dreaming.log
#81
# Zbiór urywków z paru dni, bo od niedoboru snu strasznie poleciała mi pamięć snów

Z grupką osób - część była studentami, ale miałam wrażenie, że należał do nich także mój ojciec - biegaliśmy trochę bez celu po klatkach schodowych w blokach. Była noc, tak jak przedstawiają czasem w amerykańskich filmach, nie absolutna ciemność, ale tak miękko ciemnogranatowo. Istniały jakieś połączenia między poszczególnym klatkami schodowymi, tak, że mogliśmy przemieszczać się między nimi bez wychodzenia z budynku. Szukaliśmy kogoś albo czegoś, w sposób mocno chaotyczny. Miałam tylko niejasną świadomość, że nasz cel jest jakoś związany z przeszłością, wspomnieniami. 
Natknęliśmy się na młodego człowieka, mógł to być ktoś z Jaskini Nerdów, albo taki jeden irytujący chłopak ode mnie z pracy. Dyskutowałam z nim ostro, w którymś momencie zaczęłam grozić mu nożem. Na groźbach się zakończyło. Czułam zażenowanie, że z jakiegoś powodu i tak nie mogłabym tych gróźb spełnić. Powiedziałam później coś w stylu "Bardzo przepraszam, następnym razem to będzie już bardziej na serio".
Potem nastąpił przeskok, znalazłam się u mnie w pracy, w ciemnym pomieszczeniu przed otwartą szafą. Miałam zamiar uprawiać szpiegostwo przemysłowe i wykradać receptury.

================================================

Przebywałam na Dworu Centralnym, we śnie był on wielokrotnie większy niż w realu, wchłonął całe Złote Tarasy i sporą część Śródmieścia, miał wiele poziomów w górę i pod ziemią. Mój zakład pracy też się tam gdzieś znajdował. Oprócz tego były tam baseny i sale gimnastyczne. W jakiś sposób mogłam przebywać tam wiele dni bez przerwy, znajdując miejsca, gdzie można coś zjeść, wziąć prysznic i przenocować. Czasem schodziłam na najniższe poziomy, przypominające jaskinie albo kopalnie w grach. Tam jeździły pociągi i tamten obszar uznawałam za graniczny ze "światem zewnętrznym". W którymś momencie natknęłam się na V. Powiedziałam mu z rozbawieniem coś o tym, że właściwie Dworzec to teraz mój drugi dom. On na to: "Fajnie, tylko uważaj, żeby któregoś dnia nie zaspać do pracy."

================================================

Ja i V. chodziliśmy po lesie, który wyglądał na animowany. W pewnym momencie stanęliśmy przed wejściem do jaskini. Otoczenie wyglądało tu bardzo dwuwymiarowo i papierowo, jak w "Włatcach Móch". Mieliśmy wejść do środka, ale wahaliśmy się, aż nastąpił przeskok. Znaleźliśmy się w jasnym pomieszczeniu, nie do końca umeblowanym, trochę jak prosta scenografia w szkolnym przedstawieniu. Ustawiłam trzy pokryte folią parawany i zaczęłam oblewać je farbą z wiadra. Czerwoną, podobną do krwi albo przemielonych pomidorów. Na pierwszym parawanie plama przybrała kształt ptaszyska z rozłożonymi skrzydłami. Mówiłam do V. coś, że przygotowuję parodię kilkudniowych obchodów miesięcznicy smoleńskiej.

================================================

Chodziłam po górach, częściowo pokrytych śniegiem, także wyglądających na animowane. W większości miejsc dało się po prostu przechodzić po szczytach i zboczach, kilka było takich, gdzie trudno było się dostać. Pod jednym szczytem zamocowana była krótka, może dwumetrowa metalowa drabinka, umożliwiająca wejście na górę. Do tego momentu jakoś dało się od podnóża dotrzeć bez żadnej pomocy. Pod nią, na zboczu góry, ustawiały się kolejki chętnych do wejścia, na górze stała i przyglądała się temu jakaś lekko zmieniona wersja mojej matki. Ja byłam na siebie zła, że niepotrzebnie zeszłam, jak już parę razy byłam na górze. Drabinka jak na złość chwiała się coraz bardziej, jak już prawie nadeszła moja kolej, niemal odpadała. Byłam przekonana, że nie będzie mi dane z niej skorzystać. Jak miałam wchodzić, a ona nadal była, odmówiłam chwycenia dolnych szczebli i wciągnięcia się na górę, mówiąc, że zlecę w dół razem z nią. Jakoś tak było, że nagły upadek mógł spowodować stoczenie się nie tylko kilka metrów, ale całą drogę do podnóża tej góry. Ustąpiłam komuś innemu i rzeczywiście przy pociągnięciu drabinka wyrwała się, przeleciała nad naszymi głowami i spadła po zboczu. Byłam zirytowana, ta moja zmieniona matka na górze także. Mówiła mi, że pewnie i tak bym zdążyła.
# I znów ten motyw w kolejnym śnie się powtarza, sama nie wiem, skąd.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1