszła, druga wyciągnęła nóż i wtedy straciłem świadomość. Rozmawiałem z przyjacielem. Pamiętam, że opowiadał mi, że nie wyszło mu na zawodach sportowych. Pocieszalem go, on był smutny, ale w pewnym momencie zaczął mi opowiadać o tym, że w zasadzie jest zajebisty i o jego osiągnięciach sportowych. Cieszyłem się, że się nie smuci. Jego zdania potwierdzała konfabulacja senna.
Potem czułem paraliż senny. Pamiętam, że im bardziej się relaksowałem, tym bardziej w*k*r***cie coś mnie wierciło w lewą nerkę. Walczyłem ze sobą, by na to nie reagować. Myślałem też nad trzema postaciami i obawiałem się, że się pojawią, gdy będę w trakcie paraliżu. Pamiętam, że byłem jedną nogą we śnie, bo myślałem, że jestem na łóżku we śnie, tym, na którym doznałem 3 razy FA. Połowę sennego ciała mogłem podnieść, druga była przyklejona do ciała fizycznego. Myślałem też wtedy o oobe. Po kilku minutach walki odpuściłem i się obudziłem. Okazało się, że w nerę wiercił mnie jeden z wierzchołków poduszki. Było to bardzo delikatne, ale przesunąłem poduszkę i niemal natychmiast zasnąłem. Miałem wizje ucieczki przed trzema postaciami. Po wizjach sen nabrał głębokości. Był bardzo rzeczywisty. Byłem tym razem na zewnątrz i była piękna, jesienna pogoda. Dotarłem pod jakiś większy sklep i wtedy zacząłem wykonywać TRy z dłońmi. Były negatywne i forsowałem, by były pozytywne. Po chwili wynik testu był pozytywny. Rozejrzałem się i pamiętam, że ujrzałem zakapturzoną postać. Skierowała się w moją stronę. Zacząłem do niej krzyczeć i wymierzyłem w nią ręcę na kształt pistoletu. Nic to nie dało, bo moje ręce były tylko rękami. Potem pamiętam, że doznałem kolejnego FA. Obudziłem się w tym samym mieszkaniu co 4 razy wcześniej i od razu wbiegłem do pokoju dużego. Chciałem wyskoczyć przez zamknięte okno, ale biegnąc uderzyłem o szybę. Za sobą czułem czyjąś obecność. Otworzyłem okno i za mną stała moja koleżanka. Powiedziała mi, że moje lęki reagują na zimno i zamieć śnieżną. Uzasadniła to tym, że mogę ich łatwo zgubić w burzy śnieżnej. Klasnąłem dłońmi i powiedziałem, 
- "Mróz i intensywny śnieg".
Tak się stało i potem wziąłem rozbieg i zacząłem lecieć przed siebie. W trakcie lotu próbowałem podnieść uważność i poczucie Tu i Teraz i niestety nieslużyło to kontroli. Upadłem na murek, zacząłem iść przed siebie. Na pewnym skrzyżowaniu obróciłem się za siebie i z krzaków wyszedł mężczyzna z maską i nożem. Potem ze śniegu wynurzyła się zaspa, z której coś wystawało i pamiętam, że było to ucieleśnienie dwóch pozostałych postaci. Gdy koncentrowałem się na poczuciu tu i teraz, czułem ogromne zakłopotanie. Probowałem się obrócić, ale nie mogłem. Przesuwałem się w prawo w kierunku przeciwnym do postaci, które szły w moją stronę i mówiły na prawdę dziwne rzeczy. Pamiętam, że w pewnym momencie skoncentrowałem się na maksa i usłyszałem dźwięk zapalającego się reflektora. Świecił na gadającą zaspę śnieżną. Ujrzałem też, że śnieg, który padał, zaczął zamieniać się w obraz "białego szumu", który można czasem ujrzeć na kanałach, które nie odbierają sygnału. Był jednolity i dalej przypominał śnieg, ale płatki miały kolor biało-czarno-szary. Probowałem ogarnąć co się dzieje i jakoś to zracjonalizować, ale wiedziałem, że senna rzeczywistość ma prawo działać w taki sposób, bo to sen. Potem na chwilę się obudziłem. Pamiętam, że byłem bardzo zmęczony, ale obecny. Ponownie zamknąłem oczy , pamiętam, że w swoim pokoju ujrzałem latający mebel. Gdy się z tego wybudziłem, spojrzałem na zegar w telefonie i była godzina 11:30. Stwierdziłem, że spałem 10,5h i moje sny były w płytszych remach.
Potem jednak się finalnie obudziłem w tym samym miejscu i była godzina 10. Spałem koło 9h.

Bardzo ciężko mi jest ułożyć sobie w głowie to co się działo. Głównie chodzi o chronologię wydarzeń, bo to co się działo, pamiętam w miarę dobrze, zwłaszcza momenty świadome i te w snach o LD. Nigdy raczej nie doświadczyłem tylu FA. Zakłopotanie w snach czy to sen czy jawa też było duże, nawet jeśli teraz wiem, że to było pewne, bo znajdowałem się w innym budynku niż aktualnie. Słabo też trochę z tym ostatnim epizodem, bo mocno przypominał jakiś ostry zjazd.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 11 czerwca 2021

Dzisiaj szybki wpis. 

Ostatnio czuję się słabo, mam dużo wyrzutów sumienia i masakrycznie niski poziom energii i motywacji. Typowo obawiam się o stan zdrowia i staram się godzić negatywne myśli nie oceniając siebie. W ciągu ostatnich kilku dni więcej ataków paniki niż zwykle, bogatsze we wrażenia somatyczne, niestety tych, których najbardziej nie lubię. W ciągu dnia mam momenty powrotu energii, motywacji i akceptacji. Są one chwilowe. Z optymizmem patrzę w przyszłość i mam nadzieję, że to jedynie okres stabilizacji nastroju, bo już przez takie wahania przechodziłem. Zobaczymy za kilka miesięcy. Z tego co mi mówił lekarz, dużo osób jest wrażliwych na działanie paroksetyny. Gorzej, że mam problem z rozróżnieniem efektów ubocznych paroksetyny, efektu psychiki na mój stan zdrowia i rzeczywistego stanu mojego zdrowia. Jeden z niewielu plusów takiego samopoczucia to to, że staram się dbać o swoje zdrowie pilnując diety i wysiłku fizycznego, dodatkowo bardziej doceniam każdy dzień.

W nocy dosyć intensywny atak paniki. Obudziłem się koło 2 w nocy, moja percepcja była mocno rozszarpana. Przez moment miałem problem z otwarciem drzwi, bo nie wiedziałem, w którą stronę przekręcić zamek. Przypomniałem sobie, że dzień wcześniej miałem tę samą sytuację i przekręciłem raz w jedna stronę, raz w drugą. Poszedłem do łazienki, spojrzałem w lustro z myślą "Znowu to samo". Towarzyszyło mi uczucie, które ciężko opisać. Porównałbym je do białego szumu z tyłu głowy, który jest bolesny, a płynął do mnie po prostu z otaczającej rzeczywistości. Kojarzy mi się mocno z parestezjami, a same parastezje, wywołują u mnie intensywny lęk. Momentami czułem się, jakbym był o krok od pustki. Zauważyłem, że ostatnio przy atakach paniki nie myślę o śmierci, ale czasem po prostu towarzyszy mi odczucie, które kojarzy mi się ze śmiercią. Troszkę się trząsłem, ale starałem się nie myśleć o całej sytuacji i włączyłem sobie relaksującą muzykę. Zamknąłem oczy i gdy zacząłem podsypiać ze słuchawkami, odłożyłem je i zauważyłem, że czuję się lepiej. Potem zasnąłem. 
Cholera, liczę na to, że to tylko chwilowe. Ataki zdarzają się rzadziej, ale są poprzedzone fatalnymi i bezsilnymi dniami.

Pobudka o 7, jeden dłuższy i wyraźny sen, który zapisałem. Dodatkowo dwa strzępy. Jeden sen wywołał u mnie płacz. Nie płakałem od ponad 3 lat. Za dnia próbowałem, ale nie mogłem. Nie chciało mi się odtwarzać w pamięci strzępów więc je zostawiłem. Potem szybko zasnąłem, więc teoretycznie takie randomowe WBTB. 

Dzisiejsze sny były bardzo długie. Widzę, że moja pamięć snów z dnia na dzień jest coraz lepsza. Gdybym miał opisać każdy sen, musiałbym poświęcić na to pewnie koło 2-3h.

Jeden sen opiszę pokrótcę. Szedłem wzdłuż pięknej, wąskiej ulicy, idącej przez pagórki. Niosłem na plecach jakiegoś chłopaka. 
Zbliżała się burza i szukaliśmy schronienia. Wiem, że towarzyszyły nam inne osoby. [...]
Gdy dotarliśmy do mieszkania, chłopak zszedł mi z pleców , otworzył drzwi. Zająłem miejsce [...]. Chwilę później doszło do wypadku, ulicą jechał sportowy samochód i potrącił jakiegoś innego chłopaka. Zobaczyłem, że potężny odłamek samochodu owinął się wokół mojej prawej stopy. Pamiętam, że miałem wtedy wizję, jakoby samochód wjechał do mieszkania i zatrzymał się tuż przy mojej stopie. Uznałem wtedy, że zabrakło mm, by samochód przejechal mi po stopie. [...]
W szpitalu przykuto mnie do łóżka i badano stopę. Dotykaną ją i pamiętam, że sprawiało mi to ból. Potem doznałem potężnych skurczy palców i został mi wstrzyknięty jakiś specyfik. Straciłem przytomność. Gdy ją odzyskałem, spojrzałem na monitor aktywności mojego tętna i ciśnienia. Mocno się wahał, a ja się bałem. Badano aktywność mojego mózgu w momencie smierci, a moment mojego powrotu był nieplanowany. [...] Wgrano wyniki badań na kartę pamięci. [...] Próbowałem się wydostać z łóżka i mi się to udało. Zabrałem tablet z kartą pamięci i zacząłem uciekać na jednej nodze. [...] Ujrzałęm chlopaka na rowerze, który miał schowany tablet. Był ścigany przez personel szpitalu. Pod koniec snu tablet został zniszczony. Ja znajdowałem się na pięknej plaży niedaleko rzeki. Były tam różne osoby, jedna była moją rodziną, która nie była prawdziwa, ale pamiętam, że czułem do nich sympatię, pozostałe osoby na swój sposób wzbudzały we mnie pozytywne emocje [...]

Pierwsze uświadomienie miało miejsce u mnie w bloku rodzinnym na klatce schodowej. Pierwsze co czułem to lęk i z góry zaczęły zbiegać straszne postaci, jedna po drugiej przeze mnie przenikały. Potem zaczęły zbiegać zwierzęta. Nie mogłem się ruszyć. Ujrzałem jakieś straszne postaci, które mnie do siebie przywołały. Straciłem świadomość. Potem miałem sen nieświadomy.

Kolejne uświadomienie miało miejsce na przystanku tramwajowym w jakimś słonecznym miejscu. Pamiętam, że TRy z nosem były negatywne, ale udało mi się zmienić treść ogłoszenia na przystanku. Zacząłem spacerować po przystanku i koncentrowałem się na obecności Tu i teraz. Zadawałem pytania, gdzie jestem, co czuję, jaka sytuacja zdarzyła się wcześniej. Pamiętam, że wtedy przypomniałem sobie wcześniejszą część snu. Potem sen miał wątki snu o LD, gdzie co jakiś czas w akcji snu wspominałem, o tym, że to sen.

Ostatnie uświadomienie miało miejsce w muzeum. Sen szybko przemienił się w sen o LD, a ja bawiłem się magią ziemi. Pamiętam, że odkryłem, że im szerzej rozstawię ramiona przy geście podnoszenia bloku skalnego, tym szerszy podniesiony blok skalny będzie. Próbowałem zamknąć senne postacie w klatce kamiennej. Potem próbowałem przywołać magiczne krzesła. Pamiętam, że na klapnięcie dłoni pojawiał się fotel. Wpadłem na pomysł, by przywołać tron z "Gra o Tron". Nie udało mi się. Potem zorientowałem się, że to co robię jest dziwne i zrobiłem TRy z dłońmi. Podszedłem do okienka sklepowego i próbowałem poprosić ekspedientkę o coś do jedzenia. Straciłem uważność i zobaczyłem, że odszedłem od okienka. Potem próbowałem przywołać swoją świadomość, bym czuł się jak Tu i Teraz. Senna rzeczywistość falowała, raz byłem obecny, raz nie. Potem koncentrowałem się na moim sennym ciele. Gdy koncentrowałem się na prawej dłoni i na każdym wykonywanym przez nią ruchu, zacząłem czuć swoje senne ciało w czasie paraliżu i im mocniej się koncentrowałem, tym ciężej mogłem poruszać ręką. Potem pamiętam, że próbowałem uprawiać seks z jakąś senną postacią, ale wrażenia podczas tego aktu mnie wybudziły. 

W sumie tej nocy miałem 3 długie i pełne sny, 2 dłuższe, ale niepełne sny i 3 strzępy. Wśród 3 najdłuższych snów - w jednym doszło do uświadomienia, w 2 dłuższych snach - w dwóch doszło do uświadomienia. Dwa strzępy pochodzą z pierwszej części nocy, jeden strzęp jest z drugiej części nocy. 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
(11-06-2021, 18:12 )Tymoteusz napisał(a): Momentami czułem się, jakbym był o krok od pustki. Zauważyłem, że ostatnio przy atakach paniki nie myślę o śmierci, ale czasem po prostu towarzyszy mi odczucie, które kojarzy mi się ze śmiercią.
Plusuję.
(11-06-2021, 18:12 )Tymoteusz napisał(a): Jeden sen wywołał u mnie płacz. Nie płakałem od ponad 3 lat. Za dnia próbowałem, ale nie mogłem.
To ciężkie doświadczenie. Szukam czegoś, co mogłoby zastąpić płacz i uwolnić zgromadzone we mnie napięcie. Na razie niebo nade mną płacze i to mi musi wystarczyć.
(11-06-2021, 18:12 )Tymoteusz napisał(a): Badano aktywność mojego mózgu w momencie smierci, a moment mojego powrotu był nieplanowany.
Podoba mi się to.

Życzę powrotu do zdrowia i sukcesów w dalszej grze o TRon.
Every morning you have two choices: Continue to sleep with your dreams or wake up and chase them.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów Kilera Jestem Kiler 94 5,373 06-06-2021, 10:24
Ostatni post: Jestem Kiler
  Dziennik snów by Wolfie WolfiePL 11 2,170 12-05-2021, 14:30
Ostatni post: WolfiePL
  Kys - Dziennik snów Kys 52 8,548 11-04-2021, 14:59
Ostatni post: Kys
  Dziennik snów Młodego Mlody90 0 396 11-03-2021, 21:31
Ostatni post: Mlody90
  Dziennik snów - Howolf Howolf 146 21,736 15-12-2020, 03:45
Ostatni post: Howolf

Skocz do:

UA-88656808-1