Bomba atomowa... tudzież inna...
#1

Ostatnio miałem sen...

Ot taki zwykły niby (bez świadomości) ... ale z takim jakiś wyczuwalnym niepokojem w tle... śniły mi się jakieś koszary... ćwiczenia, wojskowe mundury - ... później znalazłem się przy jakiś budynku, ale generalnie na otwartej przestrzeni (pole jakieś) - nagle na horyzoncie ujrzałem wybuch... choć jak to się później okazało był to start rakiety - ogromnej rakiety - powstał na horyzoncie (maksymalnie dalekim ... jakieś co najmniej 10-20km) grzybek jak przy wybuchu bomby atomowej... później z tego grzybka wyłoniła się rakieta (tej nie było jeszcze widać, ale ślad dymu/spalin był wyraźnie widoczny) leciała a moim kierunku... na początku bardzo powoli... wzniosła się ku górze... wysoko... później... momentalnie odległość zaczęła się zmniejszać... parę sekund później widziałem ją prawie tuż nad sobą, ostatnie mili-sekundy wizji w tym śnie, to zbliżający się dziób tej bomby... była gruba duża... biała - lekko okręcała się wokół swej osi (widać to było po ruchu 4 stateczników) - oczywiście takie zbliżenie trwało naprawdę moment - nie uderzyła prosto we mnie... uderzyła w ziemię jakieś kilka-kilkadziesiąt metrów ode mnie - w kolejnej milisekiundzie pomyślałem, że może uda się gdzieś schować / ukryć - ale już w następnej zdałem sobie sprawę, że przecież nawet nie zdążę się ruszyć ... nie było huku, nie było bólu ... nagle tylko takie NIC... tylko jasność przed oczami... i nic więcej ... śmiesznie, bo zwykły sen, a taka faza... brak snu (akcji snu) ... ale jeszcze przed wybudzeniem... trwało to ładny kawałek czasu (nie wiem ile, bo nic się nie wydarzyło... ) - później normalnie się obudziłem... mając przed oczami wciąż ten widok zbliżającej się bomby ;) ...

Ot tyle ;)

A a propos takich katastroficznych filmów, to miałem (miewałem, dawno juz nie) ale miałem kilka albo i kilkanaście znów, kiedy na niebie widziałem jakby samoloty, ale bardziej jakby pojazdy obcych (albo bardzo nowoczesne myśliwce, w kształcie trójkątów / wielokątów) ... które latały w dziwnych kluczach tworząc figury / okręgi na niebie - wówczas też odczuwałem ten niepokój i ewidentnie złowrogą energię bijącą od tych latających pojazdów...

Do nastepnego,
Lucid.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Też miałem ostatnio taki katastroficzny sen ;). Świat po apokalipsie, i biegałem z prowizoryczną strzelbą na igły i szukałem jedzenia :D.
TR zrobić radzę ci.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Po ostatnim moim katastroficznym śnie nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać. Najpierw z okna widziałem jak Dżizas lata na jakimś skrzydlatym łosiu (ośle? reniferze? nie wiem co to było), potem całe miasto momentalnie zamarzło, a następnie dla odmiany deszcz lawy. I bezcenna reakcja mojej mamy: "O, koniec świata" yea

Szkoda że nie odzyskałem świadomości, ja bym im dał koniec świata <pro>
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Kurde, fajne musza byc takie katastroficzne sny, ja nie przypominam sobie takiego :)
Podstawa musi tu byc uczucie niepokoju, ten opis przywoluje na mysl niepewnosc i przeczucie konca, w przeciwienstwie do przerazenia w zyklym koszmarze.

Jedyne co mialem podobne to snilo mi sie ze przez dlugi czas do ziemi zblizaja sie meteoryty, a ja utracilem juz nadzieje i probuje zrobic cos fajnego przed koncem swiata, Jednak jest pusto nawet gdy meteory w koncu uderzaja. Wtedy zrywam sie z lozka i odkrywam ze na zewnatrz puszczaja fajerwerki :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1