Dziennik snów Aylo
#31
Wielu z nas już dawno zauważyło, że pewne potrzeby i motywacje w LD, jeżeli przekraczają jakieś spore nasilenie, to treść snu zaczyna uporczywie przeszkadzać w ich spełnieniu, a pomysły podświadomości na to są nieskończone :). Najczęściej dotyczy to pożądania, ale może to być każda czynność, którą za bardzo chcemy zrobić. Spekuluję, że nasilone motywacje zabarwiają myślenie lękiem przed ich niespełnieniem, frustracją i to chyba wpływa na treść snu właśnie w taki sposób.
Swoją drogą twoja podświadomość ma na to zabawnie wulgarny sposób :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#32
27.11

Po pierwszej lekcji wróciłem ze szkółki do domu z powodu niewyspania. Należę do ludzi którzy przy niedoborze snu stają się szczególnie antypatyczni, więc zamiast siedzieć tam cały dzień wku****ny lepiej sobie odpuścić. Myślę, że sny w dzień mają to do siebie, że dużo łatwiej osiągnąć w nich świadomość. Z tą właśnie myślą położyłem się o 10.


LD
 Siedziałem w klasie. Świadomość że śnie pojawiła się od razu, bo doskonale pamiętałem, że przed chwilą położyłem się spać. Prowizorycznie wykonałem TR. Powietrze jakoś ciężko przechodziło przez nos, ale przechodziło (no tak, spałem na brzuchu). Wyszedłem z klasy na korytarz szkolny. Wyjrzałem przez okno, niebo było szare, listopadowa jesień zgodnie z rzeczywistością. Już miałem przejść przez ścianę, pomyślałem jednak, że przejdę się po parterze. Korytarz był mocno zatłoczony. Obok wyjścia ze szkoły siedziała dziewczyna którą skądś kojarzyłem. Spytałem, czy mogę potrzymać ją za rękę. Zgodziła się. Po chwili wstała i przeszła ze mną kawałek. Spytałem, czy nie chce odbyć ze mną stosunku. Tu już trochę oszukałem, bo zanim zdążyła się odezwać wpłynąłem na nią tak, by odpowiedź była satysfakcjonująca. Przy okazji spytałem ludzi dookoła czy wiedzą, że są wytworami mojej wyobraźni. Na tą wiadomość zastygali na chwilkę w bezruchu wpatrując się we mnie, ale nic nie odpowiadali. Czułem, że sen jest niestabilny, obraz zaczął się zamazywać a ja zacząłem czuć swoje realne ciało. Skupiłem się na ostatnim obrazie holu w którym stałem, wyobrażałem sobie dotyk dłoni dziewczyny jak gdybym ciągle ją trzymał. Sen wrócił. Poszedłem z nią do szatni w oddalony kąt. Za mną poszło kilka osób, przyglądali mi się uważnie i coś do mnie mówili. Powiedziałem, żeby uklękła. Niestety niedawno zrodziła mi się w głowie iście piekielna myśl, to znaczy a co by było gdyby podczas oral b moje myśli wstąpiły na niewłaściwe tory i dziewczyna niespodziewanie odgryzła by mi fajfola. Przypomniałem to sobie w tym momencie, w tym momencie również mojej niedoszłej partnerce wyrosły wielkie ostre zęby i gdyby nie refleks to pożegnał bym się z męskością. Podziękuje, skierowałem się do wyjścia ze szkoły. Osoby które przedtem tylko biernie się przyglądały zaczęły przejawiać agresje w stosunku do mnie. Dwójka z nich była moimi kolegami z klasy. Jeden zaczął wymachiwać we mnie pięściami. Chciałem dać mu w łeb ale po sparowaniu dwóch ciosów poczułem, że jego siła jest nienaturalnie duża. Odwrót. Na schodach pomyślałem, że muszę wyrzucić z siebie lęk o zakończenie snu, bo prawdopodobnie jest to przyczyną ich nastawienia. Na schodach znów nastąpiło spłycenie snu, kolejny raz skupiłem się jak mogłem aby wrócić, powiodło mi się. Przed samym wyjściem ze szkoły pomyślałem, że spojrzę na godzinę w telefonie. 14:34. Schowałem go do kieszeni i wyjąłem znów. 14:14. Powtórzyłem to raz jeszcze, była 14 ale nie wiem dokładnie ile, bo liczby były odwrócone do góry nogami.
 Wyszedłem ze szkoły na ulice. Wzleciałem w powietrze. Obawiałem się, że spotka mnie to o czym ostatnio pisał Incestus, to znaczy totalne spłycenie odczucia szybowania do zwykłego przemieszczania się gdyż już w ostatnim ld miałem wrażenie, że to następuje. Na szczęście nie. Lot był wspaniały, czułem prędkość, wiatr we włosach i opór powietrza. Ponadto zamiast na klasyczny lot który czasem kończył się wzleceniem na zbyt duża wysokość postawiłem na "pływanie" z ciałem równolegle do ziemi. Z jakiegoś powodu kontrola lotu w taki sposób była dla mnie dużo łatwiejsza. Najpierw polatałem żabką potem zmiana na kraula. Chciałem pozwiedzać część miasta za torami która znajdowała się kawałek dalej, ale stało się to co od tego snu mogę już opisać jako "jak zwykle". Gdy próbuje udać się za początkowo stworzony kawałek miasta poza moim polem widzenia, ląduje w zielonym, słonecznym osiedlu z domami jednorodzinnymi, a niebo zawsze jest idealnie czyste. Między budynkami nie ma ulic, a tylko przystrzyżona trawa. Wylądowałem na ziemi, zaraz po tym znowu nastąpiło rozmazanie obrazu. Próbowałem wrócić, ale tym razem mi się nie udało.

---

LD
 Wstałem w łóżku na dole. Ponownie moją pierwszą myślą było to, że na pewno śnie. W pokoju był mój brat, siedział przy komputerze. Zacząłem z nim rozmawiać. Spytałem się go, czy wie, że jest tylko projekcją mojego umysłu. Podobnie jak postacie w szkolę tylko zastygł na chwilę i zbył to ciszą. Powiedziałem mu to jeszcze raz. Odpowiedział, że to nie prawda. Odparłem, że mu to udowodnię. Wpatrywał się we mnie aż do momentu w którym przeniknąłem przez drzwi, na ten moment odwrócił wzrok w inną stronę. Powiedziałem, że ma na mnie spojrzeć. Przeniknąłem raz jeszcze a on znów odwrócił wzrok, jakby nie chciał tego zobaczyć. Poprosiłem go o uwagę raz jeszcze. Tym razem widział jak wkładam rękę w drzwi jak gdyby były powietrzem. Nie pamiętam co na to odpowiedział i czy w ogóle. Poszedłem do salonu, byli tam moi rodzice. Postanowiłem porozmawiać z mamą, przywitałem się lecz nie pamiętam o czym była rozmowa, jednak było to tylko kilka słów. Obudziłem się.


Swoją drogą zaczynam dziwnie czuć się z opisywaniem moich seksualnych przygód co sen, chyba muszę zmienić swoje priorytety w ld. Albo najlepiej znaleźć sobie dziewczynę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#33
No to zabawny paradoks, że ze wszystkich nieograniczonych możliwości staramy się kontrolować LD żeby uzyskać akurat ten efekt, który najłatwiej podlega kontroli w realnym życiu :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#34
06.12

 Siedziałem w salonie, byłem po dwóch wiadrach. Myślałem o możliwych negatywnych następstwach tego jak i o tym, że jestem totalnym zerem, bo obiecałem komuś, że już nie będę palił. Z drugiej strony na prawdę czułem się świetnie, jakbym był na haju, chociaż bardziej przypominało to wyrzut serotoniny niż marihuanowe jabadu. Pomyślałem, że muszę ukryć lufkę i przebity korek w jakieś bardzo nieoczywiste miejsce, byle tylko nikt tego nie znalazł. W pokoju było jakieś 3 razy więcej różnych szuflad i szafek niż powinno, ale w końcu wybrałem stare pudełko po lekach z wyjmowanym dnem. Tam schowałem korek, lufkę postanowiłem trzymać po prostu w kieszeni, uznałem, że to najbezpieczniejsze miejsce. Postanowiłem iść spać, położyłem się do łóżka z myślą, że bardzo chciałbym dziś osiągnąć świadomy sen. Tak sobie leżałem i leżałem aż w końcu mnie olśniło. Do huja czy ja przypadkiem już nie śpię? Spróbowałem zapalić światło, bez efektu. No tak.
LD
 Wziąłem rozbieg i klasycznie chciałem wyskoczyć przez okno. Przed samym wyskokiem jednać zostałem zatrzymany przez jakąś siłę, zawisłem w ciemności. Zamknąłem oczy. Czułem, że szybuje, ale nie mogłem się poruszać. Zacząłem wyobrażać sobie, że jestem w kosmosie a obok mnie jest słońce. Moje plecy zaczęły stopniowo być rozgrzewane. Odwróciłem się, za mną ujrzałem wielką, pomarańczową gwiazdę. Szybując tak pomyślałem, że śmiesznie by było przeżyć kolizje z rozpędzoną planetą. Naprowadziłem myśli na odpowiednie tory. W moją stronę zaczęło pędzić kilkanaście jednakowo wyglądających planet, żadna jednak nie chciała uderzyć we mnie, mijały mnie tuż obok. Zauważyłem, że siedzę w jakimś ekranie. Nachyliłem się, dzięki czemu obraz zyskał na realności bo nie widziałem obwódek dookoła. W czerni przede mną zaczęły pojawiać się przeróżne kolorowe, ruchome kształty. Podziwiałem jej przez chwilę gdy nagle przeszła mnie niepożądana myśl. A co jak zacznę myśleć o czymś przerażającym? Nie myśl o przerażających rzeczach. Nie myśl o przerażających rzeczach. Nie myśl o. Kurwa. Ciepłe wcześniej kształty zaczęły przybierać zimne kolory, ich żywy sposób poruszania zmienił się w powolny nieregularny rytm. Pomyślałem, że za wszelką cenę muszę zająć umysł czymś innym. Padło na słowo Penis. Penis, penis, penis. Kształty przybrały postać syczących wężów, taka hydra. Cały czas panował we mnie lekki niepokój, postanowiłem się obudzić. Na pożegnanie w ciemnościach pojawiła się biała twarz która pożegnała mnie uniesioną dłonią machając palcami jak w kreskówkach. Obudziłem się zaraz po krótkiej fałszywej pobudce.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#35
(06-12-2018, 16:28 )Aylo napisał(a): 06.12

 Siedziałem w salonie, byłem po dwóch wiadrach. Myślałem o możliwych negatywnych następstwach tego jak i o tym, że jestem totalnym zerem, bo obiecałem komuś, że już nie będę palił. Z drugiej strony na prawdę czułem się świetnie, jakbym był na haju, chociaż bardziej przypominało to wyrzut serotoniny niż marihuanowe jabadu. Pomyślałem, że muszę ukryć lufkę i przebity korek w jakieś bardzo nieoczywiste miejsce, byle tylko nikt tego nie znalazł. W pokoju było jakieś 3 razy więcej różnych szuflad i szafek niż powinno, ale w końcu wybrałem stare pudełko po lekach z wyjmowanym dnem. Tam schowałem korek, lufkę postanowiłem trzymać po prostu w kieszeni, uznałem, że to najbezpieczniejsze miejsce. Postanowiłem iść spać, położyłem się do łóżka z myślą, że bardzo chciałbym dziś osiągnąć świadomy sen. Tak sobie leżałem i leżałem aż w końcu mnie olśniło. Do huja czy ja przypadkiem już nie śpię? Spróbowałem zapalić światło, bez efektu. No tak.
LD
 Wziąłem rozbieg i klasycznie chciałem wyskoczyć przez okno. Przed samym wyskokiem jednać zostałem zatrzymany przez jakąś siłę, zawisłem w ciemności. Zamknąłem oczy. Czułem, że szybuje, ale nie mogłem się poruszać. Zacząłem wyobrażać sobie, że jestem w kosmosie a obok mnie jest słońce. Moje plecy zaczęły stopniowo być rozgrzewane. Odwróciłem się, za mną ujrzałem wielką, pomarańczową gwiazdę. Szybując tak pomyślałem, że śmiesznie by było przeżyć kolizje z rozpędzoną planetą. Naprowadziłem myśli na odpowiednie tory. W moją stronę zaczęło pędzić kilkanaście jednakowo wyglądających planet, żadna jednak nie chciała uderzyć we mnie, mijały mnie tuż obok. Zauważyłem, że siedzę w jakimś ekranie. Nachyliłem się, dzięki czemu obraz zyskał na realności bo nie widziałem obwódek dookoła. W czerni przede mną zaczęły pojawiać się przeróżne kolorowe, ruchome kształty. Podziwiałem jej przez chwilę gdy nagle przeszła mnie niepożądana myśl. A co jak zacznę myśleć o czymś przerażającym? Nie myśl o przerażających rzeczach. Nie myśl o przerażających rzeczach. Nie myśl o. Kurwa. Ciepłe wcześniej kształty zaczęły przybierać zimne kolory, ich żywy sposób poruszania zmienił się w powolny nieregularny rytm. Pomyślałem, że za wszelką cenę muszę zająć umysł czymś innym. Padło na słowo Penis. Penis, penis, penis. Kształty przybrały postać syczących wężów, taka hydra. Cały czas panował we mnie lekki niepokój, postanowiłem się obudzić. Na pożegnanie w ciemnościach pojawiła się biała twarz która pożegnała mnie uniesioną dłonią machając palcami jak w kreskówkach. Obudziłem się zaraz po krótkiej fałszywej pobudce.
Zajebiste, pozdrawiam. EDIT mam pytanie, czy Ty osiągasz LD tylko z WBTB lub WILD? Czy jak? Mógłbyś mi to opisać bo u mnie bez WBTB i WILD na raz to nic nie wychodzi, proszę o radę, pozdrawiam. :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#36
Dziękuje :) W zasadzie to do osiągania LD po po prostu afirmuje się, że na pewno będę miał świadomy sen i wykonam test rzeczywistości. WBTB czy rzadziej WILD dzieją się z przypadku, losowo bez celowości. Myślę, że najważniejsza rzecz która pozwala mi na coraz częste świadome śnienie to rozwijająca się umiejętność odróżniania realności od fikcji, znaki senne itp.
No i co dosyć oczywiste - prowadzenie dziennika również ma tu niemałe znaczenie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#37
(08-12-2018, 14:11 )Aylo napisał(a): No i co dosyć oczywiste - prowadzenie dziennika również ma tu niemałe znaczenie.

Prowadzenie dziennika snów jest chyba najstarszą metodą uzyskiwania ld -  to esencja metod bo bez prowadzenia dziennika to raczej trudno doświadczać regularnie ld ;) Osobiście uważam, że jak ktoś nie prowadzi dziennika to nie ma sensu w ogóle rozmawiać o ld czy jakichkolwiek metodach. Wystarczy prowadzić dziennik i chcieć uzyskać ld a sukces wcześniej czy później murowany :D 
Ponadto afirmacje czy sugestie dają najlepsze efekty i nic więcej do szczęścia nie potrzeba aby dojść do wspaniałych ld kilka razy w tygodniu. Czytając archiwum onejro można się zorientować, że większość najbardziej doświadczonych śniących tak naprawdę prowadziła tylko dziennik snów i stosowała sugestie. Warto by się zastanowić czy większość metod to czy aby nie tylko pośrednie sugestie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#38
W takim razie cieszę się, że obrałem dobry kierunek. :)

09.12

Siedziałem z kumplami w salonie, była noc. Waliliśmy wiadra przed wyjściem do jakiegoś ciekawego miejsca do którego mieliśmy dostać się samochodem. Przyjąłem pierwsze wdmuchując tłoka w balon i zaciągając się nim jeszcze raz by zmaksymalizować efekt. Poczułem przyjemną fazke. Kumpel przybił mi kolejne bicie. Zakręciłem korek do butli i odpaliłem. Pomyślałem, że to wezmę już bez balona, żeby przypadkiem nie przesadzić.

---

Byłem w jakiejś grze, jej teren przypominał świat gothica zdeformowany przez sen. Wspinałem się na lodową górę, ale nie udało mi się i spadłem na sam dół. Pojawiłem się przy wejściu na orkowe ziemie. Postanowiłem poexpić, ciachałem orków przeróżnymi kombosami. W końcu dotarłem do starego obozu. Strażnicy byli do mnie wrogo nastawieni, część ubiłem a część ominąłem. Dotarłem do centralnej sali z tronem, nie przypuszczałem, że będzie się ona znajdować w tej grze. Miałem wrażenie, że powinna być ona wycięta. Wewnątrz znalazłem zestaw najsilniejszej broni z gry. Po chwile namysłu stwierdziłem, że nie będę jej brał, bo nie chce sobie popsuć balansu rozgrywki. Pojawiłem się w ostatecznej lokacji, to znaczy wielkiej podziemnej świątyni niedaleko końcowego bossa. Pomyślałem, że nie jestem jeszcze na to przygotowany i wyruszyłem do wyjścia. Przemierzając tak komnaty znalazłem się w końcu w jakiejś ciasnej jaskini z sufitu której wystawały korzenie drzew. Jakiś druid powiedział mi, że zepsułem grę. 
Cofnęło mnie z powrotem do początku, przy wejściu do krainy orków. Tym razem nie miałem broni, a po terenie panoszyli się giganci przypominający ludzi i wargi. Postanowiłem sprawdzić swoje siły z wargami. Mieli widoczne paski życia. Wywiązała się dłuższa potyczka na pięści, próbowałem idealnie w czas unikać ich ataków i wychodzić z kontrą lewym sierpowym. Czasami się udawało, czasami nie ale w końcu położyłem wszystkie. Niestety zostałem spostrzeżony przez pobliskiego giganta. Wiedziałem, że nie mam z nim szans, zacząłem się wycofywać w drugą stronę. Był dosyć powolny. Wkroczyłem na dziwny, otoczony z każdej strony oprócz tej z której przyszedłem górami. Grunt zbudowany był z netherracku z minecrafta (taka czerwona ziemia). W rogu przyuważyłem dosyć głęboki dół, postanowiłem się w nim schować. Siedząc tak na dnie, zauważyłem, że dookoła dołu rytmicznie pojawiają się kolejne warstwy kamienia, które ostatecznie stworzą kopułę oddzielającą mnie od świata. Jednocześnie dookoła zgromadziło się kilka lub kilkanaście gigantów, które schylone po prostu wpatrywały się we mnie. Było by to być może nieco przerażające gdyby nie fakt, że zaczęło mi już świtać że to sen, bo zagrożenie to było zbyt absurdalne. Kopuła zakończyła proces tworzenia, zalała mnie totalna ciemność. Po chwili jednak olbrzym po prostu otworzył ją jak zwykłą klapę, chwycił mnie i wrzucił z góry do swojej paszczy. Lekko zmieszany czułem, jak moje ciało robi dwa salta w przełyku. Przebudziłem się. Leżąc na plecach zauważyłem odbicie giganta w swoim oknie. Raz po raz próbowałem wykonać jakiś ruch, by wyjść ze stanu pół snu żeby zniknął, ale wciąż tam był. W końcu po jakiejś minucie zauważyłem, że ciałem tego "giganta" jest cień padający na okno przez zasłosny, a rękoma zagięte firanki. Ok.

---

Byłem w szkole. Źle się czułem, ciężko mi się oddychało. Postanowiłem wyjść na zimne powietrze. Pomogło, ale tylko na chwilę, znów ogarnęła mnie duchota. Wróciłem z powrotem, ale szkoła była już supermarketem nieopodal mojego domu. Przy kasie dołączyło do mnie dwóch znajomych. Zaczęli opowiadać o swoich terapiach psychoterapeutycznych. Dyskutowaliśmy na ten temat. Dołączyła do nas moja koleżanka którą znam od bardzo dawna.
Znaleźliśmy się w pokoju na dole. Ja, koleżanka z klasy i mój brat. Ja leżałem na łóżku, oni siedzieli na fotelach. Oglądaliśmy coś w telewizji, była noc. W pewnym momencie złapali się za ręce. Nie zdziwiło mnie to, ale poczułem ukłucie zawodu, chociaż nie o samą koleżankę, ciężko to wytłumaczyć. Mój brat zaczął grać na Ps4 w bloodborne. Powiedziałem, że cholernie chciałbym mieć ps i ograć ten tytuł. Brat lekceważąco odparł, że na pewno szybko by mi się znudziło. Wywiązała się miedzy nami bardzo intensywna i wulgarna kłótnia. Gdy skończyliśmy pomyślałem, że atmosfera zrobiła się niezręczna i nie wiem, czy nie lepiej by było opuścić ten pokój.

---

Wszedłem do nowego sklepu, jej właścicielem miał być Bartek z kanału Generator Frajdy. Na wejściu przywitała mnie ankieta z kilkoma pytaniami. Pierwsze brzmiało "Czy chcesz, aby w sklepie znajdowało się specjalne piwo o jakiejś tam nazwie?" Pomyślałem, że pewnie. Zdjąłem buty i założyłem klapki. Ruszyłem wgłąb sklepu. Na półkach było pełno artykułów spożywczych, nigdzie jednak nie było alkoholu. Pani za ladą spytała mnie co podać. Odparłem, że tylko oglądam sklep. Miałem już powiedzieć, że bardzo ładny ale będzie jeszcze lepiej gdy będzie w nim to wyjątkowe piwo, ale wszedł jakiś klient i zrezygnowałem. Zauważyłem, że na dachu jest dziura, a raczej celowa przerwa na otwarte niebo, bo zbyt duża i regularna. Zwróciłem na nią uwagę, bo połowa błękitnego nieba właśnie zgasła wraz z dźwiękiem przełączanego pstryczka i przybrała ciemno granatowy kolor. Znieruchomiały obserwowałem to zjawisko, gdy nagle znów - pstryk, niebo wróciło do normalności. Pomyślałem w tym momencie, że przecież mamy początek grudnia a jest bezchmurne niebo, słoneczna pogoda, 22 stopnie a ja chodzę na krótki rękaw. Zastanawiałem się, czy ma to jakiś związek z tym czego właśnie bylem świadkiem. Nie myśląc nad tym dłużej wyszedłem ze sklepu i ruszyłem do jakiegoś miejsca, nie pamiętam już co było moim celem. W połowie drogi zorientowałem się, że zostawiłem swoje buty w sklepie i poginam w klapkach. Niechętnie ruszyłem biegiem z powrotem do sklepu. Doszedłem do takiej prędkości, że nie sposób było by od razu się zatrzymać. Po lewej była ulica. Oczywiście akurat wyjechał z niej samochód, ale zmniejszyłem prędkość i wyskoczyłem idealnie między jeden, a drugi przejeżdżający. Miałem skręcić do sklepu, ale pomyślałem, że to może poczekać. Najpierw pójdę na łąkę na bucha. Nie wiem od którego momentu, ale zacząłem jechać na rowerze. Dotarłem na miejsce, mobil zostawiłem w trawie. Odszedłem kawałek i rozpaliłem bicie, wziąłem dwa buszki. Wracając po rower zorientowałem się, że jakoś metr dwa od niego w krzakach stoi dwóch gości. Ich ubranie przypominało mundur policyjny. Wycofałem się po cichu i schowałem za drzewami. Próbowałem ich podsłuchać. Jednocześnie postanowiłem schować samarke i lufkę w razie rewizji. Worek powędrował do galotów. Faceci rozmawiali o jakimś planie. W tym momencie lufka sama się rozpaliła pod wpływem wiatru, pomyślałem, że co tam, walnę w takim razie jeszcze jednego maszka. Ostatnie słowa jakie dobiegły ze strony niedoszłych policjantów to "Za dużo widział, musimy go zabić". Po tych słowach układając plan ucieczki w głowie próbowałem rzucić się do biegu. Oczywiście nie udało mi się to a prędkość poruszania wynosiła 0,001. Oprawcy których okazało się być jednak trzech za to zbliżali się do mnie bardzo szybko. Jednak była to sytuacja zbyt charakterystyczna dla snów, zorientowałem się co jest grane. Zanim zdążyli mi coś zrobić przepełniłem się intencją zniszczenia ich. Pamiętam, że znaleźliśmy się w jakiejś ogromnej studni, staliśmy na rampie przypominającą deskę pokładową. Prawdopodobnie posłałem ich tam na dno, ale nie pamiętam już końcówki.

---

Szkoda mi, że ten sen pamiętam najsłabiej, bo jestem przekonany, że był najbardziej niesamowity.
Po jakiejś bohaterskiej akcji stojąc na osiedlu wzruszona dziewczyna bardzo mi za coś dziękowała. Zaproponowała bliską relacje, ale odparłem, że nie mogę się na to zgodzić. Spytała, czy w takim razie może mnie pocałować. Na to już się zgodziłem.
Znów leżałem w łóżku w pokoju na dole, a brat siedział w fotelu. Był dzień. Czytałem książkę, byłem na ostatniej stronie. Wiedziałem, że książka ta opisuje przygodę którą właśnie przeżyłem w tym śnie. "a promień światła zaczął przenikać przez ziemię, księżyc i przezeń słońce zmierzając do genezy wszechświata..." Odwróciłem się do brata i powiedziałem, że środek wszechświata musi być niesamowity. Jakiś ultrapotężny kwazar albo czarna dziura (musiało mi się pomylić ze środkiem galaktyki, a słowo geneza z centrum, więc tekst trochę nie na miejscu). Odparł, że to wcale nie musi być tak jak przypuszczamy i może być tam coś innego. Zgodziłem się, wracając wzrokiem do książki.

 Obudziłem się z dosyć mocnym poczuciem straty, że nie dane było mi przeczytać tych kilku ostatnich zdań. :P

---

Wracałem z rodzicami samochodem do domu. Po wejściu wchodząc do kuchni zacząłem odczuwać ogromną irytacje i złość. Moja mina emanowała tymi uczuciami. Mój ojciec zauważył to i spytał co jest tego powodem. Odparłem, że tylko mu się wydaje. Powiedział, że to na pewno pierwsze objawy alkoholizmu. Ze złością i niedowierzaniem zaprzeczyłem. Wywiązała się między nami gwałtowna kłótnia. Przenieśliśmy się do góry do mojego pokoju. Maksymalnie wściekły podniosłem pięści, tata też był już gotowy na soluwe. Powiedział jeszcze tylko, że co najważniejsze słyszał w nocy jak mówiłem kumplowi że praktykuje LD. Zdziwiony zatrzymałem się. A co w tym złego? Zacząłem tłumaczyć ojcu co to dokładnie jest. Odpowiedział również już spokojniejszy, że myślał, że to jest coś takiego że mieszasz w kociołku i robisz niebezpieczne mikstury.

---

Byłem z dobrym kumplem i dwoma koleżankami w jakimś wielkim ośrodku z, między innymi, wodnymi rozrywkami. Przechodziliśmy przez zatłoczone pomieszczenia, gdy napotkaliśmy na również zatłoczone schody. Były one bardzo wąskie i nie miały żadnych barierek. Zaniepokojony postanowiłem przejść po nich na czworaka. Niespodziewanie kumpel stracił równowagę i już leciał w dół. W ostatniej chwili złapałem go za rękę. Krzyknąłem do chłopaka obok żeby mi pomógł, bo ostatecznie zaraz zlecimy tam we dwoje. Złapał mnie za wolną rękę i mocno pociągnął. Z tą pomocą udało mi się wyciągnąć kumpla. Byliśmy w lekkim szoku.
Znalazłem się w jakiejś przebieralni, teraz już tylko z dwoma koleżankami. Przebraliśmy się w ręczniki i ruszyliśmy do sauny.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#39
Plusik za długość i szczegółowość snu. Świadczy o niesamowitej uważności i niespotykanej pamięci. Ja nie daję rady tyle zapamiętać i opisać. Widzę, że masz dobrze wyćwiczony transfer danych z ciała astralnego do fizycznego.

Podoba mi się motyw kociołka z niebezpiecznymi miksturami.
"Często wchodzimy do snu świadomi, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#40
10.12

Jechałem pociągiem z pobliskiego miasta do mojego, ale nie tak zwyczajnie, bo na dachu. Frajda była niesamowita, powietrze mocno uderzało w moje ciało, musiałem leżeć trzymając się jakiś wypustek. W głowie cały czas miałem jedną myśl - za żadne skarby nie zgubić stówy którą mam w kieszeni. Jaki był mój następny ruch? Ch*j wie po co chwyciłem stówkę i obserwowałem jak trzepocze się na powietrzu, niby przypadkiem i poza udziałem świadomości. Rzecz jasna banknot zaraz wypadł mi z dłoni i wyleciał do tyłu, już prawie udało mi się go chwycić ale omsknął się o milimetry. Uczucie dobrej zabawy z jazdy ustąpiło zażenowaniu i złości na siebie. Te pieniądze były mi do czegoś bardzo potrzebne. Znowu to zrobiłem, znów zgubiłem stówkę a dycha która to równie dobrze mogła wypaść zamiast niej wciąż znajdowała się w kieszeni. (jak można się domyśleć dokładnie taka sytuacja miała miejsce w świecie realnym, no może bez pociągu). Prawie że dokładnie pamiętałem miejsce w którym spadła, więc pomyślałem czy może nie zeskoczyć z pociągu na ziemie. Stwierdziłem jednak, że jest to zbyt niebezpieczne.
Dojechałem do mojego miasta. Od razu ruszyłem w drogę powrotną wzdłuż torów. Pomyślałem jednak, że czeka mnie długa droga bo jakieś 30km, czyli pewnie z 7 godzin piechotą. Postanowiłem wpierw zjeść kebaba i kupić sobie jakąś wodę zanim wyruszę w taką podróż. Wtem wpadłem na kolejną złotą myśl - przecież mogę pojechać rowerem! Skróci to czas podróży do jakiejś ponad godziny. Poszedłem po rower do swojego domu. Spojrzałem na telefon w którym odpalona była przednia kamerka. Jasny gwint, jestem kobietą. W tym momencie pełen przekonania i wcale nie zdziwiony stwierdziłem, że no tak, zmieniam się w kobietę co 4 lata, to znaczy zdecydowanie częściej niż inni. Zacząłem robić sobie zdjęcia. Twarz miałem jakąś nie teges, ale tyłeczek i bimbały takie że hej ho. Pochwaliłem się sytuacją i fotkami swojemu kumplowi. Wskoczyłem na rower w celu odzyskania stówki. Obudziłem się.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów - Howolf Howolf 93 4,933 17-05-2019, 07:47
Ostatni post: Howolf
  Dziennik snów Bellatrix Bellatrix 21 558 16-05-2019, 23:16
Ostatni post: Bellatrix
  Dziennik Snów Ayanami Ayanami 0 48 13-05-2019, 07:18
Ostatni post: Ayanami
  Dziennik snów Ariene Ariene 13 767 09-05-2019, 23:00
Ostatni post: Howolf
  Dziennik snów moon_light moon_light 0 64 29-04-2019, 20:49
Ostatni post: moon_light

Skocz do:

UA-88656808-1