Dziennik snów Tymoteusza
Wygłada na to, że regularniejszy rytm snu. Tak czy inaczej, samo przechodzi :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 30/01 grudnia 2015r.


No to tak, zwid nie mam już odkąd dodałem wpis o nich! Hurra.
Dzisiaj poszedłem spać wcześnie, położyłem się na drzemkę o 18, spałem do 21. Byłem lekko zmęczony, zjadłem kolację, umyłem zęby i położyłem się o 22. Jeszcze przez chwilę czuwałem i rozmawiałem z siostrą, jednak kiedy zapadłem w sen działo się coś ciekawego.

Leżałem, miałem potężne hipnagogi, kręciło mi się w głowie, świstało mi w uszach i mrowiło mi ciało. Kiedy otwierałem oczy, aby się ich pozbyć w pokoju było ciemno i wszyscy spali, a samo uczucie w głowie pozostawało (tzn, nadal mi się kręciło, nadal mi piszczało). Próbowałem też w nich wytrzymać, bo przyznam, że chciałem zasnąć. Zgadnijcie co się stało potem? Kiedy tak leżałem z 20 minut (nie czułem żadnego dyskomfortu) obudziłem się. Siostra siedziała na łóżku. W przedpokoju i pokoju zapalone były światła, godzina 23:30 (we śnie było później). A więc innej opcji nie ma, to był sen! :) Podejrzewam to również ze względu na sam wygląd pomieszczenia, w którym byłem, na pewno to był sen.

Kolejny sen był równie ciekawy. Byłem na alejkach niedaleko bloku, było ciepło, słońce za chmurami ale świeciło, wiatr wiał z potężną siłą, słyszałem szelest drzew. Bajeczny krajobraz mimo, iż był podobny do tego realnego to był pod każdym względem ładniejszy. Miałem mnóstwo balonów z helem przyczepionych do słupa, w ręku trzymałem radar, miałem brać udział w jakimś eksperymencie latania. Obok byli znajomi, którzy potem zniknęli. Kiedy postanowiłem przenieść eksperyment ze względu na warunki pogodowe (naprawdę silny wiatr) porwał mnie wiatr. Leciałem wzdłuż alejki i krzyczałem do znajomych, których nie było. Kiedy upadłem na ziemię, a wiatr i tak wiał i ledwie trzymałem się na nogach rozejrzałem się dookoła.
Sen o LD. Krzyknąłem STOP! Wiatr przestał wiać, cisza, spokój, niesamowita klarowność. Jednak potem wszystko wymknęło się spod kontroli. Wiatr ponownie zaczął wiać, ja cały czas krzyczałem, to mój sen, wietrze przestań wiać! Kiedy mnie nie słuchał, postanowiłem się wybudzić (fabuła snu mi to narzuciła) i tutaj zadziałała konfabulacja. Obróciłem się, w ręku miałem nóż i zobaczyłem czarną postać w białej, przerażającej masce z kosą w ręku, zaczęła biec w moją stronę, bałem się. Żeby się obudzić musiałem wbić sobie nóż w bark i zanim poczułem ból obudziłem się. Godzina 2:20.

Następny sen był równie ciekawy! Kiedy już zasnąłem...
Szedłem z kimś tymi samymi alejkami. Był wieczór, słońce zachodziło, świeciło niesamowitym blaskiem! Na niebie były tysiące gwiazd, bardzo pięknych. Kiedy szedłem na niebie zaczęły spadać "gwiazdy", było słychać dźwięk sypiącego się piasku, serpentyny, ciała niebieskie spalały się w atmosferze. Niesamowity widok :).

Kolejnych snów nie pamiętam, ale wiem, że rano jeszcze pamiętałem 3 xD. Tych z drzemki niestety nie udało mi się uchwycić, ale już kolejny raz zdarza mi się sytuacja, że po dłuższej drzemce przed snem miewam tak ciekawe sny, oraz "LD, paraliże, sny o WILD itp". Czyżby nowa technika, zmodyfikowany WBTB? Niee, lepiej się nie łudzić, trzeba testować :).
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostro z tymi pierwszym snem. To przez tą drzemkę tak się stało? :P
Zwykła świadomość jest jak sen, a prawdziwe życie rozpoczyna się, gdy mamy dość siły i odwagi, aby się przebudzić. Przebudzić we śnie?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Podejrzewam, że zadziałała jak WBTB, okres czuwania był długi, jakieś półtorej godziny, więc nie wiem, bardzo prawdopodobne, że to przez tą drzemkę. Spróbuję wywołać podobny "stan" w taki sam sposób, tzn. 3h drzemki, długie rozbudzanie i ponowny sen :P.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 06/07 grudnia 2015r.

Dzisiaj miałem trochę okropną noc. Położyłem się spać po 23 i po pewnym czasie zasnąłem. Niby zasnąłem, a w środku nocy budziłem się co chwilę z dziwnymi myślami w głowie. Myślałem o jakichś obliczeniach, których wynikiem był kawał... Ileś plus ileś równa się kawał i hahaha. Tak mniej więcej to wyglądało, jednak nie jestem pewny, zbyt słabo pamiętam to co się działo. Jedno jest pewne, wydawało mi się, że do póki nie zadzwonił budzik o 6, myślałem, że nic nie przespałem, a po prostu miałem problemy. Magiczny sygnał, dał mi sen.

Byłem na alejkach, jak często w moich snach. Była ładna pogoda, świeciło słońce, środek lata. Obserwowałem błękitne niebo i nagle z lewej strony względem mojej perspektywy (w realu to strona północna) wyleciał gigantyczny czerwono-biały samolot koncernu Tupolewa. Świdrował w powietrzu, był ogromny, kręcił się wokół własnej osi, wszystko było strasznie powolne. Leciał, leciał i nagle bum o ziemię, wszyscy krzyczeli "O Boże", nastąpił ogromny wybuch, który zapalił łąki, jednak chwilę po wypadku zaczęła się burza i rozpadał się deszcz. Dowiedziałem się, że był to atak terrorystów i zobaczyłem, że ktoś zaczął do nas biec z nożami w ręku, zacząłem uciekać, jednak jak zawsze w moich snach byłem po prostu powolny i stwierdziłem, że nie dam rady uciec. Pobiegłem do najbliższej kryjówki, za jakiś randomowy murek i się schowałem. Czekając, zacząłem słuchać rozmowy tych co przechodzili obok murków, czyli terrorystów.

No kurde no, było coś więcej, ale chyba pierwszy raz sen mnie tak zaintrygował, ze względu na swoją fabułę. Katastrofa była straszna, ale widoki były niesamowite i strasznie realne, mimo swoich nienaturalnych praw fizyki.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 29/30 grudnia 2015r.

Dzisiaj trochę o śnie, trochę o życiu. Wczoraj po siłowni (tak mi się wtedy wydawało) zginęła moja karta rodzinna (tramwajowa) mpk (ważna rok) i legitymacja szkolna. Miałem otwarty plecak i wydawało mi się, że ktoś mi zajumał, na szczęście kluczyki od roweru przypiętego pod szkołą były w kurtce. Myślałem wtedy, że albo zostawiłem w domu, albo mi wypadła, czyli zapomniałem zapiąć plecak. W domu szukam, szukam, szukam i nic. Kolejne problemy na głowę z kwestią legitymacji i karty, pomyślałem no okej, karta stracona. Przed snem już za bardzo o niej nie myślałem, tylko bardzo lekko powiedziałem sobie "fajnie by było, gdyby się znalazła". A właśnie przed chwilą:

Jadę tramwajem, patrząc przez drzwi przed siebie. Dookoła było jasno, bardzo ładnie, ale nic nie odwracało mojego skupienia od obrazu zza okien. Nagle widzę, że wszyscy wyciągają bilety i karty tramwajowe. Sobie myślę, kurcze, przecież swoją zgubiłem, co ja teraz zrobię... Wyczekuję przystanku patrząc przed siebie, kanar mówi do pasażerów: Spokojnie, spokojnie, mamy czas. Powoli wsadzam rękę do kieszeni w spodniach (które noszę tylko na specjalne okazje), a tam mój kalkulator... i karta. Od razu się obudziłem i zacząłem poszukiwania.

Ale dostałem natchnienia. W spodniach żadnych nie ma, jestem trochę zawiedziony... Do rzeczy, dzięki temu przypomniałem sobie jak wyglądał ostatni dzień szkoły przed świętami. Sprawdziłem marynarkę, nie ma. Przypomniałem sobie, że ubrałem dziwną kurtkę, pożyczyłem od brata. Kurzyła się w szafie (hehe) to wyjątkowo ubrałem. I w magicznej szafie, w magicznej kurtce leżała moja niebiańska karta wraz z legitymacją! :)

Miałem też inne sny, ale kurcze, 1 raz coś takiego mi się zdarzyło. Ten sen był taki wyrazisty, normalnie mówił do mnie: Jeszcze nie sprawdziłeś wszystkiego! Jakby podświadomość się ze mną skomunikowała. Nie zrobiła tego bez pośrednio, bo przecież nie trafiła, w dżinsach nie było karty. Ale wydaję mi się, że tak miało być.

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 28/29 maja 2016r.

Przechadzałem się samotnie, gdzieś w godzinach 2 nocy. Dookoła było naprawdę ciemno, znikoma ilość ludzi (wręcz brak) i samochodów. Atmosfera była naprawdę przyjemna, zawsze sny z motywem nocnych spacerów do mnie przemawiają.


Byłem ze znajomymi na podwórku w południe. Znajdowaliśmy się niedaleko szpitala w okolicach mojego osiedla. Skakaliśmy po blokach, oknach, słupach, drzewach, ogrodzeniach... Coś świetnego, prawie jak w grze Uncharted 4, tylko moje zdolności były ograniczone i fizyka tylko trochę odpuszczała. Pamiętam moment, gdy zeskoczyliśmy na posesję "dziada", aby zażyć odrobinę adrenaliny. Kiedy zaczął krzyczeć wyskoczyliśmy przez ogrodzenie, na drodze stały nam również ruiny, które pokonywaliśmy. Gdy byliśmy bezpieczni, spojrzałem na ogrodzenie, które miało u szczytu bardzo długie kolce, nierównomiernie rozłożone. Z trudem je pokonałem, po czym pobiegłem w stronę wysokiego budynku i popisałem się umiejętnościami wspinaczkowymi.

Na szczycie, spoglądając w dół pomyślałem: "czy trening na siłowni się opłacił, że nie odczuwam teraz zmęczenia po wspinaczce?", poczułem wtedy delikatny ból w rękach i klatce piersiowej, po czym ponownie pomyślałem: "gdy trzeba będzie uciekać przed zombie, wojskiem, problemami, ja będę bardziej doświadczony, dzięki tej zabawie z kolegami".

We śnie często natrafiałem na ogrodzenia, które łatwo pokonywałem, jednym skokiem, czasem próbowałem dodać trochę finezji zmieniając styl. Ogrodzenie z kolcami mnie bardziej zaciekawiło, jednak niekoniecznie musi coś symbolizować. W rzeczywistości, ogrodzenie, które się tam znajduje również ma kolce.



Znajdowałem się na małej hali wewnątrz jakiegoś sklepu, znajomi grali w piłkę, gdy powiedzieli, że ja nie umiem, odpowiedziałem: "Zostanę freestyle'owcem" (w rzeczywistości nienawidzę grać w piłkę nożną, ale czuję, że mam do niej jakieś zapędy). Odszedłem od znajomych do jakiegoś pokoju. Gdy się w nim znalazłem, dostrzegłem, że drzwi do następnego pomieszczenia są zastawione. Odsunąłem pudło i znalazłem się w wielkim sklepie. Ujrzałem panią woźną z podstawówki (kiedyś miałem często sny z motywem podstawówki, od ponad roku już brak tych snów), o której nie słyszałem od 4 lat. Wziąłem bułkę z lady i ją ugryzłem, przeprosiłem woźną za to i powiedziałem, ze zapłacę. W głowie buzowały mi pomysły do wspinania się, jak z drugiego snu.

Po dłuższym spędzeniu czasu w galerii, odszedłem do kasy trzymając w ręku sok i lizaka (nie przepadam za słodyczami :)). W sumie wyszło 2zł 10gr, miałem monety: 1zł, 2zł, 20gr, 10gr. Wręczyłem pani kasjerce pieniądze, która wciąż zmieniała sposób, w jaki chciała mi wydać resztę (we śnie nie myślałem, o tym aby wydać równo, z kieszeni wciąż wyciągałem nowe monety, najczęściej 10gr,20gr i dwie monety 50gr, aż w końcu pani kasjerka zmieniła temat). Usiadła na krześle, podszedł do niej szef i powiedział, że zadłużyła się u kogoś na parę tysięcy. Zaczęła płakać i powiedziałem jej, aby się nie przejmowała, jakoś rozwiążę problem. Odszedłem do jakiegoś pokoju. Znajdowałem się tam z pewną osobą, jako przeciwników miałem dwóch grubasów, których łatwo pokonałem. Rozbiłem nimi szybę, jednak nie chciałem ich zabijać, jedynie rzuciłem delikatnie o podłogę, a oni stracili przytomność. Nagle (mimo, że byliśmy na drugim pietrze) ujrzałem dwa samochody, z których wyszli przeciwnicy... Jakaś tam naparzanka była, ale nudna i nie chcę jej opisywać. Pamiętam głupi moment, jako przeciwnika mój kolega (który jest śmieszkiem) zmierzył się z gęsią... Rzucał nią na wszystkie strony, miażdżył szyję, a ja trochę mu pomogłem, aż gęś miała szyję płaską jak łyżka do butów (za to fajnie puchatą). Dalsza sytuacja działa się na dziedzińcu zamku.

Ujrzałem, że znajomi schodzą na dół po schodach... Pobiegłem za nimi, na dole było ciemno. Na lewo znajdował się peron pociągowy, a na prawo była daleka droga przez park, którą oświetlały nastrojowe lampy. Pamiętam osoby, które zamierzały mnie opuścić, chciałem iść za nimi, nawet jakby tego nie chcieli, ale przypomniałem sobie, że coś zapomniałem z zamku (poczułem silną chęć powrotu), mimo wszystko się uparłem i powiedziałem: "Zamierzacie mnie opuścić? Uratowałem was z kłopotów". Wtedy tylko myślałem: "Oby poszli na peron, szybko wrócę na zamek, następnie znajdę ich na peronie. Gorzej by było jakby poszli przez park, jest taki rozległy... Mogę ich nie znaleźć". Mimo wszystko czułem, jak park zaprasza mnie na samotny spacer.
Z moich snów da się bardzo wiele odczytać... Zdarzają się również sny prorocze, jednak całkiem rzadko, a to czy sen był proroczy, dostrzegam już po fakcie.

Gdy odsunąłem pudełko i znalazłem się w galerii, mogła ona reprezentować dzieciństwo. Były również inne symbole dzieciństwa, a następnie wkroczenie w wiek gimnazjum, aż końcówka snu przedstawia moment opuszczenia gimnazjum i emocje, które mi przy tym towarzyszą.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 10/11 czerwca 2016r.

Ostatnio miałem parę proroczych snów... Jakkolwiek to brzmi, poważnie... Miałem już 3 prorocze sny w ostatnim tygodniu i staram się nie poświęcać im 100% uwagi, może jeszcze się jakieś przydarzą. Postanowiłem, że opiszę dzisiejszy sen, który się ciekawie sprawdził. Pozostałe sny były dosyć osobiste, ale na prawdę niesamowite...

Byłem w lesie z jakimiś znajomymi. Nie jestem w stanie podać dokładnie z kim. Przed kimś uciekaliśmy, a widoki lasu były niesamowite. Po ucieczce znaleźliśmy trochę luzu i dalej spacerowaliśmy. Pod koniec snu ktoś mnie zawołał i w takiej jakby "niecce" był łuk... Zrobiony z wyrastających z ziemi gałęzi, obtoczony liśćmi i kwiatami, bardzo ładny. Na tym sen się skończył.

Sen jak sen, ale co w nim jest proroczego? Ostatnio rozmawiałem z kimś i mówiłem mu o swoich proroczych snach. Dzisiaj byłem z tą osobą na spacerze, dosyć długim. Pod koniec naszego wspólnego dnia poszliśmy do parku, długo tam siedzieliśmy, a w międzyczasie dyskutowaliśmy o "łukach", oczywiście nie na poważnie, bo nie wierzyłem w ten sen. Kiedy wychodziliśmy z parku, zeszliśmy po schodach, park na stromym wzniesieniu, osoba mi towarzysząca chciała mi coś pokazać i spojrzałem w niebo (nie chodziło jej o to co ujrzałem). A ujrzałem wielkie halo... W kształcie łuku. Dokładnie to te zjawisko nazywa się Halo 46°, pierwszy raz w życiu takie ujrzałem i było piękne. Słońce zachodziło, więc było dobrze widoczne, 100% łuk. Nie mówię, że to od razu coś epickiego, ale ciekawie na to patrzę. 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 25/26 czerwca 2016r.

Znajdowałem się w jakiejś galerii handlowej. Była tam szklana winda, która do czegoś służyła. Wiem, że dwa razy na niej byłem, raz z kolegami, którzy strasznie skakali i winda ledwo nas uniosła. Powtarzałem im, że jeśli chcą wylądować wyżej, to muszą się ogarnąć, bo winda nas nie utrzyma. Gdy wyszedłem ze sklepu, znalazłem się przed szkołą. Spojrzałem na kolegę i zrozumiałem, że śnię. Sen był bardzo płytki, tarłem ręce o siebie, próbując wyczuć cokolwiek zmysłem dotyku. Później, gdy obraz zniknął, zacząłem wyobrażać sobie, że obracam się wokół własnej osi (mój sen był na skraju myśli, wyczuwałem granicę). Gdy obraz zniknął, rzuciłem się na ziemię i przytulałem do podłogi mówiąc "wyczuję Ciebie, śnie". Udało mi się przedłużyć sen i wskoczyłem do szkoły. Robiłem parę ciekawych rzeczy, pod koniec ujrzałem za szklaną tablicą swoje zdjęcie z 1 klasy na zielonej szkole, w tle byli inni znajomi. Wyciągnąłem je i chciałem spróbować cofnąć się w czasie (przez głowę przekładała mi się myśl, fajnie by było jakbym się cofnął i nie mógł wrócić, jak w filmach). Jeśli ktoś oglądał Efekt Motyla, bądź Life is Strange, to wie o co chodzi (z samym kontekstem przenoszenia się w czasie). Niestety, zdążyłem jedynie przyjrzeć się zdjęciu (istnieje takie zdjęcie w rzeczywistości, jednak nie było to jedno zdjęcie, tylko dwa na siebie nałożone), następnie się wybudziłem.

Byłem przed pewnym budynkiem, okazało się później, że była to moja nowa szkoła. Obok stał mój kolega, który obrał sobie na cel inną szkołę. Wszedł ze mną, ujrzałem całą salę pełną, około 30 uczniów. Na szczęście, przednia ławka była wolna z dwoma miejscami. Pomyślałem sobie, że perfekcyjnie, bo mam wadę wzroku. Usiadłem i zobaczyłem, że mój kolega wybiega z klasy, powiedziałem "niee" (zachrypniętym głosem) i wybiegłem za nim. Porozmawiałem z nim i powiedziałem "CZEKAJ, PRZECIEŻ NIEDAWNO ZACZĘŁY SIĘ WAKACJE"...

Dosięgło mnie ciekawe FA, wiedziałem, że to co było przed chwilą było snem, wiedziałem, że mam całe wakacje przed sobą, ale przeniosłem się do tej szkoły, aby przekazać nowinę koledze. Później zrozumiałem, że śnię i przez chwilę próbowałem coś zrobić (Myślałem sobie, że jedno LD mi wystarczy) i sen przerodził się w sen o LD. Następnie znalazłem się na drodze obok pewnej ulicy przed starą szkołą, słyszałem, jak jakiś obcokrajowiec przeprowadza wywiad z dwoma dziewczynami, wiązałem buta i mimo, że byli oddaleni o 200 metrów, słyszałem ich rozmowę. Gdy skończyli, zapytałem o dziewczynę w okularach, jednak to nie była ta, której szukałem.

Sen ma miejsce w Elblągu (nie wiem czemu akurat tam, ale turysta mi powiedział, że to Elbląg). W każdym razie (czy tam się znajduje ten port) był tam. Chodzi tutaj o próby nuklearne. Ludzie byli tam uzbrojeni w granaty atomowe (wiem, jakie konsekwencje niesie za sobą promieniowanie, ale to sen), oraz paczki. Pamiętam 3 kalibry: zwykły, mały granat, następny wielkości piłki, w butli, a ostatni w nieco większej postaci, również w butli. Kolega rzucił jeden granat, aby pokazać jego moc, wybuchł ciekawie, pozostawił po sobie chmurę. Idąc dalej portem, ujrzeliśmy ludzi, którzy wyrzucali granaty do WODY. Powiedziałem im, że to co robią jest złe, a oni pokazali mi moc kolejnego kalibru. Czerwona butla odleciała do góry, zacząłem uciekać ze znajomymi, szukaliśmy wgłębienia w ziemi, schroniliśmy się i nastąpił wybuch. Nic wielkiego, nawet drzewa nie spłonęły, ale było groźnie. Zapytałem o moc, odpowiedział 300 kT (to niemożliwe), dostałem kartkę z czerwonym napisem 300 kT. Później zaczęły się konsekwencje prób. Zewsząd leciały helikoptry, zacząłem uciekać i skakać jak konik polny, z dala ujrzałem, jak ładunki, które były w wodzie zaczęły wybuchać. Usłyszałem syrenę alarmową, masa ludzi uciekała.

Gdy byłem dalej, przeszedłem przez most na drugą stronę brzegu. Powiedziałem tacie, żebyśmy uciekali, a zjemy po drodze xD (mieliśmy coś zjeść w knajpie). W wodzie pod mostem ujrzałem koleżankę, wskoczyłem do niej do wody i chciałem pomóc wyjść, ale ona zamieniła się w KAMIENNY SŁUP, który wpadł do wody (było to bardzo dziwne). Nagle ujrzałem jakby chmurę atomową  za budynkami oraz usłyszałem huk. Ludzie krzyczeli "NIE CHOWAJCIE SIĘ, GDY UJRZYCIE CO SIĘ DZIEJE, TO ZDĄŻYCIE ZAREAGOWAĆ". Ja wskoczyłem do wody i nie wiedziałem, czy to coś da, ale tam siedziałem. Minęło sporo czasu i nagle BUM, CIEMNOŚĆ WSZĘDZIE. Ocknąłem się po pewnym czasie i ledwo wyszedłem z wody. Wszyscy ludzie byli brudni, w spleśniałe kolory (myślałem sobie, ja wyglądam gorzej, choroba popromienna?). Było to coś nieprzyjemnego. Nie mogłem otworzyć lewego oka, ust (nie mówiąc o mówieniu), oddychałem ciężko, miałem "zalepioną" głowę. Patrzyłem jedynie na innych ludzi i myślałem "przynajmniej żyję". Nagle ujrzałem dwóch nauczycieli ze szkoły, panią od fizyki i pana od chemii. Poczułem w pewnym momencie jak z prawej skroni ucieka ze mnie krew.. Pani od fizyki mówiła "o jak fajnie, że Tymek odchodzi" (Nie było to mówione w chamski sposób, miałem wrażenie, że chce mnie pocieszyć). Złapał mnie ktoś za rękę i pomógł się położyć, ten ostatni raz. Coraz gorzej słyszałem te same słowa, będzie dobrze. Powoli zrobiło mi się ciemno przed oczami, zdążyłem jedynie poczuć, jak się kładę. Słowa ucichły, była jedynie ciemność. Nagle poczułem coś co ciężko opisać xd, po prostu "ból ciała fizycznego z fabuły snu" zniknał, a ja poczułem lekki spokój. Było cicho, ciemno i całkiem przyjemnie. Mówiłem sobie w głowie słowa wierzącego, pilnując swojej świadomości. Kiedy tak leżałem, nagle obudził mnie puls lewej skroni xdd. Pomyślałem wtedy tylko "Aha", no i wstałem. Pewnie gdybym chciał, to wróciłbym do snu jakąś fiksacją oczu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 28/29 czerwca 2016r.


Zbliżała się noc. Znajdowałem się na jakiejś polanie, która 10 metrów dalej kończyła się urwiskiem, na dole którego płynęła rzeczka, obok której był stary most. Zewsząd, kilometry od nas, otaczały nas widoki zaśnieżonych szczytów. Byłem ja, tata i mama. Rozłożyliśmy namiot i szykowaliśmy się do spania. Co ciekawe, spaliśmy pod gołym niebem. Telefon położyłem obok siebie i poszedłem spać. Nagle usłyszałem szelest, jakby ktoś uciekał i zobaczyłem, że ta osoba zakosiła mi telefon. Nie miałem siły jej gonić, zwłaszcza, że zniknęła. Byłem zły i czułem się bezsilny. Wtedy dosięgło mnie FA, znajdowałem się na alejkach niedaleko domu, było ciemno i nastrojowo. Nagle zobaczyłem ciemno ubranego człowieka i czułem, że ma to co moje. Pobiegłem w jego stronę, była to koleżanka z klasy... Naciskałem, aby oddała telefon, dała się przeszukać nawet, zapytałem co ma w tylnej kieszeni i po dłuższym naciskaniu, oddała telefon. Zablokowała mi go na półtorej godziny (Mam hasło na telefon).


Byłem na wycieczce z klasą, ostatniej. Wiedzieliśmy, że zbliżał się koniec roku. Nagle ujrzałem stoisko ze słodyczami. Miałem przy sobie 12 złotych. Kupiłem tam dwa duże lizaki w kształcie serca i cukierków za 4 złote, jednak się okazało, że mam łącznie 15 złotych, bo 2 złote zamieniło się w piątaka, więc poprosiłem panią, aby poleciła mi coś dobrego za resztę. Dała mi z lodówki paczkę cukierków o smaku oliwek (były całkiem dobre). Czułem, że klasa się daleko oddaliła, więc pobiegłem. Okazało się później, że zapomniałem lizakowych serduszek, a według mnie, w snach nic nie dzieje się przypadkowo.


Ostatnii sen, który chciałem zanotować, trochę mnie zaciekawił. Mianowicie, u mnie w domu działy się jakieś wybuchy, blabla, ucieczka wyskakując z okna i latanie, nic specjalnego. Jednak po całej akcji udałem się na ławkę pod blokiem. A TAM SPOTKAŁEM ZNAJOMYYYCH... 60 LAT STARSZYCH :D. Było to coś niesamowitego, od razu nawiązałem rozmowę, zaczynając od tego kim są itp. Przyznam, że słabo pamiętam dialogi, ale rozmawialiśmy o tym jak nam się żyje, o dzieciach, o związkach, o tym co po szkole, o rodzinie itp. Poznałem syna kolegi i koleżanki, których nie było na ławce, lols. Cała rozmowa była przepełniona emocjami, uśmiechy, beka, podziw, strach, zainteresowanie. Komu się śni coś takiego? Idziesz sobie usiąść, a tam dosłownie starzy znajomi. Było to dla mnie przyjemne. Nie brakowało tam motywu sennego. Jako jedyny byłem w swoim aktualnym wieku, miałem wrażenie, że nawet młodszy, ale nie zwracaliśmy na to uwagi.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów - Howolf Howolf 111 6,716 18-07-2019, 01:12
Ostatni post: Howolf
  Kys - Dziennik snów Kys 26 2,330 30-06-2019, 13:46
Ostatni post: Kys
  Dziennik snów Aylo Aylo 74 5,807 29-06-2019, 12:11
Ostatni post: Aylo
  Dziennik snów didejdroga :) didejdroga2 26 2,084 19-06-2019, 11:11
Ostatni post: didejdroga2
  Dziennik snów Ariene Ariene 14 1,025 31-05-2019, 12:16
Ostatni post: Ariene

Skocz do:

UA-88656808-1