Jeśli tak to czemu marzenia senne występują tylko w REM (w N-REM w małych ilościach i innej formie). Czy to kwestia nieobecności paraliżu co nie pozwala na tą deprywację?
W NREM na pewno jest głębiej zaburzona świadomość, jak wszyscy słyszeliśmy, sny najprawdopodobniej też tam są, aczkolwiek z powodu braku pełnego paraliżu, częściowa tylko deprywacja sensoryczna nie może doprowadzić do zwartych halucynacji wszystkich zmysłów. Toteż wydaje mi się, że są to majaki myślowe i temu podobne
Czyli dobrze myślałem
A czy sen jest spowodowany i wyłącznie tą deprywacją? To jak to jest że np. przy WILD'zie wchodzimy do snu przez jakieś mechanizmy mające nam pomóc wejść do snu.
EDIT: W N-REM nie ma w ogóle paraliżu? I jak to jest że w REM przewracamy się na boki (no bo czasem się przewracamy). Czy to są te okresy spłyceń?
Sen to deprywacja + zaburzenia świadomości wynikające z regeneracji mózgu. Sama deprywacja sensoryczna jest też osobną przyczyną zaburzeń świadomości, więc te dwie rzeczy kumulują się. Wild polega jedynie na przejściu w deprawację z zapamiętaniem ciągu chronologicznego ostatnich wydarzeń, co umożliwi pozostanie zorientowanym we śnie, i najpewniej po prostu zatrzymanie postępu sennego obniżenia świadomości.
Owszem, w NREM nie ma paraliżu, i to w NREM oraz w mikrospłyceniach REMU obracamy się na boki.
mikrospłycenia trwają max po parę sekund, występują też podczas snu głębokiego, z reguły się ich nie pamięta. Nie sądze, żeby były odpowiedzialne za nagłe spłycenia LD.
Trzeba tu odróżnić dwie rzeczy : spłycenie pod koniec fazy REM, trwająca aż do alfa-budzika, jest zależne od fazy a jedynie ułatwia uświadomienie się. Z kolei krótkotrwałe spłycenia w LD uniemożliwiające ruch, pojawiające się co parę minut, to chyba spłycenia wywołane naszymi próbami poruszania się w LD. Żadne z nich nie jest mikrospłyceniem.