Dziennik snów Soldiera
#21
rany boskie święte matko jedyna nie no idziesz do domu.
nie wiem jak ty to robisz ale zazdroszczę.
gratulacje jest pan lepszym oneironautą ode mnie :)
LD - 31
Sny o LD -  7
FA - 10
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
13.12.21r

Tego dnia grałem na komputerze ze znajomymi, i przyśniło mi się to. Inaczej jednak odczuwałem, co działo się podczas grania. Widziałem oczyma postaci z gry. W którymś momencie zrobiło się mrocznie. Znalazłem się w ciemnej jaskini ze stalagmitami i stalaktytami. Czułem, że w tym miejscu mieszkają nieprzyjazne istoty. Do konfrontacji z nimi nie doszło. We śnie nawet negatywne emocje są fajne. W moim przypadku zamiast straszyć, dodają klimatu. Wspomnę też, że nie lubię filmów z gatunku horror, ale to jest czymś innym. W niewyjaśnionych okolicznościach sen się skończył. 

Udało mi się wstać około 5:20. Wpis w dzienniku, WBTB i ponowne zaśnięcie godzinę później. 

W pierwszym śnie po ponownym zaśnięciu widziałem dżunglowy wąwóz, wzdłuż którego szedłem i rozmawiałem z rodzicami. Na horyzoncie przed nami wzdłuż ścieżki, którą podążaliśmy znajdowały się trzy wielkie goryle. Tata mówi, że zawracamy. Zacząłem więc biec w przeciwnym kierunku . Przestałem krótki moment później, po tym jak mama powiedziała 'Teraz to już na pewno nas zauważą'. Nie zostaliśmy zauważeni. Po chwili spaceru w kierunku przeciwnym znowu widzimy goryle. I też była ich trójka z tą różnicą, że były oddalone od siebie. Inne wyjście nie istniało, dlatego musieliśmy i tak tamtędy przejść. Żaden goryl nas nie zaatakował i udało się nam uciec.  Kiedyś miałem już podobny sen, ale zamiast dżungli znajdowaliśmy się w strefie umiarkowanej, a zamiast goryli były niedźwiedzie. Tamtym razem nie było tak kolorowo, bo pojawiła się konieczność wchodzenia na drzewa i skały, a nawet skakania z jednych na drugie. Ale i tak strasznie nie było, bo te niedźwiedzie chyba miały anemię.

Później doświadczyłem najbardziej wyraźnego i intensywnego pod względem doświadczeń snu o LD. Ten sen był wyraźniejszy niż rzeczywistość, wyglądał lepiej. Pierwszy raz mam taki sen, w którym niezmiennie przez większość czasu obraz jest ostry jak żyletka, absolutnie dokładny i niezachwiany. Kłóciłem się z moim bratem w dużym, ciemnym mieszkaniu umiejscowionym na ostatnim piętrze bloku. W którymś momencie zdałem sobie sprawę z tego, że jest to sen. Postanowiłem podejść do lustra i zmienić się w SSJ Blue. Brat zaczął mieć do mnie pretensje, że się drę. Brzmiał bardzo poważnie - był wściekły. Mówię do niego - 'To sen, dlatego teraz wychodzę'. Kilka razy ostrzegałem go o tym, że wyjdę z domu, aż w końcu to zrobiłem. Myślałem sobie, że na zewnątrz jest piękna i słoneczna pogoda, a ja będę doświadczał tego, co wspaniałe. Faktycznie tak było - po wyjściu na klatkę schodową widoczne było uderzenie promieni wschodu słońca. Zrobiłem TR - nie pamiętam wyniku* Byłem wobec tego obojętny i powiedziałem formułkę 'Wyraźność razy 1000.' Działała do końca. Następnie zszedłem na zewnątrz i miałem w głowie przekonanie, że stoczę walkę z menelem. Znalazłem się na wielkim połaciu terenu na osiedlu bloków i zacząłem latać. Raz w tym kierunku co chciałem, a czasami mną dryfowało, czego nie można było opanować. Następnie miało dojść do tej walki. Stoimy w powietrzu, naprzeciw siebie i zaczynamy się rozpędzać z wyciągniętymi pięściami. Zamiast walczyć zbiliśmy razem żółwia i powiedzieliśmy do siebie uśmiechnięci, że było zajebiście. Pomachałem do niego, on do mnie i rozlecieliśmy się, każdy w swoją stronę (. ❛ ᴗ ❛.) Dalej dryfowałem w powietrzu, pomiędzy blokami. Wytężałem umysł, by przypomnieć sobie o moim planie. Nie było to jednak możliwe - nie miałem dostępu do pamięci, a świadomość była mocno ograniczona. Starałem się jeszcze przez chwilę, ale senny umysł dał za wygraną i odpuścił. Nie ma planu, nie ma co robić! Zacząłem wybiegać myślami w przyszłość i nie mogłem się doczekać, kiedy zrobię nowy wpis do mojego dziennika! Sen był jednak bardzo stabilny. Myślenie o tym nie spowodowało natychmiastowego wyrzucenia. Wciąż byłem zawieszony w przestrzeni patrząc na zachodzące już, błękitne niebo przechodzące w kolor pomarańczowy po lewej stronie. Obudziłem się, i zapisałem to co się działo.

Poszedłem spać około godziny 8. W tym czasie był jeszcze kolejny sen, który pamiętam dokładnie, ale nie jestem w stanie go zapisać, bo mam obowiązki. Poza snem widziałem jeszcze masę krótkich scenek, które już nie zostały ani trochę utrwalone w pamięci. Pamięć snów wskakuje na zupełnie inny poziom. Ostatnim razem pamiętałem tyle snów kiedy jeden dzień postanowiłem poświęcić w całości, z wielkim trudem na ADA. Teraz udało się to osiągnąć bez tej niezwykle skutecznej, ale też czasochłonnej techniki. Zbliżam się do celu wielkimi krokami!

*Problem braku pamięci o wyniku testu moim zdaniem wynika ze zmęczenia. Podczas zasypiania było ciężko powtarzać sobie formułkę, bo się zacinałem. Mógłbym to załatwić powtarzając sobie np. godzinę przed zaśnięciem, i od razu po alfabudziku. Wtedy inkubacja byłaby bardziej skuteczna, i w pełnym zrozumieniu przez podświadomość. Miałem przeczucie, że zakorzeniłem to za słabo.

Dzięki Wszystkim za wpisy i plusy w moim dzienniku! To bardzo motywuje do dalszej pracy! Jeżeli ktoś ma jakieś pytanie, to chętnie na nie odpowiem. Jeszcze raz Dzięki!
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Cytat:Problem braku pamięci o wyniku testu moim zdaniem wynika ze zmęczenia

To i tak sen o LD, więc raczej to była kwestia niepełnych możliwości poznawczych i interpretacji, nie potrzebowałeś TRa żeby potwierdzić, że to był sen brata :). Myślę, że osiągasz ten poziom praktyki, w którym bazowa świadomość w czasie snu jest już na tyle wysoka, że jak nie dojdzie to pełnego uświadomienia, to i tak uwaga, przytomność są na poziomie conajmniej snu o LD. Powiem Ci, że zdecydowanie bardziej przepadałem za takimi właśnie snami o LD niż za czystymi LD pod koniec mojej praktyki. Zawsze jakość była w nich lepsza a kontrola perfekcyjna ( choć trudno mówić tu o świadomej kontroli ;)).
Im bardziej świadomie człowiek zdaje sobie sprawę ze stanu śnienia, w którym się znajduje, tym bardziej wpływa to negatywnie na mimowolną treść LD, wkradają się motywy o płytkości, niepełnej kontroli, bodźcach z zewnątrz, pośpiech. Kiedy jest się błogo półświadomym takie kwestie w ogóle nie imają się śniącego.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
tak, takie pełne LD ze 100% świadomością przynosi tylko rozczarowanie i przygnębienie, że "to tylko sen" :(
Boże, uwierz w siebie
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
(13-12-2021, 22:48 )incestus napisał(a):
Cytat:Problem braku pamięci o wyniku testu moim zdaniem wynika ze zmęczenia

To i tak sen o LD, więc raczej to była kwestia niepełnych możliwości poznawczych i interpretacji, nie potrzebowałeś TRa żeby potwierdzić, że to był sen brata :). Myślę, że osiągasz ten poziom praktyki, w którym bazowa świadomość w czasie snu jest już na tyle wysoka, że jak nie dojdzie to pełnego uświadomienia, to i tak uwaga, przytomność są na poziomie conajmniej snu o LD. Powiem Ci, że zdecydowanie bardziej przepadałem za takimi właśnie snami o LD niż za czystymi LD pod koniec mojej praktyki. Zawsze jakość była w nich lepsza a kontrola perfekcyjna ( choć trudno mówić tu o świadomej kontroli ;)).
Im bardziej świadomie człowiek zdaje sobie sprawę ze stanu śnienia, w którym się znajduje, tym bardziej wpływa to negatywnie na mimowolną treść LD, wkradają się motywy o płytkości, niepełnej kontroli, bodźcach z zewnątrz, pośpiech. Kiedy jest się błogo półświadomym takie kwestie w ogóle nie imają się śniącego.

Zastanowiłem się nad tym wnioskiem który wysunąłem wcześniej. LD po prostu kojarzy mi się z płytkim snem, dlatego stwierdziłem wtedy, że zasnąłem za głęboko z powodu zmęczenia i dlatego do uświadomienia nie doszło. No z głupia ten pomysł, że akurat z powodu zmęczenia haha. W sumie to trochę tym postem przypominasz, że warto cieszyć się również z innych doświadczeń onirycznych, a nie tylko LD. Pod koniec tego snu o LD czułem się wspaniale. Kiedy stoimy to czujemy, jak nasz ciężar kumuluje się w nogach i naciska na podłogę. Leżąc, jest on z kolei rozłożony na większą powierzchnię ciała, i zamiast na podłogę, naciskamy na materac. Jest wygodniej, odczuwamy to jako przyjemność. Podczas snu dryfując w powietrzu nie czułem żadnego nacisku. Nie potrafię opisać tej przyjemności. W tamtej chwili nie istniała również ani przyszłość, ani przeszłość. Byłem tylko tu i tylko teraz. Przyjemność, błogość, beztroska - w ogromnym skrócie. Do tego widok nieba. W LD chyba bym tego nie doświadczył - wolałbym zająć się czymś innym, zresztą tak błogo by nie było. Będę zadawał pytania, jeżeli pojawią się jakieś wątpliwości. Dzięki incest, za poprawkę.           (。・ω・。)ノ♡. Całe szczęście jesteście, bo mógłbym zapomnieć o tym całym progressie. Niestety na razie muszę zawiesić dziennik snów na forum przez nawał obowiązków.  Będę prowadził go w formie skrótów myślowych, myślę że nie będę tego zamieszczał, bo to bez sensu. Jak będzie LD - dam znać oczywiście!
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
(14-12-2021, 14:26 )Isabela napisał(a): tak, takie pełne LD ze 100% świadomością przynosi tylko rozczarowanie i przygnębienie, że "to tylko sen" :(
W moim przypadku takie LD przynosi poczucie obowiązku, żeby dobrze wykorzystać ten czas. Jeżeli tobie przynosi rozczarowanie i przygnębienie, to życzę Ci jak najwięcej snów o LD, w których jest miło i przyjemnie. (◍•ᴗ•◍)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
17.12.21r

Tej nocy miałem 2 LD. Alfabudzik, krótkie wybudzanie i lecimy z próbą WILD. Tak, wiem że nie dla początkujących i to pamiętam, ale traktuję to także jako medytację, więc nic nie tracę. Jak wiadomo taka próba pozwala też zasiać ziarno świadomości w naszym śnie, jeśli się nie uda - w końcu podczas leżenia w bezruchu, wiemy co chcemy osiągnąć i myśl zostaje po zaśnięciu. Było zbyt niewygodnie, więc poszedłem spać normalnie. Proces zasypiania trwał długo. Nie jest to dla mnie taki problem, jak kiedyś. Przed całkowitym zaśnięciem włączyły mi się ciekawe wizje przed oczami. 
Na środku pojawiła się głowa goryla. Nie ruszała się. Oczy głowy były otwarte, tak samo jama ustna. Był to jedyny niezmienny element tej wizji. Za głową pojawiały się różne statyczne scenerie, w tematyce dżungli, piramid majów itd. Element wspólny - tropiki i zieleń. 
Kolejną taką wizją były różne obrazki z Minecrafta, przypominające te z głównego menu gry, tylko że wyraźne. Ten epizod trwał jeszcze chwilę i się skończył. 
Charakterystyczne dla tych wizji okazał się brak plamki żółtej, że się tak wyrażę. Chodzi mi o to, że wizja była rozciągnięta na całe pole widzenia, i tak samo wyraźna w każdym miejscu, niezależnie od tego czy był to środek obrazka, czy krawędź. Po tych wizjach - czarny ekran. Stwierdziłem że to było fajne i zasnąłem.
Potem miałem sen o apokalipsie, w miejscu sennym w którym już byłem kiedyś. Zanim rozpoczęła się apokalipsa to miejsce było już zniszczone. Wyglądało na to, że przybyłem na drugą falę apokalipsy. Ten sen mi się podobał. Nie było tam ludzkiego cierpienia, ani strachu - po prostu uciekałem przed ogniem, ulewą i piorunami z jakimś innym kolesiem. To było dla mnie zabawą. Myślę, że w quality LD zabawię się w ucieczkę.
Po tym śnie kolejny był LD.
Zorientowałem się podczas jazdy na rowerze przez łąkę. Wow, czułem się wtedy świetnie i błogo. Zachód słońca, ciepło, wysoka trawa. Po prostu piękne widoki. Upewniłem się, że to sen. Zatkałem nos jedną ręką. Wynik - oczywiście pozytywny. Zdziwiło mnie tylko uczucie zatkanych zatok, ale wciąż wiedziałem że wynik pozytywny. Po zdjęciu ręki z nosa nawet nie czułem oddechu. Pojechałem dalej i za mostem byłem już w moim miasteczku. Normalnie coś takiego nie mogło mieć miejsca. Zaczął gadać do mnie kolega ze starej szkoły. Zbyłem go i dalej jechałem rowerem przed siebie. Ten był jednak natrętny i podbiegł do mnie w ułamku sekundy. Człowiek nie jest w stanie być tak szybki, jak on wtedy. Dalej do mnie nawijał jakieś bzdury. Jego głos - od początku spotkania do jego końca był moim głosem, a właściwie jego modulacją. Zszedłem z tego roweru i uderzyłem go pięścią w twarz. Przeszkadzał mi się relaksować, stąd taka decyzja. ( jak coś to w realu nigdy bym nikogo nie uderzył, nawet gdyby ktoś mnie bardzo zdenerwował. Mnie bardzo ciężko zdenerwować ) Miałem nadzieję, że po tym on się odczepi. Sen się skończył. Pamiętam też, że kiedy skupiałem się na jego słowach sen stawał się coraz mniej wyraźny, a to co mówił zaczynało przypominać bełkot.
Chciałem skorzystać z powrotu do snu DEILD - zresztą się udało, ale na początku szło to opornie. Mocne hipnagogie wzrokowe malowały się przed oczami, ale sen nie chciał przybrać kształtów. Pomogło sztuczne spłycenie oddechu. Pełen spontan - nie słyszałem o tym wcześniej.
W kolejnym LDku znalazłem się na tej samej łące, ale równocześnie przebijały się dźwięki z realnego otoczenia, co negatywnie zaczęło się odbijać na świecie snu. Sam LD trwał krótko, ale nie wywaliło mnie z niego od razu. Zdążyłem się w nim wynarzekać na domowników, że muszą tak głośno gadać i mi przeszkadzać  :)) Stopniowo ich bełkot zamieniał się w coraz wyraźniejsze głosy, tak samo świat snu coraz bardziej się zmieniał, aż w końcu całkiem rozpadł, a ja już leżałem w swoim łóżku.

Trochę ostatnio mniej czasu na praktykę, ale trzeba wziąć się w garść i być może włączyć ADA. Przeczytałem też post incestusa z działu Kompendium wiedzy LD o płytkości i głębokości snu. Trochę mnie to nakierunkowało
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
19.12.21r

Data która widnieje powyżej to data, w której to zasnąłem. Wpis ten jest więc zdaniem relacji z kolejnej nocy względem poprzedniego posta. 

Zanim poszedłem spać przeglądałem forum. Nie zadałem sobie tego pytania wprost, ale wewnątrz intrygowało mnie, dlaczego próba WILD zwiększa szanse na uświadomienie nawet pomimo niepowodzenia. Na marginesie - Jeżeli nie do końca wiem na co jestem zorientowany podczas przeszukiwania internetu, to w końcu jakimś sposobem natrafię się na coś, co mnie zainteresuje. Nie inaczej było tym razem. Konkretnie mówiąc - poradnik do techniki SSILD. To inna technika niż WILD oczywiście, ale zauważyłem elementy wspólne, czyli leżenie na łóżku i skupienie na bodźcu ( w SSILD  na bodźcach). Stwierdziłem, że to musi być coś dla mnie. Zanim na dobre przystąpiłem do zasypiania odpaliłem budzik na 5 godzin od szacowanej godziny zaśnięcia i spróbowałem technikę, aby to wyczuć. Po tych czynnościach udało się zasnąć w trybie ekspresowym. Budzik dzwoni, więc wyłączam go i kładę się z powrotem. Na początku trochę odlatuję, ale ogarniam się i bez ryzyka nagłego zaśnięcia kontynuuję cykle. Pojawił się problem - w poradniku pisało, że cykl powinien trwać około 10 sekund, przy czym nie powinniśmy odliczać tego czasu. Zrozumiałem intencję tworzącego poradnik - nie powinniśmy tworzyć ram czasowych ćwiczenia, tylko dać raczej umysłowi dryfować, przy czym jeden cykl powinien być dość krótki. Na początku jednak odliczałem ten czas, ale stwierdziłem - tak być nie może. Wpadłem na dobry pomysł - zamiast odliczać do 10 to ciągle powtarzałem tą samą cyfrę. Umysł stracił sens powtarzania tego samego w kółko, dlatego wyłączył odliczanie na dobre. Kontynuowałem cykle i gdzieś przy 5-tym "okrążeniu" straciłem rachubę. Wciąż wykonywałem założone zadanie, ale zaszły zmiany. Wymiany pomiędzy zmysłami zachodziły po losowej ilości czasu i nie podejmowałem decyzji o nich - to działo się samo, także zniknęły wszelkie myśli. Wprowadziłem się w stan autohipnozy  :o . To nie był mój cel - stało się tak przez przypadek. Nie wiem, ile to trwało ale zostało przerwane przez jednego z domowników, który chciał czegoś ode mnie. Poszedłem spać.

Efektem po zaśnięciu było high quality LD, najprawdopodobniej od początku REM. Planu nie wykonałem dlatego bo został przeze mnie porzucony. Po przeczytaniu większej ilości wątków na forum stwierdziłem, że niektóre jego elementy są bez sensu a poza tym można coś lepszego wymyśleć. Chwila improwizacji i mnie wywaliło. DEILD nie był możliwy, ale dalej byłem senny. Poszedłem spać normalnie.

Znowu LD. Dwa razy mnie wywaliło. Za pierwszym razem wróciłem za pomocą DEILD z wizualizacją, a za drugim - ERWILD, dla odmiany. 

Ten pierwszy LD miał ogromne możliwości, kolejne dużo mniejsze ale zawsze chętnie przyjmę takie doświadczenia. I tak czegoś się dowiedziałem z nich nt. kontroli snu.

Po wybudzeniu z LD mam coś takiego, że nie czuję swojego ciała i jestem zawieszony w czarnej przestrzeni. Powrót do snu to w moim przypadku łatwizna bo nie czuję niczego, czym mógłbym poruszyć. Wyjątkiem jest moment, w którym już jestem 'jedną nogą we śnie'. Wtedy bardzo intensywne dreszcze (i przyjemne) przechodzą przez moje ciało i utrzymują się jeszcze przez chwilę w sennym świecie. Wy też tak macie?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
ej na tym forum dzieje sie coś czego nie mogę pojąć
jakiś gościu co jest ledwo po pierwszym LD osiągnął w miesiąc więcej niż ja przez rok
LD - 31
Sny o LD -  7
FA - 10
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
Moje doświadczenie mi pokazało, że LD to nie jest czysto mechaniczna umiejętność jak żonglowanie czy wywijanie nożykiem. LD to trochę taka łania, za którą każdy się ugania, a ta nawet nie pokusi się spojrzeć w twoją stronę, gdy za nią krzyczysz. Jasne, możesz uparcie ją gonić dzień, tydzień, miesiąc. W końcu ją złapiesz, ale efekt może się okazać nieadekwatny do włożonej pracy. A, czy pomimo tego trudu zostanie wciąż motywacja do dalszego działania, jest kwestią sporną.

Odnoszę wrażenie, że LD tak jak ta łania jest bardzo subtelne. Jeśli skupisz się tylko na jej schwytaniu, możesz się szybko rozczarować. Według mnie należy działać metodycznie i przede wszystkim pozostać czujnym obserwatorem. Postaraj się też delektować samym widokiem łani, a nie tylko momentem, kiedy złapiesz ją za uszy i razem pognacie w upragnionym kierunku. Celem jest samo dążenie do celu.

Nie ma też co się porównywać do innych, bo jest to kontrproduktywne i często też nie ma większego sensu. LD jest mocno podatne na sugestie, a sama ta podatność różni się od osoby do osoby. U niektórych nawet czynniki fizjologiczne jak sam przebieg snu mogą być predyspozycją do świadomego śnienia. Tak to już jest, że niektórzy osiągają LD jak za sprawą magicznej różdżki, a jeszcze inni robią to spontanicznie bez świadomości, że takie zjawisko jest szerzej znane. Każdy ma również swoje metody, które klarują się dopiero po czasie, krótszym lub dłuższym.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów Kilera Jestem Kiler 219 12,590 21-01-2022, 17:51
Ostatni post: Jestem Kiler
  Dziennik snów Tymoteusza Tymoteusz 243 119,001 20-01-2022, 21:59
Ostatni post: Isabela
  Dziennik Snów FindeJa FindeJ 23 1,007 18-12-2021, 00:03
Ostatni post: FindeJ
  Dziennik snów - Howolf Howolf 161 26,999 15-11-2021, 04:46
Ostatni post: Howolf
  Kys - Dziennik snów Kys 53 10,532 26-10-2021, 21:11
Ostatni post: Kys

Skocz do:

UA-88656808-1