Brudnopis
#21
Przystanek autobusowy w mojej miejscowości, sierpień 2018 r.


   
All I want for Christmas is me
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Technika na nieświadomy sen, wysoce skuteczna

1. Obudź się po 6-7 godzinach snu
2. Otwórz oczy
3. Wstań
4. Idź do pracy
5. Wróć do łóżka
6. Powtórz krok 1.
All I want for Christmas is me
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Nadchodzi zima, czas przeziębień i dobrej fazy.

   
All I want for Christmas is me
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
Któregoś dnia znajdziesz ciało :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Incestus powinien mnie zrozumieć. Czytałam, że kilka razy chciało mu się wymiotować, kiedy utracił świadomość tego, kim jest. Poniżej opisane zdarzenie jest efektem nieprawidłowej aktywności elektrycznej mózgu.


CIEMNOŚĆ
Nie zrobisz następnego kroku,
Jeśli nie zaakceptujesz Mroku.
On wszystko w sobie zawiera,
W nim wszystko rodzi się i umiera.

…Dlaczego nie oddycham?
Gdzie jest moje ciało? Gdzie wszystko się podziało?
Gdzie są moi rodzice? Strach objął mnie całą.
Ja chyba umarłam.
Wciąż o sobie pamiętam, lecz czym ja właściwie jestem?

Muszę biec do łazienki, budzę się z przerażeniem,
Dławię się własną duszą, wymiotuję Istnieniem.
Jutro nie idę do szkoły, biorę urlop od życia,
Pochłonęła mnie całkiem Świadomość Bycia.

(z tomiku ”Ścierwolandia”, 2015)
All I want for Christmas is me
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Ocknęłam się w ciemnej przestrzeni, w której nic nie było,
Miałam jakiś sen, ale wszystko się rozmyło.
Posłuchałam ciszy, odpowiedziała mi milczeniem:
Pamiętaj, dziewczyno, że to wszystko jest złudzeniem.

(2017)
All I want for Christmas is me
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
   
All I want for Christmas is me
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
22 grudnia 2015

Pustka pełna jest nieodkrytych możliwości i niezagospodarowanych terenów. Problem w tym, że nie wiem, jak do nich dotrzeć.
Absolutny błogostan kojarzy mi się ze śmiercią. Ale czym jest śmierć? To utrata kontaktu ze światem fizycznym. Wszystkie serwery padły.
Płynę więc przed siebie po spokojnym, nieruchomym morzu.

W Empiku oglądałam kalendarz z inspirującymi cytatami na każdy dzień. Otworzyło mi się na m.in. słowach Yoganandy oraz Krishnamurtiego. Maj god. To tak jak sprzedawanie małży w Biedronce.
Wychodzę na ulicę. Patrzę, ale jakbym nie widziała. Moja uwaga cały czas jest pochłonięta czymś bezbarwnym, bezkształtnym, absolutnie cichym i niewzruszonym jak skała. Nie jest to ani niewyspanie, ani zamyślenie.
W tym stanie bardzo łatwo jest wejść pod samochód. Muszę się więc pilnować. Prawie nie czuję swojego ciała. Jest gdzieś obecne, gdzieś na obrzeżach świadomości, ale niewiele mnie obchodzi.

Święta są dla mnie traumatycznym przeżyciem. Ta kumulacja napięcia budowanego od początku listopada sprawia, ze robi mi się słabo. Za czym ci wszyscy ludzie tak gonią? Nie, żebym czuła się od nich lepsza czy coś, ale mocno mnie to denerwuje. Mnie to już dawno przestało bawić. Pewnie nie jestem osamotniona w swoich poglądach. Święta były dobre w dzieciństwie, to radosne podniecenie, oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę itp., ale teraz to już trochę się przejadło – nawet bardzo. No i co my właściwie świętujemy? To święto konsumpcji – żarcia i wszelkiego rodzaju dobra materialnego, które, jak wiemy, szczęścia nie daje.
Uśmiechnięci państwo wychodzą z banku. Otrzymali pożyczkę. Jak wspaniale! Jakiś trzydziestolatek zamyka drzwi kolektury – właśnie wyjebał 40 złotych na zdrapki (ja tylko siedem – również nie miałam szczęścia tym razem).
Tony bigosu. Kilogramy karpia. Ogromna ilość świątecznych ciastek. Potężny tort. Kto to wszystko pochłonie? Moja trzyosobowa rodzina, choć równie dobrze wystarczyłoby tego żarcia dla piętnastu osób. Zwłaszcza, że ostatnio nie czerpię radości ze spożywania pokarmu. Jem, bo muszę. Bo jak nie zjem, to stanie się coś strasznego… Ciekawe co?
Mogę zatrzymać puls, odłączyć się od ciała. Tylko co wtedy z magisterką? Moja fizyczna powłoka stanie się wówczas niezdolna do wykonywania jakichkolwiek działań w świecie.

Muszę usunąć ciernie z mojej podświadomości.

Można odłączyć się od doznań zmysłowych i jedyne, co pozostanie w świadomości, to ogromny Bliss. Można pozostać w tym stanie dowolnie długo. Ciału nic się nie stanie. Nie każdy wie, że istnieje taka możliwość i ludzie z tego nie korzystają. A to jest naprawdę przyjemne. Niestety, lgnięcie do przyjemności świata fizycznego sprawia, że człowiek niechętnie się od niego odrywa. Żyje w wielkim ograniczeniu. Zamiast choćby na chwilę wszystko wyłączyć, on ciągle szuka czegoś nowego, zamiast wszystko wywalić, on wciąż znosi do domu rozmaite graty, ale nadal nie ma tego, czego szukał…
All I want for Christmas is me
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
Marzy mi się wspólnota, w której wszyscy byliby dla siebie jak bracia i siostry. Mieszkalibyśmy razem, pomagalibyśmy sobie nawzajem, wspieralibyśmy się. Każdy miałby swój pokój, a w nim dostateczną ilość kołder. Stosunki płciowe wewnątrz Wspólnoty byłyby zakazane, jeśli komuś to nie pasuje, to niech odejdzie.
Możliwy byłby, a nawet wskazany, kontakt z ludźmi poza ośrodkiem, opuszczanie go w celu pracy zarobkowej. Poza tym każdy miałby swoje obowiązki, jak w domu – sprzątanie, przygotowywanie posiłków, zakupy itp. Wspólnie spędzalibyśmy czas wolny i święta, jeździlibyśmy razem na wakacje, jednak każdy mógłby spędzać tyle czasu w samotności, ile potrzebuje. Byłby przewidziany również czas na różnego rodzaju praktyki duchowe, wspólne i samotnicze.
Coś takiego by mi pasowało, taka alternatywa dla tradycyjnego modelu rodziny, ale nie wiem, czy mama mnie za to znienawidzi, czy może oszalałam, moje marzenia to mrzonki, sen wariata.. czy może powinnam znaleźć byle jakiego faceta, dać się zapłodnić i wychowywać to dziecko, udowodnić, że jestem do tego zdolna, do tego całego poświęcenia w imię Miłości, pokazać, że jestem naprawdę odpowiedzialna i nie myślę tylko o sobie, tak jak wszyscy inni.
Wmawiano mi, że na starość będę żałować, że nie urodziłam, że w pewnym wieku nagle zachce mi się potomstwa, ale będzie już za późno… Jednak ja pragnę iść pod prąd, pędzić tam, gdzie mnie serce zawlecze, podążać za jego cichutkim głosem, a nie być kolejną ofiarą masowej hipnozy. Czasem jednak mam wątpliwości, czy moja walka ma sens, daję się złamać, a potem tego żałuję. Moje „ja” zostało zadeptane przez innych, miota się w szklanej kuli wypełnionej łzami i bólem. Biedne, żałosne, zranione ego…
All I want for Christmas is me
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
Były takie wspólnoty czyli komuny hippisowskie w latach 70 ubiegłego wieku tyle, że wolna miłość też tam było. Jeśli proponujesz celibat to takie wspólnoty też istnieją to się nazywa świecki zakon - wiem, ze na zachodzie takie funkcjonują być może u nas też.
Co do rodziny to dziwnie negatywnie na to patrzysz. Oczywiście wiem, że różnie bywa, ale osobiście znam wiele szczęśliwych rodzin. Kiedyś rozmawiałem z taka miła wesoła starszą panią koło 70, która po 30latach małżeństwa była równie szczęśliwa z mężem jak dawniej, przytulała go i mówiła o nim z czułością. Powiedziała mi, że poznała go na jakimś weselu jak była młoda i po trzech tygodniach wzięli ślub i do dziś są szczęśliwi mimo, że są dziadkami a jej mąż był rozpuszczonym jedynakiem :-)
Każdy może wybrać drogę jaką zechce, ale wydaje mi się, ze szczęście to nie kwestia wyoboru określonej drogi życia, ale nasza wewnętrzna postawa i sposób reagowania na to życie. Kiedy musimy walczyć to na dłuższą metę raczej nic dobrego nie przynosi, natomiast kiedy potrafimy wprowadzać harmonię jak ta pani to cokolwiek by się nie działo otacza nas szczęście - taka świąteczna refleksja :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1